Ukraina Walcząca dziękuje Polakom za wsparcie

Obrazek użytkownika Mariusz Cysewski
Kraj

Dwa filmy ukraińskie: myślę że ważne, piękne i dają wgląd w racje w dyskusjach jakie się toczyły.

 

„Polscy” stronnicy Putina: nie patrzeć! ;))

 

Mariusz Cysewski

 

 

Kontakt: tel. 511 060 559

ppraworzadnosc@gmail.com

https://sites.google.com/site/wolnyczyn

http://www.youtube.com/user/WolnyCzyn

http://mariuszcysewski.blogspot.com

http://www.facebook.com/cysewski1

Ocena wpisu: 
4
Twoja ocena: Brak Średnio: 3.2 (głosów:21)

Komentarze

Nie udzielalem poparcia takiej Ukrainie i nie bede popieral interesow wrogich mojej ojczyznie Polsce .
Niekoniecznie wrog naszego wroga jest naszym przyjacielem.

Podoba mi się!
13
Nie podoba mi się!
-17
#1423330

Komentarz ukryty i zaszyfrowany

Komentarz użytkownika spiskowy został oceniony przez społeczność dość negatywnie. Został ukryty i zaszyfrowany poprzez usunięcie samogłosek. Jeśli chcesz go na chwilę odkryć kliknij mały przycisk z cyferką 3. Odkrywając komentarz działasz na własną odpowiedzialność jakkolwiek ciężko Ci będzie go odczytać. Pamiętaj, że nie chcieliśmy Ci pokazywać tego komentarza..

t c mwl Dmwsk 100 lt tm:

&qt;tóż tk ptrtyzm, który myśl przd wszystkm zmśc n wrg, n zś pżytk włsng nrd, jst nsłychn grźnym nbzpczństwm, b stnw prstą drgę d nrdwg smbójstw. Krwn nm pltyk przstj być pltyką plską: rzgląd sę n tylk z wrgm swch wrgów, żby sę m wysłgwć, ksztm włsnj jczyzny ddć sę m z nrzędz.&qt;

Plsk dl s wklc w gr dl Plsk zbjcz. ntrsy n krn rlzj fnnsjr, t sm, ktr znszczyl mnrch, t sm, ktr zrbl rwlcj pzdzrnkw, t sm, ktr rzptl 2 wjn swtw. C ldz s njwkszym zbrdnrzm jkch nsl zm, Plcy dzs mjc wln wl mzlwsc wybr pprj tych bndytw. krn t pnstw - n pnstw. jk tk jst twrm dsc npwznym, l gr tk nprwd dz przcwk Rsj, ktr chc djsc d ptrdlr. T zsdncz jst pwdm nnwsc d Rsj. Plsk nstty tj nnwsc lg.

Podoba mi się!
12
Nie podoba mi się!
-22
#1423331

Waszyngtoński plan zajęcia Ukrainy i eksmisji Rosji z ich bazy morskiej na Morzu Czarnym nie powiódł się. Jak to mawiał Lenin: ”Dwa kroki do przodu, jeden krok wstecz”.

Pamiętacie te mocne wypowiedzi pochodzące od Johna Kerry’ego, Błazna w Białym Domu, Hilary Clinton i wazeliniary Merkel o surowych sankcjach, które ”poważnie nadszarpną” rosyjską gospodarkę, o ile Rosja nie powstrzyma referendum na Krymie. To było bredzenie, kolejny ferment i pustosłowie marionetek Białego Domu i kanclerz Niemiec, która jest hańbą dla narodu niemieckiego. Jak Rosjanie powtarzali Johnowi Kerry’emu, sankcje nałożone na Rosję zniszczą Europę, a szkody dla Rosji będą znikome.

Żałuję, że Rosjanie nie zatrzymali tego dla siebie. Nie mogłem się doczekać, kiedy to kretyni z Waszyngtonu zniszczą NATO przez zastopowanie europejskiej gospodarki.

Oczywiście, skoro się udawało twardzieli i macho, trzeba zrobić coś, co waszyngtońskie presstytutki mogłyby nagłośnić jako nałożenie sankcji, więc Waszyngton sankcje nałożył, ale nie na Rosję, tylko na jedenaście osób: obalonego prezydenta Ukrainy, doradcę obalonego prezydenta, dwóch krymskich urzędników i siedmiu Rosjan.

Wybór tych osób jest całkowitą tajemnicą. Owych siedmiu Rosjan to asystent Putina, doradca Putina, czterech członków rosyjskiego parlamentu (Dumy) i wiceminister. Co ci ludzie mają wspólnego z referendum na Krymie, nikt nie wie.

 

Co więcej, sankcje dotyczą tylko zagranicznych kont bankowych, które tych 11 osób może mieć poza Rosją. Najprawdopodobniej dotknie to jedynie obalonego prezydenta Ukrainy, jeśli wierzyć całej propagandzie o nim. Według innych doniesień, sankcje mają obowiązywać tylko przez najbliższych sześć miesięcy.

Jeśli kryminaliści z Waszyngtonu i UE zawłaszczą pieniądze tych osób, rosyjski bank centralny może uzupełnić ich konta o skradzione sumy.

Tymi, którzy zdecydowali, że Krym oddzieli się od Ukrainy i wróci do Rosji, byli sami obywatele Krymu. Zgodnie ze sformułowaniem głupich kar Obamy, jego sankcje powinny mieć zastosowanie do krymskiego społeczeństwa, które głosowało za oddzieleniem się od amerykańskich pachołków w rządzie w Kijowie.

Ponadto, sankcje Obamy stosują się do niego samego i jego reżimu, oraz jego marionetek z NATO, ponieważ to Zachód obalił demokratycznie wybrany rząd Ukrainy, a nie Rosja czy Krym. Amerykanie oczywiście nigdy nie stosują prawa do siebie.

Innymi słowy, sankcje są zupełnie bez znaczenia. Jednak Głupiec z Białego Domu oświadczył: ”Jeśli Rosja będzie nadal ingerowała na Ukrainie, jesteśmy gotowi do nałożenia dalszych sankcji”.

Hipokryzja Obamy sprawia, że człowiekowi chce się puścić pawia. Bo to właśnie Głupiec z Białego Domu ingeruje w sprawy Ukrainy. To Waszyngton sfinansował i zorganizował obalenie legalnie wybranego rządu Ukrainy, wykorzystując dobrze zorganizowane i uzbrojone grupy neonazistów do zastraszenia rządzącej partii i nieuzbrojonej policji, otwierając tym samym Waszyngtonowi drogę do obsadzenia nielegalnego i niewybranego rządu swoimi dobrze opłacanymi marionetkami.

Ten niekompetentny Głupiec przeoczył jednak, że południowa i wschodnia Ukraina to Rosjanie, a nie Ukraińcy, więc zamach tych głupców doprowadził do odejścia Krymu i wywołuje powszechne protesty we wschodniej Ukrainie przeciw samozwańczemu rządowi w Kijowie.Marionetkowy rząd w Kijowie ustanowiony przez USA powołał ukraińskich miliarderów i oligarchów, którzy mają swoje prywatne siły bezpieczeństwa, na burmistrzów prorosyjskich miast w celu stłumienia protestów. Jeśli przeciw rosyjskiej społeczności zostanie użyta siła, prawdopodobnie rezultatem będzie przejecie kontroli nad wschodnią Ukrainą przez wojska rosyjskie.

Jeśli wschodnia Ukraina wróci do Rosji, Waszyngton pozostanie z ultranacjonalistami z zachodniej Ukrainy, czyli ludźmi, którzy walczyli dla Hitlera podczas Drugiej Wojny Światowej. UE nie chce ultranacjonalistów, jako że sami są zajęci wykorzenieniem nacjonalizmu i dążeniami do suwerenności państw europejskich. Niemniej jednak, Waszyngton zdobędzie strategiczną przewagę nad Moskwą, bo będzie mógł umieścić  pociski antybalistyczne i bazy wojskowe na granicy zachodniej Ukrainy z Rosją, zamykając tym samym waszyngtoński krąg otaczający Rosję wrogim wojskiem i bazami rakietowymi.

Rosja zneutralizuje amerykańskie bazy, atakując je rakietami Iskander, które nie mogą być przechwycone przez ABMs.

I jedyne, co osiągnie Głupiec z Białego Domu, to nie pozostawienie Rosjanom i Chińczykom śladu wątpliwości co do tego, że Waszyngton ma ich na swojej liście, ponieważ oba te państwa stoją na drodze do hegemonii Waszyngtonu nad światem.

Można się tylko zastanawiać, dlaczego Putin nie wyprzedzi nadchodzącego ataku wojsk USA na Rosję przez zniszczenie NATO ekonomicznie bez jednego wystrzału. Żeby to osiągnąć, wystarczy, że Putin odetnie Europę od energii. Waszyngtonowi trzy lata  zajmie stworzenie możliwości dostarczenia gazu ziemnego z USA, wydobywanego przez szczelinowanie, co doprowadziło zniszczenia zasobów wody w Ameryce. W tym czasie rządy członków NATO prawdopodobnie zostaną obalone z powodu masowego bezrobocia i kryzysu gospodarczego. Putin może także przejąć wszystkie aktywa zagraniczne w Rosji i szybko sfinalizować uzgodnienia z Chinami, Indiami, Brazylią i Południową Afryką w sprawie porzucenia dolara w rozliczeniach międzynarodowych.

Dolar amerykański jako światowa waluta rezerwowa jest źródłem amerykańskiego imperializmu. Pięć krajów składających się na BRICS obejmuje połowę ludności świata. Mogą prowadzić swoje interesy gospodarcze bez dolara.

Świat musi zrozumieć, że neokonserwatywny rząd USA to Trzecia Rzesza na sterydach. To wroga siła, bez żadnego poczucia sprawiedliwości i szacunku dla prawdy, prawa i ludzkiego życia. Wystarczy zapytać o to mieszkańców Iraku, Afganistanu, Libii, Syrii, Palestyny, Pakistanu, Jemenu, Somalii, Libanu, Hondurasu, Wenezueli, Kuby, Iranu. Nawet zwiedzeni obietnicami zachodni Ukraińcy szybko załapią o co chodzi. (przyp. tłumacza: myślący Polacy dawno już załapali o co chodzi, reszta dalej buja w obłokach.)

Obama osobiście oświadczył, że USA to ”wyjątkowy naród”. Jest to neokonserwatywna wersja deklaracji Hitlera, że naród niemiecki jest wyjątkowy, a zatem ponad wszystkimi innymi. Jedyna różnica między Waszyngtonem i nazistowskimi Niemcami jest taka, że Waszyngton ma o wiele silniejsze państwo policyjne i broń nuklearną.

Pycha i arogancja, które wynikają z przekonania Waszyngtonu, że jest to rząd ”niezastąpionego i wyjątkowego narodu”, oznacza, że Waszyngton nie ma szacunku dla jakiegokolwiek innego kraju ani dla prawa – czy to własnego, czy międzynarodowego. Mogą oni najechać kraje bez przyczyny, co jest zbrodnią wojenną. Mogą porywać i torturować ludzi, co jest zbrodnią w świetle prawa amerykańskiego i międzynarodowego. Waszyngton może ignorować samostanowienie narodów, takich jak Krymianie. Kim są ci Krymianie, żeby głosowali w sprawie własnej przyszłości bez zgody i decydującego głosu Waszyngtonu? Waszyngton deklaruje samostanowienie krymskiego społeczeństwa ”nieważnym i nielegalnym” i odmawia uznania ich prawa do samostanowienia, udając jednocześnie, że USA są ojczyzną ”wolności i demokracji”.

Żaden rząd w historii ludzkości nie może równać się stopniem hipokryzji i złej woli z Waszyngtonem. Uzbrojony w broń nuklearną i doktryny wojskowe prewencyjnego nuklearnego pierwszego uderzenia, Waszyngton stanowi największe zagrożenie dla życia na Ziemi.

 

Artykuł na SOTT.netTelling it as it is: Washington is the biggest threat to life on Earth

 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-6
#1423391

Zapomniałeś, że wróg wroga naszego wroga jest naszym wrogiem. 

Oraz przyjaciel wroga naszego wroga jest naszym przyjacielem.

Z kolei wróg przyjaciela naszego wroga to nasz przyjaciel ;))

Podoba mi się!
9
Nie podoba mi się!
-6

Mariusz Cysewski

#1423353

Stosując te zasady można zostać przyjacielem samego diabła rogatego.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-13

Lotna

 

#1423355

Diabła jak diabła, ale Putina z pewnością.

Jak większość "Polaków". Vide wyniki głosowania, większość za rządem zamachowców albo vide pomnik NKWD w każdym domu i zagrodzie. Przecież nie za Tuskiem głosowali, a za Putinem. Vide zwycięstwo w referendum Bufetowej, czyli "Śpiących" i Berlinga. I tak dalej.

Nie jesteśmy już narodem, niestety. Ale w taki czas jak rocznica Zmartwychwstania można uwierzyć, że i Polska zmartwychwstanie.  Czego sobie i Państwu życzę :))

Podoba mi się!
14
Nie podoba mi się!
-8

Mariusz Cysewski

#1423359

Bardzo mi sie spodobal adres email "praworzadnosc@gmail.com"

przypomnial mi sie list Sw. Pawla do Tesaloniczan. W ktorym to taki ustep znajdujemy: "A o czasach, i o chwilach, bracia! nie potrzebujecie, aby wam pisano. Albowiem sami dostatecznie wiecie, iż on dzień Pański jako złodziej w nocy, tak przyjdzie. Bo gdy mówić będą: Pokój i bezpieczeństwo! tedy na nich nagle zginienie przyjdzie, jako ból na niewiastę brzemienną, a nie ujdą."

Tak to wlasnie jest. Beda wolac "pokoj", "bezpieczenstwo", "praworzadnosc" - wszystko to piekne i chwalebne. Ale tylko na poziomie hasel. Bo w rzeczywistosci sluzba mamonie, sluzba finansjerze i jej interesom. Mam nadzieje, ze to wynika z naiwnosci a nie z zaplanowanej i z pelna premedytacja wykonywanej dzialalnosci. zycze wielu refleksji zwiazanych z meka Panska. Dzis Go kochaja, jutro nienawidza i krzyzuja. Tacy to ludzie sa wlasnie. I tu akurat nic sie nie zmienilo. Faryzeusze podburzaja tak samo dzis jak i 1000 jak i 2000 lat temu.

Podoba mi się!
13
Nie podoba mi się!
-16
#1423332

Święta racja, trzeba być czujnym. WRÓG NIE ŚPI!!! ;)) A poważnie: rzeczywiście Polskę mamy pełną przebierańców, ale i tak trzeba robić swoje. Pozdrawiam świątecznie

Podoba mi się!
13
Nie podoba mi się!
-6

Mariusz Cysewski

#1423352

Koledzy szabrownicy

Niszczenie całych narodów, jak również środowiska, nie będzie zauważone przez kolegę szabrownika, jeśli dopuszcza się tego “przyjaciel”.

W naszej najnowszej książce On Western Terrorism – From Hiroshima to Drone Warfare (Zachodni terroryzm. Od Hiroszimy do dronów) mój przyjaciel i mentor Noam Chomsky wyjaśnia, w jaki sposób Zachód zastrzega sobie prawo do rujnowania, a nawet likwidacji krajów, które uzna za niechętne do współpracy, i jak mu to uchodzi z absolutną bezkarnością, a wręcz przy wsparciu prawa.

“Weźcie inwazję na Irak – nic tu nie podlega dyskusji ani nie może być potencjalnie uznane za przestępstwo. W rzeczywistości istnieje ku temu podstawa prawna, nie zbyt dobrze znana. Stany Zjednoczone zabezpieczyły się przed wszelkimi oskarżeniami. Kiedy w 1946 roku USA przystąpiły do Światowego Trybunału, w zasadzie zainicjowały współczesny Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości, do którego dołączyły, ale z zastrzeżeniem, że nie mogą być sądzone na podstawie jakiegokolwiek traktatu międzynarodowego – tzn. Karty Narodów Zjednoczonych, Karty Organizacji Państw Amerykańskich, czy Konwencji Genewskich. USA zabezpieczyły się przed możliwością wszczęcia przeciwko nim procesu w sprawach nimi objętych. I Trybunał to zaakceptował. I tak, na przykład, kiedy Nikaragua wniosła do Trybunału Światowego sprawę przeciwko Stanom Zjednoczonym za wymierzone w nią ataki terrorystyczne, większość zarzutów oddalono, ponieważ powoływały się na Kartę Organizacji Państw Amerykańskich, która stanowczo zabrania interwencji, a Stany Zjednoczone zapisom Karty nie podlegają i Trybunał to zaakceptował.

Co ciekawe, to samo stało się na rozprawie, kiedy Jugosławia wniosła do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości sprawę przeciwko NATO za bombardowanie jej terytorium. Stany Zjednoczone wykluczyły się ze sprawy, a Trybunał wyłączenie przyjął, ponieważ w jednym z zarzutów wspomniano, że było to ludobójstwo, a kiedy w końcu, po 40 latach, USA podpisywały Konwencję w sprawie ludobójstwa, zrobiły to z zastrzeżeniem, że “nie ma ona zastosowania do Stanów Zjednoczonych”, w związku z czym Trybunał słusznie wyłączył Stany Zjednoczone z oskarżenia. Dosłownie są stworzone bariery prawne, ustanowione na wypadek, gdyby ktoś ośmielił się spróbować wnieść oskarżenie przeciw tej potędze. Jestem pewien, że pamiętacie, że kiedy podpisywano Traktat rzymski i kiedy ustanawiano Międzynarodowy Trybunał Karny, USA odmówiły udziału… ale to nie wszystko. Kongres amerykański przyjął ustawę, ochoczo podpisaną przez administrację Busha, która upoważniła władzę w Białym Domu do inwazji na Hagę, w przypadku, gdyby postawiono tam przed sądem jakiegokolwiek Amerykanina. W Europie nazywa się ją czasem Ustawą o inwazji na Holandię. Tutaj została zatwierdzona z entuzjazmem i pod wieloma względami podobnie rzecz się ma z ową autoimmunizacją. Niemożliwość dostrzeżenia, np. kiedy ktoś zaprzecza temu, co się stało z rdzenną ludnością w Stanach Zjednoczonych, po prostu nie widzi tego, nawet jeśli dzieje się to na jego oczach, to jedno. Jednak faktyczne obwarowanie tego prawem, to zupełna inna sprawa.

Czy taki układ jest skandaliczny i całkowicie rasistowski? Jest, ale wygląda na to, że większość zachodnich intelektualistów i dziennikarzy jest tak karna, zaprogramowana lub tchórzliwa, że tego nie zauważa.

David Castle, redaktor zamawiający w londyńskim wydawnictwie Pluto Press, jest wyraźnie świadomy gry, jaką prowadzą zachodnie media. Pluto jest jednym z głównych opozycyjnych wydawnictw publikujących w języku angielskim. Dawid powiedział mi:

“Większość ludzi w Wielkiej Brytanii rozumie politykę międzynarodową przez pryzmat wiadomości telewizyjnych i gazet głównego nurtu. Oba są mocno ukierunkowane na sprawy krajowe, a doniesienia o wydarzeniach międzynarodowych są skąpe. O ważnych konfliktach, takich jak w Demokratycznej Republice Konga, prawie się nie słyszy. Ponadto, większość prasy jest jawnie prawicowa – znacznie bardziej na prawo w stosunku do społeczeństwa, i często jest własnością magnatów medialnych, takich jak Rupert Murdoch, który przez swoje publikacje agresywnie realizuje program prawicowy. Państwowe BBC ma przedstawiać “wyważony” pogląd na kwestie polityczne, ale ich koncepcja wyważenia sprowadza się do przedstawiania poglądów obu głównych brytyjskich partii politycznych. Kiedy te zgadzają się co do kwestii takiej jak Ukraina, może nie udać się znaleźć żadnych głosów przeciwnych”.

Międzynarodowy gangsteryzm

Pytanie, dokąd ten rewizjonizm zaprowadzi świat? Czy Zachód jest naprawdę gotów na konfrontację z Rosją i Chinami, dwiema ważnymi potęgami, żeby tylko w pełni zabezpieczyć sobie dyktatorską rolę na całym świecie? Czy jego chciwość, jego chore protestanckie pragnienie kontrolowania i rządzenia, naprawdę jest tak przemożne?

To wszystko coraz bardziej przypomina gangsteryzm, a nie międzynarodowy konsensus.

Christopher Black, wiodący międzynarodowy prawnik od spraw karnych, mieszkający w Toronto, wyraźnie określa możliwą grę końcową:

“Ukraina jest najnowszym teatrem działań w wojnie światowej, która wybuchła wraz z upadkiem Związku Radzieckiego i pędem Zachodu do zdominowania zasobów i rynków światowych. Pierwszymi teatrami działań w tej globalnej wojnie były Afryka i Jugosławia. W Afryce Ameryka wyrzuciła Francję z Afryki Środkowej i zmieniła Rwandę w państwo wojskowe, wykorzystywane do utrzymania stanu śmiercionośnego chaosu w afrykańskim rejonie Wielkich Jezior”.

Jak mówi Black, zniszczenie Jugosławii w tym samym okresie zwieńczył brutalny atak NATO w 1999 r. i obalenie Miloszevicza w roku 2001. Wkrótce potem państwa NATO zaatakowały Afganistan, Irak, Jemen, a następnie Libię i Syrię. Ostatecznym celem tych wojen jest oczywiście Rosja i jej ogromne zasoby, oraz Chiny, Iran i kraje Ameryki Łacińskiej, które kładą ogromny nacisk na utrzymanie niepodległości i suwerenności. Black mówi:

“Ale tych wojen nie da się prowadzić bez propagandy, a jako że są to wojny totalne – czyli zwrócone tak przeciwko ludności cywilnej, jak i wojsku – więc i stosowane techniki propagandowe są totalne: wykorzystują każdy aspekt komunikacji i przenikają wszystkie szczeble społeczeństwa. Istotnymi elementami tej propagandy są różne trybunały zbrodni wojennych, których podstawową funkcją jest rozpowszechnianie nieprawdziwych historii wojen, których dotyczą, i kryminalizacji tych, którzy się opierają”.

Christopher Black mówi, że widzimy tę samą technikę stosowaną na Ukrainie, z absurdalnym nawoływaniem kijowskiej junty do skazania prezydenta Janukowycza przez Międzynarodowy Trybunał Karny za zbrodnie popełnione prawdopodobnie przez członków tejże junty.

Legendarny prezenter radiowy dr Kevin Barrett z USA opisał tę sytuację w niedawnym artykule, który stał się bardzo popularny na całym świecie. Artykuł zatytułowany jest “USA wypowiadają wojnę demokracji”.

“Na Ukrainie, w Wenezueli i Tajlandii, podobnie jak wcześniej w Syrii i Egipcie, do swojego planu gry “kolorowej rewolucji” zmierzającego do zniszczenia demokracji banksterzy dokładają przemoc. Może się to wydawać absurdalne, ponieważ zatrudniony przez NWO (New World Order) intelektualny płatny zabójca, Gene Sharp, zwany ‘Machiavellim niestosowania przemocy”, wymyślił oryginalne kolorowe rewolucje jako rzekomo pokojowe i demokratyczne powstania. Ale te tak zwane kolorowe rewolucje Sharpa, począwszy od gruzińskiej “różowej rewolucji” w 2003 r. i ukraińskiej “pomarańczowej rewolucji” z 2004 r., nigdy nie były prawdziwymi rewolucjami ludzi. Od samego początku były próbami przejęcia kontroli przez banksterów. George Soros przekazywał pieniądze Rothschilda ambitnym, żądnym władzy aparatczykom, którzy namierzone kraje zalewali propagandą i zatrudniali najemnych awanturników, aby ubierali się w określony kolor i robili z siebie widowisko w miejscach publicznych w nadziei, że naciągną naiwnych młodych ludzi na przyłączenie się do “rewolucji” – której prawdziwym celem jest zawsze zainstalowanie marionetkowego przywódcy NWO”.

Ale Barrett, podobnie jak ja, jest jednym z tych oburzonych głosów, otoczonych kakofonią propagandowego dysonansu.

Chociaż Noam Chomsky, Christopher Black, Kevin Barrett, David Castle i wielu innych zdecydowanych wolnomyślicieli, stale precyzują rzeczywistość oraz zarysowują horror tego, co może nadejść, to okazuje się, że zdecydowana większość zachodniego społeczeństwa jest kompletnie zdezorientowana alternatywnymi głosami, a nawet okazuje wobec nich wrogość.

Dmitrij Koleśnik, odważny ukraiński dziennikarz, mój tłumacz i współredaktor strony internetowej ukraińskich lewicowców Liva.com.ua, umieścił wszystko w odpowiednim kontekście:

“Co jest najbardziej niezwykłe w zachodniej publicystyce na temat ukraińskiego zamieszania? Niemal zupełne ignorowanie, a nawet wybielanie, tych skrajnie prawicowych i jawnie nazistowskich sił paramilitarnych, które odegrały główną rolę w niedawnym przewrocie. Tylko bardzo nieliczne doniesienia w mediach głównego nurtu podkreśliły obecność nazistowskich bojówkarzy na Ukrainie”.

Te słowa Koleśnika można zastosować do Zimbabwe, RPA, Egiptu, Bahrajnu, Kuby, Chin, Wenezueli, Boliwii, Ekwadoru, Erytrei, Korei Północnej, Wietnamu i dziesiątek innych miejsc na całym świecie. Dalej mówi on, że jak zwykle kwestia wiodącej roli skrajnej prawicy jest odrzucana jako “propaganda Putina”. Więc media chętnie ignorują  wszysto, co mówi Putin.

“Gdyby [Putin] twierdził, że Ziemia jest okrągła, zachodnie media najprawdopodobniej nazwałyby to “propagandowym” oświadczeniem. Putin zdaje się to dość dobrze rozumieć, ale zachodnie media krytykując oczywiste fakty, ujawniają swoją całkowitą służalczość”.

Opisuje on również typową wiadomość w grupach internetowych ruchu ‘Euromaidan’ i sieci jednostek nazistowskiego “Prawego sektora”:

Na podstawie tego, co widziałem u kilku grup, którym się przyglądałem, mogę powiedzieć, że czasami mobilizują swoich zwolenników w danym dniu w określonym miejscu tak, aby zapewnić sobie potrzebny obraz: “Przychodzą zachodni dziennikarze, więc musimy być na placu o godz. … i pokazać im nasze demokratyczne intencje. Proszę, żadnego nazistowskiego salutowania i antysemickich haseł e czasie, kiedy będą tam dziennikarze”. Teraz widzimy, jak niektóre media głównego nurtu sporządzają swoje “profesjonalne” raporty.

Koleśnik mówi, że kiedy nazistowskie bojówki atakują spotkania antyfaszystowskich grup, lewicowe wiece, czy prorosyjskich demonstrantów, zachodnie media tego nie pokazują. Ale kiedy atak nazistów jest odpierany, chętnie to przedstawiają jako “brutalność wobec prodemokratycznych protestujących”. Niewybrany ukraiński rząd media nazywają “legalnym” i starają się nie zauważać jego polityki skierowanej na rozpętanie wojny domowej i czystek etnicznych w kraju.

“W rzeczywistości, w przekazach medialnych widzimy przykład cynicznej wojny informacyjnej, gdzie nawet nazistowskie zbiry są wybielane, niezależnie od tego, co robią. Czyli widzimy na Ukrainie skoordynowaną koalicję nazistów, neoliberałów, paru organizacji pozarządowych i mediów głównego nurtu – wszyscy pracują ramię w ramię w kierunku brutalnego zniszczenia kraju”.

Kończę ten raport, zbliża się bowiem lądowanie na międzynarodowym lotnisku w Kijowie. Stworzyłem ładną, schludną teczkę, na którą składa się kilka międzynarodowych czasopism. Zdaję sobie sprawę, że niedługo, bardzo niedługo, rzeczywistość uderzy mnie w twarz, zarówno metaforycznie, jak i w prawdziwym tego słowa znaczeniu.

Wszystko będzie odwrotnie niż przedstawia się w tak starannie napisanych artykułach dla tych świetnie zaprojektowanych i wyprodukowanych arkuszy propagandowych.

Patrzę na okładkę The Economist i niesmaczną karykaturę półnagiego prezydenta Putina na ciężko uzbrojonym czołgu. Napis głosi: “The New World Order”.

Ale ten New World Order jeszcze nie nadszedł. To wciąż ten sam koszmar jakichś kilkunastu niezwykle aroganckich, brutalnych i sprytnych narodów zachodnich, bezkarnie dręczących świat. I jest to robione, jak twierdzą, w celu “uratowania go”, aby był czysty i szczęśliwy, jak to robiły od wieków fanatyczne i okrutne religie.


Andre Vltchek jest pisarzem, filmowcem i dziennikarzem śledczym. Pisał o wojnach i konfliktach w dziesiątkach krajów.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-2
#1423390

Panie Cysewski , prosze nie obrazac Polakow i ofiar rzezi na Wolyniu . Czy Pan nie wie co dzialo sie na kresach , czy ktos , kto ma w swojej rodzinie , kogos kto widzial ta dzicz , ktora odpilowywala Polakom konczyny , nabijala male dzieci na widly i rzucala nimi w gore , smiejac sie przy tym , ze tak lata polski orzel , nie ma prawa obawiac sie , ze cos takiego moze sie powtorzyc ?  Moja Mama zdazyla przed nimi uciec i opowiadala mi o tym co sama widziala . Podlogi wielu polskich domow byly tak zalane polska krwia , ze gdy chodzila po nich to az chlupalo , Mamy przyjaciolka , Ukrainka widzac te mordy na bezbronnych , powiedziala , ze oni nie zasluzyli na wolny kraj , podkreslam to powiedziala Ukrainka . Pieknie , ze jakis Ukrainiec z grupa dzieci zaspiewa polska patriotyczna piesn , ale jednoczesnie nie mozna nie widziec jak oni czcza Bandere i stawiaja jemu pomniki . Panu tez powinno dac do myslenia zachowanie ukrainskiego rzadu , ktory naklada embargo na polskie wyroby miesne i kupuje ten towar od kogos kto zagraza istnieniu Ukrainy . Gdy autobus z polskimi turystami zostal zatrzymany niedaleko Majdanu i grupa pijanych Ukraincow wtargnela do niego , to nie krzyczeli oni diekujemy wam Polacy lecz grozili im spaleniem na plonacych oponach .  To moze oni sa stronnikami Putina ? Podczas mojego wieloletniego pobytu poza Polska sam przekonalem sie o niesamowitej ich wrogosci do mnie , pomimo tego , ze zawsze podchodze do kazdego czlowieka jak do przyjaciela , dopoki nie sparze sie . Oczywiscie nie wszyscy Ukraincy sa wrogo nastawieni do Polakow, ale ilu jest takich nie wiem . Polacy po tak strasznych doswiadczeniach maja prawo dmuchac na zimne . Nawet gdyby Polacy wyrzadzili im jakies krzywdy , to nie daje im to przyzwolenia na znecanie sie nad niemowletami i wyrzynaniem Polakow na prawie czterysta roznych sposobow .  Jezei chca prawdziwego pojednania niech najpierw przeprosz za zbrodnie swoich rodakow i takim nie stawiaja pomnikow . Prosze tez nie straszyc takich jak ja , ze jezeli nie bedziemy myslec tak jak Pan tego sobie zyczy , to zostaniemy zaliczeni do stronnikow Putina i Polakow ujetych w cudzyslowiu.  Poprawnosc polityczna jeszcze nikomu nie wyszla na zdrowie.

Podoba mi się!
18
Nie podoba mi się!
-15

Bądź zawsze lojalny wobec Ojczyzny , wobec rządu tylko wtedy , gdy na to zasługuje . Mark Twain

#1423334

W latach 80-tych KPN współpracowała z ośrodkami emigracyjnymi ukraińskimi; Ukraińcy przysyłali sprzęt poligraficzny, a sami na wielką skalę przerzucali na Ukrainę Biblię. W latach 90-tych - z W. Czornowiłem, wielkim ukraińskim patriotą, bardzo propolskim. Proszę nie ufać wszystkiemu, co panu mówią; zawsze warto sprawdzić źródło informacji. "Dezę" (dezinformację) o autobusie wymyślił portal rosyjski w Polsce, omówił to D. Wildstein na konferencji naukowej z ktorej relacja filmowa jest tu wklejona parę dni temu (niestety to długa relacja, trzeba szukać). "Embargo na mięso" z kolei nagłaśniają narodowcy, ale i tu nie znamy pełnego obrazu - na przykład: czy pan gdzieś widział w sklepie jakiś produkt ukraiński? Możliwe że Ukraińcy stosują środki chroniące ich rynek, ale czy my (i UE) nie robimy tak samo? Nie wiemy i nawet powiem, że się nie dowiemy - bo dziennikarzy mamy jak z koziej dupy trąbka, są jak najdalej od faktów i statystyk i dotyczy to również a może zwłaszcza tzw. "prawicy". Proukraińskiej tylko deklaratywnie, i koniunkturalnie. Do "Rzezi na Wołyniu" od 1945 r. sowiecka propaganda dorabiała zmyślone szczegóły; mechanizm kłamstwa jest identyczny jak w sprawie "pogromu kieleckiego", albo Jedwabnego. Nawet dziś (no, parę dni temu) banowałem gościa który w charakterze argumentu wkleił fragment filmu Ogniomistrz Kaleń z roku 1961. Do dziś w wielkich nakładach tłucze się "Łuny w Bieszczadach". Kto miałby kontrować tę trwającą dziesięciolecia propagandę? No kto? Ostatnio IPN, ale to kropla w morzu potrzeb. Co do stosunku Ukraińców spoza Ukrainy do pana to pan wie najlepiej, natomiast ja znam stosunek Ukraińców z Ukrainy do Polski bo sam to widziałem i doświadczyłem. Proszę też doświadczyć, choćby z tych filmów. Pozdrawiam świątecznie

Podoba mi się!
10
Nie podoba mi się!
-8

Mariusz Cysewski

#1423350

Z całym szacunkiem - propaganda o Rzezi Wołyńksiej swoją drogą a relacje naocznych światków i mordy szatańskie swoją drogą......jak czytam NP to wielu jest zdania podobnego - dążenia do wolności, prawych rządów - tak

ale staje się to dyskusyjne jak widzi się pomniki bandery, wizerunki gierojów upa i oun....fajnie że dziękują, chciałbym aby przeprosili.....szczerze - ale to raczej nierealne - aczkolwiek w tej kwestii bardzo proszę mi wierzyć chciał bym się mylić...raczej nie ma na NP za dużo pieniaczy i wołających o zemstę - raczej o uczciwą pamięć Proszę Pana - uczciwą pamięć tej krwi nieszczęsnej przelanej, niewinnej......

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
-7

ardawl

#1423360

Święta racja. Tylko trudna w realizacji. Z tego co wiem, Ukraińcy raczej nie wiedzą, o co chodzi. Świadomość historyczna jeszcze gorsza niż w Polsce. Za Sowietów nikt im tego nie mówił, UPA wymordowano, a od 1991 idealizują własną przeszłość.

I druga sprawa: ciągle się nam Polakom mówi, że mamy kogoś za coś przeprosić. I różni tacy przepraszają. Nie w moim imieniu - no ale załóżmy na chwilę.

Jaki jest skutek tego przepraszania w naszym imieniu? Ano taki, że pojawiają się żądania by jeszcze więcej ci samozwańcy w naszym imieniu przepraszali.

Trudno się dziwić organizatorom tego procederu, bo przecież nie o żadne przeprosiny im chodzi.

A chodzi, jeśli nie liczyć kasy, o to samo o co teraz Putinowi, rękami np. portalu kresy.pl: Sprowokować wrogą reakcję. Poróżnić. Skłócić. Divide et impera. Przy dobrych układach wypromować samego siebie na "obrońcę uciśnionej strony A" (chyba że akurat bardziej będzie się opłacać popieranie strony B). Rosja zresztą nie pierwszy raz to robi, już w XVII w. i to na Ukrainie "broniła" przed... nami "świętej wiary prawosławnej."

Skoro poznaliśmy ten mechanizm na własnej skórze, czemu sami mamy żądać przeprosin od Ukraińców? Co warte są takie przeprosiny? W latach 90-tych (AFAIR) ktoś od nich nawet przepraszał, ale przeszło bez echa, prawda? Mądre pytanie zadał jeden z ukrainskich dziennikarzy w Zabrzu (vide relacja filmowa) - CO MUSIAŁOBY SIĘ ZDARZYĆ, by sprawę Rzezi Wołyńskiej uznać za zamkniętą? I kto uzna ją za zamkniętą? Dobrze wiemy, że dla wielu ta tragedia zamknięta nie będzie nigdy; zresztą, może dlatego że nie może być zamknięta i nie będzie. Może zła zwyczajnie się nie da naprawić, a tylko je jakoś równoważyć? - Niech powie raczej jakiś ksiądz, ja nim nie jestem. Ale tym bardziej M.Skr.Zdaniem w kontekście bieżącym i celach współczesnych pedagogika wstydu wobec Ukraińców to droga w ślepy zaułek.

Zresztą, o czym tu mówić - WIN podpisało porozumienie z UPA już w 1947 r. Sygnatariuszy porozumienia z jednej i drugiej strony zgładzono, ale to nie zmniejsza symbolocznej wartości ich zgody. Pozdrawiam

Podoba mi się!
9
Nie podoba mi się!
-5

Mariusz Cysewski

#1423362

Na wstepie powiem, że też uważam moskali za smiertelnego wroga Polski, ale wole, żeby moskale trzymali ukraińców za morde. I nie mam tez wątpliwosci, że zadymę na Ukrainie wszczęli strsi i madrzejsi ( pomarańczowa rewolucja sie nie udala).

I dlatego muszę zapytać, dlaczgo KPN (jego przywodca Moczulski, zapewne za aprobatą innych czlonków KPN) obalał jedyny patriotyczny i ANTYMOSKIEWSKI rząd po tzw. transformacji- rząd Premiera Olszewskiego?

I dodam, że nie oczekuję odpowiedzi.

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
-8

cui bono

#1423367

Słusznie pan nie oczekuje, bo z mojego punktu widzenia pan popiera Putina.

Bo co to ma znaczyć: "Uważam moskali za śmiertelnego wroga Polski" ALE dobrze, by byli mocni. Toż to nie ma sensu. Albo, albo.

Dla piłsudczyków wolna Ukraina to perspektywa na Wielką Rzeczpospolitą, znów, jak w XVI wieku, oby tym razem na zdrowszych zasadach. Perspektywa zupełnie przez nas niezasłużona. Ale nawet endek powinien m.s.zd. popierać Ukrainę jeśli nie przez Wielką Rzeczpospolitą, z powodów jeśli nie idealistycznych, to cynicznych: lepiej by Putin wysyłał swoich dywersantów do Ługańska niż do Białegostoku. 

Co do L. Moczulskiego, za wiele rzeczy można go krytykować; ale nie "obalał" rządu Olszewskiego. Jak było, można znaleźć w wikipedii.  Pozdrawiam świątecznie

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
-7

Mariusz Cysewski

#1423371

prosze mi wierzyc , nie zamieszczam tu swoich komentarzy po to by mnie ktos pochwalil , poklepal po plecach lub dal mi plus (dodatni) , "ujemnymi" tez sie nie przejmuje , ale naleze do ludzi ciekawych , ktorzy chcieliby wiedziec dlaczedo dostalem jakis "plus ujemny" , na czym polega moje bladzenie , glupota lub nieuczciwosc .

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-7

Bądź zawsze lojalny wobec Ojczyzny , wobec rządu tylko wtedy , gdy na to zasługuje . Mark Twain

#1423382

Komentarz niedostępny

Komentarz użytkownika Kazek został oceniony przez społeczność bardzo negatywnie i jest niedostępny. Nie można go już odkryć. Bardzo nam przykro.. :(

Kazek

#1423365

Rosja chce wojny. Patrzcie, jak blisko naszych baz wojskowych umieścili swój kraj.

“To, co się stało na Krymie, jest odpowiedzią na układ, przez który upadła ukraińska demokracja. I ma to swój powód: antyrosyjska polityka USA i niektórych krajów europejskich. Starają się one otoczyć Rosję w celu osłabienia jej i ostatecznie zniszczenia… Istnieje pewna ponadnarodowa elita, która pielęgnowała to marzenie przez 300 lat”.
~ Prezydent Wenezueli Nicolas Maduro, 19 marca 2014

“Historia się nie powtarza, ale się rymuje”
~ przypisywane Markowi Twainowi

To, co się ostatnio dzieje na Ukrainie, ma niewiele sensu, jeśli nie widzi się tego w szerszym kontekście geopolitycznym i historycznym, dlatego też starając się to zrozumieć, sięgnąłem po książki historyczne.Europa Wschodnia w całości (albo przynajmniej w większości) jest słowiańska. Te narody mają więcej wspólnego ze sobą nawzajem (genetycznie, kulturowo, gospodarczo itd.) niż z Europą Zachodnią czy Amerykanami. Głównym powodem wielu historycznych zatargów między nimi była [niejawna] ingerencja zachodnich imperiów, które inicjowały podziały i konflikty, żeby łatwiej było nimi rządzić. Ukraina jest z nazwy niezależnym państwem narodowym” od 1991 roku, ale od tego czasu była całkowicie zależna od zewnętrznego wsparcia. I większość tego “wsparcia” nie była w jej najlepszym interesie, oględnie mówiąc.

Krótka odpowiedź na pytanie, dlaczego USA uknuły swój postrzelony plan obalenia Janukowycza w listopadzie ubiegłego roku, jest taka, że ich prawdziwym celem była Rosja, bo stoi na drodze światowej dominacji elity bankowej, z centrum jej imperium w USA. Dłuższa odpowiedź jest bardziej skomplikowana, ale w szukając jej odkrywamy zaskakujący historyczny precedens wszystkiego, co się dzieje dzisiaj, aż po uzasadnienia, jakie podają politycy dla robienia tego, co robią.

Zachód opowiada, że to propaganda, chociaż w rzeczywistości było to bliższe prawdy niż propaganda odwrotna, przekonująca, jak zły był sowiecki komunizm.

Od katastrofalnej inwazji Napoleona na Rosję w 1812 roku (a może i wcześniej, jeśli ktoś zdoła doszukać się, dlaczego prezydent Wenezueli Maduro mówi o “300 latach”), mocarstwa zachodnie wielokrotnie próbowały “powstrzymać Rosję” [por. Doktryna powstrzymywania w Wiki – przyp.]. Skąd się wzięło to pragnienie? Według dzisiejszej zachodniej wersji “agresywnej aneksji Krymu” przez Rosję konieczne jest “powstrzymanie pędu Putina do odtworzenia imperium sowieckiego” oraz “niedopuszczenie, by Rosja Putina zachowywała się jak nazistowskie Niemcy”.

Centralnym punktem jest tutaj to, że Związek Radziecki był “Imperium Zła”, od którego wyzwoliły się Ukraina, inne byłe republiki radzieckie, kraje Azji Środkowej i państwa członkowskie byłego Układu Warszawskiego z Europy Wschodniej, w tym Polska, i około 1990 roku, kiedy “upadło imperium sowieckie”, kraje te przyłączyły się do wolnego świata i takiegoż handlu. A wszystko to, oczywiście, jest oparte na obstawaniu Zachodu przy tym, że sowiecki komunizm był “źródłem wszelkiego zła” i musiał być tępiony wszędzie, gdzie się rozpleniał (lub podejrzewano, że się rozplenia) po drugiej wojnie światowej.

 

W istocie, możemy cofnąć się jeszcze bardziej, ale zanim to zrobimy, rozważmy zaangażowanie MFW w Europie Wschodniej w ciągu ostatniego ćwierćwiecza. MFW nie pojawia się na scenie dopiero teraz z “bardzo potrzebnymi zastrzykami gotówki” dla gospodarki ukraińskiej. Zachodni ekonomiści, naukowcy, bankierzy i przemysłowcy skutecznie zajeżdżali gospodarkę Europy Wschodniej, od kiedy ta “wygrała niepodległość od Rosji”. Przeczytajcie ten raport ukraińskiego parlamentarzysty, żeby zorientować się co do stopnia decymacji, jaka miała miejsce na Ukrainie w latach 90. ubiegłego wieku – liczba ludności faktycznie zmniejszyła się bardziej niż podczas II wojny światowej. Kredyty MFW zwykle nie idą do kasy państwa zapisującego się po “pomoc” – idą na spłacanie odsetek od zadłużenia kraju. W zamian sygnatariusze tych śmiercionośnych pożyczek otrzymują “wskazówki”, do których muszą się stosować, jeśli chcą, żeby te pieniądze – podzielone na transze – nie przestały płynąć do dłużników, a tym samym zapobiegły dalszemu narastaniu długów. Taka rada – “warunki strukturalne”, w terminologii technokratycznej – zasadniczo sprowadza się do: “Sprzedajcie wszystko… nam”.

Więc to nie “spontaniczny chwilowy chaos” spowodował w latach 90. powszechną masakrę gospodarczą w Europie Wschodniej.Katastrofalne rezultaty były bezpośrednią konsekwencją zachodniej polityki pieniężnej i gospodarczej, narzuconej na ten region. I tak mieliście to barbarzyńskie okrucieństwo, kiedy miliony Polaków nagle nie były w stanie kupować żywności, która była eksportowana, aby zarobić dolary, które szły na spłaty zadłużenia kraju – długi, które zostały “przywołane” w zamian za prawdziwe bogactwo tych krajów, a zwłaszcza ich zasoby naturalne i przemysł krajowy.

Ognisko demokracji: rosyjska Duma zaatakowana w 1993 r. przez kontrolowany przez MFW rząd Jelcyna

Rosja też została potraktowana tą “terapią szokową”. Zajrzyjcie do rozdziału 11 „Doktryny szoku” Naomi Klein, a zobaczycie pełną grozy opowieść o tym, co się tam stało (‘Ognisko młodej demokracji. Rosja wybiera opcję Pinocheta’). Rosjanie nie przyjęli jednak ludobójstwa gospodarczego z założonymi rękami. Do roku 1993 zdali sobie sprawę, że jedyna “wolność i demokracja”, jaką dostają, to w rzeczywistości skrajnie prawicowa forma “gospodarczej terapii szokowej”. Zajęli budynki rządowe w Moskwie, próbując powstrzymać grabież ich kraju i przywrócić porządek. W środku pełnego napięcia impasu, ni z tego ni z owego pojawili się znikąd “nieznani snajperzy” i zaczęli strzelać ludziom w głowy. Jelcyn myślał, że pociski pochodziły z jakiejś frakcji armii, która zaszyła się w moskiewskim Białym Domu, i nakazał lojalnym mu siłom zaatakować budynek. Setki osób zostało zabitych, a wraz z nimi zginął pierwszy (i ostatni) rosyjski wypad po zachodnią liberalną demokrację ™.

W ten to sposób pojawiło się “Państwo-Mafia” oligarchów “Rodziny Jelcyna”. Było całkowicie tworem zachodnich interesów finansowych. Przed 1991 rokiem w Rosji nie było miliarderów. I przez ten cały czas zachodnie media śpiewały chwałę Rosji, gdyż wprowadziła “trudne, ale konieczne reformy”, które wykończyły jej bezpieczeństwo socjalne, bazę przemysłową i ludność. Wówczas Rosja była “wolna i liberalna” i wspaniała. Niestety teraz, kiedy Putin zawrócił okręt, a Rosja jest znowu w stanie udaremnić rozprzestrzenianie Wolności i Demokracji ™, po raz kolejny stała się “autorytarna i niedemokratyczna”, czyli po prostu “czystym złem”.

Kiedy spojrzymy w głąb historii, znajdziemy szereg gwałtownych zmian w stosunku Zachodu do Rosji, od bycia “przyjacielem” do bycia “wrogiem”, niemal z dnia na dzień. Widzieliśmy to wyraźnie z końcem II w. św., kiedy stalinowski Związek Radziecki z bycia “naszym wspaniałym sojusznikiem” stał się “nowym Hitlerem”, choć strefy wpływów wschodniej i zachodniej Europy zostały dokładnie omówione i uzgodnione przez siły alianckie w czasie wojny (patrz: Kontrowersje Syjonu Douglasa Reeda). Przed I w. św. Rosja była “naszym sprzymierzeńcem” w sojuszu “Potrójnej Ententy” z Wielką Brytanią i Francją. Pod koniec wojny była “bolszewickim zagrożeniem”. To zrozumiałe, Rosja stała się wówczas zdecydowanie antyimperialistyczna i antykapitalistyczna. Jednak mniej znany jest fakt, że bolszewicy też byli w pełni tworem zachodnich interesów finansowych (patrz: Wall Street i rewolucja bolszewicka Anthony’ego Suttona).

[przyp.: wideo – wywiad ze Stuttonem, z polskimi napisami:

Połączcie to z filmem How the Bolsheviks subverted the 1917 Russian revolutionniestety wersja angielska, o dramatycznej historii prawdziwej oddolnej rewolucji i marynarzy z Kronsztadu, a zobaczycie, jak ignorancki jest powszechny wschodnioeuropejski stosunek do radzieckiego komunizmu vs. tzw. Zachodu.]

W szerokim ujęciu historii XX wieku wszystkie działania Rosji, a przynajmniej większość, miały defensywny charakter. Nie próbuję minimalizować rozmiarów zbrodni żadnego z jej przywódców – a było ich wiele, popełnionych przeciwko sąsiednim narodom i własnemu społeczeństwu – ale w kategoriach “porównawczego imperializmu”, że tak powiem, nie przypominam sobie, żeby wojsko rosyjskie kiedykolwiek przeprowadzało operacje “shock-and-awe” (szoku i przerażenia) gdzieś hen, ponad 10.000 km od swoich granic, albo dokonało rzezi miliona ludzi innego narodu – ludzi, którzy nie mieli w ogóle żadnego związku z Rosją.

Radziecki żołnierz macha czerwonym sztandarem na centralnym placu Stalingradu w 1943 roku.

Mackinder i teoria Heartlandu

Przed amerykańskim imperium było imperium brytyjskie, a przed Zbigniewem Brzezińskim był Halford Mackinder. Ten oxfordzki naukowiec, który zmienił się w politycznego guru, był “geografem”, ale cechowała go także pewna “pracowitość i wytrwałość”, dzięki którym stał się brytyjską szarą eminencją na rzecz państw Europy Wschodniej, powstałych z upadłych imperiów europejskich po I w. św. W 1904 roku Mackinder przedstawił towarzystwu Royal Geographical Society artykuł zatytułowany The Geographical Pivot of History, w którym sformułował teorię “Heartlandu”, którą sam później sprowadził do tego:

“Kto panuje nad Europą Wschodnią, rządzi Sercem Lądu (Heartlandem).
Kto panuje nad Sercem Lądu, rządzi Wyspą Świata.
Kto rządzi Wyspą Świata, ten panuje nad światem”.
~ Mackinder, Idee demokratyczne a rzeczywistość, tłum. R. Domke (Democratic Ideals and Reality, str. 194)

Do czego odnoszą się te archaiczne terminy? Termin “Europa Wschodnia” jest dość oczywisty: Bałkany, Ukraina, Białoruś, Polska, “europejska” Rosja i kraje bałtyckie. “Heartland” rozciągał się od Wołgi po rzeki Jangcy i od Himalajów po Ocean Arktyczny. “Wyspa Świata”… no patrzcie… to wszystkie przyległe lądy Europy, Azji, Bliskiego Wschodu i Afryki – tak, w zasadzie wszystko z wyjątkiem obu Ameryk i Australii. Wystarczy popatrzeć na jego mapę świata:

© Royal Geographical Society

Nazywając obie Ameryki “odległymi wyspami”, a Wyspy Brytyjskie “zewnętrznymi wyspami”, Mackinder podkreślał, że są one peryferyjne w stosunku do “centrum”, tej osiowej strefy”, którą okazuje się być Rosja. Tu kończy się wkład Mackindera jako geografa, a zaczyna jako sługi imperium. Mackinder już 100 lat temu rozumiał, że uzyskanie całkowitej dominacji nad “Wyspą Świata” konwencjonalnymi środkami było (i jest) mrzonką szafarzy imperiów, takich jak dzisiejszy „Sojusz Atlantycki” USA-UE, a to dlatego, że łączna populacja i zasoby tego ogromnego, połączonego i wzajemnie zależnego lądu daleko przewyższają ich “Dalekie Wyspy” – Wielką Brytanię i Amerykę Północną. Co w takim razie robić?

Halford Mackinder

Podczas gdy ich nieustająca propaganda (będąca projekcją) przedstawia “stale obecne zagrożenie ze strony Rosji” (i czasami innych euroazjatyckich rządów), i to zagrożenie globalne, a Rosja jest jakoby gotowa wyrwać się z “powstrzymywania” i przejąć “Wyspę Świata”, a następnie “Dalekie Wyspy”, prawdziwym celem ich “Wielkiej Gry” jest “zwalczenie tych czynników fizycznych i technologicznych, które sprzyjały powstawaniu wielkich kontynentalnych imperiów w Eurazji”.[1] Innymi słowy, zdawszy sobie sprawę, że zostali naturalnie wyłączeni z centrum akcji z powodu lokalizacji na odległych wyspach “peryferyjnych”, zorientowali się, że jedynym sposobem na ustanowienie kiedykolwiek globalnego imperium jest okresowe organizowanie niszczycielskiej imprezy poprzez wmanewrowywanie krajów na masie lądowej we wzajemne rzezie, a potem, zanim ktokolwiek zdołał otrząsnąć się z szoku i dostatecznie umocnić się ekonomicznie i militarnie, wkraczali i “resetowali” stosunki między narodami w sposób, jaki według ich szacunków miał sprzyjać utrzymaniu i rozwojowi anglo-amerykańskiej hegemonii.

Mackinder, nawiasem mówiąc, był bezpośrednio zaangażowany w przeprojektowywanie mapy Europy Wschodniej. Uczestnicząc w paryskiej konferencji pokojowej pod koniec I w. św. z ramienia brytyjskiego urzędu spraw zagranicznych, bezpośrednio nadzorował rozpad czterech przegrywających imperiów Eurazji (niemieckiego, austrowęgierskiego, osmańskiego i rosyjskiego) na umowne państewka “w celu zamknięcia eurazjatyckich bram Heartlandu prowadzących do brytyjskich wrogów i utrzymania międzynarodowego status quo korzystnego dla interesów narodów anglosaskich“.[2] Dokładnie ta sama “logika” rządzi obecnie.

Oczywiście ta “logika” jest starsza niż teoria Heartlandu Mackindera, a od tamtego czasu “wynaleziono” nowe sformułowania, ale umysł, w którym pojawia się takie myślenie, pozostaje tak samo niepłodny i obcy normalnej ludzkiej percepcji, jak dawniej. William Engdahl w Century of War: Anglo-American Oil Politics and New World Order sugeruje, że teoria Heartlandu była po prostu klarowniejszym objaśnieniem koncepcji “równowagi sił”, tak drogiej brytyjskiej elicie XIX wieku:

Brytyjska dyplomacja uprawiała [tę] cyniczną doktrynę [równowagi sił], która stanowiła, że Brytania nigdy nie powinna utrzymywać sentymentalnych lub moralnych stosunków z innymi narodami jako suwerennymi, szanowanymi partnerami – powinna raczej dbać o własne “interesy”. Strategie brytyjskich sojuszy były ściśle dyktowane tym, co w danym okresie Brytania określiła jako najlepiej służące jej własnym “interesom”.

Ten paramoralistyczny i psychopatyczny sposób patrzenia na świat przenika dominujący język stosunków międzynarodowych i “dyplomacji” – ‘Wielkie Gry’, ‘Wielka Szachownica’, ‘równowaga sił’, ‘szczególne interesy’, itd. Nie znaczy to, że wszystkie kraje i sojusze świata postrzegają świat w takich kategoriach. Oczywiście muszą czasami odpowiedzieć tak, jakby były zaangażowane w geopolityczne szachy, ale to tylko dlatego, że “ta Gra”, jako taka, jest im narzucona przez dominujący Zachód. Należy na przykład zauważyć, że Putin nie lubi dyplomatycznej mowy i wyraził swoje zdumienie zachodnimi grami umysłu na konferencji prasowej po lutowym zbrojnym zamachu stanu w Kijowie:

“Język dyplomatów, jak wiemy, ma za zadanie ukrycie ich myśli. [...] Czasami odnoszę wrażenie, że gdzieś w całym tym ogromnym bajorze, w Ameryce, ludzie siedzą w jakimś laboratorium i prowadzą eksperymenty, jak ze szczurami, bez faktycznego rozumienia konsekwencji tego, co robią. Dlaczego muszą to robić? Potrafi to ktoś wyjaśnić? Nie ma dla tego żadnego wytłumaczenia”.

Z “Teorii Heartlandu” i podobnych sformułowań z zakresu “teorii gier” opracowanych przez psychopatyczne umysły przebija poczucie wiecznego wyspiarskiego kompleksu zachodnich elit. Widać to wyraźnie, kiedy oskarżają Euroazjatów i innych o to, co sami robią i na co sami chorują: nienasycony pęd do dominowania nad wszystkim. Sam fakt, że istnieją na tym świecie ludzie, którzy postrzegają świat w taki bezwzględnie megalomański sposób, prowadzi do tych “wielkich gier” i metodycznego wysiłku dominowania i kontrolowania całej Ziemi. Tak, jest to zachowanie psychopatyczne, napędzane przez ślepą chciwość i nadarzające się okazje, ale w ich szaleństwie jest także metoda. Gdyby mogli, skolonizowaliby również inne światy.

Ale nie musicie wierzyć mi na słowo…

Świat został już prawie całkiem rozparcelowany, a to, co jeszcze z niego pozostało jest rozdzielane, przejmowane i kolonizowane. Pomyśleć tylko o tych gwiazdach, które widać na nocnym niebie, tych rozległych światach, pozostających poza naszym zasięgiem. Gdybym mógł, zaanektowałbym te planety. Często o tym myślę. Robi mi się smutno, kiedy widzę je tak wyraźnie, a one są tak daleko.
~ Cecil Rhodes

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-4
#1423389

"Nie było zbrodni większych od OUN – UPA.

Filozofię okrucieństw brano z prac Doncowa.

Owe szatańskie nauki przyjęto bez słowa.

Nienawiścią, podstępem goszczono Polaków,

nawet swoich, rozumnych rodaków.
Rozbierano do naga, wiązano kolczastym drutem
I bito do skonania żelazem kutym.
Jeszcze żyjącym gwóźdź wbijano w głowę,
Odcięto piłą ręce, krocze i nogę.
Bratu kazano zabić brata, mężowi dzieci, żonę;
Takie były metody tortur, przez UPA wprowadzone.
Ukraince, co konającemu dała kubek wody
Nie dane było cieszyć się z swej pięknej urody.
Dwudziestu ją gwałciło, twarz pocięto żyletką;
Dziecko. Modliło się do Boga o śmierć – i to prędką.
Palono ludzi żywcem, wydłubywano im oczy
I patrzono czy ślepy drzwi znajdzie, z płomieni wyskoczy;
Takiego zwyrodnialcy jakby w drodze łaski
Witali gromkim: hura ! były i oklaski.
Potem popalone ciało posypywali solą
Szydząc, że pono Polaków rany nie bolą.
I oto ta grupa super – zbrodniarzy
Wraca na Ukrainę i o władzy marzy.
Swe zbrodnie ubiera w szaty narodowe
Zarażając kłamstwem społeczeństwo zdrowe:
Wspaniałych ludzi Wielkiej Ukrainy,
Których my Polacy po prostu – lubimy."

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-4
#1423399

 

 

Wiele interesujących informacji na temat pierwotnego znaczenia terminu ukraina można znaleźć w znakomitej pracy prof. Henryka Paszkiewicza pt. "Początki Rusi". Jak pisze prof. Paszkiewicz,  często niektórzy historycy, opisując wydarzenia dotyczące okresu IX-XIV wieku nieustannie używają terminu "Ukraina" dla oznaczenia rozległego terytorium południowo-wschodniej Europy, a ludność tego kraju nazywają narodem ukraińskim. Co więcej badacze ci twierdzą, że Ukraina jako nazwa kraju ma za sobą starą tradycję, gdyż pojawia ona przykładowo w źródłach z XII wieku. Tymczasem rzuca się w oczy fakt, iż wśród tysięcy zapisek kronikarskich omawianej epoki,  pochodzących od "Ukraińców", słowo ukraina pojawia się zaledwie kilka razy. Do tego wszystkiego w tych kilku przypadkach nie znajduje potwierdzenia teza o istnieniu "Ukrainy" jako imienia pewnego, ściśle określonego terytorium. Jakie więc informacje na ten temat można znaleźć w ówczesnych źródłach ? Gdy w  1187 r.  zmarł książę południowego Perejasławia, Włodzimierz, syn Gleba, wówczas to " po nim też ukraina wielce bolała."  W 1189 r. mieszkańcy Halicza powołali na tron przebywającego w Smoleńsku księcia. Ten zgodził się i "przyjechał ku ukrainie halickiej".  W 1213 r. książę Daniło odebrał Polakom szereg położonych w rejonie rzeki Bug grodów "i całą ukrainę".   Wspomniani historycy na podstawie powyższych wzmianek kronikarskich przyjmują, że Ukraina w XII-XIII wieku obejmowała ziemie od Perejasławia na wschodzie po rejony Dniestru (ziemia halicka) i Bugu na zachodzie. Jednak tak rozumujący badacze nie uwzględniają innych wzmianek kronikarskich. W  1271 r.  rycerze Zakonu inflanckiego zagarnęli "z ukrainy kilka pskowskich wsi".  W 1280 r. książę Lew chciał przyłączyć część polskiego terytorium "grody ukrainy".  W  1348 r. Andrzej, syn wielkiego księcia Litwy Olgierda, książę połocki, wyruszywszy z wojskami „ze swojej ukrainy", złupił szereg wsi pskowskich.  Słowo ukraina występuje też szereg razy pod koniec XV i w XVI w. przy omawianiu ziem należących do Wielkiego Księstwa Moskiewskiego. Gdyby "Ukraina" była pojęciem geograficznym, obejmowałaby nie tylko ziemie  od Perejasławia do Dniestru i Bugu, ale również i Połock, i Psków, i Polskę, i państwo moskiewskie. Tego rodzaju interpretacja słowa ukraina jest więc, oczywiście, błędna. Że słowo to nie zawierało również treści etnicznej, wskazuje fakt, że Kronika halicko-wołyńska pod rokiem 1286 mówi o "ukraińskich Polakach"(lachowie ukrainianie), co by dowodziło, że Polacy uchodzili za Ukraińców. A to jest znowu nonsens. W istocie termin  "lachowie ukrainianie" oznaczał bowiem Polaków zamieszkałych na pograniczu swego państwa, zaś samo słowo "ukrainianin" oznaczało mieszkańca pogranicznych miejscowości. Jest to najstarszy tekst w którym występuje słowo "ukraiński" w odniesieniu do ludności danego terenu i jak widać dotyczy on Polaków, nie zaś członków narodu ukraińskiego.   Analizując teksty źródłowe, w których występuje interesujący nas wyraz, a zwłaszcza tereny, z którymi był on wiązany, widać więc, że w języku słowiańskim ukraina oznaczała ziemię pograniczną, kresową, poszczególnych państw. Stąd i Kijów, i Polska, i Halicz, i Psków, i Połock, i Moskwa, i inne księstwa miały swoją ukrainę, czyli że był to rzeczownik pospolity, nie zaś własny. W tym kontekście ukraina to jak podaje Zygmunt Gloger:  "każda ziemia na kraju czyli na krańcu, u granicy, u kraju państwa położona."  Hipoteza o istnieniu "Ukrainy" jako nazwy jednego, ściśle określonego terytorium i o narodzie ukraińskim, na tej ziemi zamieszkałym, automatycznie upada. W zgodzie z powyższym pozostaje fakt, że słowo ukraina, jeśli chodzi o część południową wschodniej Europy, po XIII wieku na długo znika ze źródeł. Imieniem własnym staje się dopiero na przełomie XVI—XVII stulecia; oznaczać będzie województwa kijowskie, bracławskie, czernihowskie, które to ziemie w XVII wieku stanowiły kresy państwa polsko-litewskiego. Ale i wtedy, i później, Podole, Wołyń, ziemia halicko-lwowska, a tym bardziej  ziemia przemyska imieniem Ukrainy  nie były objęte. Jak stwierdza Zygmunt Gloger:

Nazwa   u k r a i n y ,  stosowana do ziem Kijowskich od czasu ostatecznego ich wcielenia (roku 1471) do Litwy, nie miała nigdy charakteru oficjalnego i oznaczała  jedynie tyle, co "ugranicze", południowy kraniec, kraj Wielkiego księstwa Litewskiego od strony „ordyńców". Urzędownie po raz pierwszy została ona użytą w 20 lat po wcieleniu Kijowszczyzny do Korony w tytule głośnej ustawy z r. 1589 "Porządek z strony Niżowców i Ukrainy", chociaż i tu jak tylko imię pospolite, a nie nazwa polityczna, urzędowa prowincji. Wereszczyński, biskup kijowski, za Zygmunta III pierwszy chyba (w znanej swej przestrodze Rzeczypospolitej) używa nazwy "Ukraina" w nieco ściślejszym znaczeniu. A.Jabłonowski powiada, że od owych czasów pod nazwą Ukrainy, w rozległem tej nazwy znaczeniu, poczęto w głębi Korony i Litwy rozumieć szeroki, prawie bezbrzeżny obszar ziem, roztaczający się za Słuczą i Murachwą, to jest granicami przyrodzonymi Wołynia i Podola na dorzeczu Dniepru i Bohu aż do szlaku "murawskiego" i "pól oczakowskich", a który aktem unii 1569 r. przyłączono do Korony. Obszar nie tylko stepowy, ale obejmujący i Polesie naddnieprowe, urzędownie rozpadający się na dwa województwa: Kijowskie i Bracławskie.

Z kolei Stender-Petersen pisze:

... pod rządami tzw. hetmanów kraj położony po obu brzegach rzeki Dniepr, później tylko ten po jej wschodniej stronie, był nazywany "Krajem Hetmańskim"  (Hetmanszczyna) . Nazwa "Kraj Kozaków" (Kozaczyna) narodziła się w okresie rozkwitu Kozaków. Wszystkie nazwy tego rodzaju były mniej lub bardziej sztuczne i zawsze prowizoryczne. Nazwa "Ukraina" triumfowała stopniowo nad wszystkimi rywalkami. Imię to także było sztuczne. 

Jak zauważa ten sam autor charakterystyczne jest, że przez długi czas , gdy kraj sam był bez nazwy, Wielkorusowie nazywali Małorusów według ich cechy charakterystycznej: kitki włosów opadającej z gładko wygolonej czaszki "chochoł" (liczba mnoga "chochły") . Małorusowie  zaś nazywali swoich sąsiadow Wielkorusów"kacapy" (capy) z powodu ich długich bród, albo "moskali"  (Moskale).  Warto podkreślić, że obie nazwy "Mała Ruś" (Małoruś) i Wielka Ruś (Wielikoruś) były także tworami sztucznymi, obcymi ludności, która zamieszkiwała te tereny  i powstały one w Konstantynopolu w związku z podziałem w owym czasie  dawnej, jednej metropolii ruskiej (kijowskiej).

Jak widać nawet wtedy gdy termin "Ukraina" staje się  imieniem własnym, posiada on  jedynie znaczenie geograficzne, a nie polityczno-państwowe, nie można bowiem  nazywać  koszów  kozackich państwem ukraińskim. Do jakich błędnych rezultatów prowadzi fałszywe użycie terminu ukraina, wskazuje choćby tytuł wielotomowego dzieła M. Hruszewśkiego — Historia Ukrainy-Rusi. Oba pojęcia: Ukraina i Ruś (patrz: "Znaczenie terminu "Ruś") , nie pokrywały się ze sobą ani w czasie, ani w przestrzeni, nie mogą więc być traktowane równorzędnie. Uczony powyższy omawia obszernie dzieje południowo-wschodniej Europy w czasach, kiedy słowo ukrainaoznaczało terytorium pograniczne. Nie oznacza to, że dzisiejszym Ukraińcom odmawia się prawa do jakiejkolwiek części politycznego czy kulturalnego dziedzictwa Rusi. Oznacza jedynie to, że należy posługiwac się terminami współczesnymi danej epoce i nie przenosić dzisiejszych pojęć na czasy, kiedy te pojęcia nie istniały, lub kiedy zawierały treść odmienną od dzisiejszej.

Reasumując można stwierdzić, iż w okresie  IX-XIV w. nie istniała Ukraina jako imię własne (imieniem własnym staje się dopiero na przełomie XVI-XVII stulecia), pojęcie geograficzne, i nie istniał  naród ukraiński. Naród ten powstał w czasach wykraczających daleko poza ramy chronologiczne tego okresu. Ponadto faktem jest, że ludność obrządku wschodniego zamieszkała na omawianych terenach nigdy, przez cały ciąg dziejów (aż do końca XIX w.) nie nazywała się, ani nie była określana mianem ukraińskiej. Źródła uważają ją stale za Ruś, albo określają nazwami grodów (Haliczanie, Włodzimiercy itp.). Tak więc używanie terminów Ukrainiec czy ukraiński  w  odniesieniu do omawianego wyżej okresu dziejów jest zabiegiem ahistorycznym i dużym nadużyciem.

Najprawdopodobniej po raz pierwszy z programem odrębności ukraińskiej wystąpił w 1795 r. Jan Potocki, polski hrabia i polityk. Z kolei jego rodzony brat Seweryn Potocki pracował długie lata nad wcieleniem w życie tej koncepcji. Jak się przypuszcza działali oni na tym polu z inspiracji masonerii, gdyż obaj bracia byli wolnomularzami.Natomiast określenie "naród ukraiński" zostało wprowadzone  do historiografii  dopiero na przełomie XIX i XX wieku, po raz pierwszy bodaj przez ukraińskiego historyka, wolnomularza i polityka Mychajłę Hruszewskiego. Do tego czasu ludność wyznania grekokatolickiego nazywała siebie i była nazywana Rusinami. Hruszewski w swojej"Historii Ukrainy-Rusi"  wyrażał między innymi  pogląd, że "Ukraina" była wyraźnie zarysowaną jednostką historyczną, narodową i geograficzną, która wykazywała ciągłość  rozwoju od czasów Wielkiego Księstwa Kijowskiego. Jednak jak pokazują wcześniejsze rozważania dotyczące znaczenia terminów "Ruś"  i "Ukraina" , jest to  pogląd mylny.  Wprawdzie proces formowania się narodu ukraińskiego  był długotrwały i skomplikowany, opierając się w pewnym stopniu  na skłonnościach samorodnych, to jak się wydaje jednym z głównych motorów przekształcania Rusinów na Ukraińców była administracja austriacka, która stosowała w Galicji zasadę "dziel i rządź" orazmasoneria.   Ruch ukrainofilski zapoczątkowany został  w połowie XIX w. i był celowo popierany przez rządy austriackie, które w ten sposób starały się osłabić polski ruch niepodległościowy, przy równoczesnym zwalczaniu  sympatii moskalofilskich wśród ludności staroruskiej obrządku greckokatolickiego. W ten sposób doprowadzono do rozbicia  społeczeństwa ruskiego na dwa obozy: ukrainofilski i moskalofilski. Moskalofile-Wielkorusi negowali istnienie odrębnego narodu ukraińskiego, Małorusini -  stali na gruncie ukraińskiego separatyzmu narodowego.  Co ciekawe początkowo ruch "narodnicki", rozbudzony przez hr. F. Stadiona w połowie XIX w., nazywał swoich przedstawicieli Rusinami, a ich  pierwsza organizacja nosiła nazwę  Głównej Rady Ruskiej.  Zachęcano przy tym ich , aby zwrócili się do cesarza o ochronę przed "uciskiem polskim", jak również obiecywano im podzielenie Galicji i mianowanie dla Galicji Wschodniej namiestnika Ukraińca. Doszło nawet do tego, że cesarz austriacki Karol I w porozumieniu z niektórymi ukraińsko-galicyjskimi politykami i pod ich wpływem wydał reskrypt nakazujący wszystkim bez wyjątku grekokatolikom zamieszkałym na terenie monarchii austriackiej używać na określenie swojej narodowości, terminu "Ukrainiec". Termin ten był  sztuczny  i  przekreślał dotychczasową wielowiekową, historyczną  nazwę ludu ruskiego. Ponadto wspomniany reskrypt kwalifikował automatycznie wszystkich grekokatolików jako Ukraińców, choć  pod względem narodowościowym wielu z nich nadal uznawało się za Rusinów . Ponadto pewna, choć niewielka,  ich  część uznawała się  za Polaków. Świadczyć o tym może opublikowany w 1904 roku list pasterski metropolity lwowskiego obrządku  grekokatolickiego Andrzeja Szeptyckiego  skierowany do "Polaków obrządku grekokatolickiego." . Metropolita ten zaznaczał iż choć sam jest  biskupem-Rusinem, to jest także ich arcypasterzem, którego nie można podejrzewać o brak "życzliwości i miłości dla polskiego narodu". Ponadto podkreślał, że szanuje ich polskie przekonania i nie ma najmniejszego zamiaru narzucać Polakom-grekokatolikom "patriotyzmu ruskiego". W liście tym  czytamy między innymi: 

Między wiernymi, duchownej mej władzy podlegającymi, mając i Was, którzy choć z ruskich   rodzin pochodzicie w domu jednak tylko po polsku mówicie i poczuwacie się do polskiej narodowości, od dawna pragnąłem odezwać się do Was osobnym pasterskim listem, napisanym w języku polskim, by tym sposobem dać wam dowód pieczołowitości i dbałości o wasze zbawienie. (...) W waszych przekonaniach patriotycznych mogę Was tylko utwierdzić, o ile patriotyzm jest chrześcijańską miłością Ojczyzny i z miłości Boga i bliźniego pochodzi. Chrześcijanin bowiem obowiązanym jest miłować ojczyznę i dbać o dobro swego narodu

Niestety z upływem czasu następowała powolna metamorfoza Cerkwi grekokatolickiej, która stawała się w coraz większym stopniu ukraińskim kościołem narodowym. Stało się tak między innymi dlatego, iż niektóre środowiska nacjonalistyczne zaczęły nadużywać obrządek wschodni dla celów polityki ukraińskiej.  21 lutego 1918 roku, gdy traktat brzeski nazwany wówczas przez Polaków „czwartym rozbiorem Polski", przyznawał Ukraińskiej Republice Ludowej pokaźne połacie rdzennie etnicznych polskich ziem, został opublikowany wspólny list pasterski biskupów unickich na czele z metropolitą A.Szeptyckim. Wówczas to padły twarde słowa na głowy Polaków-grekokatolików, gdyż biskupi ci orzekli, że jeżeli ktoś jest grekokatolikiem, to automatycznie musi być Ukraińcem, a  już bezwzględnie musi nim być duchowny unicki. W liście tym napisano między innymi:

Musimy żądać od całego duchowieństwa jednej pracy i jednego ducha ... Duchowni, którzy by mieli inne przekonania narodowe, aniżeli nasz naród, w sumieniu swym obowiązani są przystosować się w całej zewnętrznej robocie do całego ogółu, swoich osobistych przekonań muszą w pracy zaniechać... My takiej pracy żądaliśmy od każdego... któremu powierzylibyśmy duszpasterstwo nad narodem ukraińskim, my nie moglibyśmy pozwolić na jakąkolwiek agitację polityczną czy też narodową - sprzeczną z poczuciem narodowym ukraińskiego narodu... Zgodnie z przekazaniem Apostoła: Bóg wszystkich dla wszystkich -  cudzoziemiec pracujący jako duszpasterz wśród ukraińskiego narodu i dla niego - musi wyrzec się osobistego patriotyzmu, wziąć krzyż Jezusa Chrystusa i z miłości dla Niego i w imię swego posłannictwa stać się wszystkim dla swojej gromady - Ukraińcem dla Ukraińców, dla ich zbawienia.

List ten stał się także załącznikiem do formularza deklaracji, którą duchowny grekokatolicki zobowiązany został do podpisania pod kanonicznym posłuchem. Tak więc wprowadzono nakaz by każdy Polak-grekokatolik, chcący zachować swój dotychczasowy obrządek, stał się Ukraińcem. Jak napisał Tadeusz Jagmin, list ten był:  

Płomienną odezwą patriotyczną episkopatu do duchowieństwa i narodu ukraińskiego z okazji traktatu brzeskiego... Określone w niej zostało zadanie kościoła grekokatolickiego, jako narodowego kościoła ukraińskiego, a równocześnie wypowiedziana została bezwzględna walka... innym narodowościom w łonie kościoła (...) Ta niesłychana w swej treści i formie deklaracja tchnąca duchem wschodniego niewolnictwa, stała się odtąd podwaliną wychowania i dyscypliny kleru greckokatolickiego. Zamknięty został dostęp do seminariów greckokatolickich dla młodzieży polskiej i ruskiej. Zaczęła się prawdziwa martyrologia duchowieństwa polskiego i ruskiego [...] W jaki bowiem sposób duchowny greckokatolicki mógł zabronić wyznawać swoje poglądy narodowe najbliższemu otoczeniu i domownikom? Równocześnie z Cerkwi greckokatolickiej zniknęły kazania, a ze szkół nauka religii w języku polskim [...] W niepodległym Państwie Polskim już nie ma kazań i religii greckokatolickiej w języku polskim dla polskiej ludności, a Polak nie ma wstępu do seminarium greckokatolickiego bez wyrzeczenia się swej narodowości. Obrządek greckokatolicki już przestał nazywać się katolickim, a Polak grekokatolik wyznanie swoje musi nazywać rusińskim.

W ten  to między innymi sposób  Cerkiew grekokatolicka włączyła się w dużym  stopniu do polityki depolonizacyjnej Kresów Wschodnich.  Warto jednak podkreślić, że mimo to nie wszyscy duchowni uniccy popierali  ten nurt. Jak pisał w 1924 r.  ks. Szczepan Szydelski , wśród kapłanów unickich Małopolski Wschodniej jest wielu "ludzi zacnych , pobożnych i szlachetnych, z którymi też kler polski przyjazne stosunki utrzymuje i będzie utrzymywał". Z kolei unicki biskup stanisławowski Grzegorz Chomyszyn przestrzegał, w wydanej w 1933 r. książce "Problem ukraiński" , przed zgubnymi wpływami ideologii nacjonalizmu ukraińskiego na niektóre warstwy swojego narodu. Warto dodać, że książka ta została napisana z pozycji Ukraińca (ani razu nie pada w niej słowo Rusin) i zawiera wiele interesujących przemyśleń i rozważań na ten temat.  Jak pisze Zbigniew Małyszczycki:

(...)Autor  wychodzi z założenia, że miłość swego narodu to nakaz Boży, a - jak każda cnota - wymaga ofiar i trudu, wymaga cierpienia, cierpliwości, wytrwałości i samozaparcia się. Takiemu pojmowaniu miłości narodu przeciwstawia się nacjonalizm - „wymysł czasów ostatnich" - który uważa naród za najwyższego suwerena, detronizując absolutny autorytet Boga, przeczy nadprzyrodzonym zasadom wiary objawionej, stawiając na ich miejsce swoje, przez ludzi wymyślone, mylne hasła, wprowadzając gorączkę szowinizmu i nienawiści w stosunku do tych wszystkich, którzy nie podporządkowują się temu nacjonalizmowi. Na wielu stronach Biskup określa nacjonalizm jako wadliwy, obłędny, wykorzystujący duchowieństwo do swych celów (wsparcie materialne, agitacja), ateistyczny, wprowadzający pogańską etykę nienawiści, wykazujący objawy satanistyczne. Określa nacjonalistów jako gorszycieli dusz. Te i wszystkie inne określenia uzasadnia rzeczowo i uwiarygadnia niezbitymi argumentami. (...)  Prorocze zdanie wypowiada Biskup „Jak dowodzi doświadczenie i rozwój naszego nacjonalizmu, nie lewi ustąpią pod naszym (Kościoła) naciskiem, lecz oni to kopną duchowieństwo, gdy wzrosną w siłę pod dotychczasową egidą naszego duchowieństwa"   (...)

Z drugiej strony zdarzało się, że wielu księży grekokatolickich o ukraińskich przekonaniach narodowych  niechętnie odnosiło się do Polaków grekokatolików. Bywało, że  celowo przekręcali im nazwiska w metrykach, wpisując jednocześnie narodowość ukraińską, a pamiętać należy, że w Austrii księża byli jednocześnie urzędnikami stanu cywilnego. Oprócz tego około 30% małżeństw chrześcijańskich było zawieranych między wyznawcami obrządku łacińskiego i grekokatolickiego, co dodatkowo komplikowało stosunki narodowościowe w Galicji. Według spisu powszechnego z 1931 roku Polacy-grekokatolicy stanowili  około 13% wiernych Cerkwi unickiej na obszarze województw  lwowskiego, tarnopolskiego i stanisławowskiego. Reprezentowali oni masę 480 000 ludzi tj. 6,9 % ogółu mieszkańców Małopolski Wschodniej (Galicji pod zaborem austriackim).  Należy w tym miejscu zauważyć, iż na Kresach Rzeczypospolitej występowali nie tylko Polacy-grekokatolicy, lecz również Polacy prawosławni jak i Rusini "łacinnicy". Proces przechodzenia części inteligencji ruskiej z obrządku grekokatolickiego na łaciński był zdaniem niektórych autorów spowodowany między innymi  rozwojem narodowego ruchu ukraińskiego oraz jego coraz większej agresywności w stosunku do Polaków. Warto również wspomnieć o tym, że to również zręczna austriacka propaganda namawiała Polaków-grekokatolików do występowania z cerkwi unickiej i przechodzenia na obrządek łaciński. W wyniku tego wiele tysięcy osób przeniosło się do kościoła łacińskiego, co nasiliło się szczególnie po roku 1908, gdy Ukrainiec Siczyński (syn grekokatolickiego księdza) zamordował hrabiego Andrzeja Potockiego, a później siłą rozpędu powtórzyło się po wydarzeniach 1918-1919 r. Owe występowania z cerkwi unickiej, mające cechę protestu przeciwko panującym w niej stosunkom, były uważane za manifestację polskiego patriotyzmu. Wbrew pozorom było to jednak na rękę rządowi austriackiemu pragnącego uczynić  cerkiew grekokatolicką ukraińskim kościołem narodowym, do czego z biegiem czasu rzeczywiście doprowadzono.  Jak pisze Florentyna Rzemieniuk:

W okresie trwania zaboru austriackiego w Galicji duchowni uniccy mieli o wiele lepsze warunki do pracy niż kapłani łacińscy, Austria bowiem jednoznacznie popierała ludność ruską, pragnąć silniej złączyć ją ze sobą, Polakom zaś odbierała stopniowo wpływy i siły. Warto przy tym wspomnieć, że parafie i cerkwie greckokatolickie istniały w wioskach, w których ludność polska stanowiła niekiedy prawie połowę mieszkańców. Ludności polskiej władze austriackie nie dawały zgody na tworzenie nowych parafii czy budowę świątyń łacińskich, grekokatolicy otrzymywali ja bez trudu, co narażało ludność polską na niebezpieczeństwo rusyfikacji. Lud polski po wsiach, nie mając na miejscu własnego kościoła, udawał się np. w sprawie chrztów własnych dzieci do cerkwi unickich, które były blisko. Duchowni ruscy zaś wciągali nowo ochrzczone dzieci do ewidencji ruskich parafii obrządku greckokatolickiego. Nie odsyłali metryk ochrzczonych polskich dzieci do właściwych parafii łacińskich. W ten sposób od chwili zawarcia Konkordii do 1909 r. w 800 wsiach łacińskich w diecezji przemyskiej i lwowskiej ubytek łacinników na korzyść unitów wyniósł 45 360 osób.

Ze statystyki pochodzącej z 1931 roku wynika, że liczba Polaków wyznających prawosławie i  grekokatolicyzm na obszarze zasięgu języka rusko-ukraińskiego wynosiła 680 000 osób, w czym około 480 000 Polaków grekokatolików i około 200 000 Polaków prawosławnych.  Warto dodać, że  proces przechodzenia wiernych z jednego obrządku  do drugiego istniał już w czasach wcześniejszych. Jak wiadomo kultura polska, dzięki swej atrakcyjności, przyczyniła się w czasach przedrozbiorowej Rzeczypospolitej do polonizacji niektórych Rusinów, zwłaszcza bojarów ruskich.  Natomiast zdecydowanie mniej znany jest  fakt występowania   procesu  rutenizacji (ruszczenia) części polskiej drobnej szlachty i chłopów. Jako jeden z przykładów można podać drobną szlachtę mazowiecką osiadłą niegdyś w dobrach magnackich na kresach wschodnich, która z biegiem czasu przyjęła obrządek grekokatolicki, uległa zruszczeniu i schłopiała.  Ponadto, nawet w czasach II Rzeczypospolitej,  nie wszyscy Rusini chcieli uważać się za  Ukraińców. Niektórzy nadal określali swoją narodowość jako "ruską" bądź "rusińską" , a inni nawet z pewną antypatią odnosili się do "obozu ukraińskiego" . Przykładem takiej postawy może być, reprezentujący obóz staroruski, poseł BBWR  Mychaił Baczyńskij, który w  swoim przemówieniu wygłoszonym w Warszawie w dniu 21 stycznia 1931 r. na posiedzeniu sejmowej Komisji Administracyjnej powiedział między innymi:

Wysoka Komisjo!  Jeżeli w przemówieniu swojem używać będę terminu „ruski", to termin ten proszę rozumieć nie w znaczeniu „rosyjski", lecz tylko „rusiński". Termin więc „ruski" będę zastosowywać przy określeniu nacjonalnem narodu zamieszkującego terytorjum byłej Galicji, dzisiejszej zaś Małopolski Wschodniej, a więc terminem tym określam nie „Rosjan", lecz grekokatolików „Rusinów". Tak samo, gdy będę używać terminu „ukraiński", „Ukrainiec" to jedynie dla określenia tej części narodu ruskiego, zamieszkującej Wschodnią Małopolskę, która przyjęła tę nazwę dla swego nacjonalnego określenia. Gdy będę mówił podczas mego przemówienia o Ukraińcach — to należy przez to rozumieć wszystkich członków trzech galicyjsko - ukraińskich partyj oraz członków UOW. Jako przedstawiciel lojalnego odłamu ruskiego narodu, zamieszkującego południowo - wschodnie ziemie Rzeczypospolitej Polskiej, pozwalam sobie także zabrać głos w tak ważnej sprawie, jaką jest kwestja ruska oraz w związku z nią, wniesiona interpelacja ze strony panów przedstawicieli obozu ukraińskiego. Przedewszystkiem protestuję w tem miejscu i to jak najkategoryczniej przeciwko twierdzeniu, zawartemu w poprzedniej interpelacji, pp. posłów ukraińskich, jakoby połacie krajów zamieszkałych przez ludność ruską silą oręża do Państwa polskiego przyłączone zostały. Z takiego bowiem twierdzenia wynikałoby, że połacie te zostały przyłączone po Państwa Polskiego wbrew woli narodu ruskiego. Tymczasem naród ruski w r. 1918  o swoje zdanie w tym kierunku przez nikogo wcale pytany nie był. Faktem historycznym jest, że walki z r. 1918  ludowi ruskiemu narzucone zostały gwałtem. Walkami temi kierowała zatem nie wola ludu ruskiego, lecz wola jednostek, wola niektórych polityków galicyjsko - ukraińskich, pozostających na usługach Austrji. Walki te wywołała galicyjsko-ukraińska inteligencja, przebywająca wówczas w Wiedniu, w szczególności zaś część ówczesnej ukraińskiej reprezentacji parlamentarnej w porozumieniu z rządem austrjackim i za zgodą tegoż.

Inny przykład dotyczy roku 1942  w okresie ewakuacji armii polskiej ze Związku Sowieckiego na Środkowy Wschód. Wówczas to spośród jej żołnierzy  714 osób określiło się pod względem narodowościowym  jako Ukraińcy, a 132 jako Rusini.  Wszystkie te przykłady pokazują jak trudną  sprawą mogło być czasami określanie narodowości jedynie na podstawie wyznawanego obrządku. Zresztą  terminologia Rusin, ruski itp.  była powszechnie używana  jeszcze przy końcu XIX i na początku XX wieku.  Na przykład pod koniec XIX wieku założono "Ruski instytut dla dziewcząt" w Przemyślu (a nie "ukraiński") , jak również wydawano w języku ruskim książki w serii zatytułowanej  "Biblioteka dla ruskiej młodzieży"  (a nie "ukraińskiej"). Cytowany już wcześniej metropolita grekokatolicki Andrzej Szeptycki zwracając się w 1904 r. do swoich wiernych w liście pasterskim  "do Polaków obrządku grekokatolickiego."   używa  określenia   "z ruskich  rodzin"  (a nie "z ukraińskich") . Tenże metropolita w innym swoim liście pasterskim skierowanym w 1902 r.  "do przełożeństwa i kleryków seminarium duchownego we Lwowie"  pisze następująco : "Szczególnie zaś nie może żadną miarą być tej głupiej nietolerancji i nienawiści , której jest tyle między nami Rusinami" , a więc "Rusinami" a nie "Ukraińcami". Po raz pierwszy posłużył się on publicznie słowem "Ukrainiec" bodaj w roku 1928, zaś do tej pory wszędzie i zawsze mówił o sobie, iż jest Rusinem, a swoich ziomków nazywał Rusinami. Nawet w polskim ustawodawstwie II Rzeczypospolitej oficjalna nazwa tej mniejszości narodowej to “Rusin", “ruski". Wprawdzie  nazwa “Ukrainiec", “ukraiński" była  używana w życiu publicznym ale dotyczyła wyłącznie obozu ukraińskiego, nie obejmując szerokich rzesz ludności uważającej się za Rusinów. Procent ludności ruskiej, odcinającej się od ukrainizmu, był znaczny, o czym świadczy jej udział w wyborach do sejmu i władz samorządowych w 1928 i 1930 r. : 

Z kolei według spisu z 1931 r. Rusinów, “ruskich", którzy odżegnywali się od ukrainizmu, było w województwie lwowskim 46%, w stanisławowskim - 31%, w tarnopolskim - 45%. w krakowskim - 99%.  Podobnych przykładów można by podawać znacznie więcej. Z czasem jednak terminy "Ruś", "Rusowie", "Rusini" czy "ruski" stały się dla niektórych  bardzo niemiłe. Po II wojnie światowej  nastąpiła nawet zmiana w urzędowej terminologii  kościelnej , co dokonało się najprawdopodobniej  pod wpływem życzeń pewnych środowisk ukraińskich. W miejsce  nazwy obrządku ruskiego i cerkwi ruskiej wprowadzono nieformalnie określenia obrządek ukraiński i cerkiew ukraińska.  W niektórych przypadkach doprowadzono do niemal  całkowitego wyrugowania terminów "Rusin" czy "ruski" , uznając je niekiedy absurdalnie za coś wręcz obraźliwego. Obecnie zgodnie z obowiązującą poprawnością polityczną   przyjęto, że zawsze dla określenia każdego bez wyjątku Rusina należy używać słowa Ukrainiec, nie patrząc jaka jest prawda historyczna. Wiele takich przykładów podaje prof. E.Prus w swojej książce: "Hulajpole - burzliwe dzieje kresów ukrainnych".  I tak z  pracy pt."Historia Ukrainy" A.Łotockiego (Lwów 1991) można się dowiedzieć, iż cesarz  bizantyjski żalił się w swoim liście, że: "Ukraińcy pustoszą mi wybrzeża", gdy tymczasem oryginale cytowanego dokumentu występuje wyraźnie słowo "Rusowie". W innym miejscu  tej lektury podano informację, iż pod traktatem zawartym z Grekami w 911 r. władca kijowski  miał się podpisać jako "Ołeh wełykyj kniaź ukraińskyj", choć nikt wtedy nie słyszał o takim państwie jak "Ukraina", a termin "ukraiński" nie mógł owemu księciu w żaden sposób przyjść do głowy. Dalszymi przykładami mogą być również  fragmenty z innej książki pt. "Historia Ukrainy", autorstwa czterech osób, wydanej  we Lwowie w 1991 r. : "Ołeh też pragnął uczynić Ukrainę wielkim państwem", "Cesarz bizantyjski zgodził się na to, aby kupcy z Ukrainy ...", "Rozkwit ukraińskiej derżawy", "Ukraińscy pierwsi chrześcijanie" itd.  Z kolei  o. Kost' Panas autor  pracy  pt. "Historia ukraińskiej Cerkwi" (Lwów 1992) nie użył w niej ani razu słowa "Ruś". Od czasu do czasu, pojawiają się też różne fantastyczne teorie usiłujące na siłę wyprowadzić rodowód Ukrainy z bardzo zamierzchłej przeszłości.  Przykładowo ukraiński profesor z Kanady J.B.Rudnicki, powołując się na literaturę perską doszukiwał się  jej początków w IV wieku (!). Wtedy to rzekomo "Ukraińcy" mieli być nazywani ludem pogranicza (perskiego?), a "Ukraina" po persku  nazywała się   Antae. Poniżej przedstawiono także dwa przykłady na to jak fałszuje się historię w odniesieniu do Przemyśla, który w opinii wielu środowisk ukraińskich  nadal uważany jest za część Ukrainy. W  rzeczywistości przez cały ciąg dziejów  (poza  okresem okupacji sowieckiej w czasie II wojny światowej  i przynależnością części miasta położonej po prawej stronie Sanu do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej ) nigdy nie był on jej częścią.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-2
#1423400

70. rocznica rzezi Polaków i Ormian w Kutach nad Czeremoszem

 

W drugiej połowie kwietnia 1944 r. w miejscowości Kuty w dawnym województwie stanisławowskim ukraińscy nacjonaliści zabili 200 osób – Polaków i Ormian. Do „typowych” sposobów mordu, jak zabijanie widłami, siekierami czy przerzynanie piłą, upowcy dołączyli tym razem ukrzyżowanie.

Miejscowość Kuty położoną w powiecie kosowskim dawnego województwa stanisławowskiego w latach 30. XX w. zamieszkiwało około 7 tys. osób. Obok rdzennych Polaków dużą część stanowili polscy Ormianie – Polacy pochodzenia ormiańskiego, katolicy obrządku ormiańskiego, przybyli tu w XVI w. z Mołdawii.

Do momentu wybuchu II wojny światowej Kuty były największym skupiskiem Ormian Polskich w II Rzeczypospolitej, którzy trudnili się m.in. handlem i produkcją safianu. Stąd wzięło się określenie miejscowości – „mała stolica Ormian Polskich”.

W marcu i kwietniu 1944 r. nacjonaliści ukraińscy dokonali tu szeregu zbrodni na ludności polskiej i ormiańskiej, kulminacja krwawych wydarzań miała miejsce w dniach 19-21 kwietnia.

W nocy z 19 na 20 marca, wraz z przesuwającą się na zachód linią frontu, z Kut ewakuowały się ostatnie oddziały wojsk niemieckich. Do momentu wkroczenia Armii Czerwonej 21 kwietnia 1944 r. miejscowość była nieustannie nękana atakami ze strony banderowców.

Upowcy byli uzbrojeni w broń niemiecką, wielu z nich należało do niemieckiej policji. Krwawe pogromy miały miejsce jedynie w porze nocnej, mordów dokonywano metodycznie, według sporządzonej wcześniej listy. Najpierw ginęli wszyscy mężczyźni zdolni do stawiania oporu, następnie bezbronne kobiety, dzieci, starcy oraz kaleki.

Bandyci wkraczali do mieszkań, mordowali całe rodziny, potem podpalali domy, zabijając następnie tych, których wypłoszył ogień z kryjówek. Historycy podają przykłady torturowania ofiar, m.in. poprzez ukrzyżowanie. Z relacji świadków wynika, że niektórzy Ukraińcy udzielali pomocy bądź schronienia Polakom.

W następstwie krwawych wydarzeń większość polskich mieszkańców uciekła z Kut, z około 1000 w miasteczku pozostała setka osób.

W zbrodniach zginęło w sumie około 200 Polaków i Ormian, udało się zidentyfikować 140 z nich. Po II wojnie światowej pozostali w miasteczku Polacy i Ormianie zostali wysiedleni.

W 2010 r. na cmentarzu w Kutach, podczas organizowanego przez Fundację Ormiańską KZKO obozu wolontariackiego, odbyło się uroczyste wmurowanie tablicy upamiętniającej mieszkańców miejscowości, którzy zginęli w latach 1939-1945, w tym także ofiar ukraińskiego ludobójstwa.

opr. Paweł Brojek

Źródło:

  • Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Przemilczane ludobójstwo na Kresach, Kraków 2008
  •  

 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-3
#1423405

Podsumować to wszystko można cytatem z prof. Adama Wielomskiego, który stwierdził, że:

„Budowa całej koncepcji polskiej polityki międzynarodowej na fundamencie antyrosyjskich fobii zakorzenionych w literaturze epoki Romantyzmu i wspomnień o zbrodni w Lesie Katyńskim sprzed 70 lat (w dodatku popełnionej przez sowieckie NKWD, a nie Rosję) świadczy o emocjonalnym niedorozwoju politycznym” („Rusofobia w kategoriach prawicowości”, konserwatyzm.pl, 5.04.2014).

Jeśli zaś chodzi o rozwój wypadków na Ukrainie, to w pełni spełniła się prognoza Vaclava Klausa o rozpadzie tego kraju na skutek spowodowania przez UE i USA konfliktu o jego orientacje geopolityczną, niemożliwego do rozwiązania bez podziału kraju.

Najpierw secesja Krymu i jego przyłączenie do Rosji, a teraz proklamowanie Donieckiej Republiki Ludowej i Charkowskiej Republiki Ludowej są skutkami procesu uruchomionego pod koniec listopada 2013 roku na kijowskim Majdanie. Uruchomionego nie przez Rosję, ale przez Zachód.

Żenujące jest to, że polski mainstream polityczno-medialny, który wspierał i legitymizował pucz kijowski oraz oburzał się „brutalnością” Berkutu teraz nazywa separatystów ze wschodniej Ukrainy „terrorystami”, siłowe działania junty kijowskiej przeciw nim określa mianem „operacji antyterrorystycznej”, a w tle widzi wyłącznie rękę Rosji. Innej ręki dostrzec nie tylko nie potrafi, ale dostrzec jej po prostu mu nie wolno.

Drugim procesem, z którym mamy do czynienia na Ukrainie jest niewątpliwie dekompozycja obozu politycznego wyłonionego na Majdanie. Zaczęła się ona 24 marca od zabójstwa Ołeksandra Muzyczko („Białego Saszki”) – jednego z najbardziej skrajnych watażków Prawego Sektora oraz UNA-UNSO. Prawy Sektor oskarżył o jego śmierć ministra spraw wewnętrznych w rządzie Jaceniuka, Arsena Awakowa (notabene Ormianina). Następnie 27 marca 1,5 tysiąca bojówkarzy Prawego Sektora zaatakowało w Kijowie Radę Najwyższą, domagając się dymisji Awakowa, wybijając szyby i waląc pałkami w drzwi. 31 marca doszło do strzelaniny przy udanej próbie rozbrojenia Prawego Sektora w Kijowie. Można to uznać za symboliczny koniec jedności obozu politycznego, który obalił legalną władzę prezydenta Janukowycza. Ta dekompozycja będzie się dalej pogłębiać.

Trzecim procesem jest oligarchizacja państwa ukraińskiego, a właściwie tego co niego pozostało. Wbrew temu, co twierdzą polskie media nie ma żadnej „wolnej” ani „demokratycznej” Ukrainy. Faktyczną władzę sprawują oligarchowie. Już dawno zniknął gdzieś pan Kłyczko, a w wyborach prezydenckich nie będzie kandydował też pan Jaceniuk. Nie dlatego, że zrezygnował, ale dlatego, że faktyczni inspiratorzy i organizatorzy kijowskiego puczu zrezygnowali z niego. Jako faworyt tych wyborów został ogłoszony oligarcha Petro Poroszenko – właściciel cukierniczego koncernu Roshen i telewizji 5 Kanał, zwany „królem czekolady”, sponsor pomarańczowej i obecnej rewolucji. Ciekawe jest też to, że Poroszenko udzielił niedawno poparcia politycznej inicjatywie Jarosława Gowina o nazwie Polska Razem.

Czwarty proces to „program dostosowawczy”, realizowany przez samozwańczy rząd Jaceniuka pod dyktando Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Program ten w zamian za udzielenie Ukrainie kredytu przez MFW przewiduje m.in. „prywatyzację” sektora energetyczno-paliwowego oraz podwyżki cen gazu dla ludności od 1 maja o 50 proc. Konsekwencją będzie niewątpliwie drastyczne obniżenie poziomu życia społeczeństwa i to znacznie większe niż w Polsce przy realizacji tzw. programu Balcerowicza.

Prawie niezauważalna przemknęła przez polskie media informacja, że do Niemiec zbiegł premier Libii Ali Zajdan, obalony 11 marca. Oświadczył on, że w dwa i pół roku po obaleniu Muammara Kaddafiego Libia pogrąża się w chaosie. Wybuchła bowiem rebelia, której przywódcy domagają się autonomii wschodniej Libii i udziału w dochodach z eksportu ropy. Cały kraj pokrył się siecią zbrojnych band walczących z władzą centralną.

Zdaniem byłego premiera Libii istnieje zagrożenie, że kraj ten stanie się wylęgarnią światowego terroryzmu, podobną do Afganistanu pod władzą Talibów. Dlatego Zajdan wezwał USA, Wielka Brytanię i Francję (sprawców obalenia Kaddafiego) do ratowania Libii.

Tak właśnie kończą się „kolorowe rewolucje”, „arabskie wiosny” itp. rewolty będące współczesnymi formami podboju kolonialnego. Jest wysoce prawdopodobne, że scenariusz libijski to przyszłość Ukrainy. Scenariusz o tyle możliwy, że motywowana rusofobią polityka polska ciągle dolewa oliwy do ognia.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-3
#1423406

 

 

W polskich i zachodnich mediach roi się od różnej wartości analiz dotyczących motywacji, środków i celów geopolitycznego działania pana Władimira Putina w kontekście szeroko rozumianej sprawy Ukrainy.

Najbardziej ostre są opowieści Rosjan, którzy są rzecznikami złej sprawy, albo po prostu biorą pieniądze od tych, na użytek których sączą swój jad. Nie brakuje analiz odnoszących się do bardzo wewnętrznych a zarazem zasadniczych spraw dla Rosji, jak np. teza o braku ideologicznego spoiwa dla tego państwa i narodu (wielkiej idei).

Rzecznicy złej sprawy tłumaczą w ten sposób potrzebę wewnętrznej izolacji Rosji i postawienie jej w rzekomo sztucznej opozycji do otoczenia międzynarodowego, jako sposobu na zapewnienie posłuchu władzy i zjednoczenie w warunkach otoczenia przez wrogie siły. Nie zabrakło nawet inteligentnie narysowanych karykatur pokazujących Rosję jako obóz warowny, na który patrzą zdziwieni „rosyjską asertywnością” – wolni – mieszkańcy całego wolnego świata (w tym takich oaz wolności jak Chiny, Arabia Saudyjska, czy same USA).

Niestety, to co na Zachodzie mówi się i pisze o panu Władimirze Putinie to same kłamstwa, tylko kłamstwa, totalne nieprawdy a w najlepszym wypadku – nieudolne próby ubrania Prezydenta Federacji Rosyjskiej w formę opartą na narzuconych tezach propagandowych. Mamy tutaj cały festiwal podłości – od porównania z Hitlerem, a na wmawianiu skłonności do zachowań homoseksualnych kończąc.

W znacznej mierze ten festiwal nienawiści do Prezydenta jest zbiorem szeregu oddolnych i nieskoordynowanych akcji – środowiska hien prasowych, które otrzymawszy zlecenie rzucają się na ofiarę, ponieważ taki jest trend i to się opłaca dla dobrego wyniku w wyszukiwarce. Niestety również można mieć podstawy do przypuszczeń, że festiwal jaki obserwujemy – jest sterowanym działaniem czarnego PR-u, którego źródła pochodzą z tej samej „niewidzialnej ręki”, co zarażenie nacjonalizmem Majdanu jak również inne ciemne sprawki, które przez ostatnie lata oczerniały Rosję o wszelkie zło.

Nie jest dla nikogo tajemnicą, że pan Władimir Putin popsuł interesy bardzo potężnym lobby, które miały się świetnie dzięki „transformowaniu” rosyjskiej gospodarki i rozkradaniu Rosji ze wszelkich bogactw. Jak to jest możliwe, że jeden z najbogatszych Rosjan woli inwestować w klub sportowy na pewnej wyspie niż we własną gospodarkę?

Takich którzy wywieźli co mogli z Rosji nie brakuje. Niektórzy z nich dzisiaj różnymi kanałami wspierają działania różnych sił na terenie Federacji, jeżeli tylko mają jeden mianownik – uderzenie w centrum rosyjskiej władzy, osłabienie rosyjskiego państwa, rozbicie rosyjskiego społeczeństwa. Metody, środki, cele pośrednie – odpowiednio się dobiera, nie ma z tym żadnego problemu, kreatywność ludzka nie ma granic. Liczy się tylko jedno – zaszkodzenie Rosji, usunięcie Władimira Putina, ponieważ rzekomo Rosja byłaby bez niego lepsza… Można powiedzieć, że dla złodziei czyhających na rosyjskie bogactwa – na pewno! Warto jest zainwestować kilka miliardów dolarów rocznie w chaos, żeby mieć perspektywę na kilkaset? To w końcu tylko około 1-2% wartości rocznej stopy zwrotu z inwestycji!

Chyba najgroźniejsze są te komunikaty, które są adresowane do percepcji zwykłych ludzi, mające na celu wmówienie im, że są niewolnikami w swoim własnym kraju. Rosja oczywiście mogłaby rozwijać się lepiej, gdyby była oparta o zasadę wolności jednostki, której – jak twierdzą ośrodki wpływu i kreowania opinii publicznej – w Rosji nie ma. Oczywiście dlatego ponieważ Władimir Putin wymyślił sobie jako sposób na dostarczenie Narodowi – wielkiej idei – potrzeby odbudowy Imperium. Powszechnie jest znana teza Władimira Putina o upadku ZSRR jako największej tragedii XX wieku, po jej spłaszczeniu i banalnym sprowadzeniu wszystkich związanych z tym wydarzeń i ryzyk do westchnienia, rzeczywiście można próbować uzasadnić w ten sposób twierdzenie, zgodnie z którym Władimir Putin chce ten proces odwrócić. Konkretnie, że usiłuje odwrócić koło historii, tworząc współczesną hybrydę carsko-bolszewickiego Imperium, która jako proteza ma wystarczyć Rosjanom nawet zamiast chleba i mleka jak będzie taka potrzeba.

Rzeczywiście patrząc na informacje o Rosji w wieczornych wiadomościach – pomiędzy przygotowywaniem kolacji, a oglądaniem pogody – można odnieść wrażenie, że Rosja z powodów „nieuprawnionych” rozpycha się na obszarze byłego ZSRR i próbuje bezprawnie zająć Ukrainę, a przynajmniej jej część. Co ma stanowić ostateczne potwierdzenie argumentów na wszystko, poczynając od tego, że Rosja sama nie wie co ma ze sobą zrobić, a na potrzebie trzymania ludzi w niewolnictwie kończąc, ponieważ jako wolni – na pewno wiedzieliby jak rządzić swoim krajem lepiej i wydajniej.

Oczywiście to wszystko to są tylko kłamstwa, insynuacje, oszustwa oraz bardzo sprytnie wymyślone działania PR-owe. Niestety nawarstwienie ich i ciągłe powtarzanie oraz takie dobranie, żeby oddziaływały propagandowo na rosyjskie społeczeństwo – wielopoziomowo powoduje, że te kłamstwa stopniowo, jak woda – kropla po kropli drążą skałę na której opiera się rosyjska potęga – DOSKONAŁE CENTRALNE ZARZĄDZANIE PAŃSTWEM PRZEZ CZŁOWIEKA Z WIZJĄ. Doskonałe to znaczy sprawne, efektywne i antycypacyjne – jak na rosyjskie warunki, tak niezmiernie odmienne od czasów wielkiego smutku [chyba "wielkiej smuty" - admin] Prezydenta Borysa Jelcyna. Tymczasem Rosjanie na każdym poziomie funkcjonowania swojego państwa słyszą, że każdą rzecz można zrobić lepiej, nawet parszywi oszczercy posunęli się do kłamstw na temat Olimpiady w Sochi!

Oczywiście, że każdą rzecz w każdym państwie można zrobić lepiej. Nie ma jednak państw idealnych, w których wszystko jest krystalicznie idealne. W tym kontekście również stosunki w Rosji nie są krystaliczne. Z pewnością jest tam korupcja, z pewnością jest tam krzywda ludzka, z pewnością jest tam także inne rozumienie wolności, wynikające chociażby z przestrzeni i rozmiarów państwa niż klasycznie w Europie. Nie ma jednak państwa wolnego od tych powszechnych chorób, wynikających z ludzkiej niedoskonałości!

Najbardziej szkodliwa jest jednak teza o zniewoleniu Rosjan. Ponieważ dotyka każdego z osobna i wszystkich razem jako zbiorowości. To na niej jako na tezie pierwotnej opiera się całe kłamstwo. Nie można jej jednak przeciwdziałać, ponieważ jest ona czystym kłamstwem, tak abstrakcyjnie krystalicznym, jakbyśmy twierdzili że kombinacja białego, niebieskiego i czerwonego to symbol zniewolenia. Ta teza uderza w cały wynik funkcjonowania państwa rosyjskiego, które właśnie dzięki temu jakim jest – prowadząc politykę niezależności i suwerenności pozwala swoim obywatelom, a także mieszkańcom (jak Edward Snowden, Gérard Depardieu i innym) – być naprawdę i rzeczywiście wolnymi jednostkami, w dokonującej świadomie wolnego wyboru politycznego zbiorowości.

Każdy rozsądny człowiek prowadziłby taką politykę jak Władimir Putin mając takie możliwości i stojąc przed tak szerokim katalogiem wyzwań. Niektórzy byliby chyba nawet mniej subtelni, może mieliby nieco „cieplejszy” wizerunek. Jednakże, czy to jest wina Putina, że wszyscy się go boją? Chociaż może to rozsądek nakazuje – wszystkim rzecznikom złych spraw – dystans do Prezydenta kraju, który chcieliby sobie podporządkować, a jego obywateli zrobić niewolnikami zdychającymi bez pracy, bez godności i bez jakiejkolwiek wizji na przyszłość.

Tymczasem, to wcale nie żadna potrzeba odbudowy Imperium, czy też zawracania historii jest głównym motywatorem polityki rosyjskiej ostatnich lat. Wielką ideą dla Rosji – jest ONA SAMA. Rosja nie potrzebuje się definiować, nie potrzebuje uzasadniać swojego prawa do istnienia, do terytorium, do oryginalnej kultury, czy też własnego rozumienia relacji międzynarodowych na które oddziałuje. Rosja nie musi nikomu niczego udowadniać, miała wystarczająco dużo „przygód i wyzwań” w ubiegłym wieku. Dla Rosji wystarczy, że TRWA.

Jednakże dla części świata, rządzonego przez mocodawców rzeczników złej sprawy – nawet to, że Rosja trwa to zbyt wiele. Rosjanie nie mogą przestać o tym pamiętać…

Krakauer

 

 

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-2
#1423427