Palikot kontra Dziennik

Obrazek użytkownika kataryna
Kraj

Janusz Palikot: Namówili mnie to tego [skierowania przeciwko dziennikarzom Dziennika prywatnego aktu oskarżenia z art. 212 kodeksu karnego] moi prawnicy, którzy stwierdzili, że to jest jedyna ochrona przed dalszymi publikacjami.

(...) Jestem w stanie pójść na ugodę. Wiem o tym, że to narzędzie , którego politycy powinni używać jak najrzadziej, bo godzi w wolność słowa. (...) Wtedy [gdybym nie złożył aktu oskarżenia przeciwko dziennikarzom] nie rozmawiałby pan już z politykiem, bo byłbym dawno zawieszony w PO. Żeby uniknąć zawieszenia , które groziło mi automatycznie, jeśli nie zareaguje na teksty "Dziennika" sięgnąłem po tak mocne argumenty. (...) Musiałem przekazać opinii publiczny jasny komunikat o swojej niewinności. Jeśli ktoś wpłaca 100 tysięcy złotych opłaty za pozew to chyba widać, że jest o tym przekonany.
To fragmenty wywiadu opublikowanego dzisiaj w lubelskim wydaniu Gazety Wyborczej, bardzo interesującego bo wyjątkowo szczerego.

Janusz Palikot ma świadomość, że godzi w wolność słowa, nie przeszkadza to jednak ani jemu, ani jego partii, z którą zapewne konsultował swoje kroki prawne, sięgnąć po środki radykalne. A sytuacja jest wyjątkowo niezręczna bo Janusz Palikot jest jednym z liderów partii rządzącej. W takiej sytuacji sięganie po kodeks karny powinno być rozwiązaniem ostatecznym, o ile wogóle dopuszczalnym. Zwłaszcza jeśli się jest przedstawicielem partii cieszącej się sympatią większości mediów, które z pocałowaniem ręki przedrukowałyby wszystkie dowody niewinności Palikota i dały mu tyle czasu antenowego ile by mu było potrzebne do dowiedzenia swojej absolutnej uczciwości. Jeśli Palikot jest czysty to sąd nie jest mu wcale potrzebny do wytłumaczenia się przed nami.

Janusz Palikot nie ukrywa prewencyjnego charakteru swoich pozwów , chodzi w nich także o "ochronę przed dalszymi publikacjami". Także, a może przede wszystkim, bo przecież dotychczasowe publikacje Dziennika na temat biznesów Palikota nie są jakieś specjalnie szokujące, autorzy oparli się o oficjalne rejestry i zadali kilka oczywistych pytań. To dopiero przygrywka. Dzisiejsza wypowiedź Palikota to dowód, że Helsińska Fundacja Praw Człowieka nie przesadziła alarmując w swoim wczorajszym oświadczeniu, że "dziennikarze i wydawcy mogą z uwagi na potencjalnie grożącą im odpowiedzialność karną zaniechać publikowania konkretnych artykułów z uszczerbkiem dla kontrolnej roli mediów". Po lekturze artykułów Majewskiego i Cieśli mam wrażenie, że nie chodzi o ukaranie ich za to co już ujawnili, ale o zniechęcenie ich i innych czepialskich do stawiania kolejnych narzucających się przecież pytań.

Janusz Palikot przyznaje, że w Platformie nie bardzo mu uwierzyli, bo tak chyba należy rozumieć ten fragment o grożącym mu zawieszeniu. Przecież pokazał Tuskowi wszystkie papiery a Tusk mu podobno uwierzył, skąd więc potrzeba uwiarygodnienia się pozwem przeciwko dziennikarzom? Dlaczego nieskierowanie pozwu przeciwko dziennikarzom miałoby skutkować zawieszeniem posła, który premiera o swojej uczciwości przekonał przedstawiając mu dokumenty? Strasznie okrutna ta Platforma jeśli automatycznie zawiesza kolegę, w którego niewinność i uczciwość wierzy, tylko za to, że okazał litość oszczercom.

Janusz Palikot ma pełne przyzwolenie Platformy, to już co prawda nie wynika z samego wywiadu ale jest chyba oczywiste. Platforma go popiera w działaniach przeciwko dziennikarzom, a żadne zarzuty, nawet te najcięższego kalibru, nie spowodowały osłabienia pozycji Palikota w partii. W niedzielę reprezentował Platformę u Moniki Olejnik, przed chwilą brylował u Rymanowskiego. Ani dziennikarze, ani własna partia, nie mają nic przeciwko lansowaniu polityka, który nie umie się przekonująco wytłumaczyć z poważnych wątpliwości wobec swoich biznesowych transakcji a jedyną odpowiedzią na jaką go stać jest straszenie mediów gigantycznymi odszkodowaniami a dziennikarzy procesami karnymi. Tyle na temat wypalania żelazem nieprawidłowości. W Platformie na Palikota nie ma mocnych a premier może sobie tylko pogadać.

Janusz Palikot bardzo chce ugody i tylko ugody, Axel Springer ma go przeprosić i to wszystko. Palikot potrzebuje opublikowanych przez Dziennik (lub to co w jego miejsce powstanie) przeprosin, żeby mieć czym wymachiwać dziennikarzom zadającym kolejne niewygodne pytania o dziwne transakcje. Nie doczekamy się, bo doczekać się nie możemy, wiarygodnych wyjaśnień więc ma nam wystarczyć springerowskie pokajanie się na "jedynce". W pozwie cywilnym o 10 milionów Palikot nie pozywa samych dziennikarzy, co jest praktyką dziwną (niech mnie poprawi ktoś z większym doświadczeniem w wytaczaniu procesów o naruszenie dóbr osobistych) ale w jego sytuacji zrozumiałą. Axel Springer, który się właśnie wycofuje z poważnego dziennikarstwa, nie będzie miał motywacji aby bronić sprawy w imię jakichś dziennikarskich pryncypiów i przestraszony kosmiczną wysokością roszczenia chętnie pójdzie na ugodę. Nie wiadomo czy równie łatwo dałoby się zmusić do przeprosin samych autorów, zwłaszcza jeśli czują, że nie mają za co przepraszać i są w stanie obronić się w sądzie. Więc, żeby ugodę łatwiej było dogadać, dziennikarzy w sprawie nie ma. A jak będzie ugoda w sprawie cywilnej i przeprosiny na "jedynce" to Palikot, ludzki pan, na konferencji prasowej ogłosi, że wobec powyższego on wybacza i odpuszcza dziennikarzom sprawę karną.

To tylko kilka, wcale nie najważniejszych, powodów dla których w sprawie Palikot kontra Dziennik trzymam kciuki za dziennikarzy. Mam nadzieję, że nie pękną i dadzą się postawić przed sądem, zmuszając wreszcie Palikota do merytorycznej obrony. Palikot zagrał va banque i teraz się pewnie modli, żeby mu Springer szybko zaproponował jakąś ugodę pozasądową i pozwolił wygrać propagandowo sprawę, która w sądzie jest raczej nie do wygrania. Może by więc Palikota sprawdzić?

Trochę mnie tylko dziwi brak solidarności środowiska dziennikarskiego w sprawie, która w tak oczywisty sposób jest próbą zastraszenia i zakneblowania wszystkich. Nie oczekuję zamykania się w klatce, może wystarczyłoby nieułatwianie Palikotowi lansowania się na poważnego polityka, przygwożdżenie go od czasu do czasu naprawdę trudnymi pytaniami, zmuszenie do poważnego potraktowania zarzutów, bo i zarzuty są poważne. W dwudziestoletniej historii III RP nie było chyba polityka mniej przejrzystego finansowo. A ten na dodatek sobie ze wszystkich kpi w żywe oczy.

Janusz Palikot: Każdy kto będzie powtarzał kłamstwa za Dziennikiem, trafi do sądu - czy nazywa się Kaczyński, Dudziński czy Sierakowski. Jeśli powie, że Janusz Palikot jest udziałowcem, pożyczał lub inwestował w rajach podatkowych, to trafi do sądu.

Niechcę trafić do sądu więc nie będę powtarzać za Dziennikiem. Powtórzę za Palikotem. W lutym 2008 tak mówił Dziennikowi Wschodniemu o Central Europe Private Investments, jednej z firm wymienianych w artykułach Majewskiego i Cieśli.

Janusz Palikot: [Central Europe Private Investments] to moja firma, ulokowana w Luksemburgu ze względów podatkowych.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Jak tu nie czytać Kataryny??? Ona tak trafnie strzela w punkt. Czytać i zastanawiać się, co zrobić, aby było nieco lepiej. Zauważmy, że we wpisach tej Autorki szczególnie celnie są punktowani kiepscy dziennikarze, wspierający kiepskich polityków. Świat polityki jest mi nieco dalszy, ale świat dziennikarski uważam za własny i dlatego wszelkie łapserdactwo tak mnie irytuje.

Piotr W.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#23512