Rozdzieranie szat smoleńskich

Obrazek użytkownika civilebellum
Historia

Szaty rozdzierają wtajemniczeni blogerzy smoleńscy: zmowa polityczna nie pozwala na wyjaśnienie „katastrofy”! I ja rozdzierałem onegdaj, ale czas z tym skończyć i zabrać się do śledztwa – na nowo.

 

                       ***

 

Piotr Bączek (ten Piotr Bączek!), 28-03-2012 (za: https://naszeblogi.pl/25921-dezinformacje-wikileaks-smolensk)

Rosjanie chcieli uniemożliwić prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu lądowanie w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku - korespondencję e-mailową takiej treści ujawnił portal WikiLeaks.
W e-mailu z 22 kwietnia 2010 r. Fred Burton z firmy Stratfor cytował opinię Siergieja Trietiakowa (byłego rosyjskiego agenta), który w rozmowie z nim twierdził, że: "Rosjanie celowo nie pozwolili na lądowanie samolotu, wiedząc, że polski prezydent albo zmusiłby pilota do lądowania, albo samolot zawróciłby i nie wylądował na miejscu". W ten sposób pokrzyżowaliby plany uroczystości rocznicy mordu katyńskiego. W odpowiedzi inny analityk Stratforu Marko Papic pisze, że pokrywa się to z tym, co powiedziały mu "jego źródła"
.

Ten cytat w tekście od „albo” jest pozornie logicznie niespójny, może to wina tłumaczenia (zresztą Kaczyński tak „zmuszał” pilota do lądowania, że wylądował w Azerbajdżanie, jak pamiętamy, a nie w Tbilisi – a tamta sprawa była ważniejsza niż godzinne opóźnienie uroczystości katyńskich…), dodatkowo w słynnych „taśmach Klicha” (całość „taśm” tu: https://niezalezna.pl/21303-rozmowa-dwoch-klichow-calosc ) Eugeniusz Klich musi się tłumaczyć przed Bogdanem Klichem z zarzutu przez siebie stawianego, że „to Rosjanie są winni katastrofy” bo… nie zamknęli lotniska.

 

Mamy więc słowo (amerykańskie - zamknęli) przeciw słowu (Eugeniusza Klicha, „podopiecznego” Morozowa – nie zamknęli): jak to wytłumaczyć?

Otóż faktycznie, Plusnin informował załogę, że „warunków do lądowania niet” – na co Protasiuk odpowiedział, że musi sam sprawdzić. Twierdzenie MAK/Millera, że to sprawdzanie zakończyło się katastrofą (po wykonaniu nawrotów/zakrętów wokół Siewiernego) jest nieprawdopodobną hucpą – „sprawdzania” nie dokonuje się na stu metrach! (w dodatku Wosztyl informował: „Arek, teraz widać dwieście”).

Wskazówkę daje nam zapis urządzenia FSM odczytany (na prośbę Rosjan przez Amerykanów) przez firmę Universal Avionics (Redmond, USA), w którym znajdujemy zmianę kursu samolotu, ręcznie dokonaną (wklepaną do komputera pokładowego) przez pilotów tutki; zmiana ta polega na liniowej („jak po sznurku”) nowej trasie od punktu ASKIl (granica Rosji z Białorusią) do środka pasa lotniska w Smoleńsku: to dystans 80 km; uwzględniając małą prędkość samolotu na tym odcinku (prawdopodobnie 400km/h, zgodnie z komendą „mały gaz, panie Arek” zapisaną w CVR) mamy na ten przelot ok. 12 min. Przyjmując, że 2 minuty po przekroczeniu punktu ASKIL miała miejsce wymiana info między tutką a wieżą w Smoleńsku (Arek-Plusnin) i biorąc do ręki zeznanie Plusnina, o którym też stoi na „taśmach Klicha”, przed rosyjskim i polskim prokuratorem w dn. 11.04.2010 (później „unieważnione” przez Rosjan, jednak to unieważnienie nie zostało uwzględnione przez polską prokuraturę), lokujące owo info na godzinę 8.15’ – nad pasem w Smoleńsku tutka przeleciała ok. 8.25’ (Bahr: myśmy jeszcze ten samolot słyszeli, jak przeleciał nad pasem nisko – a przecież oficjalnie „nie doleciał”, prawda?). Co dalej?

Dalej mamy „zapisy z Redmond, które potwierdzają dalszy przebieg lotu”. Czyżby? Pisze Antoni Macierewicz (do blogerki smoleńskiej): Amerykanie choć nie formalnie brali jednak odpowiedzialność za charakter odczytywanych zapisów i dlatego do swojej ekspertyzy dołączyli informacje :"jest jeszcze więcej informacji, które możemy odczytać i przekazać..." Oczywiście nie znaczy to, że zapisy TAWS i FMS nie były w różnorodny sposób fałszowane etc. Zanim jednak to stwierdzimy sprawdźmy co wynika z tych treści, które Rosjanie moskiewscy i warszawscy ukryli. Tak jak ukryli ostatni zapis TAWS i jak ukryli przynajmniej dwa zapisy FMS dotyczące wysokości i toru lotu samolotu. (za: https://wpolityce.pl/polityka/125220-antoni-macierewicz-w-sprawie-koncepcji-fym-a-pelny-tekst-listu - tymczasem tytuł redakcyjny wprowadza czytelnika w błąd, gdyż nie jest to żadna „koncepcja fyma” tylko odpowiedź A.M. na artykuł blogerki zamieszczony tu – polecam koniecznie przeczytać: https://www.salon24.pl/u/niemcy/390735,smolenski-fms-amerykanie-nie-robili-zadnych-ekspertyz

- co pokazuje, że już wtedy, na początku 2012 r., „sprawa smoleńska” była „trudna politycznie” także dla ówczesnej opozycji! – a co mówiła już w listopadzie 2010 nowojorskiej polonii ta roztańczona w Lizbonie, po podpisaniu Traktatu, Ania Fotyga? no co mówiła? – że „Polacy nie dorośli jeszcze do Prawdy o Smoleńsku”).

W cytowanym liście A. M. pisze także: Jest też inna ważna kwestia, o której mogła Pani nie wiedzieć. W tych badaniach uczestniczył (z ramienia Polski członek komisji Millera - wówczas jeszcze chyba z ramienia Klicha Ed. bo ten był przewodniczącym komisji do 27 kwietnia) jeden z ekspertów . Oświadczył to [E. Klich – przyp. Civilebellum] podczas wysłuchania w Senacie w ubiegłym roku. Jest więc świadkiem, którego można na tę okoliczność przesłuchiwać. Pomijając już „okoliczność”, że nazwisko tego „świadka” nie padło (mimo, że nie można uznać, iż nie było A.M. znane, gdyż przecież już od miesiąca wówczas znane były „taśmy Klicha” a w nich taki passus: My mamy już specjalistę, pana Lipca z LOT-u – co potwierdził później sam zainteresowany: Lipiec zdradził, że jest jedynym przedstawicielem Polski, który brał udział w odczytywaniu przez amerykańskich ekspertów danych z systemu TAWS. (za: https://www.rmf24.pl/raporty/raport-lech-kaczynski-nie-zyje-2/fakty/news-lasek-raport-millera-broni-sie-sam,nId,971163) – idę o zakład, że do przesłuchania tego absolwenta Politechniki Rzeszowskiej, dawnego eksperta PKBWL, kolegi niesławnego Laska (polecam jego bajanie o „utrąceniu przez brzozę czujnika TAWS w punkcie 38” oparte na fotce z 13 kwietnia 2010, kiedy to koncepcję „zahaczenie o antenę” zastąpiła koncepcja z ową brzozą i kiedy się na niej pojawiły te „odłamki” (a cóż to było dla ruskich walnąć młotem taką goleń – nie takie szkody tam wyrządzali w „materiale dowodowym”, prawda): https://www.youtube.com/watch?v=MC4YtjMx3fA) i jego współtowarzysza wykładów międzynarodowych (jak owo znane z ucieczki obu Panów przed pytaniami inż. Dąbrowskiego po wykładzie w Augsburgu), a obecnie „ownera” "Aviation Professional Piotr Lipiec" (przedsiębiorstwo działa na rynku od 2017 roku. Firmę działa pod adresem: Szczęsna 7A lok. 22, 02-454 Warszawa. Firma "Aviation Professional Piotr Lipiec" prowadzi swoją działalność w branży Transport lotniczy) – że więc do tego przesłuchania jakoś nie doszło… bo gdyby doszło, to z pewnością dowiedzielibyśmy od Podkomisji, że to „badanie w Redmond” to była lipa, a do możliwych do uzyskania dodatkowych wniosków z tego badania – co sugerował A. M. - jakoś też nie doszło.

Wracając do kwesti „zamknięcia/niezamknięcia” lotniska w Smoleńsku: wszystko wskazuje, że ruskie lotnisko „zamknęli”, z zapisu CVR te polecenia usunęli, tutka więc w dal poleciała, a taśma z jak-a się w tym miejscu „złamała” w prokuraturze; chorąży Muś stał się śp., Wosztyl „zapomniał czego słuchał”(ale jest jeszcze drugi pilot, nieobecny ani w mediach, ani w prokuraturze), obiecany odsłuch z jak-a wpadł do tajnej szuflady.

A Klich się Morozowowi wywiązał: odwrócił kota w worku.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:4)

Komentarze

Jak zwykle u Ciebie - bardzo dużo zapomnianych lub nieznanych faktów, ciekawe analizy, mocne wnioski. Jestem pod wrażeniem. Gratuluję Ci artykułu.  Dużo zdrowia!

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1585737

dzięki

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1585857

Akredytowany E.Klich potwierdził to w notatce przekazanej D.Tuskowi z dnia 15.04.2010 roku, w której czytamy:

(...)Po odlocie samolotu ił-76 z KL nawiązała łączność załoga jakiegoś samolotu, który chciał lądować na
lotnisku w Smoleńsku i KL nie wydał zgody na lądowanie.(...)

 

Dane o notatce i jej treści E.Klich zawarł w swej książce pt. ["Moja czarna skrzynka" (Dokumenty (11)]

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1585811

Ponieważ to już wielokrotnie było wałkowane - tylko krótki przegląd: nikogo z prokuratorów, członków ZP czy Podkomisji nie ruszyła ta przypomniana przez Ciebie wzmianka o tym, że nad Siewiernym pojawiła się PARA SAMOLOTÓW. A przecież to nie jedyna wzmianka! Mamy:

Zniża. Czyżby też do Katynia leciał? (z zapisu CVR).

Dwieście. (płk Pietruczuk dla TVN24: Zapis "dwieście" dotyczy innego samolotu, bo tupolew jest w tym momencie na wysokości 500m).

PARA SAMOLOTÓW składała się z ił-a Frołowa ("zniża", dwieście") i tutki. Frołow, po dokonaniu inspekcji mgły (dwukrotnie o 7.40' i 7.55' - ten drugi przelot odnotował także dziennikarz Cegielski!) poleciał w stronę ASKIL "pilotować" (markować chęć odejścia - z powodu niesprzyjających w.a.?) naszą tutkę; kiedy odeszła znad Siewiernego w siną dal - zawrócił, przeleciał nad lotniskiem (od zachodu) i dokonał zrzutu (meldował przecież: "wybrosku akończył, zniżanie na wastok") - niezbyt udanego, bo np. skrzydło poniosło aż za ul. Gubienki i bojcy musieli je nocą taszczyć na abarot na "miejsce katastrofy" (tu fotka z tego taszczenia:   http://www.granagieldzie.pl/viewtopic.php?f=34&t=297&start=3030&sid=842775355f2f59363822d3c537f1957b ).

 

To tyle w skrócie.  

 

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1585862

fraza: "Arku, zniża. Czyżby też do Katynia leciał? "

pada o 8:06:04.2  c.p.

W tym czasie(wg Raportu MAK i KBWLLP, TU154M nr 101 leciał na pułapie FL330(~10 km) i był po stronie białoruskiej.

Jeśli przyjąć oś czasową z tych raportów, którą ja kwestionuję, to lecąc z prędkoscia przelotową 554 km/h IAS(około 917.5 km/h TAS(prędkość rzeczywista lotu względem opływających statek powietrzny strug powietrza; prędkość względem powierzchni ziemi GS, jest to wypadkowa wektorów prędkości TAS oraz wiatru) .

Możemy ustalić przybliżone położenie samolotu na trasie o godzinie 8:06:04.2, jeżeli uwzględnimy zawartą w CVR informację, że zniżanie TU154M nr 101 zaczęło się za punktem BERIS .

O godzinie 8:08:50.6 - 8:08:52.537 w CVR pada pytanie: "Za BERISem zniżamy, nie?"

o  godz. 8:09:15.551  - 8:09:16.163  pada: "Za BERISem"

a o godz.  8:09:21.753 -  8:09:23.513 pada: "Już mamy .. w tej chwili"(czyli przelatują nad BERISem

Punkt nawigacyjny BERIS znajduje się na drodze lotniczej M863, po której poruszał się TU154M nr 101, w odległości 84 mile(~156 km) od punku ASKIL na granicy białorusko rosyjskiej.

Jeśli pomnożymy różnicę czasu pomiędzy wypowiedzią "Już mamy" z 8:09::21.753  - czas wypowiedzi : "Arku, zniża" z 8:06:04.2  = 00:03:17.553 przez prędkość TAS=917.5 km/h to otrzymamy drogę przebytą przez samolot w tym czasie równą 50.3 km.

Dodając tą drogę do odległości punktu BERIS od ASKIL jako 156 km, otrzymamy odległość samolotu od punku ASKIL o godzinie 8:06:04.2 wynoszącą ~156 + 50.3 =~206. 3 km

Skąd zatem i po co w takiej odległości od granicy po stronie białoruskiej, znajdowałby się samolot Frołowa IŁ-76.

Bardziej logiczne wytłumaczenie jest takie, że był to samolot dubler(Tupolew) mający inscenizować "na żywo" katastrofę i zapisywać na FDR trajektorię pokazaną potem w Raportach MAK i KBWLLP(zapisy FMS +TAWS także).

Ponadto, skoro mowa jest o zniżaniu, to zapewne oba samoloty były w fazie zniżania, co wskazuje na sfałszowaną oś czasową lotu, co przemawia za tezą o wcześniejszym starcie TU154M nr 101 z Okęcia(7:20-7:21 jak wynika z pisma B.Klicha i zeznań P.Plusnina).

Wg Plusnina nawiązanie przez niego łączności z załogą TU154M nr 101 nastąpiło około 8:15 a w Raportach podano jako 8:23:30 czyli o około 8.5 minuty przesunięto ten czas.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1586080