Kulisy pewnej dymisji

Obrazek użytkownika kataryna
Kraj

Ciekawą rozmowę nagrali policjanci prowadzący śledztwo w sprawie przebudowy podziemi krakowskiego rynku. Sprawa jest stara ale bardzo ciekawa, choć pewnie nie dla mainstreamowych mediów, opisuje ją Dziennik Polski. Rzecz dzieje się jeszcze za szczęśliwie minionego reżimu, w połowie 2006 roku. Osoby dramatu:

Leszek Górak - ówczesny zastępca komendanta miejskiego policji w Krakowie,  nadzorował grupę operacyjną rozpracowującą afery korupcyjne, odwołany w nie do końca jasnych okolicznościach, obecnie emeryt,

Adam Rapacki - ówczesny komendant wojewódzki policji w Krakowie, obecnie wiceminister spraw wewnętrznych,

Wiesław L. (Wiesław Likus) - krakowski biznesmen, notowany w rankingach najbogatszych Polaków,

Jan T. (Jan Tajster) - "krakowski niezatapialny", "najbardziej kontrowersyjny urzędnik samorządowy w Krakowie", urzędnik o bogatej przeszłości, bohater - rzadko pozytywny - licznych artykułów o niejasnych krakowskich układach,

***

Czerwiec/lipiec 2006. W krakowskim wydaniu "Gazety Wyborczej" Miłosz Horodyski zajmuje się losem zabytkowych mebli, które zniknęły z kupionej przez Likusów apteki by się odnaleźć w jakimś zakładzie stolarskim. 5 lipca 2006 pisze o tym w artykule "Wiemy już gdzie są zabytkowe meble...". Temat publikacji Horodyskiego pojawia się w rozmowie jaką 11 lipca 2006 odbyli Jan T. i Wiesław L.

Jan T: Gówniarz [Horodyski] dostał jakąś kartkę z groźbami albo sam do siebie napisał i zaczyna się robić kabaret.

Wiesław L: Co może pan zrobić?

Jan T: Nie, no k... może pan Góraka sięgnąć, to cośmy kiedyś rozmawiali.   Ale niech pan zerknie na ten artykuł, bardzo pana proszę. Uważam, że nie powinien pan tego puścić płazem.

Wiesław L: Swołocz.

Jan T: Niech pan napisze do komendanta wojewódzkiego, chociaż nie wierzę, żeby to się działo bez wiedzy Rapackiego albo Dorna.

Według Dziennika Polskiego, z którego to wszystko zżynam, tego samego dnia Wiesław L. dzwonił do Jana T. aby jego sekretarka przysłała mu kopie artykułów, w których pada nazwisko ich obu. "Przygotowujemy pewną akcję" - miał powiedzieć L. W rozmowie nagranej kilka dni później L. relacjonował nieznanemu rozmówcy:

Nieznany Rozmówca: Co załatwiliście w Warszawie?

Wiesław L: Odwołują tego komendanta.

Nieznany Rozmówca: Tego Leszka?

27 lipca 2006 Leszek Górak przestał być zastępcą komendanta krakowskiej policji i szefem grupy rozpracowującej niejasne powiązania krakowskich biznesmenów, urzędników i polityków.

***

Jeśli takie taśmy faktycznie istnieją a Dziennik Polski wiernie relacjonuje ich treść to mamy grubszą aferę, która domaga się wyjaśnienia. A ono przecież nie powinno być takie trudne, ktoś w końcu złożył wniosek o dymisję, czymś go go uzasadnił, ktoś ten wniosek podpisał, być może wcześniej domagając się dodatkowych wyjaśnień - w ministerstwie spraw wewnętrznych powinny być dokumenty pozwalające odtworzyć procedurę odwoływania Góraka i ustalić co było jej powodem. I kto za nią stał. Czy to nie jest wymarzony temat dla komisji ds. nacisków? Jej nowy przewodniczący Karpiniuk może się wykazać, a jak się postara może nawet dorwać Ziobrę.

Przy okazji warto też rozwiązać zagadkę niewiele późniejszej dymisji Rapackiego, odwołanego we wrześniu tego samego roku w równie niejasnych okolicznościach. To już ponad dwa lata a my nadal nie wiemy dlaczego właściwie został odwołany (w oficjalny powód nikt przecież nie wierzy), czy jego opór przed działaniami operacyjnymi wobec ludzi "układu krakowskiego" był chwalebną obroną obywateli przed zakusami państwa policyjnego czy raczej obroną lokalnych "świętych krów" przed wymiarem sprawiedliwości? Wersje podawane przez obie strony były sprzeczne, sprawa dotyczy wiceministra spraw wewnętrznych więc siłą rzeczy jest bardzo poważna, może czas ją wyjaśnić. Leży to w interesie zarówno samego Rapackiego (jak pamiętamy, swego czasu kandydata na następcę Mariusza Kamiskiego na stanowisku szefa CBA!), jak i jego przełożonego Schetyny, zwłaszcza, że w artykule w Dzienniku Polskim pojawia się bardzo intrygujący wątek podpisu żony Rapackiego pod służbową notatką PZU, bardzo wygodną dla L. i T.

Dziennik Polski: Nie udało się, jak dotąd, wyjaśnić w jaki sposób u Jana T. znalazła się notatka służbowa z centrali PZU w sprawie rzekomej kolizji pod Limanową, w której miał uczestniczyć Wiesław L. i syn Jana T. (...) Podpisała się pod nią Hanna Rapacka, wówczas naczelnik jednego z wydziałów w centrali PZU (...) Kto zlecił jej sporządzenie i w jaki sposób trafiła w ręce Jana T. - [Rapacka i jej bezpośredni przełożony] nie potrafili powiedzieć [w czasie przesłuchania w prokuraturze].

***

Sprawa raczej lokalna, nazwiska nie z tych najgłośniejszych ale rzecz jest grubszego kalibru. Nie liczę na Rapackiego i Schetynę ale może  chociaż ówczesny minister spraw wewnętrznych Ludwik Dorn, odniesie się do rewelacji Dziennika Polskiego na swoim blogu i zmusi do reakcji tych, którzy pewnie woleliby tego artykułu nie zauważyć. Ja obiecuję do tematu wrócić jak znajdę czas, żeby się weń wgryźć, w międzyczasie polecam trochę lektury jeśli ktoś nie wierzy, że to naprawdę poważna sprawa.

Dziennik Polski "Biznesmen zwolnił krakowskiego policjanta?"

Gazeta Wyborcza "Jan Tajster - krakowski niezatapialny"

Newsweek "Biznesmen w opałach"

Gazeta Polska "Widziałem jak rodzi się mafia"

Gazeta Wyborcza "Dlaczego musiał odejść komendant Rapacki"

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Kataryno co oznacza to płatne ogłoszenie na piwerwszej stronie Rzepy z dnia 10-02-2009 w sekcji B.

Bardzo ciekawie wygląda ????? Wisz cos na ten temat????

Bodek Moher

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Bodek Moher

#13226