Władcy algorytmów

Obrazek użytkownika Leopold
Blog

Prezydent Poznania pan Jaśkowiak wyraził opinię, że w dobie pandemii powinniśmy w pierwszym rzędzie chronić artystów, ponieważ są oni naszym dobrem narodowym. Może rzeczywiście społeczeństwo już otoczyło troską swe "najcenniejsze zasoby" – to jest celebrytów, mniejszości etniczne i seksualne, tajnych współpracowników komunistycznych służb i ich oficerów prowadzących (te kategorie zresztą częściowo się pokrywają)? Czy taki był algorytm rekrutacji ludzi, którzy zostali zaszczepieni "na krzywy ryj" w Warszawskim Uniwersytecie Medycznym?
Wiele wskazuje na to, że w coraz większym stopniu podlegamy działaniom algorytmów, ale oprócz algorytmów i botów potrzebni są jeszcze moderatorzy. Dużo moderatorów.
W 2018 roku Google zatrudniał ok. 10 tysięcy, a Facebook aż 30 tysięcy moderatorów. Oczywiście ze względu na "wysokie standardy obowiązujące w naszej społeczności", wśród pracowników nie ma miejsca na "dyskryminowanie kogokolwiek ze względu na płeć, wiek, rasę, wyznanie, pochodzenie społeczne" itp.

Kandydatów do pracy w takich firmach jak Google sprawdza się wyjątkowo dokładnie, aby wyłapać wszelkich ludzi o niewłaściwych inklinacjach ideologicznych. Bo pracownikom powierza się odpowiedzialną rolę - zostaną rzuceni na odcinek „walki z mową nienawiści”, „walki z dezinformacją”, „walki z manipulacją”, "walki z dyskryminacją" w celu „obrony demokracji”, „obrony wolności słowa” i "obrony swobody wypowiedzi". Chodzi oczywiście o to, aby takie wartości, jak "ochrona sfery publicznej", "ochrona debaty publicznej" i "dbałość o jakość merytoryczną debaty", zawsze były priorytetem.Tego nie da się osiągnąć perswazją - trzeba się uciec do zakazów i po prostu – do cenzurowania treści.
Dlatego Google przykłada szczególną troskę o jakość swojej kadry i zachowanie wszelkich, nie tylko etnicznych parytetów – stosunek kobiet do mężczyzn, heteroseksualistów do homoseksualistów, osób binarnych do niebinarnych, transseksualistów do biseksualistów, krótkowidzów do dalekowidzów itp.
Mimo wszystko okazało się, że wśród pracowników Google'a jest zaledwie cztery procent Latynosów i dwa procent Afroamerykanów. Natomiast występuje znaczna nadreprezentacja Azjatów – choć stanowią tylko 4 procent populacji Ameryki, w firmie pracuje ich 35 procent!
Jest to przedmiotem stałej troski współwłaściciela Google'a Siergieja M. Brima, który ma rosyjskie korzenie (rodzice w 1978 roku wyjechali ze Związku Radzieckiego, aby się uchronić przed prześladowaniami Żydów w tym kraju).

Natomiast dyrektorka generalna YouTube Susan Wojcicki (i David Zaslav właściciel TVN) mają polskie korzenie. Być może dlatego zawartość filmów przesyłanych z Polski moderowana jest ze szczególną starannością. Strzeżmy się ludzi o polskich korzeniach!

W 2018 roku zamieściłem na swoim kanale YT pięciominutowy filmik pt. "Polski Holokaust był faktem". Była to odpowiedź na szkalujący Polaków film pt. "Polish Holocaust", w którym różne postaci (starcy, młodzież, sympatyczne rodziny) wypowiadają te słowa na znak protestu przeciw propozycji zmiany ustawy o IPN z zamiarem penalizacji oskarżeń Polski o współsprawstwo Holokaustu. W ustawie wyraźnie zaznaczono ("kto publicznie i WBREW faktom pomawia o..."). Mimo to zorganizowana została ogromna międzynarodowa awantura w wyniku której rząd polski wycofał projekt zmian. W rzeczywistości chodziło o rezygnację ze znacznie ważniejszej ustawy reprywatyzacyjnej ministra Jakiego, którą też wycofano.
W moim filmie ukazywałem, że Polacy rzeczywiście mieli swój "Polish Holocaust" w latach 1939 – 1956, kiedy byli mordowani przez Niemców, Rosjan, Ukraińców i komunistów żydowskiego pochodzenia.
Stykając się z cudzoziemcami zorientowałem się, że sporo ludzi z zaskoczeniem przyjmuje wiadomość o mordowaniu przez Niemców także chrześcijan, choć wszyscy słyszeli o mordowaniu Żydów. Dlatego postanowiłem zrobić ten film także w wersji angielskiej („Polish Holocaust – inconvenient truth”). Wkrótce przyszła od YouTube wiadomość „zgodnie z zasadami panującymi w naszej społeczności uważamy, że film ten jest nieodpowiedni dla młodzieży poniżej 18 lat, ze względu na epatowanie brutalnością...” itp.
Taki film jest praktycznie zatopiony – obejrzeć go można tylko mając link. Jakiś algorytm wykrył brutalność, ale ten sam film w wersji polskiej, już nie „epatuje”. Widać, że algorytmy, czy „moderatorzy” ograniczają przeznaczone dla zagranicy filmy o martyrologii Polaków (monopol na męczęństwo mają inni) i o Polakach ratujących Żydów. Nowym przykładem jest „zatrzymanie” filmu o grupie Ładosia, czy o obozie koncentracyjnym dla polskich dzieci (Irena Sendler także nie dostała Nobla). Jeden z cenzorów – moderatorów YT podobno został zlokalizowany jako mieszkaniec Wejherowa pochodz
ący z postępowej rodziny o właściwych, komunistycznych korzeniach.

Jeśli ktoś ma zainstalowany program „Benjamin” chroniący dzieci przed pornografią, to wtedy algorytmy zaczynają naprawdę harcować ukazując całą swą moc. Na moim kanale jest ok. 200 krótkich filmów - w zdecydowanej większości politycznych, bez cienia erotyki (np. „Trybunał Konstytucyjny pogromcą dekomunizacji” czy „Tajemnice transformacji”). Jednak „Benjamin” kwalifikuje je jako pornograficzne i dopuszcza tylko nieliczne np. „Gra Jan Martini”, lub „Jubileusz Klubu Gazety Polskiej”. O tym, że ze względu na nieodpowiedni „content” na moim kanale nie mogą być zamieszczane reklamy, zostałem poinformowany już dawno.

Potęga algorytmów jest wielka, a tych co się nimi posługują jeszcze większa.

Na Trumpa i lojalnych względem niego 106 republikańskich kongresmenów spadły niesłychane represje, z których najmniejsze to zablokowanie kont na mediach społecznościowych. Już wiadomo o wstrzymaniu funduszy na przyszłe wybory, a zamrożenie kont bankowych jest całkiem prawdopodobne.Wobec nagonki medialnej, bez kart płatniczych, poczty elektronicznej, może nawet bez telefonu komórkowego, grozi im śmierć cywilna.
96 kongresmenów już posypało głowę popiołem i złożyło samokrytykę.
Do impeachmentu potrzebne są głosy 17 republikańskich senatorów. Poddawani są oni wielkiej presji. Czy się złamią?

Dopiero dzisiaj możemy docenić jak ważne dla naszej wolności jest utrzymanie papierowej prasy, telefonów stacjonarnych i tradycyjnego pieniądza!

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:7)

Komentarze

"Dopiero dzisiaj możemy docenić jak ważne dla naszej wolności jest utrzymanie papierowej prasy, telefonów stacjonarnych i tradycyjnego pieniądza!". Ludzie "starej daty" to rozumieją. :)

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

janksero

#1659489

Bardzo dobry artykuł.

Tekst: "najcenniejsze zasoby" – to jest celebrytów, mniejszości etniczne i seksualne, tajnych współpracowników komunistycznych służb i ich oficerów prowadzących (te kategorie zresztą częściowo się pokrywają) -  bezcenny :-)))
 

Dotąd było wesoło, ale potem niestety coraz smutniej i coraz straszniej, a najgorsze, że to co piszesz jest prawda, a nie  jedynie jakąś czarną wizją.

Ale co z tymi papierowymi pieniędzmi- trzymać je pod poduchą i czekać aż inflacja zje? Jakaś alternatywa?

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Nie minusuję bez uzasadnienia, bo to jak cios po ciemku w plecy.  Komentarze niemerytoryczne i agresywne minusuję bez dodatkowego wyjaśniania. Uwagi osobiste proszę kierować na PW.

#1659490