Akademicka subkultura kasowania i wymazywania

Obrazek użytkownika Józef Wieczorek
Kraj

Kultura unieważniania (cancel culture), zwana też kulturą kasowania, wymazywania, jest stara jak świat, ale w dobie globalizacji i panowania internetu ma szczególnie wielką siłę rażenia. Raczej powinno się mówić o subkulturze, bo to zjawisko bardzo niekulturalne, polegające na usuwaniu/kasowaniu z przestrzeni publicznej osób z jakiegoś powodu niewygodnych.

Nader często było i jest praktykowane w domenie akademickiej, prowadzi do tego, że na uniwersytetach ludzie boją się mówić, a nawet myśleć, bo przecież mogą być ukarani za słowozbrodnię, a nawet myślozbrodnię, i ulec skasowaniu (z przestrzeni akademickiej/publicznej), a nawet ewaporacji (wymazaniu z historii) – jak to określał Orwell.

W czasach instalacji systemu komunistycznego „kasowano” przedwojenne kadry akademickie, a gdy szło to opornie, skasowano katedry, aby nie służyły jako punkty oparcia dla niewygodnych/niereformowalnych profesorów i oporu wobec przewodniej ideologii.

Ta metodologia bynajmniej nie została skasowana po medialnym obaleniu systemu komunistycznego, bo proces postępu akademickiego w III RP ubogacił tylko kadry kolorystycznie (z czerwonych na wielokolorowe) i przyspieszył proces ich „menelizacji” (uwidoczniony w przestrzeni publicznej podczas Strajku Kobiet). Społeczeństwo w tej materii jest słabo zorientowane, jako że badania historyczne i socjologiczne tych procesów objęte są subkulturą wymazywania.

Wymazano/skasowano z historii uczelni sam system komunistyczny, jego instalatorów i utrwalaczy i rzecz jasna ofiary. Postulowany przeze mnie projekt Czarnej Księgi Komunizmu w nauce i edukacji nie zakończył się sukcesem. Brak zainteresowania tą materią i pieniędzy publicznych, z których finansuje się badania subkultury prostytucyjnej i problemów osób o odmiennej orientacji seksualnej. Prawa osób o odmiennej i niewygodnej orientacji intelektualnej, a w szczególności moralnej, skierowanej na uczciwość naukową i poszukiwanie prawdy, mimo że brutalnie nieraz naruszane, są skasowane przez postępowe środowisko akademickie.

Skierowany w 2017 r. do ministra Gowina postulat zbadania subkultury unieważniania akademików pod koniec PRL pozostał bez realizacji, a problem, wraz z naukowcami skasowanymi w przestrzeni akademickiej, uległ ewaporacji. Minister jakoś swoich barier mentalnych nie pokonał, aby stworzyć reformę przyjazną dla elit do tej pory pozostających poza polskim systemem akademickim.  Podła subkultura nadal kwitnie i to na stabilnym, sprzyjającym gruncie.

Unieważnienie w przestrzeni edukacyjnej osoby wybitnego pisarza Ferdynanda Ossendowskiego, osobistego wroga Lenina, spowodowało, że zarówno ci, którzy kończyli szkoły w czasach PRL, jak i ci w czasach III RP, na ogół o nim nie słyszeli. A w końcu był to w II RP pisarz drugi po Sienkiewiczu. Tak działa skutecznie subkultura kasowania z edukacji osób/wydarzeń niewygodnych. To tylko jeden z tysięcy przykładów, który powinien dawać wiele do myślenia, ale nader rzadko daje.  Skoro można było być penalizowanym za myślozbrodnię, to myślenia trzeba się wystrzegać, aby odnieść sukces. Wielu sukces w ten sposób odniosło i myśleniem nie grzeszy. 

W każdej dziedzinie można znaleźć przykłady wykluczania ze wspólnoty akademickiej niewygodnych akademików, bo głoszących poglądy sprzeczne z zasadami poprawności akademickiej, sprzeczne z poglądami nadzwyczajnej kasty akademickiej. Rzecz jasna chodzi o poglądy oparte na twardych faktach, a nie te od faktów niezależne.

 Tacy są pomijani w cytowaniu prac naukowych, w zaproszeniach na sympozja czy spotkania naukowe. Skazani są na milczenie. Próba merytorycznego przedstawienia swoich racji, podjęcia dyskusji, skutkuje reakcją: „odbieram panu głos”, postulatem:”takich nie zapraszać na konferencje”. Argumentów skasowanego nikt nie usłyszy, na stanowisku akademickim nikt nie zatrudni.

Ten, kto jest zidentyfikowany/zdekonspirowany, jako zdolny do opinii odmiennych od obowiązujących, musi się liczyć z tym, że jego wiedza/dorobek naukowy przestanie się liczyć. Zostanie uznany za niegodnego nawet do dyskusji, bo szkoda dla takiego czasu i uwagi. Skasowanie jest uznawane za reakcję najwłaściwszą, bo usuwa się niewygodną konkurencję, choćby wyimaginowaną. Z archiwów wyparują akta, z albumów – zdjęcia, z historii – osiągnięcia.

A otoczenie? Niestety zachowuje się tak, jakby go dotknął mentalny lockdown.

Potrzebne są interdyscyplinarne badania nad subkulturą „kasowania”, jak i „ewaporacji” w systemie akademickim i wdrażanie działań zapobiegających tym plagom, aby nie pogrążać dalej domeny akademickiej.

Tekst opublikowany w tygodniku Gazeta Polska 28 kwietnia 2021 r.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:6)

Komentarze

@ Autor

Bardzo dobry wpis. Mogę dodać, że na ostatnim zjeździe historyków w Lublinie pojawili się naukowi przedstawiciele gender.

Dłużej zatrzymałem się na sekcji II RP. I tam od pani gender z Uniwersytetu Wrocławskiego (muszę w tym wypadku dodać, że dawniej Bieruta) dowiedziałem się, że będzie badać dyskryminację kobiet w tym okresie. Owszem, można, ale bez z góry założonej tezy. A ten okres akuratnie był wyjątkowo łaskawy dla kobiet. 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Ryszard Surmacz

#1671494