Służby Specjalnej Troski

Obrazek użytkownika jazgdyni
Kraj

 

Tutaj nic nie napiszę o służbach cywilnych – ubecji, esbecji, Bo to bardzo śmierdzące dno szamba. Brrrr.

 

Będzie o wojskówce.

 

Z dużą uwagą obejrzałem ponad 2 – godzinną dyskusję, czterech ważnych ekspertów – Piotra Bączka, byłego szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego, dr Sławomira Cenckiewicza, dyrektora Wojskowego Biura Historycznego, gen. Andrzeja Kowalskiego, byłego szefa Wywiadu Wojskowego i jak Bączek, SKW. Dyskusję prowadził Piotr Woyciechowski, ekspert ds. Służb specjalnych

Wiele ciekawego się dowiedziałem, a także uporządkowałem posiadaną wiedzę w temacie. A dotyczył on tak zwanej "Afery marszałkowej".

 

Od Bronisława Komorowskiego usłyszałem, że Aleksander Lichocki jest szpiegiem, związanym z rosyjskim wywiadem"- tak miał powiedzieć, nieco ponad tygodniem, przesłuchiwany w śledztwie w sprawie rzekomej afery korupcyjnej WSI poseł Paweł Graś (PO), uczestnik tajnej narady u marszałka Komorowskiego. Narady, która poprzedziła działania ABW wobec członków Komisji Weryfikacyjnej WSI i dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego. 

 

Dwóch pułkowników Lichocki i Tobiasz realizowało potężną prowokację, do dzisiaj nie ma pewności, kto był zleceniodawcą – WSI samodzielnie, czy Kreml.

Celem było zatrzymanie likwidacji WSI, oraz niedopuszczenie, by prezydent RP ujawnił publicznie tzw. Aneks do Raportu Macierewicza. Antoni Macierewicz był likwidatorem WSI i został najbardziej znienawidzoną osobą dla ciągle nie składających broni, komunistycznych służb specjalnych.

 

Aneksy w liczbie 24 – obejmujące łącznie ponad połowę objętości raportu i zawierające m.in. szczegóły nadużyć opisanych w części analitycznej (fragmenty raportów, notatki, tezy), ale także listy osób, które w taki czy inny sposób miały być powiązanie z WSI (np. Aneks nr 16: Zidentyfikowane osoby współpracujące niejawnie z żołnierzami WSI w zakresie działań wykraczających poza sprawy obronności państwa ia się klapą bezpieczeństwa Sił Zbrojnych RP). 


 

Nawet dzisiaj, po tylu latach, prezydent Andrzej Duda nie odważył się do tej pory ujawnić Aneksu. Rezultat – generalskie trupy z WSI, zamiast w spokoju uprawiać ogródek, nadal hulają po Polsce i mają ciągle ogromny wpływ na politykę i prawie wszystko co się w kraju dzieje.


 

Dyskusja wykazała jedno – prowokacja montowana przez służby okazała się klapą. Chciano uderzyć w Macierewicza, wykazać, że likwidacja WSI to wielki błąd i strata dla państwa, a okazało się odwrotnie. WSI, czy UOP działając jako lokalna ekspozytura Łubianki, wykazał się sprytem i inteligencją grupy zuchów zaprowadzonych pierwszy raz do ZOO. Agenci i same ich dowództwo, z generałami takimi, jak Dukaczewski, Czempiński, czy Wilecki to śmieszne pacynki udające harcerzy. Zero profesjonalizmu, więc zrozumiałe, że NATO im kompletnie nie mogło zaufać.

Jedyne dobre co z tego blamażu wyszło, to pokazanie, że ówczesny marszałek i późniejszy prezydent, Komorowski kłamał pod przysięgą, a takie indywidua, jak spec od śmietników i cieć u Niemca Graś, czy komiczny szef ABW Bondaryk, to jedna banda na usługach służb komuny.


 

Gdy zacząłem rozmyślać przykładając to do osobistych doświadczeń, bo WSI w pewnym momencie zainteresowało się mną, jak umieściłem w sieci kilka, raczej mocno nieprzychylnych dla nich felietonów i zaczęli mnie śledzić oraz zbierać materiały na mój temat, by potem po przetworzeniu dostarczać je internetowym hejterom, to uznałem, że takie służby w naszym kraju to żenada i kompromitacja.

Potem jeszcze wysłali jednego swojego lalusia, by zbratał się z kimś z mojej rodziny i powyciągał jakieś brudy, a w 2019 sam Ryszard Opara pojawił się w Trójmieście i zapraszał, błyszcząc w Sopocie siermiężnym luksusem wojskowej willi, moich zdziwionych przyjaciół starając się tym marnym blichtrem tak onieśmielić, że zaczną sypać w temacie tego z Gdyni. Wyszło, jak wyszło. Nic nie zdobyli i kolejny raz przekonałem się jaka to tandeta. Prawdziwe służby specjalnej troski.


 

Jednakże uznałem, że to nie Afera marszałkowa jest najgorszą wpadką WSIoków, tylko to, co ponad 20 lat temu wydarzyło się w Gdańsku Wrzeszczu i co miało tragiczne rezultaty. Opisałem to, nieco fabularyzując, lecz podając również niezaprzeczalne fakty.

I tu ciekawostka – korzystając z wyszukiwarki, niesławnych Googli, nie byłem w stanie odnaleźć tego artykułu. Wszystko zniknęło. Czyżby emeryckie WSI miało też przełożenie na Internet?

Na szczęście na nie podłączonym do sieci komputerze, na własnym twardym dysku, a nie w enigmatycznej chmurze, zapisuję sobie moje teksty, wraz z materiałami źródłowymi.


 

Więc przypomnę ten "profesjonalizm i perfekcję" komunistycznych służb.


 

&&&&&


 


 

- Słuchaj, przecież możemy się tam po prostu włamać i zabrać, co potrzeba.
- Głupi jesteś? To nie żaden ćwok. To fachowiec od nas. Pułkownik. Ma na pewno wszystko zabezpieczone. Antywłam, stalowe drzwi, alarmy i chuj wie co jeszcze. Cicho zrobić się tego nie da. Chcesz wysłać ekipę z młotami, wiertarkami i łomami? Dwie godziny nie wystarczą na wejście, a na karku będziemy mieli wszystkich lokatorów. No i tego buca i pewnie też telewizję i kamery. Jak sobie wyobrażasz wyjaśnienie? Musimy to zrobić sposobem.
- Masz jakiś pomysł?
- Mam. Prosty i skuteczny. Patrz, zrobimy tak, że w tym domu zacznie się ulatniać gaz. A gaz śmierdzi. Nie minie godzina, no... może dwie, a gazownia zostanie zasypana telefonami od obywateli, że coś jest nie tak z gazem i w całym domu śmierdzi. Wtedy my pokierujemy akcją. Policja, straż pożarna, pogotowie gazowe nie muszą cokolwiek wiedzieć. Mają działać rutynowo, a z centrali dostaną rozkaz ewakuacji całego budynku i zabezpieczenia instalacji.
Gdy już będzie pusto i bezpiecznie, to ich wtedy wszystkich wyjebiemy i jako specjalna jednostka, na przykład saperska, czy jeszcze jakaś, wejdziemy i na spokojnie otworzymy mieszkanie w pustej chałupie i zabierzemy wszystko, co chce szef. Te papiery i teczki. Tu i ówdzie narobimy bałaganu, polejemy pianą, coś rozwalimy, tak, że nikt niczego się nie domyśli.
A na parterze mieszka taki jeden dziwak, skłócony ze wszystkimi sąsiadami. U niego rozpieprzymy może rury, może kuchenkę, weźmiemy go w kajdany i oświadczymy, że bandzior chciał wieżowiec wysadzić w powietrze.
Tak, że będzie winny zamieszania, bałaganu i gazowego smrodu, a my spokojnie dostarczymy kwity do centrali.

********

Pogoda w tą kwietniową niedzielę Wielkiej Nocy była paskudna. W jedenastopiętrowym bloku mieszkalnym przy Alei Wojska Polskiego, (alei nomen omen równoległej do ulicy Polanki, gdzie niedaleko ma swój dom były prezydent Lech Wałęsa) stojącym samotnie pośród starej niskiej zabudowy, prawie na przeciwko Zajezdni tramwajowej Wrzeszcz, już po północy nie paliły się żadne światła w oknach.
Jak to mamy w zwyczaju, część ludzi rozjechała się po Polsce do rodzin na święta, a reszta spała spokojnie, w tym znaczna część opita i obżarta.
Na ulicach nie widać było nawet psa z kulawą nogą.
Pod blok cicho podjechała stara, zardzewiała Nyska, którą często używano w mających nie rzucać się w oczy operacjach. Wysiadło z niej dwóch mężczyzn, w klasycznych monterskich drelichach, ze skórzanymi torbami na narzędzia.
Ich zadanie było proste i nieskomplikowane. Zejść do piwnicy, odszukać instalację gazową wg. planów budynku i doprowadzić do ulatniania się gazu. Robota prosta, bo ne trzeba rozkręcać rur, czy robić jakiś uszkodzeń. Wystarczyło tylko w najniższym miejscu rur gazowych odkręcić kurki odwadniaczy, którymi okresowo spuszczano wodę, jaka gromadziła się zazwyczaj w instalacji.
Otworzyli więc rury gazowe. Gaz z sykiem zaczął wypełniać piwniczne pomieszczenia, a po chwili zaczął przenikać do wyżej położonych mieszkań.
Tak samo, po cichu, jak weszli, po cichu opuścili budynek i odjechali.
Wystarczyło teraz tylko cierpliwie oczekiwać.
Centrala była w pełnej gotowości. Gotowa była też grupa włamaniowa, która miała wejść do mieszkania w ewakuowanym bloku, zabrać papiery i wynieść się po narobieniu maskującego bałaganu.

********

Coś jednak poszło nie tak.
Nikt z mieszkańców nie zgłaszał zagrożenia gazowego. Nie podjeżdżało na sygnałach pogotowie gazowe, potem Straż Pożarna i Policja.
Natomiast w ten wielkanocny poniedziałek, 17-tego kwietnia 1995 roku, o godzinie 5:50 rano, budynkiem targnął potężny wstrząs. Mieszkańcy, którzy przeżyli, myśleli, że to trzęsienie ziemi.
Parter i pierwsze piętro bloku zniknęły, wgniecione w ziemię. A cała reszta obniżyła się o dwa piętra, wykrzywiając przy tym cała konstrukcję tak, że już nawet drzwi, czy okien nie dało się otworzyć.
Można powiedzieć, że akcja ratunkowa rozpoczęła się błyskawicznie. Komenda policji i straż pożarna juz po trzech minutach po wybuchu dowiedziały się o tragedii.
Budynek był w tragicznym stanie, stwarzał niebezpieczeństwo budowlane i nie nadawał się do dalszego zamieszkania.
W trakcie inspekcji uszkodzeń, tajna ekipa weszła do docelowego mieszkania i zgarnęła materiały, które były celem całej akcji.
Akcji niestety tragicznej, bo w wyniku eksplozji zginęły aż 22 osoby (w tym jedna zmarła w szoku w drodze do szpitala) Trudno tu mówić o szczęściu, lecz dom ten zamieszkiwało 77 rodzin i gdyby nie okres świąteczny, liczba zabitych mogłaby być znacznie większa.
Tajemniczego dramatyzmu dodaje fakt, że komisja powołanych ad hoc ekspertów uznała, że stan budynku jest tak zły, że musi być on natychmiast całkowicie wyburzony, aby nie stwarzać dalszych zagrożeń. I to mimo, że w momencie takiej decyzji, było jeszcze ciągle zaginionych 17 mieszkańców, znajdujących się prawdopodobnie w zdewastowanym domu. Czyli, jeśli ktokolwiek jeszcze by żył, to miał być pogrzebany żywcem.
Tak też uczyniono i następnego dnia, 18 kwietnia, trzy wojskowe ekipy saperskie zdetonowały ładunki wybuchowe, zamieniając uszkodzony dom w kupę gruzów.

A tymczasem zleceniodawcy akcji otrzymali poszukiwane materiały, czyli zadanie zostało wykonane, tylko... niestety, poniesiono nieprzewidywane koszty – 22 życia ludzkie oraz budynek – miejsce zamieszkania 77 rodzin,
Całość zdarzenia miała pozostać najtajniejszą tajemnicą. Lecz, jak to bywa, już wkrótce mieszkańcy Trójmiasta zaczęli powątpiewać w oficjalne doniesienia, jakoby sabotażu dokonał niezrównoważony lokator z parteru, aby zemścić się na sąsiadach, Sam zresztą zginął w wybuchu, więc nie mógł, na szczęście dla władz, komentować.
Potem była jeszcze puszczana w obieg bzdurna informacja o tym, że to pijani złomiarze rozebrali instalację gazową. Jak mogą kraść miedziane kable pod napięciem, to czemu nie gazowe rury?

Ludzie jednak wiedzieli swoje. Tylko nie było dowodów. Oraz nikt nie miał ochoty na uczciwe śledztwo...

********


Suche fakty.

Przypominam, że w dniu tragedii, prezydentem RP ciągle był jeszcze Lech Wałęsa. Lecz jego czas już się kończył, bo za pół roku miały być kolejne wybory. Więc trzeba było przed opuszczeniem gabinetu pozamiatać.
A zamiatanie w wykonaniu Wałęsy wyglądało w ten sposób, że zbierał on i niszczył wszystkie materiały obciążające jego dwuznaczną przeszłość.
Powszechnie jest wiadomo, że po obaleniu rządu Jana Olszewskiego, Wałęsa uzyskał dostęp do tajnych akt Służby Bezpieczeństwa. Dwukrotnie wypożyczał teczki TW Bolka (czyli swoje) i za każdym razem zwracał je bez najważniejszych dokumentów. Dzisiaj historycy IPN twierdzą, że Wałęsa będąc prezydentem, usunął 200 kart z akt SB o swojej działalności jako tajny współpracownik (TW). Zresztą sam Wałęsa powiedział, że jakieś tam dokumenty zniszczył, ale akt Bolka nigdy nie widział (w wywiadzie z Agnieszką Kublik z GW).

W 1990 roku szefem gdańskiej delegatury UOP (Urząd Ochrony Państwa) został podpułkownik Adam Hodysz. To człowiek, który w latach osiemdziesiątych tajnie współpracował z ludźmi Solidarności (głównie Aleksander Hall). W 1984 po złożeniu rezygnacji, Kiszczak i Jaruzelski wsadzili go do więzienia. Sąd Najwyższy skazał go na 8 lat. W 1990 został zrehabilitowany i objął gdańską placówkę.
Wiadomo było, że ppłk Hodysz w 1992 r. dostarczył akta Bolka Antoniemu Macierewiczowi. Za co zresztą, parę miesięcy później, szef UOP Milczanowski, wywalił go ze służby na zbity pysk.

Lech Wałęsa nigdy do końca nie był pewny, czy ppłk. Hodysz nie posiada jeszcze więcej materiałów jego obciążających. Musiał to więc sprawdzić.

Podpułkownik Adam Hodysz, już w stanie spoczynku, w kwietniu 1995 roku mieszkał w Gdańsku Wrzeszczu, na Alei Wojska Polskiego 39.
W budynku, w którym o piątej pięćdziesiąt rano siedemnastego kwietnia 1995 roku tragicznie wybuchł gaz, zabijając 22 osoby. Pułkownika nie było wtedy w domu.
Do dzisiaj nie udziela wywiadu i nie chce mówić o tragicznych wydarzeniach.
Gdy prof. Cenckiewicz prosił go o ustosunkowanie się do kwietniowej tragedii, odparł:
- '
'nie chcę mówić o Wałęsie, bo przez niego ledwie życia nie straciłem".


No dobrze, czemu dzisiaj wspominamy, tą tragiczną katastrofę z przed ponad dwudziestu lat?
Otóż profesor Cenckiewicz w archiwach IPN znalazł dokumenty pisane przez Zbigniewa Grzegorowskiego – "najbardziej zaufanego UBeka Wałęsy", gdzie pisze on o:
-
''znalezisku akta dot. Sprawy Obiektowej ''Jesień 70''[dokumenty z archiwum byłej SB - red.]w mieszkaniu Hodysza […] w czasie tragedii bloku przy ulicy Wojska Polskiego''.Dodaje też, że''UOP miał te informacje od swojego agenta''.

Jest to wiadomość, szokująca, bo stawiamy sobie pytane, czy Lech Wałęsa ma na rękach krew niewinnych ofiar.

Osobiście nie sądzę. Najpewniej, w swoim stylu, krzyknął: - Zróbcie coś z tym!
A usłużni UBecy, którzy stale z nim wspólpracowali, tak, jak dawniej prowadzili TW Bolka, już sami wiedzieli, że muszą wymyślić sposób, by przeszukać mieszkanie podpułkownika Hodysza i zdobyć wszystkie papiery jakie ten posiada.

Zrobili to, jak zazwyczaj, nieudolnie i po partacku, grzebiąc w gruzach zawalonego, jedenastopiętrowego budynku, 22 istoty ludzkie.

A co tam... Ich mistrzowie, ruskie FSB nie takie budynki wysadzało w powietrze.


 

 

//////////

 

 

5
Twoja ocena: Brak Średnia: 4.9 (5 głosów)

Komentarze

- jest "borsuk" Bogdan Borusewicz - posiadacz jednej z trzech kaset magnetofonowych z kompromitującymi Bolka materiałami.

Jedna kaseta została zniszczona, drugą miał Bolek którą prawdopodobnie też zniszczył a trzecią miał wspomniany Bogdan - największa miernota w życiu politycznym ale posiadający wiedzę która gwarantowała mu udział w podziale majątku Polaków przez SB-ków.

PS - żadna głośna polityczna zbrodnia (tak jak i ta opisana wyżej) - czy afera nie została wyjaśniona a polityczne pasożytnicze szczury które przewijają się przez szczyty władzy w Polsce co jakiś czas objawiają światu że to oni są wybawcami Narodu Polskiego.

Przydała by się gilotyna i taka rewolucja jak we Francji. Bez wyjątku wszyscy winni tego stanu rzeczy powinni być ukarani.

Vote up!
9
Vote down!
-2

***** tvn.
Motto na dziś: "Lepiej z mądrym zgubić niż z głupim znaleźć".

#1632467

Wg. mojej wiedzy Borsuk był "opiekunem" Wałęsy, sterowanym z Warszawy. Tak, jak potem "Kapciowy" Wachowski, z którym nota bene, często spotykał się ten Opara z NEonu24.

A co do afer - czy jest choć jedna do końca wyjaśniona? Taki Bagsik z ArtB podobno znowu rozdaje karty.

Vote up!
9
Vote down!
0

JK

Przepłynąłeś kiedyś sam ocean? Wokół tylko morze. Stajesz oko w oko ze swoim przeznaczeniem.

 

 

 

 

#1632498

Nierozliczona do dziś afera SKOK tam właśnie miała swoje źródło - w bankowych elitach. System bankowy który umożliwił drenowanie ogromnych pieniędzy na konta  złodziejskich szajek nie został od czasów komuny nawet ruszony - ani personalnie ani zmianą regulacji prawnych. Uważam że szykowany jest następny przekręt - już za przyzwoleniem obecnej władzy bo "apetyt rośnie w miarę jedzenia".. 

Tak niby patriotyczni ludzie jak PiS wywalą Polskę  "do góry kołami" bo jeśli nie ma kary na takie złodziejstwo to PiS i PO jest w stanie doprowadzić do katastrofalnych nieprawości. Tak już się działo w naszej historii. Układ powiązań tak się wybudował i wzmocnił na wspólnych geszeftach że Państwo zaczyna działać jak mafia.

 

Vote up!
6
Vote down!
-1

***** tvn.
Motto na dziś: "Lepiej z mądrym zgubić niż z głupim znaleźć".

#1632534

Takie coś odnalazł JzL, czyli nasz nieoceniony Józio.

 

MEDIA   10.09.2020 05:50

Czy "niepoprawni".pl to gniazdo kapusi?

 

Obiecałem zająć się trollami w Sieci. Na rozgrzewkę zacznę od od pewnego miejsca, niegdyś bardzo szacownego.

Obiecałem zająć się trollami w Sieci. Na rozgrzewkę zacznę od od pewnego miejsca, niegdyś bardzo szacownego. Portal "niepoprawni.pl powstał ponad 10 lat temu z inicjatywy kilku przyjaciół, którzy wspólnie zarządzali i administrowali witrynę. Blogi w Polsce dopiero startowały i nie mieli wielkiej konkurencji. Trzeba jednak przyznać, że mimo, iż był od początku sprofilowany jako tuba PiS ( rocznicową imprezę zaszczycił swą obecnością sam Antoni @zbrzytwą) to jednak panował względny pluralizm. 

Jak  to jednak bywa wśród kolegów, coś się popsuło. Nie wszyscy chcieli iść na rympał i być jedynie bezrefleksyjną tubą kaczystanu. Sprawy własności domeny nie były uregulowane, należała do jednego z nich, niejakiego Gawriona. Rzeczony Gawrion, nie mogąc dogadać się ze swoimi do niedawna przyjaciółmi poprostu ich wykolegował. Czyli mówiąc kolokwialnie zajumał portal robiąc z niego pisowską gadzinowke. Skończył się pluralizm, skończyła się tolerancja. Nastał zamordyzm a "administracją" zajęły się trolle, które wykorzystując "inteligentny" system stworzony przez Gawriona mogą wykluczyć każdego użytkownika z dyskusji. Nie trzeba chyba mówić, że nastąpił ostry zjazd w dół i świetny kiedyś portal stał się ściekiem. Znajduje tam teraz przytulisko każdy troll wyrzucony z NEonu. Doskonale rozumiem ich rozgoryczenie lecz ich zachowanie i język jakiego używają potwierdza, że tutaj się nie nadają. 

Dochodzi  jednak do lepszych ekscesów. Całkiem niedawno dowiedziałem się, że wysyłają donosy do prokuratury IPN na NEon na rzekomą "antypolską" i "antysemicką" działalność portalu. I jeszcze tym się chwalą!

Vote up!
8
Vote down!
0

JK

Przepłynąłeś kiedyś sam ocean? Wokół tylko morze. Stajesz oko w oko ze swoim przeznaczeniem.

 

 

 

 

#1632502

Wałęsa zwracał wypożyczone dokumenty, a za drugim wypożyczeniem zapakował w paczkę i opatrzył napisem "nie otwierać bez zgody prezydenta". Jednak prezydent się zmienił i następny (Kwaśniewski) się zgodził. Znany jest raport Zb. Siemiątkowskiego (SLD) - koordynatora d/s służb, w którym wylicza on brakujące dokumenty (te, których Wałesa nie zwrócił). Wałęsa MA krew na rękach za 1970 rok. Jest niezbity dowód, że współpracował z SB w organizacji masakry na Wybrzeżu, która była potrzebna w usunięciu Gomułki od władzy. Jego rola polegała na organizacji oburzenia załogi na podwyżki i wyprowadzeniu robotników na ulicę pod kule. W tej sprawie była specjalna narada w SB na której musiał być Wałęsa (nie było go tego dnia w pracy). Było to kilka dni PRZED oficjalnie uznaną datą przystąpienia Wałesy do współpracy z SB ("złamano młodego robotnika"...) Wszystkie szczegóły są w filmie z wystapienia Krzysztofa Wyszkowskiego na YT (portal Jan KaroFelix).

Vote up!
6
Vote down!
0

Leopold

#1632531