Skąd wiemy, że pozorowany proces Kiszczak wygra?

Obrazek użytkownika Mariusz Cysewski
Kraj

Czesław Kiszczak został uznany winnym zarzucanych mu czynów w kadłubowym sądzie I instancji. Złożył jednak apelację i nim ktokolwiek zdążył przetrzeć oczy – zachorzał, wicie-rozumicie. W stopniu uniemożliwiającym myślenie. Zaświadczyła o tym stosowna komisja Burdenki, powołana przez sędzię-miłośniczkę Kiszczaka. I tortów.

Wszelako dziennikarze mafii konkurencyjnych lub nawet mafii tegoż Kiszczaka, ale uczestniczący w ustawce, zdobyli materiały – zdjęcia i nagrania – wskazujące, że zbrodniarz jednak myśli. Nadto mówi, chodzi, rozumie co się doń mówi.

Wobec czego „pion śledczy” IPN – tego samego, co drugą ręką pomaga zbrodniarzom komunistycznym ukrywać szczątki zamordowanych przez nich żołnierzy Wojska Polskiego i zacierać ślady zbrodni z lat 40 i 50-tych – złożył do sądu wniosek, by w sprawie Kiszczaka zrezygnować ze skompromitowanych bydlaków z komisji Burdenki, a przebadać Kiszczaka uczciwie.   

Wniosek sąd dopiero co (24 lipca) uwzględnił. Kiszczaka będą badać inni. I teraz już wszystko będzie uczciwie, i zatriumfuje demokratyczne państwo prawa. Słowo uczciwego Indianina.

Hosanna! – krzykną ci, co nie zdążyli zostać Tajnymi Współpracownikami Służby Bezpieczeństwa jak i ci co – jak Aleksander Kwaśniewski – być nimi nie mogli, bo byli współpracownikami jawnymi. Krzykną młodzi i starzy, bruneci, blondyni i łysi, żywi i martwi… no, już dobrze.

Nic z tego.

Tu warto byłoby przytoczyć również ujawnione informacje o tym, że w sprawach zbrodni komunistycznych nawet prawomocne wyroki pozbawienia wolności nie są wykonywane. Nie mamy pana płaszcza, no i co nam pan zrobisz.   

Ja jednak nie o tym. Zastanówmy się, jakie perspektywy daje Kiszczakowi powołanie kolejnych biegłych – i wszystko jedno, z Gdańska czy z Warszawy, czy z Pcimia.

Kolejni biegli – wszystko jedno skąd – otrzymają akta sprawy Kiszczaka i w tych aktach zawartą „opinię medyczną”, jaką podpisali skompromitowani członkowie komisji Burdenki. I opinię tę – może własnymi słowami, ale w zasadzie tylko przepiszą. Wnioski nowych „biegłych” będą te same, co dotąd. Dlaczego?

Odpowiedź na to pytanie może dać orzeczenie Trybunału w Strasburgu[1] w sprawie Frankowicz przeciw Polsce[2]. Streśćmy pokrótce. W Polsce dra Frankowicza uznano winnym naruszenia zasad „etyki zawodowej” i choć ukarano formalnie tylko naganą, to kara ta miała dotkliwe skutki. Przewinienie Frankowicza polegało na wydaniu opinii medycznej, niepublicznej, zawierającej wstrzemięźliwą krytykę terapii, jakiej w przeszłości poddano jego pacjenta. W wyniku tej terapii pacjent został inwalidą I grupy. Trybunał uznał, że odmawiając Frankowiczowi prawa do tej krytyki, „rząd” Polski złamał na jego szkodę prawo wolności słowa (Art. 10)[3]. Co prawda „jedyne” 10 lat po tym wydarzeniu, w 2008 r. Trybunał Konstytucyjny uznał (SK 16/07) art. 52 § 2 Kodeksu etyki lekarskiej za niezgodny z konstytucją w zakresie, w jakim zakazuje zgodnej z prawdą oceny publicznej przez lekarza działalności innego lekarza w interesie publicznym, lecz Frankowicza ukarano też na podstawie art. 10 tego kodeksu, a ten trwa w najlepsze.  Strach się bać?

Sprawy warto stawiać jasno; podsumujmy tedy sytuację dra Frankowicza brutalnymi słowy. Za wstrzemięźliwą i niepubliczną – w dodatku: pośrednią - krytykę straszliwych skutków niekompetencji i głupoty „kolegi po fachu” – a w sprawie Frankowicz „kolegą” tym, sądząc z opisu, był jakiś wyjątkowy jełop, widać i tu synalek jakiegoś ubeka, co dyplom medycyny dostał za łapówkę lub w wyniku „propozycji nie do odrzucenia” – w okupowanej Polsce można ponieść konsekwencje do utraty prawa wykonywania zawodu włącznie. Oto obrona interesu kastowego i ustrój korporacyjny w pełnej krasie. Korporacjonizm to skądinąd istota ustroju faszystowskiego.

Taka czy siaka opinia medyczna to najmniejszy z problemów i Kiszczaka, i uczestników ustawki z pozorowaniem jego procesu. Wiemy już jaka będzie.

Ale gdyby komuś naprawdę chodziło o ustalenie stanu zdrowia zbrodniarza, to powinien skorzystać z doświadczeń Trzeciej Rzeszy, z tym że tamtej – tysiącletniej.

I zaprosić komisję Międzynarodowego Czerwonego Krzyża; do Polski dziś, tak jak wtedy Niemcy do Katynia.

 

 

Mariusz Cysewski

 

Kontakt: tel. 511 060 559

ppraworzadnosc@gmail.com

https://sites.google.com/site/wolnyczyn

http://www.youtube.com/user/WolnyCzyn

http://mariuszcysewski.blogspot.com

http://www.facebook.com/cysewski1

 


[1] Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu.

[2] 53025/99, 16.12.2008.

[3] „ 51. Tak ścisła interpretacja prawa krajowego przez sądy dyscyplinarne, skutkująca całkowitą likwidacją wypowiedzi krytycznych w zawodzie lekarza, nie jest spójna z prawem do wolności wypowiedzi (zob. orzeczenie w sprawie Stambuk, cytowane wyżej, § 50). Podobne stanowisko w kwestii wyrażania poglądów krytycznych na temat kolegi, nawet w kontekście zawodu lekarskiego, oznacza ryzyko zniechęcenia lekarzy do przekazywania ich pacjentom obiektywnej oceny ich stanu zdrowia i leczenia, co z kolei narazić może podstawowy cel zawodu lekarza, a mianowicie ochronę zdrowia i życia pacjenta. 52.  I wreszcie Trybunał odnotowuje, że władze krajowe nie badały, czy skarżący broni społecznie uzasadnionego interesu. Trybunał stwierdza, że raport skarżącego nie był nieuzasadnionym atakiem osobistym na innego lekarza, lecz oceną krytyczną, z medycznego punktu widzenia, leczenia pacjenta przez innego lekarza. A zatem dotyczyła zagadnień interesu publicznego. 53. Konkludując, zaskarżone działanie nie było proporcjonalne względem jego uprawnionego celu, a więc nie było ono „niezbędne w społeczeństwie demokratycznym” „ze względu na ochronę (…) praw innych osób”. A zatem było ono źródłem naruszenia Artykułu 10 Konwencji.” Tłum. moje.

 

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:4)