LATAJ JAK ORZEŁ LĄDUJ JAK WRONA!!!

Obrazek użytkownika szczurbiurowy
Kraj

Byłem na spacerze z psami w lesie niedaleko naszego osiedla. Mieszkamy pod ścieżką podejścia do Okęcia, od południa. Lądujące samoloty to widok codzienny i zwykły - na wysokości 400-500 metrów przelatują nad nami, w nocy reflektory rożświetlają ciemności, przesuwają się przez chmury, mgły, w dzień można rozpoznać linie lotnicze, fioletowawy Wizzair, Lot niebieski. Przez te dziesięć lat od czasu jak tu mieszkamy, to ładne parę tysięcy ludzi przeleciało nad naszym osiedlem, w większej i mniejszej odległości. A jak ja wracam skądś, to wiem, że gdy samolot zaczyna podchodzenie na lotnisko, to gdzieś tam przy przechyleniu na skrzydło, te 500 metrów w dole jest mój dom. Cholera, potem jest póltorej godziny jazdy z lotniska, żeby przebić sie przez korki. Właściwie powinienem wyskakiwać przed lotniskiem, byłoby bliżej.

A więc byłem z psami w lesie i słyszałem samolot. Leciał w przeciwną stronę niż samoloty zwykle latają nad nami - nadlatywał od strony Okęcia, to było niezwykłe. Nagle zdałem sobie sprawę, że ten sam dźwiek słyszłem parę minut temu, gdy wychodziłem z domu, a więc ponownie samolot powinien pojawić się w okolicy później, za krótki ten odstęp. Spojrzałem w górę, i zobaczyłm całkiem nisko tego boeinga, leciał niżej niż zwykle, nie 500, ale może 300 metrów nad ziemią. I leciał wolniej niż zwykle. Pomyślałem, że musiąło coś się stać, więc śledząc między drzewami, aż zniknie, sięgnąłęm do kieszeni po telefon i włączyłem przeglądarkę internetową. Na Onecie nic nie było, news był o wojnie Meksyku z narkotykami. Ale czułem, że coś nie tak jest z tym samolotem. I jakoś empatycznie odczułem tę panikę, stres ludzi na pokładzie samolotu?
Poszliśmy dalej. Psy myszkowały w zaroślach, aż nagle usłyszłem go znowu. Leciał tak samo powoli, tylko teraz w przeciwną stronę - czyli teraz nadlatywał z południa. Znowu był nisko i bardzo powoli przesuwał się po niebie. Poprzednio widziałem go z dołu, bo leciał prawie pionowo nade mną. Teraz - zobaczyłem go nad drzewami w poziomie. Stałem nad wzniesieniu z niskmi zaroślami, horyzont był widoczny. I samolot przelatywał powoli, a widok ten przypominał mi jakiś obraz, wzajemne proporcje ogona, steru kierunku i kadłuba - co to mogło być? I niski dźwięk silnika. I to niejasne uczucie, jakiegoś nieszcześcia, które wisiało w powietrzu, które było związane z tą maszyną...
Potem samolot zniknął. Ucichł. I nie pojawił się żaden inny - czyli lotnisko zostało zamknięte. Musiało się coś stać.
Wróciłem do domu, usiadłem do komputera i na S24 przeczytałm info od redaktora.
I nagle uświadomiłem sobie, ze te skojarzenie Boeinga lecącego do awaryjnego lądowania, to skojarzenie na tym wzgórzu, powolne przesuwanie się na tle lekko zamglonego nieba przypomniało mi ten widok, wielokrotnie oglądany  internecie, gdy szukałem ikonografii o nalotach dywanowych na Niemcy. 
Coś wspólnego było w tych kształtach. Może dlatego, że to jest ten sam producent. A może dlatego, że post factum odczułem, że dla kapitana Wrony ten lot stał się lotem bojowym, gdy idzie o życie.

 

Dziś Wszystkich Świętych. Na Powązkach leży inny lotnik - kapitan Protasiuk. On nie miał takiej dobrej pogody jak dzisiaj, nie miał asysty polskich F16, nie miał straży pożarnej wzdłuż pasa. Miał ruskiego kontrolera w baraku na nieczynnym lotnisku i mgłę. Pomyślmy o kapitanie Protasiuku dzisiaj. 

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

http://www.foturysta.pl

Bardzo się cieszę, że udalo im się szczęśliwie wylądować. Odczułem wielką ulgę. Bałem się choć nikt z bliskich ani znajomych nim nie leciał. Dzięki Bogu wszystko odbyło się sprawnie.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#196125

   nad duszą śp.kapitana Protasiuka.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#196136

Dziesiątka - chociaż należałoby się więcej, zwłaszcza za ten ostatni akapit o kpt. Protasiuku. Dobrze, że o nim pamiętamy, i o tym, w jak diametralnie innym był otoczeniu.

Akurat byłam o tej porze w tej części Warszawy, chociaż nie pod ścieżką podejścia. Boeinga nie widziałam, ale widziałam przelatujące F-16.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#196145

Odnoszac sie do tytulu,powiedzialbym,ze to zaden bohater,tylko ryzykant.Kiedy po starcie i 30 min. wiedzial,ze hydraulika jest uszkodzona,powinien natychmiast wracac i ladowac.Jeszcze bardziej narazil tym wszystkich pasazerow na SMIERC,lecac kilka godz. przez Atlantyk.I to ma byc pilot odpowiedzialny?
Pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

someone

#196169

Ględzisz głupoty.
Tak miało być. Może jakby zawrócił i próbował lądować tam gdzieś, gdzie może czekała na nich ŚMIERĆ ? ! I rozpirzyli by się w drobny mak ? ? ?
Wszyscy i nikt by nie przeżył lądowania ?
Nad nami KTOŚ CZUWA . Nie wypadliśmy ( przepraszam ) sroce spod ogona.
A że CZUWA, to wiem na własnym przykładzie bo kiedyś zdarzyło mi się przysnąć za kierownicą w samochodzie.
Na amerykańskiej autostradzie. Tu się jeździ szybko. Po przebudzeniu na liczniku miałem około 80 Mil na godzinę.
No a przed przebudzeniem miałem sen. Nie wiem jak długi sen. ( zapamiętany choć nigdy nic nie pamiętam ze śnienia )
Zjechałem bezpiecznie na najbliższym zjeździe i przespałem sobie trzy godzinki. A później cały i zdrowy dojechałem do domu, który od tamtego miejsca mojego snu i przebudzenia był dość daleko. Kilka godzin jazdy.....
Więc nie gadaj głupot o zawracaniu i odpowiedzialności.

LATAJ JAK ORZEŁ, LĄDUJ JAK WRONA ! ! !.....

I to byłoby na tyle.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#196203

Według oficjalnych informacji samoloty pokazane na zdjęciu nie brały udziału w nalotach dywanowych na europejskim teatrze działań. Jeśli autor ma wiarygodne informacje na temat takiego użycia, to chętnie je zobaczę.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#196262

Napisałem, że szukałem ikonografii dot. nalotów na Niemcy, a nie, że B-29 bombardowały Niemcy. Czy myśli Pan, że nie wiem jakiego samolotu zdjęcie zamieściłem?
B29 bombardowały Japonię w 1944-1945 roku, szczególnie bombami zapalającymi.
Pozdrawiam

Szczur Biurowy

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Maciej Świrski

#196868