Od dziś nie lubię tego imienia

Obrazek użytkownika jasieńko
KawiarNIA

Od dziś nie lubię tego imienia

Jestem miastowy. Pamiętam, że wodę z ulicznego zdroju piłem i nie płaciłem, za powietrze którym oddychałem nie płaciłem, abonamentu za jakąkolwiek dostępność też nie. Sam określałem kiedy chcę się udostępnić. 
Jak zużywałem prąd - w wydaniu arystokratycznym jako energia elektryczna pojawił się nieco później - to płaciłem tylko za kilowaty. Po jakimś czasie okazało się, że już muszę płacić abonament za prąd – jak abonament za radio, telewizor, telefon. 
Do tego doszedł abonament za gaz, internet, komórkę, kabel i miejsce parkingowe. 
Płaciłem kiedyś tylko za benzynę – potem doszedł CIT z VAT-em i całe szczęście, że nie płacę dziś za paliwo abonamentem i litrami wlanej. 
Teraz dojdzie za deszczówkę w moim mieście. Dobrze, że Poczta się jeszcze nie obudziła. Czekam na katastralny. Przy odrobinie chęci mogę je traktować - jako abonament. Potem na unijny – jakikolwiek. 
Gdy wczoraj rankiem wstałem z łóżka to podeszła do mnie zupełnie naga, z wielkimi oczami, Konstatacja. 
Z samego rana! Nie przypuszczałem, że kobieta może być tak przerażająca. 
I zanim ochłonąłem, zaczęła mi nawijać o płaceniu. Powiedziała mi to zaraz po przebudzeniu, nawet herbaty nie dała się napić...
Konstatacja... nie cierpię jej - do tej pory jej słowa wrzeszczą w mej głowie:
Urodziłeś się – a rodzice już za to płacą. Potem jeszcze trochę płacą zamiast ciebie, w końcu zaczynasz sam płacić. 
Jedziesz – płacisz, nie jedziesz, bo parkujesz - też płacisz. Masz, ale nie jeździsz – też płacisz, tzn. zapłaciłeś raz do roku. 
Jesz – płacisz, oddychasz /witajcie ekooszołomy globalne!/ - i już też płacisz. 
Lejesz – płacisz babci /póki co tylko w mieście/, nie lejesz – masz problem z nerkami i w całym łańcuszku powiązań też płacisz. 
Leżysz – płacisz, i nie ważne czy snem wiecznym /bodajże raz na 20 lat/, czy snem w podróży /delegacja/, czy z powodu leczenia przez tzw. Służbę Zdrowia. 
Siedzisz – też płacisz, choć już nie wszędzie, a w takim „więźniu” nawet płacą za ciebie. Pijesz – płacisz, za wszystko bez wyjątku. 
Oczy robiły mi się okrągłe ze zdumienia... a ona ciągnęła dalej:
Czy jest jeszcze coś za co nie płacisz? Nie martw się – my to uregulujemy.
Wydaje ci się, że jeszcze nie płacisz za: sen - bo za nocleg już tak, za rzucanie mięsem w przestrzeń bezosobową, bo w konkretną owszem tak - w postaci kary, za myślenie i puszczanie bąków...
Przerwała. 
Konstatacja, widząc moją coraz rzadszą minę, rzekła słodkim głosem, z miłym uśmieszkiem Vincenta – Jesteś wykształcony, pachnący i jeszcze młody –  a po ułamkowej pauzie dokończyła - Jak ci się nie podoba, to spadaj z miasta. Wynocha!  Na wieś! -
Przetarłem zaspane oczy. Poczułem się jakby mi ktoś sprzedawał abonament na życie. Do wklepania tylko czterocyfrowy kod... lub hasło dostępu „płać i płacz albo precz”.
Chyba pójdę z powrotem spać. I nie chcę się już budzić!
A może przestawić łóżko?! 
A gdyby spadać? 
Bez deszczówki, kabla i parkomatu da się jakoś pożyć... 
 
PS.
I właśnie dzisiaj zostałem poinformowany przez oglądającego telewizor, że wprowadzą podatek od telefonów komórkowych, a rolnikom od traktorów bo to narzędzia pracy, czyli tam ciągle myślą... 
Potem przyjdzie kolej na konia, szpadel i grabie. Dopiero jak wprowadzą od pióra to jest szansa, że redaktorzy wreszcie się ockną. 
 
 
 
 
Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

że żyjesz w ich państwie, które sobie załatwili przy okragłym stole? Ich państwo, ich zasady.

Pozdrawiam

cui bono

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

cui bono

#339071

 Zapomniałeś ,że jesteś mężczyzną i masz osobiste narzędzie  tylko czekaj jak Ci  podatek wprowadzą.  Pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#339184