Drony

Obrazek użytkownika triarius
Blog

Jeszcze nie tak dawno, kiedy jakaś władza chciała komuś dać w dupę - ale w skali takiej nieco bardziej masowej, nie pojedynczej jednostce - to musiała tam posłać jakąś zgraję ludzi, którzy jakimś żelastwem, krótszym, dłuższym, osadzonym na kiju, albo nie, a czasem wysyłanym na niezbyt wielką odległość (albo kamieniami, czy inną terakotą), robili wrogowi kęsim i umożliwiali owej władzy zrealizowanie swojej woli.

Całkiem nie tak dawno temu zaczęło się to odbywać na wyraźnie większą odległość, ale o tyle się to nie zmieniło, że taka renesansowa armata była niewiele mniej niebezpieczna dla swej obsługi, niż dla wrogów... A nawet królom się to zdarzało - Jakub II Stuart, król Szkocji, zginął w 1460 wyniku wybuchu ukochanej armaty. Na polu bitwy zresztą, wtedy królowie brali w takich sprawach osobisty udział. Nie to co Rumpuje tego świata. Bombardowanie ludzi z paru tysięcy metrów wysokości było może bardziej "humanitarne", bo nie trzeba było ofiary oglądać i słuchać jej rzężenia, ale wciąż wymagało to masę odwagi.

Potem przyszły rakiety i to się znacznie zmieniło. Celność jednak była marna, leciało to w sumie tam, gdzie je wystrzelono i ew. zmiany kierunku były tylko marginalne. Teraz za to mamy (kto ma, ten ma) drony. Takie samolociki bez pilota, które sobie jakaś urzędniczka, ew. w mundurze, steruje jakimś joystickiem z jakiegoś biura, oglądając sobie co taki dron "widzi" na ekraniku, i zagryzając chrupki popijane colą.

A ten dron filmuje, szpieguje, robi zwiad, strzela, bombarduje i co tam jeszcze! (Oczywiście, już wcześniej próbowano wykorzystywać prymitywne roboty, sterowane najczęściej przewodowo, szkopy to robii np. w Powstaniu Warszawskim, ale to jednak był margines.)

Nie chcę tutaj tym razem o "tchórzowskich metodach walki", choć to ciekawy temat. Powiem tyle, że - oczywiście, pragnienie minimalizowania własnych strat, przy zmuszaniu przeciwnika, by nam wreszcie zrobił na rączkę - jeśli trzeba zabijając go masowo - samo w sobie nie jest wcale złę. Jednak, jak sądzę, takie coś na dłuższą metę się mści. Jak? A w ten sposób, że tworzy w nas przekonanie, iż można "zabijać nie będąc samemu zabijanym".

Co, jak to przekonująco wyłożył pewien amarykański historyk, pisząc o bitwie pod Maratonem (Hanson się chyba nazywa, musiałby sprawdzić, książka ma chyba w tytule hoplitów), "jest największym błędem, jaki można na polu bitwy popełnić". Przyznam, że parę lat mi zajęło, zanim pojąłem senst tego stwierdzenia, ale kiedy już, a do tego sporo od tamtego czasu poczytałem i nie tylko, to wyznaję, że wydaje mi się ono wyjątkowo trafne.

No dobra, a co robiła nasza droga władza, kiedy chciała dać w kość własnym... Powiedzmy - "obywatelom"? Upraszczając oczywiście znacznie w większości wypadków, bowiem "obywatel" to niejako z definicji jest właśnie władza, więc nie bardzo jest jak dawać mu w kość. A mówimy, przypominam, nie o jednym takim, który władzy podpadł, tylko o ich sporej grupie.

No więc, jak widzimy z historii, władza miała wtedy poważne problemy. Weźmy takiego Sullę, który mięczakiem nie był, na dowodzeniu się znał, miał doświadczonych i nie pieszczących się ani z sobą, ani z żadnym wrogiem, weteranów... A mimo to miał też poważne problemy z opanowaniem Rzymu - miasta znaczy - gdy mu wrogo nastawiona ludność kamienie z dachów na tych weteranów i jego czcigodną osobę rzucała. No a Pyrrus to wprost od dachówku rzuconej z dachu przez kobietę zginął.

Wynikało to z wielu czynników, wśród których nie najmniej ważne, to:

1. fakt, że uzbrojenie było w sumie wtedy tak proste, że cywile dysponowali środkami nie aż tak mniej skutecznymi, niż wojsko;

2. takie wojsko nie było zazwyczaj bardzo liczne (mówimy czasach sprzed masowego poboru w XIX w.), pod ręką władzy nie była go przeważnie wielka ilość - bo albo trzeba je było najpierw pracowicie i kosztownie zwerboweać, albo było gdzieś ulokowane daleko, np. przy granicy;

3. środki walki, nawet jeszcze w XIX w., były nadal tak proste, że wystarczyło zabarykadować uliczkę (a uliczki lubiły wtedy być wąskie), żeby nie można było nieposłusznego tłumu potraktować po prostu szarżującą konnicą... dopiero armaty polowe zrobiły tu w miarę istotną zmianę, i także w tym celu ulice zaczęły być długie i proste, a do tego szerokie;

4. w krajach Obozu Postępu to w ogóle budowano miasta bez ulic, co się zresztą do dzisiaj nie zmieniło... a czemu? a temu, że, jak mi to dawno, dawno tłumaczył mój ojciec, który z wielu względów znał się na tym, że czołgi bardzo nie lubią ulic, o czym się np. ruscy przekonali w Budapeszcie w '56;

5. no a kiedy ta siła, która miala na rzecz władzy tę niepokorną ludność pacyfikować, była nieco większa, to często istniała realna groźba, że siła ta zbrata się z niepokornym ludem i kęsim zrobi nie jemu, tylko właśnie władzy... co zdarzyło się w historii wiele razy, ze skutkiem czasem na skalę obalenia caratu i dojścia, po paru drobnych zawirowaniach, do władzy bolszewików;

Teraz jednak sprawa się istotnie zmieniła, bo także i do kwestii pilnowania i ew. pacyfikowania niepokornej ludności mamy (kto ma ten ma) drony. Różnego rodzaju, w bardzo szerokim znaczeniu - od wszechobecnych dzisiaj kamer, podłuchów i komórkowej lokalizacji ludzi, po różne cwane sposoby dawania ludziom w kość... O których zdobyciu ta ludność nie może dziś nawet marzyć, nie jak kiedyś.

Swego czasu, aby wiedzieć co się wśród ludu mówi, co się dzieje, i ew. knuje, czy wzbiera, trzeba było wysłać w jego środek szpicli, którzy by to wywęszyli. Kiedy szpicle dość poważną sprawę wywęszyli, posyłało się drabów, czy innych kozaków, którzy płazowali, strzelali i łapali, żeby można było powiesić, czy uśmiercić w jakiś bardziej budujący i ciekawy sposób.

Szpicle byli jednak cały czas zagrożeni. Draby zresztą też, bo przeważnie, skoro już trza było ich posłać, to lud musiał być niezbyt potulny. Draby, a i poniekąd szpicle, także były jednak, w pewnym istotnym sensie, z ludu... Więc też do końca pewne nie były. Wojsko było albo obce, najemne, nieliczne i kosztowne, a od ludu (jako obce i kosztowne) znienawidzone... Nawet od tego, który specjalnie knuć czy walczyć z władzą nie miał ochoty... Albo jednak też z ludu, a nawet przeważnie bardziej.

Teraz jednak sprawa się rozwiązała - mamy (w bardzo szerokim rozumieniu tego słowa) DRONY! Szpicli wysyłać nie trzeba, skoro każdy sam, z własnej woli, władzy informacji o sobie i wszystkim innym dostarcza - używając komórek, internetu, gadu-gadów, poczty onet.pl... Dając się filmować na ulicach, udzielając informacji ankieterom i urzędom... Mówiąc co myśli, albo pokazując, że nie myśli tego, co mówi... I tak dalej, i tak dalej.

Drabów móże być zaledwie garstka - wystarczy, by byli wyposażeni w odpowiednio potężną i dla ludu niedostępną broń, a za nimi stała moc... Cholera wie czego właściwie, ale najlepiej czegoś naprawdę wielkiego, globalno-sowieckiego i obrzydliwego. Tę garstkę można dość łatwo zwerbować z takich, którzy z ludem nic wspólnego nie mają i mieć nnie chcą, a wykonywanie rozkazów władzy - im bardziej brutalnych, tym lepiej! - sprawia im żywą przyjemność.

Ew. armia się za ludem nie ujmie, bo także, jeśli już doszło do tego, że musi być użyta, jest nieliczna i z ludem nie ma wiele wspólnego. To dzisiaj w coraz większym stopniu po prostu NAJEMNICY - niezależnie od tego, z jakiego kraju pochodzą.

Kiedyś, i wcale nie tak specjalnie dawno, kiedy lud się zbuntował, działo się naprawdę sporo. Weźmy liczne rewolucje w Paryżu - była tego naprawdę masa. Król, jeśli tam był, nie miał prawie nigdy wiele wojska, więc musiał uciekać, albo też wpadał w ręce wkurzonego ludu, który mu na głowę wkładał różne nietwarzowe czapki i wyczyniał brewerie. Odbywały się egzekucje, demonstracje, przeprowadzano zmiany w prawie... Zanim się to wszystko jakoś w końcu uspokoiło.

Po drodze - iluż to dostojników straciło życie, albo chociaż rozchorowało się ze strachu, który nie był wcale tylko urojony! Ile luksusów zniszczono, czy zrabowano - pałaców, mebli, ogrodów, powozów, dzieł sztuki! Co by tamta władza dała za to, by być od ludu jakoś szczelnie odgrodzona, by nim sterować, by go kontrolować, by go, od czasu do czasu, pomasakrować - ZDALNIE, bez zagrożenia dla samej siebie i ustalonego (najlepszego z możliwych, jak zawsze i od Boga, choćby świeckego, ustalonego) PORZĄDKU!

A dzisiaj co? Dzisiaj władza to ma i w dużej mierze dzięki dronom (w szerokim sensie). Lud - gdyby mu nawet nie wystarczyły morały serwowne w telewizjach, czy delikatne popychanie we właściwą stronę na Facebookach tego świata - jest cały czas pod kontrolą, a w razie czego, można mu dać w kość tak, jak Sulli w najśmielszych marzeniach się nie śniło. Choćby odcinając do takiego zbuntowanego milionowego miasta import żywności z Chin, czy skądśtm. Albo, powiedzmy, prąd.

Kiedy ten lud nawte już się zbuntuje i nie zostanie od razu spacyfikowany, to co on tak naprawdę osiągnie? Czy da popalić jakimś istotnym przedstawicielom władzy? Jakim niby? Kamerom na każdych dziesięciu metrach ulicy? Ależ lud nawet nie zdąży ich zlokalizować! Szpiclom i drabom? Wątpliwe, ale jeśli nawet, to niewielu...

Zresztą szpicle i draby to nie jest, mimo wszystko, Klasa Wyższa, której taka typowa ludowa ruchawka w ogóle nie dotknie, bo ta siedzi sobie (klasa znaczy, nie ruchawka) w pilnie strzeżonych (kamery też!) osiedlach i apartamentowcach, ma z pewnością schrony i masę żarcia, a jak coś, to możliwość wiania za granicę i szykowania ludowi rzezi...

Choćby w postaci "procesów" o "zbrodnie przeciw Ludzkości, ach!", które to władza, jeśli jest właściwą Władzą, ma się rozumieć, zawsze wygra. No bo antysemici i faszyści, jak każdy wie, nie mają praw. I w ogóle. No kto niby ustala, który to faszysta, który zaś antysemita? Jeśli nie władza właśnie. Ta właściwa, ma się rozumieć.

Tak że, na koniec chciałbym przypomnieć własne genialne stwierdzenie, iż: "Wszelkie dotychczasowe totalitaryzmy, bez baz danych, GPS'ów i mikrokamer, to była tylko wstępna gra miłosna". I rzucić parę przewidywań na przyszłość, w największym już skrócie. Jak to, że teraz b. szybko będzie tworzony podział na Uberklasę i Unterklassę, a tej pierwszej żadna normalna ruchawka nie będzie praktycznie miała szansy ruszyć, bo tak będzie ona zabezpieczona i ludu odseparowana.

Oraz drugie, że władza, kiedy poczuje zagrożenie - co akurat poniekąd teraz ma miejsce, bo Unia przeżywa coraz większe problemy, a ta władza, o której mówimy, to w dużym stopniu właśnie Unia, choć nie wyłącznie ona - będzie, logicznie i sensownie (z jej punktu widzenia), dążyć do jeszcze szybszego rozkładu i anarchizacji życia tej Unterklass, czyli ludu.

Bo wtedy jakakolwiek szansa na stworzenie wśród ludu (Unterklass) jakiejkolwiek alternatywy - która by choćby zapewniła żarcie dla tego miasta pozbawionego importu z Chin - jeszcze się ogromnie zmniejszy. I w końcu wszystko będzie musiało wrócić do "normy" - lud do jarzma, władza do władzy, kat z pomocnikami do swojej roboty.

To by było na razie tyle, reszta ew. interaktywnie, gdyby się wywiązała pod tym jakaś dyskusja, czy coś.

No i jeszcze możecie sobie przeczytać to, jako uzupełnienie: http://blogmedia24.pl/node/47738. Naprawdę warto.

triarius
---------------------------------------------------
Czy odstawiłeś już leminga od piersi?

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

i chyba niedługo wrzucę to na youtube ;)))

___________________________
jam... z tego, co mnie boli

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

___________________________
jam... z tego, co mnie boli

#154501

Niech zgadnę... "Terminatora"? ;)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pozdrawiam
**********
Niepoprawni: "pro publico bono".

#154504

pracuję właśnie nad w miarę logicznym scenariuszem, mającym umocowanie w naszej bolandyjskiej niedorzeczności ;)))

___________________________
jam... z tego, co mnie boli

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

___________________________
jam... z tego, co mnie boli

#155104

A mnie się "rymły" w skojarzeniu, te właśnie słowa, gdyż każde z nich ma w sobie według mnie taką cząstkę, którą można by sklonować, zmodyfikować i użyć do zbudowania ciekawego modułu myślowego w temacie oczywiście tego posta, ale i nie tylko...

Przypomniał mi się jeden kawał bazujący na takim myśleniu, a działo się to gdzieś w okolicach I wojny , a więc:

Idzie sobie drogą przez wieś Żyd ,załóżmy Icek, pogwizdując z przewieszonym przez ramię karabinem, odprowadzanym szczekaniem psów zza płotów, z którego sobie nic nie robi , bo i po co.
Zza któregoś słyszy wołanie: Icek a gdzież ty idziesz z tym karabinem? A Icek dziarsko: Jak to gdzie? A ide se na wojne..pada drugie- A po cóż ty idziesz na tą wojne? Icek: Jak to po co?, zabije dwóch,trzech i przyjde do domu.. Icek, a jak ciebie ktoś zabije? Mnie? - a ja co komu winien.

Czyż ten stary kawał nie jest zbieżny myślowo z dzisiejszą taktyką załatwiania sporów w zakresie wprowadzania demokracji na zasadzie: kto silniejszy, ten mądrzejszy.

Ślę świąteczne pozdrowienia.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

komar

#154512

... mi dał 9! ;-)

(O ile to nie było tylko 8.)

Pzdrwm
triarius
-----------------------------------------------------
http://triarius.pl - mój prywatny blogasek
http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pzdrwm

triarius

-----------------------------------------------------

http://bez-owijania.blogspot.com/ - mój prywatny blogasek

http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

#154514

dobrze rozpoznany problem. Zastanawiam się nad tym od lat jako inżynier i wspólodpowiedziałny (po troszę tak jak naukowcy odpowiedziałni z abombę atomową). Można by się pochlastać ze smutku i be-znadziei. Ja bym jednak zachęcał do myślenia/dyskusjii co z tym zrobić. W tej ewolucji, która opisałeś jest też drugi, wątek. Na każdą broń znalazła się tarcza.

"Nie ma takiej rury co by jej nie można odetkać" (lub może rozerwać jak nam nie odpowiada jej istnienie). W przypadku tematu dronów jest to problem trudny i wymagający podejścia rownie kompleksowego jak i organizacja calego tego systemu dronów... Ciężka sprawa. Może spróbować erozji?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#154554

ludzkości nie różniły się w sposób zasadniczy. Jednak tym razem, waaaadza ma coś, czego w poprzednich wiekach nie było. Tym czymś jest elektronika. Oczywiście w powijakach, bo to raptem kilkadziesiąt lat istnienia tranzystora, ale wystarczająco skomplikowana, żeby zaprząc ją do totalnej inwigilacji społeczeństwa. Tak naprawdę przeciętny Kowalski(a) nie ma świadomości o drugiej(a możę pierwszej) funkcji karty do bankomatu, telefonu komórkowego czy dokumentów z tz. chipami. Wszechobecne kamery, GPS-y i co najważniejsze KOMPUTERY. Komputery umożliwiają analizę miliardów danych w czasie rzeczywistym. Komputer, satelita i chip to wymarzone narzędzia dla stworzenia NWO. No właśnie i tu dochodzimy do kwestii oporu i ew. walki. Tak jak zauważył bu-dzin jest to skomplikowana sprawa. Ale bu-dzin jest optymistą, coś mówi o rurze i odetkaniu. Ja takim optymistą nie jestem, ale zawsze mówiłem, że na elektronikę jest elektronika. Ale co będzie jak władza wprowadzi ścisłą reglamentację na szkolenie elektroników i informatyków? To jest naprawdę do zrobienia, vide- co się dzieje z naszym szkolnictwem. Czyli erozja może być mocno problematyczna, przynajmniej w tym obszarze. Ale rozumiem że bu-dzin ma na myśli erozję na wielu poziomach. Oczywiście może jeszcze dojść do erozji innego rodzaju (skąd my to znamy), czyli zaczyna się ruchawka w łonie samych rządzących. Odpowiednia socjotechnika i lemingi uwierzą, że to za ich sprawą, następują rewolucyjne zmiany i "nowi" nie uwikłani ludzie zaczynają budować świetlaną przyszłość. Taaaaa... tu można powtórzyć za bu-dzinem: -ciężka sprawa.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#154590

każdy totalitaryzm topił się finalnie we własnych ekskrementach.

My Polacy na czasy spokoju i solidarnego budowania jesteśmy beznadziejni, ale z racji skłonności do anarchii "wyssanej z mlekiem matki" jesteśmy rewelacyjni w demolce wszelakich systemów

Pomozecie? pomożemy! i nieudaczny twór zwany UE dobijemy zaczynając od donisława i bul-bronkosława na rodzimym podwórku!!

pozdrawiam serdecznie :)

"Nie odzywając się w towarzystwie ryzykujesz uznanie za głupka, odzywając się rozwiejesz wszelkie wątpliwości" O. Wilde

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, a*ldd meg a Magyart

#154592

Wdzięczny temat i potraktowany z właściwą mu atencją. Wątpię jednak by nawet tak barwna interpretacja trafiła do wyobraźni "uśpionych".
Dramat i krzyk podniesie się wówczas gdy już skutecznie będą ubezwłasnowolnieni. Ale i krzyki zostaną zagłuszone przez opłacaną zgraję, wobec czego pozostanie milczenie i wyciąganie szyi pod chomąto.
Takie są uboczne skutki pozostawania w hipnozie. Tylko co to kogo dziś obchodzi skoro już za chwileczkę, już za momencik kołowrót mendialny zacznie się kręcić. Utwierdzając w "jedynie słusznych poglądach", wyznaczając "tryndy" w modzie i (..myśleniu?!). Póki co, to "browary" w dłoń i kiełbacha na ruszt. Bo kto wie co będzie jutro (ale koń ma duży łeb, niech się martwi) :(/.

pozdrawiam pełną dychą
W. red

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

W. red

#154581

Witaj,
tekst dobry ze względu na umiejscowienia go w kontekście historycznym, trudnym do podważenia. To zaledwie wierzchołek góry lodowej, a naprawdę nie jestem "wyznawcą" teorii spiskowych. Bo to żaden spisek, tak się zarządza zasobami ludzkimi.

Pozdrawiam

jwp

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

jwp - Ja też potrafię w mordę bić. Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ? Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

#154625