KILKADZIESIĄT TYSIĘCY POLAKÓW RAZEM UWIELBIAŁO BOGA

Obrazek użytkownika BR
Kraj

Prawie sześćdziesiąt tysięcy wiernych z całej Polski zgromadziło się na wspólnej modlitwie i głośnym wielbieniu Boga na Stadionie Narodowym w Warszawie.
Uroczystości, które trwały 14 godzin, rozpoczęły się odmówieniem Różańca Świętego, po którym, prowadzone były modlitwy uwielbienia. Wierni, o 15:00 razem odśpiewali Koronkę do Bożego Miłosierdzia, a wieczorem adorowali Najświętszy Sakrament. Najważniejszym punktem programu była wspólna Msza Święta pod przewodnictwem arcybiskupa Henryka Hosera, w której posługiwało ponad 500-ciu set księży wraz z o. Johnem Bashoborą z Ugandy, a kazanie wygłosił biskup pomocniczy diecezji warszawsko-praskiej Marek Solarczyk.

Spotkanie, pod hasłem ‘Jezus zbawia, kto wierzy w Niego, na pewno nie zostanie zawiedziony’ koncentrowało się na pogłębianiu relacji z Chrystusem. Obok 15-metrowego, brązowego krzyża stojącego na scenie, w kształcie serca w kolorze czerwonym, ustawiony był ołtarz, z którego wychodziły dwie, wielkie wstęgi: czerwona i biała, na wzór promieni z obrazu Jezusa Miłosiernego.

Całe wielogodzinne, modlitewne spotkanie stworzyło niezwykłą wspólnotę wiernych. Już przed 8 rano wokół stadionu parking zapełniał się po brzegi autokarami i samochodami, a tramwaje były wyjątkowo tłoczne. Tysiacę rodzin z dziećmi, młodzi, starsi, małżeństwa, samotni, niepełnosprawni, biedni i bogaci przyjechali do centrum Warszawy, aby poczuć wspólnotę wiary i jedności.

Trzy dwugodzinne konferencje poprowadził zaproszony na uroczystości przez diecezję warszawsko-praską kapłan z Ugandy ojciec John Baptist Bashobora, charyzmatyczny, afrykański ksiądz, którego życie wypełnione jest modlitwą i głoszeniem wiernym na cały świecie Ewangelii.

Ojciec Bashobora, urodzony i wychowany w Afryce już od najmłodszych lat wykazywał się głęboką wiarą i szczególną relacją z Bogiem. W wieku 10 lat wstąpił do niższego seminarium, aby jak mówi, być jak Jezus. Cały czas czytał Biblię i starał się postępować zgodnie ze Słowem Bożym.

W 1972 roku przyjął święcenia kapłańskie i został wysłany na studia do Rzymu, gdzie uzyskał doktorat z teologii duchowości i magisterium z psychologii. Cały czas posługiwał w katolickich wspólnotach charyzmatycznych i nieustannie się modlił.

Niezwykle wrażliwy na los biednych i opuszczonych założył w Ugandzie pierwszy sierociniec, wybudował dla dzieci domy i szkoły i zapewniał sierotom edukację i opiekę. Jego fundacja ‘Father Bash Foundation’ wciąż pomaga, budując kolejne placówki edukacyjne oraz domy dla opuszczonych dzieci w Ugandzie. Ostatnio, został również otwarty szpital dla lokalnej społeczności.

Charyzmatyczny katolicki ksiądz z Afryki znany jest z wielu cudów, które wydarzają się w jego obecności, podczas wspólnej modlitwy z wiernymi. Podkreśla on jednak wielokrotnie, iż to nie on sam uzdrawia chorych i cierpiących, ale to Chrystus obdarowuje tych, którzy z całej duszy w Niego wierzą. Wiara bowiem, jest najważniejszym warunkiem do życia w ciągłej jedności z Bogiem oraz do zbawienia.

Ojciec Bashobora, podczas swoich kazań, systematycznie podkreśla, że jest on tylko wysłannikiem Boga, kaznodzieją, głoszącym Ewangelię i zachęca innych do czynienia tego samego. On sam, niczego uczynić nie może, bo tylko Jezus jest Panem i Zbawcą i tylko On może czynić cuda, udrawiać, błogosławić.

Podczas tegorocznego spotkania wiernych polskiego kościoła, ojciec John, w czasie swoich konferencji skupiał się nad siłą wiary, do której prowadzi Słowo Boże. Wiara rodzi się i wzmacnia tylko przez uważne słuchanie, a więc czytanie Pisma Świętego gdzie możemy usłyszeć samego Boga. I tylko poprzez rozumienie Jego słów kierowanych do nas możemy czynić to co Bogu miłe. A gdy mamy już silną wiarę i gorąco, pokornie o coś prosimy to Pan Bóg wylewa na nas łaski i uzdrawia naszą duszę i ciało z wszelkich cierpień.

Narodowe rekolekcje na stadionie charakteryzowały się poczuciem wielkiej wspólnoty, której każdy człowiek gorąco pragnie. Katolicy, w obecnej Polsce ‘nowego wieku’, często czując się marginelizowani i dyskryminowani, szczególnie silnie potrzebują poczucia bycia wśród tych, którzy czują to samo. Dlatego, nie tylko chęć poznania księdza z Ugandy, czy też pragnienie uzdrowienia przyciągnęło takie tłumy na tę uroczystość. Sama potrzeba bycia razem, bycia z tymi, którzy rozumieją i pragnienie poczucia akceptacji spowodowały, że tego dnia, właśnie tam zgromadziły się dziesiątki tysięcy, aby tworzyć wielki, braterski, polski kościół.

Ludzie tańczyli i śpiewali, trzymali się za ręce, przytulali i głośno razem modlili. Byli tacy, którzy płakali i tacy, którzy się szczerze śmiali. Wszystkie tłumione na co dzień emocje wybuchły przed Najświętszym Sakramentem. Były uwolnienia i uzdrowienia. Nikt nie był obcy, wszyscy stanowili jedno. Liczne nawrócenia, które wydarzyły się tego dnia świadczą o wielkiej mocy wspólnej modlitwy. Setki księży nieustannie spowiadało wiernych, którzy często po wielu latach przystępowali do sakramentu pokuty.

Polacy, słynący z bycia narodem powściąliwym i skromnym pokazali, że kiedy razem się modlą potrafią być spontaniczni, szczerzy i radośni. Na początku jeszcze nieśmiało i z każdą chwilą coraz mocniej wyrażali swoje poparcie oklaskami. Kiedy razem trzymali się za ręce i z zamkniętymi oczami głośno uwielbiali Boga wrażenie poczucia wspólnoty i jedności było wyjątkowo wielkie.

Jak podkreślał, ojciec Bashobora, najważniejszym momentem dnia musi być Eucharystia. Wspólna Msza Swięta odbyła się w wielkim skupieniu i z wielką czcią. Charakterystyczne dla naszego narodu było to z jaką powagą ludzie uczestniczyli w Eucharystii i z jaką spontaniczną radością i miłością wielbili Boga śpiewem i tańcem podczas modlitwy uwielbienia. To właśnie te umiejętności, pogodzenia powagi i szacunku z radością i spontanicznością charakteryzują naszą ludową pobożność i tak pięknie obrazują polski kościół katolicki.

Wielki stadion narodowy, mogący pomieścić tłumy, odegrał ważną rolę w życiu Polaków. Jeżeli istnieją możliwości, to właśnie na takie spotkania, podczas których ludzie uczą się miłować Boga i bliźniego, powinien być wykorzystywany. Na pewno owoce tego wydarzenia będą wielkie, a Warszawa, zamiast promować dewiacje i demoralizować polski naród ma szansę pomagać ludziom wzrastać w poczuciu przynależności i jedności i w naszej, polskiej wierze katolickiej. Wielu z obecnych na tegorocznych rekolekcjach wyrażało nadzieję, że ponowne modlitewne spotkanie polskich wiernych odbędzie się w przyszłym roku, co obiecywał biskup Solarczyk.

BARBARA RODE

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Der Spiegel też zainteresował się sprawą.
http://www.spiegel.de/international/europe/polish-catholics-flock-to-mass-conducted-by-ugandan-exorcist-a-910035.html

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#368760

ciekawe czy redaktor artykułu tam osobiście był i czy odczuwał to co odczuwała wspólnota wiernych czy też spisał tylko jakieś fakty i dodał swoje przeświadczenia. osobiście uważam, że wydarzenie było wielkie i bardzo potrzebne. jednocześnie dziękuję Polskiemu Kościołowi, za patronat i za trwanie przez cały czas na modlitwie z polskimi wiernymi.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#368763

Bez echa...:(:(:(
Nie będę się powtarzał.
Wstyd mi bardzo, że (chyba po raz pierwszy) sam muszę siebie cytować.
http://niepoprawni.pl/blog/6885/co-sie-dzialo-na-stadionie-narodowym#comment-423061
-------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

-------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"

#368768

Wyobraź sobie, że zwróciłam uwagę na Twój komentarz, ale właśnie z powodu żartobliwej konwencji nie odpowiedziałam. Traube wyraźnie napisał, ze temat wybrał przypadkowo.

Zatem odpowiem teraz:)
Bardzo ostrożnie przyjmuję takie wydarzenia. Bazują na emocjach, potrzebie akceptacji, bliskości, doznania czegoś niezwykłego. Obawiam się, że w ludziach, którzy na stadionie przeżyli różne uniesienia, wkrótce niewiele z nich zostanie.
I sądzę, że nie ma to wiele wspólnego z "katolicyzmem ludowym", na który stawiał Prymas Wyszyński. Nie miał on opierać się na chwilowym uniesieniu, ale na wyrabianiu trwałych postaw, nie na gonieniu za nowym, ale na tradycji i przylgnięciu do istniejących struktur Kościoła.
A z całą resztą... zgadzam się całkowicie :)

I problem, prawda? Nie ma jak popolemizować ;););)

...............................................
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart Ps.33,5

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

...............................................
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart Ps.33,5

#368774

... że "istnieją rzeczy na niebie i ziemi, o jakich się nie śniło waszym filozofom".
Dla ludzi wierzących nie powinno to być dziwne, bo wiara, to nie nauka.
Jestem cholernie i nieuleczalnie sceptyczny, mam naturę polemisty, ale...
Nie oceniałem, czy uleczenia i wskrzeszenia są możliwe (przynajmniej jedno wskrzeszenie, a potem zmartwychwstanie stało się cezurą i przełomem w całej historii ludzkości i jest ono podstawą wiary chrześcijan).
Chciałem wyrazić zadowolenie, że (dominujące co raz bardziej) prądy ateistyczne, amoralne, antymoralne, pseudoracjonalne, sprowadzające człowieka do poziomu zwierzęcia więc - antyludzkie, wywołały wreszcie reakcję, którą uważam za bardzo pozytywną.
Nie zapominajmy o tym zwłaszcza w kontekście ofensywy muzułmańskiego fundamentalizmu.
Komuna i neokomuna zwalczająca katolickich "talibów" w istocie otwiera wrota Europy prawdziwym talibom, którzy nie będą mieli cienia litości ani dla nich, ani dla nas.

PS
Traube napisał żartobliwy tekst z podtekstem.
Mój komentarz też miał podtekst.
Kurna, czy muszę wyjaśnić, że w tym samym dniu pisałem o komentarzach mających większą zawartość merytoryczną niż posty?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

-------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"

#368780

polegał na tym, że powinieneś napisać tekst, zamiast wyjaśniać swoje poglądy w komentarzu??? ;)))
I jeszcze mała uwaga - Zmartwychwstanie było tylko jedno, jedyne, wszystkie inne, choćby te dokonane mocą Chrystusa, to były wskrzeszenia.
...............................................
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart Ps.33,5

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

...............................................
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart Ps.33,5

#368781

Dopisałem też coś o świętości i męczeństwie.
Cud lub męczeństwo to warunek wyniesienia na ołtarze.
Chrystus zamieniał wodę w wino, rozmnażał chleb i ryby, wypędzał demony, wskrzeszał, wreszcie umarł na krzyżu za grzechy wszystkich ludzi i zmartwychwstał.
"Nie wierzę w cuda"?
Fajnie.
Jeśli wierzymy, że Święty Mikołaj to facet w czerwonej czapce (żonaty z Panią Mikołajową), który wozi prezenty przygotowywane przez karzełki na biegunie fruwającymi saniami ciągniętymi przez renifery (jednego z czerwonym nosem), a nie wierzymy w szatana (tak pokazują statystyki), to kim jesteśmy?
Katolikami czy... disneyowcami???? :):):)
-------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

-------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"

#368786

Wyobraź sobie, wierzę w cuda!!!!!
Chodzi mi tylko o zdrowy sceptycyzm, a nie emocjonowanie się każdą nowością, czy sensacją. Tylko tyle ;)))

...............................................
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart Ps.33,5

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

...............................................
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart Ps.33,5

#368787

Mam (przyznaję) irytujący nawyk wchodzenia podczas rozmowy o szczebelek wyżej, gdy mnie coś zainspiruje lub pociągnie.
Stary Mędrzec i Władca Parapetów powiedziałby, że podrzucam jajka jak kukułka:):):)
-------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

-------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"

#368788

ale-
Istnieją w filozofii rzeczy, których nie ma ani na ziemi ani w niebie.
Istnieją filozofowie tacy jak hartman i etyka koło środy.

Przyjmujmy świat takim jaki nam dano.

"Hartman ostro o uzdrowieniach na stadionie i pośle Godsonie. "Ciemnota, zidiocenie, podłość"

Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75248,14244029,Hartman_ostro_o_uzdrowieniach_na_stadionie_i_posle.html#TRNajCzytSST#ixzz2YWAdzUvr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#368802

Nigdy nie będzie pewności, które z dzieci, są naprawdę nasze!.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#368807

Ludzkie potrzeby od zarania dziejów są znane. Ludzie potrzebują poczucia wspólnoty, bliskości, akceptacji i miłości. Są to oczywiście emocje, ale ludzie pełni są emocji, a emocje kiedy pozytywnie wyrażane są źródłem radości, szczęśliwości i dobrego samopoczucia. Czasem te emocje potrafią doprowadzić do czegoś głębszego. Wspólne przeżywanie uniesień ma swoje pozytywne skutki dla ludzi, właśnie dlatego, że są ludźmi.
'Wyrabianie stałych postaw w oparciu o tradycję i przylgnięcie do istniejących struktur kościoła' może się rozpocząć lub też pogłębić właśnie po wspólnym przeżywaniu. Jednak to wszystko o czym tu mówimy dla człowieka wiary ma mniejsze znaczenie. Najważniejsze żeby wierzyć w to, że Duch Święty zstępuje na człowieka i że gdzie dwóch lub wielu się modli w imię Jezusa tam On jest :) I właśnie to wydarzyło się na stadionie. Owszem emocje i poczucie wspólnoty było, ale przede wszystkim wspólna, głęboka modlitwa i dary Ducha Świętego spowodowały, że były liczne nawrócenia, uwolnienia, pogłębienia wiary i wielkie uwielbienie Boga. Bo przecież kościół jest bardzo ważny, ale chyba zawsze na drugim miejscu, a na pierwszym stoi poprostu sam Bóg.
pozdrawiam :)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#368778

ustanowił sam Bóg poprzez Jezusa Chrystusa i Duch Święty właśnie w Kościele jest obecny i działa.
Nie wyklucza to oczywiście indywidualnego doświadczenia obecności i bliskości Boga, ale mamy prawo, a czasami nawet obowiązek zachować wobec takich doświadczeń dystans.

...............................................
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart Ps.33,5

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

...............................................
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart Ps.33,5

#368782

Kogoś, kto doświadczył obecności Boga, nikt już nie przekona, że Boga nie ma - bo on to niejako wie. Jest coś takiego, jak pewność wiary. A bierze się ona właśnie z doświadczenia, przeżycia. W życiu wiary potrzebny jest zarówno rozum, intelekt, jak i uczucia, serce - cały człowiek wierzy.
Dlatego tak ważne i potrzebne są rozmaite spotkania w grupach modlitewnych, pielgrzymki, rekolekcje itp. Ateiści o tym wiedzą, więc wyśmiewają takie spotkania lub ich zakazują, jak to było np. w przypadku ruchu oazowego za PRL-u.

______________________________________________

Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

 
______________________________________________
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart

#368783

Zgadzam się z Tobą nie w 100, ale 185,5 % ;)))
Chodzi tylko o to, aby emocje, "wzniosłości" nie dominowały nad wolą, rozumem. Mistycy często o tym pisali. Po okresie uniesień przychodzi czas oschłości, "próbowania" wiary. Jeśli wiara opiera się wyłącznie na emocjach, na przyjemnym doznaniu bliskości Boga, człowiek w czasie "posuchy" rezygnuje, zniechęca się, nawet od Boga odchodzi.
Trochę to przypomina sytuację w "starym dobrym małżeństwie" :)
Miłość to nie tylko zakochanie, uniesienia, to postawa, działania.

...............................................
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart Ps.33,5

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

...............................................
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart Ps.33,5

#368785

Można pozwolić sobie na charyzmatyczne wzloty, że się tak wyrażę, a nawet są one wskazane jako ów element przeżyciowy, umacniający wiarę, ale trzeba trzymać się "zdrowej nauki" (2Tm 4,2),  filarów wiary, przede wszystkim Pisma Świętego i sakramentów, nauczania Kościoła. Jeśli ktoś zacznie głosić jakieś nowe nauki, i to twierdząc, że sam Duch Święty mu je objawił, no to... Tak mnożą się sekty.
Niepokoiłabym się wydarzeniem, jakie miało miejsce na SN, gdyby nie było tam biskupów. Ale byli! Ku wściekłości mainstreamu.

Masz rację, z czasem entuzjazm mija, emocje opadają; człowiek nie czuje obecności Boga, nie ma ochoty na modlitwę... I co wtedy? Zostaje sucha wiara. Wraca się do modlitw ustnych, choćby klepanych. Bo liczy się wierność. Na szczęście w porę to zrozumiałam :)

______________________________________________

Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

 
______________________________________________
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart

#368789

... miłość (na przykład małżeńska).
Dla mnie te doświadczenia są raczej niedostępne, ale szczerze się cieszę, że inni ich mogą doświadczać. I szczerze gratuluję.
Ateiści mogą tylko zazdrościć.
Zazdrość oddaje dusze w ręce szatana.
Pycha jeszcze bardziej i pewniej.
-------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

-------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"

#368792

wiara niepodsycana przeżyciami czy emocjami usycha - tak jak i miłość...
Dobrze, że napisałeś "raczej". Takie doświadczenie jest dostępne każdemu. Nie znamy dnia ani godziny, nie tylko swej śmierci :)
 

______________________________________________

Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

 
______________________________________________
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart

#368793

Zgadza się, bez "wzlotów", czy jak mówi teologia, bez pociech duchowych, wiara może usychać. Każdy z nas ich potrzebuje, ja też :). Co więcej, czasami szukam tego, pragnę mieć poczucie, że Bóg jest blisko, że kocha. Tylko co, jeśli tych pociech zabraknie? Rezygnuję, odchodzę, bo trudno i nudno???
Podobnie zresztą jest w relacjach z ludźmi. I tymi najbliższymi, choćby w małżeństwie, ale też z przyjaciółmi, znajomymi. Przychodzi czas braku zrozumienia, oddalenia... I co mam robić? Zrywać znajomość??? No właśnie...
Myślę też sobie, że obecnie bardziej trzeba ludziom pokazywać drogę wiernego trwania, niż dawać chwilowe uniesienia.

Pozdrawiam serdecznie!
...............................................
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart Ps.33,5

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

...............................................
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart Ps.33,5

#368819

Przeoczyłam zdanie:

Miłość to nie tylko zakochanie, uniesienia, to postawa, działania.

Jest mi ono bardzo bliskie. Bo przychylam się do tezy, że miłość nie jest uczuciem, że jest funkcją woli. Mało kogo zdołałam do tego przekonać, ale zdaje się, że to Twoje stwierdzenie oznacza to właśnie :)

Zakochujemy - się (w kimś).
Kochamy - kogoś.

"Gdyby miłość była uczuciem, nie można by jej ślubować" (bon mot ks. Marka Dziewieckiego).

______________________________________________

Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

 
______________________________________________
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart

#368796

Każdy swoją relację z Bogiem przeżywa na swój sposób. I nie to jest ważne. Ważne jest natomiast, żeby jego wiara w Boga była silna i żeby w niej trwał.
Jeszcze raz podkreślam: "Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich". (ew. w/g św. Mateusza) I tam właśnie był sam Jezus, wśród tych, którzy się razem modlili.
A poza tym, jak mówił św. Augustyn: „Coraz bardziej jednak skłaniam się do pochwalenia tego obyczaju, że śpiewa się w kościele, aby poprzez przyjemności uszu mogła słabsza dusza wznosić się do stanu pobożności” (za: http://www.niedziela.pl/artykul/54985/nd/Kto-spiewa-dwa-razy-sie-modli) i mówił: "Kto kocha ten śpiewa".
Św. Paweł w liście do Efezjan pisał: "A nie upijajcie się winem, bo to jest przyczyną rozwiązłości, ale napełniajcie się Duchem, przemawiając do siebie wzajemnie w psalmach i hymnach, i pieśniach pełnych Ducha, śpiewając i wysławiając Pana w waszych sercach".
Wspólna modlitwa i wspólny śpiew w dużej grupie wiernych czyni cuda. Daje też poczucie wspólnoty, jedności i przynależności co jest bardzo ważne dla katolików w dobie antyreligijnej rewolucji lewackiej.
Dlatego takie spotkania są niezwykle cenne i zachęcam wszystkich do uczestniczenia następnym razem. Osobiście byłam już na wielu i to tylko pogłębiało moją wiarę, a nigdy jej nie osłabiło. :)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#368840

kitciwucho; Wiara czyni cuda, a co złego w wyzwalaniu emocji?

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

kitciwucho

#369320