Ukraina - dymisja ministra obrony i nadchodzące wybory

Obrazek użytkownika elig
Świat

   Wczoraj /12.10.2014/ dowiedzieliśmy się o dymisji ministra obrony Ukrainy Wałerija Hełeteja.  Jej przyczyn nie podano.  Moim zdaniem, nie było to potrzebne.  Regularna armia ukraińska skompromitowała się podczas walk w Donbasie.  Można się dziwić, czemu zwlekano tak długo z tą zmianą. 



  Dziś w portalu Wpolityce.pl ukazal się artykuł "Rosja wycofuje wojska ze wschodniej Ukrainy, a przerzuca najemników. Kijów zmienia MON"  /TUTAJ/.  Okazuje się, że następcą Hełeteja ma być generał pułkownik Stepan Połtorak, który dowodził przedtem Gwardią Narodową, podległą MSW.  Mimo, że miała ona charakter pospolitego ruszenia, to sprawdziła się w boju, usuwając Rosjan z mniej wiecej 60% terenów, jakie zajmowali oni w maju 2014, z miastem Słowiańskiem włącznie.



  Gdy czytałam te wieści, przypomniał mi się artykuł znanego korespondenta wojennego Marka Franchetti p.t. "Ukraina bez broni i amunicji. Co sie stało z zapasami, ktore zalegały w magazynach?", opublikowany miesiąc temu w weekendowym wydaniu dziennika "Polska"'  /TUTAJ/.  Wyjaśnił on, dlaczego Ukrainie brakuje broni:



  "Po rozpadzie imperium radzieckiego i uzyskaniu niepodległości w magazynach ukraińskich były ogromne zapasy uzbrojenia i amunicji warte kilkadziesiąt miliardów dolarów. O zapasach amunicji artyleryjskiej Kijowa mówiono, że są jeśli nie największe, to jedne z największych na świecie. To przecież nie wyparowało. 



Część tego arsenału trafiła na czarny rynek, handlarze śmiercią zyskali w ukraińskich wojskowych biznesowych wspólników. W obawie przed możliwością trafienia w niepowołane ręce broni jądrowej Ukraina w zamian za zachodnie gwarancje jej integralności pozbyła się najgroźniejszych rodzajów broni. Ale ta konwencjonalna broń, czołgi, rakiety, karabiny pozostały, trzymane w magazynach pod niezbyt czujną strażą. (...)



  Do dziś ukraińskie zakłady zbrojeniowe ulokowane na wschodzie kraju pracują pełną parą i - jak opisywał "Washington Post" - ich produkcja kierowana jest do... Rosji. Dzieje się tak mimo napięcia, wrogości na linii Moskwa - Kijów. Te zakłady były elementem ogromnego radzieckiego kompleksu zbrojeniowego, bez rynku rosyjskiego by padły.



  Zachodnie szacunki wspominały o kilkunastu tysiącach systemów artyleryjskich, dziesięciu tysiącach wozów opancerzonych i podobnej liczbie czołgów, jakie znajdowały się w roku 1991, na początku ukraińskiej niepodległości, w tamtejszych magazynach. Było tam również inne uzbrojenie, które wyciekało do nielegalnych handlarzy bronią.



 Pełnymi garściami korzystał z tego "źródła zaopatrzenia" najsłynniejszy rosyjski handlarz bronią Wiktor But, który w wyniku koronkowej operacji amerykańskich służb specjalnych został najpierw pojmany w Tajlandii, potem wydany Amerykanom i dwa lata temu za nielegalny handel skazano go w Nowym Jorku na 25 lat więzienia i kilkanaście milionów dolarów grzywny. 



Ukraińskie magazyny z bronią, dzięki kontaktom Buta, byłego oficera radzieckich służb specjalnych, stały otworem. Zarabiał on i skorumpowani ukraińscy oficerowie.".



  Wszystko jest więc jasne.  Armia ukraińska jest tak skorumpowana, że sprzedała "na lewo" prawie całe swoje uzbrojenie.  Nic więc dziwnego, że nowy minister będzie z MSW.  Wydaje się natomiast , że Putinowi zaczynają dokuczać sankcje Zachodu.  W linkowanym powyżej artykule portalu Wpolityce.pl jest wiadomość o tym, iż:



  "W weekend polecenie wycofania wojsk rosyjskich przebywających na poligonach w obwodzie rostowskim, przy granicy z Ukrainą, wydał prezydent Rosji Władimir Putin.



Jednostki wojskowe Federacji Rosyjskiej, które znajdowały się na terytorium Ukrainy (…) wyruszają w kierunku odwrotnym (do Rosji) i wracają do miejsc stałego stacjonowania



— powiedział rzecznik RBNiO Andrij Łysenko na konferencji prasowej w Kijowie. (...) Putin wydał polecenie wycofania wojsk Rosji do ich baz po sobotniej naradzie z członkami Rady Bezpieczeństwa FR, podczas której omówiono sytuacje na Ukrainie: chodzi o 17,6 tys. żołnierzy, którzy latem przechodzili przeszkolenie na poligonach obwodu rostowskiego - podał sekretarz prasowy prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow (...)



  Putin ogłosił swoją decyzję na kilka dni przed podróżą do Mediolanu, gdzie 16-17 października weźmie udział w szczycie Azja-Europa (ASEM). Prezydent Rosji spotka się tam z prezydentem Ukrainy Petrem Poroszenką, a także liderami innych państw, wśród których prawdopodobnie będą kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent Francji Francois Hollande.".



  Tyle o sprawach militarnych.  Najważniejsze jednak mogą być wybory parlamentarne, które odbędą się 26 października 2014, a więc za niecałe dwa tygodnie.  Portal Money.pl poinformował o najnowszych sondażach ukraińskich osrodków badania opinii publicznej  /TUTAJ/:



  "W obu sondażach najwięcej respondentów deklaruje poparcie dla Bloku prezydenta Petra Poroszenki. Zgodnie z sondażem GfK Ukraine na Blok chce głosować 29,9 proc. respondentów, jeszcze wyższy wynik - 39,8 proc. - Blok otrzymał w sondażu Socjalnego Monitoringu.



Na drugim miejscu w badaniu GFk Ukraine znalazła się Batkiwszczyna byłej premier Julii Tymoszenko z poparciem w wysokości 8,7 proc., a na kolejnych: Radykalna Partia niezrzeszonego deputowanego Ołeha Laszki (7,6 proc), Postawa Obywatelska byłego ministra obrony Anatolija Hrycenki (7,3 proc.) oraz Front Ludowy premiera Arsenija Jaceniuka (7 proc.). Obok Bloku Poroszenki tylko te partie według prognoz GfK Ukraine mają szanse na pokonanie 5-procentowego progu wyborczego.



 Natomiast według badania Socjalnego Monitoringu partia Laszki jest na drugim miejscu i może uzyskać nawet 11,2 proc. głosów. Na trzecim jest Front Ludowy (10,4 proc.), a partia Tymoszenko może liczyć na 5,9 proc. głosów. Poparcie dla Postawy Obywatelskiej wynosi 5,2 procent. Ponadto według sondażu Socjalnego Monitoringu do parlamentu wejdzie nacjonalistyczna Swoboda (5,2 proc.) i partia Silna Ukraina (5,1 proc.).".



  Oba sondaże ogłoszono 10.10. 2014.  Szczególnie charakterystyczna jest w nich słabość ugrupowań nacjonalistycznych.  Według GfK Ukraine mają one w ogóle nie wejść do parlamentu, a według Socjalnego Monitoringu mogą w sumie liczyć na mniej niż 10,5% głosów.  Widać więc, że cała ta gadanina o "banderowcach" była tylko wytworem rosyjskiej propagandy. 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.6 (głosów:7)

Komentarze

Ukraincom, to jak sprzedac ruskim, to byli tu tacy co mowili, ze ja agent, defetysta, nie wiem co mowie, itp. 

Pod stol i odszczekiwac a nie pisac.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-2

Bogdan

#1445528

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
-1
#1445583