Przecież mamy takiego "fajnego" premiera...

Obrazek użytkownika danielik
Kraj

Ostatnio wiele osób mówi mi, że premier Tusk, w odróżnieniu od prezesa Kaczyńskiego jest „fajny”. Oczywiście ma to być argument za tym, iż mimo wszystkich mankamentów władzy, które widzą chyba wszyscy, o czym świadczą chociażby badania opinii publicznej, należy zagłosować w najbliższych wyborach na PO. Moim zdaniem fajny to może być nowy iPhone. Premier ma rządzić, a nie być „chłopakiem z sąsiedztwa”. Tylko, że taki wizerunek ludzie „kupują”, o czym przekonaliśmy się podczas poprzednich wyborów.
Czy Stefan Batory i jego kanclerz Jan Zamoyski byli „fajni”? Wątpię. Zresztą przekonał się o tym, między innymi Samuel Zborowski. Byli natomiast bardzo skuteczni i niewątpliwie mimo wielu problemów wewnętrznych realizowali politykę, która służyła wzmocnieniu naszej pozycji na międzynarodowej arenie. Potrafili przeciwstawić się innemu wybitnemu władcy, jakim niewątpliwie był car Iwan Groźny, nawiasem mówiąc również osoba, której nie chcielibyśmy mieć w gronie naszych przyjaciół, a tym bardziej wrogów.
Czy inni najwybitniejsi władcy w historii naszego kraju byli „fajnym” ludźmi? Nie wiem i mnie to zbytnio nie interesuje. Ważne, że potrafili realizować polską rację stanu. Nie oczekuję, że osoba rządząca naszym krajem będzie zabierała mnie na polowania, czytała dzieciom książki, czy grała z nimi w piłkę. Gdy odrzucimy mistrzowski PR obecnej władzy, wyłączymy telewizor zobaczymy, że ten „król jest nagi”? Gdzie te szuflady pełne reform, niskie podatki, gdzie ci wracający z zagranicy nasi rodacy, gdzie rosnąca międzynarodowa pozycja naszego kraju, gdzie ten cywilizacyjny skok w XXI wiek?
Prawdopodobnie „fajnym” człowiekiem był „król Staś”. Był przecież mecenasem kultury i sztuki, dbał o szkolnictwo. Kiedyś na lekcji historii nauczyciel wyświetlił nam fragment filmu, w którym dzieci przenoszą się do czasów stanisławowskich i wdają się w rozmowę z władcą. Pada tam zdanie w stylu: „ Królu Ty jesteś taki super, ale czemu przyłączyłeś się do Targowicy?”. To jest w mojej opinii pewna esencja jego rządów. Stanisław August Poniatowski był tak miłym człowiekiem, że pozwolił, żeby nasi sąsiedzi podzielili między siebie ziemie Rzeczpospolitej. On również uważał, że w życiu najważniejsza jest miłość, więc stał się marionetką swojej kochanki carycy Katarzyny II. Dzisiaj nasi politycy pchają nas na siłę do „strefy euro”, która ma ogromne problemy. Czy jest to w naszym interesie? Politycy rządzącej partii twierdzą, że przede wszystkim powinniśmy być Europejczykami, że wzrost znaczenia Niemiec i jeszcze silniejsza integracja, jest tak naprawdę korzystna dla naszego kraju. Jeśli to prawda, to po co była II wojna światowa? Po co nasi przodkowie walczyli i ginęli na wszystkich jej frontach?
W pamięci szlachty pozytywnie zapisało się również panowanie „Sasów”. Wrażenie to było tak mocne, że w Konstytucji 3 maja Sejm Wielki chciał oddać Rzeczpospolitą w dziedziczne władanie ich krewnych z dynastii Wettinów. Jednak skutki panowania Augusta II i Augusta III były opłakane. Natomiast szlachta bawiła się w najlepsze. Za panowania obecnego rządu również najważniejsza jest dobra zabawa, czego mieliśmy przykład podczas Euro 2012, które pan premier był łaskaw określić najważniejszym wydarzeniem w historii naszego kraju.
Z rządzącymi powinno być tak samo, jak z dobrymi nauczycielami w szkole. Nie mają oni być naszymi kolegami, z którymi chcielibyśmy się napić piwa i pograć w piłkę. Oni mają realizować swoje zadanie, które polega na przekazaniu uczniom, jak największej wiedzy i egzekwowanie od swoich podopiecznych ich szkolnych obowiązków.
Żyjemy w świecie reality-show i programów typu „Top model”, czy „Tańca z gwiazdami”. Tam uczestnicy walczą o głosy widzów i próbują ukazać się właśnie jako ci „najfajniejsi z fajnych”. Wielu ludzi idących na wybory myśli chyba, że politycy właśnie startują w takim konkursie i nie wymagają od nich jakiegoś konkretnego programu, a jedynie, żeby nas „godnie” reprezentowali. Niczym Aleksander Kwaśniewski, który był tak „fajny”, że nie potrafił odmówić nikomu wypicia z nim kieliszka. Przez co zapominał, którędy wchodzi się do limuzyny. Do tego ma, tak wspaniałą żonę, za którą nie musieliśmy się wstydzić, gdy pojawiła się zagranicą, no i wiedziała jak się je bezę. Natomiast ludzie źle oceniają prezydenturę Lecha Kaczyńskiego, bo nie miał w sobie nic z celebryty. Co tam, że jako jedyny polski prezydent w III RP realizował naszą rację stanu. Co tam, że miał odwagę polecieć w trakcie wojny do gruzińskiej stolicy, gdy pewnie ci „fajni” politycy schowaliby się w tym momencie w Pałacu Prezydenckim pod kołdrą. Ważne, że był niski (nawiasem mówiąc był zaledwie o kilka centymetrów niższy od Aleksandra Kwaśniewskiego), mówił niewyraźnie i zdarzało mu się nie zauważyć dłoni doń wyciągniętej oraz nie zawsze dobrze wypadał w mediach, które zresztą były mu wyjątkowo nieprzychylne.
Czas najwyższy zrozumieć, że trzecia kadencja rządu, w którego składzie znajdzie się PO, będzie oznaczało wejście do „strefy euro” i jeszcze bliższą integrację z UE, co na pewno nie jest w interesie naszego kraju, a także całkowity upadek gospodarczy i kulturowy. Ci, którym dzisiaj jest dobrze, bo nader wszystko cenią sobie spokój, który zapewnia im rząd PO, a szczytem ich marzeń jest mieszkanie na trzydziestoletni kredyt oraz dziesięcioletni samochód również mogą za kilka lat obudzić się z „ręką w nocniku”. Podobne bolesne przebudzenie przeżyli Portugalczycy, Grecy, czy Hiszpanie, którzy nie tak dawno, podobnie, jak my dzisiaj byli przedstawiani, jako europejscy "prymusi"...

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

No właśnie, to chyba istota sprawy.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#356242