Strategiczne bankructwo w Polsce, możliwe czy nie?

Obrazek użytkownika Fredd
Gospodarka

Pojęcie to wymyślono w Stanach Zjednoczonych (strategic default) oznacza ono podjecie decyzji przez zadłużonego kredytobiorcę decyzji o nie spłacaniu kredytu hipotecznego i wysłaniu jak się to niekiedy żartobliwie określa „jingle mail” czyli odesłaniu do banku koperty z kluczami od domu.



Wbrew powszechnemu przekonaniu nie jest to możliwe we wszystkich stanach, a jedynie, w tych w których odpowiedzialność kredytobiorcy ogranicza się do zakupionego na hipotekę domu (w niektórych stanach kredytobiorca odpowiada nie tylko rzeczowo, ale i osobiście, czyli poza zlicytowaniem mu domu, bank nadal będzie mógł wobec kredytobiorcy podejmować dalsze działania prawne. Pora wyjaśnić dlaczego takie bankructwo nazywane jest strategicznym. Otóż, kredytobiorca ma możliwość spłacania kredytu, ale tego nie robi w wyniku kalkulacji: po co spłacać przez następne dziesiątki lat dom, który jest na przykład wart połowę tego ile był wart w momencie zakupu? Lepiej odesłać klucze do banku.



Ponieważ w Polsce co do zasady odpowiada się za długi całym swoim majątkiem, obecnym i przyszłym prostej możliwości strategicznego bankructwa nie ma. Nowelizacja ustawy stworzyła jednak pewne możliwości w tym zakresie. Uporządkujmy jednak nasze rozważania, dlaczego osoba, którą stać na spłatę kredytu hipotecznego miałaby dobrowolnie bankrutować.



Z dwóch powodów, jednym z nich jest sytuacja losowa (najczęściej rozwód w rodzinie), ale również choroba, wypadek itp. Kilkakrotnie zdarzyło mi się przyjmować interesantów, którzy mieli nieszczęście wziąć kredyt we frankach przy kursie 2zł, a teraz się rozwodzą. Pomimo kilkuletniej spłaty są winni więcej niż pożyczali, sprzedaż mieszkania nie wchodzi w grę, bo te straciło ok 20% wartości. Zawsze odpowiadałem, że z żoną/mężem można się rozwieść, z bankiem nie. Bank nie wyrazi zgody na wykreślenie hipoteki bez wskazania innej nieruchomości, którą można by obciążyć (po sprzedaży mieszkania pozostanie jeszcze część niespłaconego kredytu hipotecznego, który musi być jakoś zabezpieczony). Między bajki można włożyć opcje wynajmu i spłaty rat z dochodów z najmu. Do tego dochodzi element emocjonalny, rozwody „przyjacielskie” zdarzają się najczęściej w filmach, w życiu dochodzi do takiego nagromadzenia negatywnych emocji, że dobrze jak byli małżonkowie w ogóle ze sobą w miarę normalnie rozmawiają, a co dopiero wspólnie gospodarować mieniem.



Innym powodem byłaby kalkulacja, skoro spłacam klitę (ech te „mieszkania” nie nadające się do mieszkania, położone w szczerym polu nazwanym „Marina”, „Plaza”, „Oaza” czy co tam w duszy deweloperowi zagrało, z przedpokojem większym od salonu i kuchnia połączoną z salonem, która już teraz jest warta mniej niż w dniu zakupu, a kredyt pomimo kilkuletniej spłaty urósł, to może nie zrobiłem interesu życia i czas się tej kabały wyplątać. Wiem, wiem, wszyscy doradcy namawiają do cierpliwości (namawiali do cierpliwości jak frank był po 3 zł, namawiają teraz jak jest po 3,5 zł, pewnie przy 4 zł też będą).



Polecam blog wdomachzbetonu.blogspot.com. Autor precyzyjnie wylicza dlaczego mieszkania w ujęciu realnym w ciągu najbliższych lat nie wzrosną, a szansę na spadek realny (przy minimalnym nominalnym wzroście) mają spore. Demografia to raz, nieuchronny wzrost stóp procentowych w pespektywie kilku lat to dwa, zwiększenie się liczby mieszkań na rynku to trzy i ograniczenia w dostępie do kredytu to cztery.



No dobrze, a gdyby zdecydować się na strategiczne bankructwo, niech tam sobie syndyk z bankiem zabiorą tą przepłaconą klitę to co? Zależy, jeżeli mieszkanie to nasz jedyny składnik majątkowy to w zasadzie nic złego, syndyk mieszkanie sprzeda, wydzieli nam na wynajem innego przez rok do dwóch lat. Przez trzy lata będziemy oddawać część naszych dochodów do banku (co i tak właściwie robimy), a po trzech latach jesteśmy wolni. Oczywiście zdaje sobie sprawę z niedogodności najmu. Wiem jak to wygląda w polskich realiach, jednak proponuję małą zabawę intelektualną: „wyobraźmy sobie, że upadłość konsumencka w obecnych kształcie obowiązywała w 2008 r. Wybucha kryzys, franek szaleje, przeprowadzamy upadłość konsumencką w 2009 r. i od 2012 r. jesteśmy już wolni, kuszące?



Na razie te moje rozważania frankowi kredytowicze przyjmą pukaniem się w czoło, ale za rok dwa mogą zmienić zdanie. Obym się mylił

więcej o upadłości konsumenckiej na moim blogu:

http://upadlosckonsumencka--pk.blog.pl

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:3)