Bo to zła ustawa była...

Obrazek użytkownika kataryna

Bardzo mnie bawią pretensje Platformy i okolic do SLD o to, że nie pomógł obalić weta prezydenta do ustawy medialnej. Dlaczego niby Sojusz miałby teraz zmienić zdanie i poprzeć ustawę, której nie popierał do tej pory? W głosowaniu wstrzymał się od głosu, potem wielokrotnie mówił, że ustawa mu się nie podoba, że w razie weta wstrzymają się od głosu, że mają wątpliwości czy w ogóle jest konstytucyjna, że mogą poprzeć doraźną "małą nowelizacją" żeby wywalić Urbańskiego i Czabańskiego a potem na spokojnie rozmawiać o mediach. Toż wszystko tę piątkową klęskę zapowiadało a Platforma poniosła ją wyłącznie na własne życzenie!
Wojciech Olejniczak w kwietniu: Chciałem w ten sposób [zapowiadając pomoc w odrzuceniu prezydenckiego weta, choć "z zamkniętymi oczami"] przemówić PO do rozsądku - że nie akceptujemy tej ustawy, ale zgadzamy się z nimi, że sytuacja w mediach publicznych jest tragiczna. Bardzo sympatyczny Zbyszek Chlebowski podszedł do mnie i
powiedział: "Porozmawiajmy o mediach". I tyle, żadnych konkretów. A
przecież my twierdzimy, że niektóre zapisy nowelizacji mogą być
sprzeczne z konstytucją, opinie prawników nie są jednoznaczne. Chyba PO
nie oczekuje od nas, że poprzemy rozwiązania, co do których mamy
konstytucyjne wątpliwości?
Mam wrażenie, że ani rządowi, ani premierowi Tuskowi nie zależy na tym, aby coś w mediach publicznych zmienić. Platforma przeszacowała nienawiść do Kaczyńskich i się na tym przejechała bo okazało się, że sama nienawiść nie wystarczyła. Aż takimi frajerami komuniści nie są. Na złość PiSowi to można Ziobrę przeczołgać ale żadna partia opozycyjna nie jest taka głupia, żeby pomagać władzy przejmować pełnię kontroli nad mediami publicznymi. Stefan Niesiołowski może się teraz dławić żółcią, bijąc własne rekordy politycznego oszołomstwa ale nie zmieni to faktu, że nikt - poza rządzącymi - nie miał żadnego interesu w przepychaniu tej nędznej ustawy. A jedyni, którzy ten interes mieli, czyli Platforma, liczyli, że inni pomogą im go zrealizować za frajer, tylko dlatego, że też nie lubią Kaczorów. Choć przecież ta ustawa to faktycznie
gniot, którego miejsce jest tam gdzie ostatecznie trafił - w koszu. Nie czas już na szczegółowe analizy ustawy, stworzonej głównie po to, żeby wyczyścić telewizję (że przesadzam? to posłuchajcie Niesiołowskiego) ale skoro awantura o nią trwa miejmy świadomość o co się kłócimy. W nowej, lepszej i ku rozpaczy "reformatorów" odrzuconej ustawie: Krajowa Rada zostaje i nadal jest upolityczniona. Ma za to więcej członków (7) co zważywszy na to, że aż pięciu powołuje de facto rządząca koalicja (3 - sejm, 2 - senat), jej przedstawiciele zawsze będą mieli większość pozwalającą przegłosować przedstawicieli prezydenta (2). Nowa ustawa nawet nie próbuje zmienić politycznego charakteru Rady, zmienia tylko proporcje na niekorzyść prezydenta. Wybierana z polityczno-partyjnego klucza Krajowa Rada przeprowadzać ma konkursy na stanowiska w zarządach i radach nadzorczych publicznego radia i telewizji. Jak w praktyce mogą wyglądać takie konkursy pokazała niedawno w Warszawie Hanna Gronkiewicz-Waltz, po szczegóły odsyłam do bloga HGW Watch. Rady programowe mediów nadal upartyjnione. I to bardziej niż do tej pory. W przypadku mediów ogólnopolskich proporcjonalny udział "przedstawicieli parlamentu" pozostaje taki sam - 2/3 całego składu (w obecnej ustawie jest 10 na 15, w obalonej 6 na 9), tu więc nic się nie zmienia - rady programowe upartyjnione dokładnie w takim samym stopniu jak do tej pory. Za to Platforma wsadziła do nowej ustawy także dodatkowy zapis dotyczący stosowania klucza partyjnego w powoływaniu rad programowych mediów regionalnych: "natomiast w przypadku mediów regionalnych - ugrupowania reprezentowane we właściwych terytorialnie sejmikach wojewódzkich". Po co takie zapisy? Chyba po to, żeby sobie mogli poszaleć tacy reformatorzy mediów regionalnych jak członek rady programowej TVP Opole pan Gondecki, którego pomysł na media publiczne niedawno opisywałam. Media trafiają pod kontrolę władzy wykonawczej. Część dotychczasowych kompetencji Krajowej Rady, w tym te najważniejsze związane z wydawaniem i kontrolowaniem koncesji, przejmuje bowiem Urząd Komunikacji Elektronicznej, którego prezes jest wybierany przez Sejm na wniosek premiera. Jeśli więc premier sobie wybierze odpowiednio lojalną osobę, przez 5 lat jego w zasadzie nieusuwalny człowiek dzieli i rządzi w mediach. Czy taki nadzór władzy wykonawczej nad całym rynkiem medialnym jest pożądany? Chciałabym, żeby mnie ktoś przekonał. Rząd może ręcznie sterować mediami publicznymi. Minister skarbu państwa może samodzielnie odwołać dowolnego członka zarządu telewizji lub radia publicznego. Co prawda tylko w trzech ściśle określonych przypadkach ale zawsze, zwłaszcza, że dwa z tych trzech zapisów dają duże pole do dowolnej interpretacji: a) zaistnienie okoliczności trwale uniemożliwiającej sprawowanie funkcji (przepis-worek) oraz b) działanie na szkodę spółki potwierdzone audytem zamówionym przez spółkę. Minister Grad w niedawnym wywiadzie dla Kublik szczerze przyznawał, że gdyby ten drugi zapis (o audycie) funkcjonował obecnie to Urbański by dawno poleciał. W tym samym wywiadzie gdy Grad mówi, że źle ocenia sytuację w Polskim Radio Agnieszka Kublik ubolewa "Ale nie zamówił pan audytu więc gdyby ustawa weszła w życie w obecnym kształcie nie mógłby go pan natychmiast odwołać jak Urbańskiego" , co Grad kwituje smętnym "Nie mógłbym" i tłumaczy dlaczego nie zamówił audytu. Trudno nie odnieść wrażenia, że zarówno Kublik jak i Grad zdają sobie sprawę, że sam raport z audytu to tylko konieczna podkładka, bo jak się chce to zawsze można w nim znaleźć cos co da się zinterpretować jako działanie na szkodę spółki, i na tej podstawie odwołać członka zarządu. Czy jakikolwiek prezes publicznego medium - ogólnopolskego lub regionalnego - będzie miał motywację do kontrolowania władzy wiedząc, że jak władza zechce to go jednym podpisem odwoła? Wprawdzie platformiana instrukcja dla internetowych agitatorów przestrzega odradza im wdawanie się w jakiekolwiek merytoryczne dyskusje ale
może znajdzie się ktoś kto mi wyjaśni dlaczego ktokolwiek poza koalicją
miałby poprzeć to cudo wysmażone przez Śledzińską-Katarasińską? Dlaczego opozycja - przynajmniej nominalna - miałaby pomóc rządowi podporządkować sobie media? Umie
ktoś obronić tę ustawę? Wątpię. I szczerze mówiąc to co się ostatnio
wokół niej działo było załamujące, sama ustawa praktycznie nie istniała
w publicznych dyskusjach o niej, jakby ważniejsze było to czy SLD
nie skrewi a jeśli skrewi to jak bardzo tego pożałuje. Na marginesie. Rozbawiło mnie trochę zachowanie uchodźców z PiSu - Ujazdowskiego, Zalewskiego, Polaczka. W swoim czasie głosowali przeciwko ustawie ale jak teraz przyszło do obalania weta prezydenta to się wstrzymali od głosu. Weto prezydenta okazało się jak widać argumentem za ustawą, już nie są przeciwko, już się tylko wstrzymują. Żeby czasem nikt nie pomyślał, że oni z PiSem. Politycy portalowi.Na marginesie marginesu. Nie rozbawiło mnie natomiast zachowanie Niesiołowskiego, czas sobie jasno powiedzieć - ten człowiek jest chory. Po prostu chory. I zupełnie nie rozumiem dlaczego partia, która co i rusz odgrywa zniesmaczenie kolejnymi wyskokami Palikota nie robi nic, żeby powstrzymać zatracającego się w obłędzie Niesiołowskiego. A wypowiedź Niesiołowskiego polecam tym, którzy jeszcze nie wiedzą po co Platformie ta ustawa, Niesiołowski to jasno i bez zbędnej hipokryzji tłumaczy. Naprawdę warto!

Ocena wpisu: 
Brak głosów