Kto zrobi rewolucję, no kto?

Obrazek użytkownika szczurbiurowy
Kraj

Igor wywołuje debatę na temat demografii na S24, chociaż myślę, że tu nie debata potrzebna, ale rewolucja. Rewolucja polegająca na całkowitym przewrocie, całkowitej zmianie paradygmatu jaki obowiązuje w państwie polskim, paradygmatu, który jest głównym sprawcą zła, które się dzieje w Polsce od lat prawie 90, jeśli nie wcześniej.

Ten paradygmat to przekonanie ludzi będących u władzy, że państwu ma się coś opłacać. Że jeśli publiczne (czytaj – państwowe) pieniądze zostaną na coś wyłożone (na autostrady, ośrodek zdrowia, agencję prasową albo szkołę) to pieniądze mają się jakoś ZWRÓCIĆ, zupełnie jakby państwo było przedsiębiorcą, inwestującym prywatne pieniądze w jakiś biznes, i jako ten przedsiębiorca – oczekuje zwrotu na inwestycji. ROI – return of investment.

Oczywiście, w takim operacyjnym myśleniu, w bieżącym zarządzaniu, myślenie w kategoriach biznesowych jest tak jakby automatyczne. Jednakże politycy wybrani (tu znak zapytania – czy rzeczywiście wybrani? - do rządzenia przez obywateli) powinni się kierować innymi przesłankami niż biznesowy utylitaryzm, który w wydaniu państwowym jest urzędniczym utylitaryzmem.

Otóż nie – przedstawiciel państwa w podejmowaniu decyzji nie ma się kierować kryterium opłacalności, ale kryterium pomocniczości. Czyli nie zadawać pytanie „czy to się opłaca (państwu)?, ale „czy dzięki tej decyzji obywatele będą mogli realizować swoje cele życiowe?” innymi słowy: „czy obywatele będą szczęśliwi?”. Niezrozumienie, zanegowanie tego kryterium jest, jak napisałem, główną przyczyną zła, które dzieje się w Polsce.

Zauważcie drodzy Czytelnicy, że konsekwencją stosowania w decyzjach władzy publicznej kryterium opłacalności jest ograniczanie swobody decyzji obywateli, ich suwerenności w podejmowaniu decyzji, czyli niewolnictwo. Prosty przykład – ponieważ władzy publicznej „nie opłacało się” przez całe lata w Polsce wybudować sieci autostrad, to obywatele podejmują decyzje życiowe co do osiedlenia się nie według kryterium własnych celów życiowych i chęci przebywania w jakimś miejscu w którym im się podoba, lecz w oparciu o kryterium łatwości dojazdu do pracy, szkoły itd., co wcale nie musi pokrywać się z celami życiowymi. To samo dotyczy szkół – likwidacja małych szkół na wsiach (bo „nie opłaca się” ich utrzymywanie) daje w konsekwencji zawężenie kryterium osiedlenia się albo szans wykształcenia, albo w końcu – ucieczkę z danej miejscowości, ze względu na brak dostępu do oświaty. Nie mówiąc o spadku wartości nieruchomości, co zaobserwowano po likwidacji szkół w wielu miejscowościach.

A więc to kryterium opłacalności, utylitaryzm urzędniczy rzuca się złowrogim cieniem na życie Polaków. A przecież w Konstytucji mamy zapis o pomocniczości państwa. O czym, jak nie o braku tej pomocniczości mówimy wyżej?

To samo dotyczy spraw demograficznych. Premierowi Tuskowi jakiś czas temu wypsnęło się, że „państwu nie opłacają się rodziny wielodzietne”. Posiadanie potomstwa jest głównym czynnikiem dobrostanu ludzi, póki co, póki politpoprawność w Polsce do końca nie zatryumfuje. I to, że utylitaryzm urzędniczy w Polsce obowiązuje, a państwu „nie opłaca się” wspierać rodzin, że polityka państwa jest wprost wroga wielodzietności – ta sytuacja jest oczywiście sprzeczna z Konstytucją. Tylko, że myślenie utylitarystyczne tak przeżarło mózgi polityków w Polsce, że spojrzenie przeciwne, wspierające rodziny i obywateli w ich dążeniu do szczęścia jest traktowane jak szkodnictwo, woluntaryzm i trwonienie publicznego grosza.

Wiem o czym piszę. Mam czworo dzieci, troje jest już dorosłych. Najstarsza córka jest rówieśniczką III RP – urodziła się w marcu 1989 roku. I jako najpierw młody, a potem coraz starszy i coraz bardziej doświadczony ojciec, miałem nadzieję, najpierw na podatek prorodzinny, potem na to wspólne rozliczanie się z dziećmi – cały czas mając świadomość, że jako rodzice płacimy wyższe podatki, bo po prostu więcej kupujemy niż rodzina z jednym dzieckiem. I od początku naszego rodzicielstwa w wolnej Polsce, zawsze te nasze nadzieje były mrzonkami, bo państwu „nie opłacało się” wesprzeć rodziców. A potem okazało się, że „nie opłacało się” prowadzić przyzwoitych szkół, wobec czego nie dość, że płaciliśmy podatki na szkolnictwo, to jeszcze opłacaliśmy szkoły społeczne.

A teraz już niczego jako rodzice od tego wrogiego rodzicom państwa nie chcemy, bo wiemy, że to nie jest żadna pomyłka, tylko system – posiadanie dzieci jest dla III RP dodatkowym przychodem w podatkach. Małym, bo małym, ale zawsze. A państwu „nie opłaca się” wesprzeć rodzin, bo myślenie urzędnika nie jest długofalowe. On myśli do najbliższego spinania budżetu.

I dlatego III RP czeka klęska cywilizacyjna. Będzie to kraj starców, a młodzi wyjadą rodzić swoje dzieci do Anglii albo Francji.

Chyba że się opamiętamy jako naród. Ale najpierw musimy odrzucić doktrynę utylitaryzmu, a to wymaga całkowitego przewrotu w myśleniu.

Kto ma tego dokonać?

No kto?

- - - Zapraszam do subskrypcji mojego newslettera. Info o nowościach, tekstach i filmach. 

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Bo czy zachodzi ta opłacalność państwa (cokolwiek to znaczy)?
Rządzący powinni zabiegać właśnie o to, by obywatele "mogli realizować swoje cele życiowe", by obywatele byli szczęśliwi. Bo to państwo jest dla obywateli, nie obywatele dla państwa. Z założenia, w teorii.
A jak jest w praktyce? Na czym zależy rządzącym? Czy suweren państwa (czyli naród, obywatele) ma coś do powiedzenia w kwestii zarządzania SWOIM państwem?

Kim są rządzący Polską i jakie mają cele? - oto jest pytanie.

______________________________________________

Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

 
______________________________________________
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart

#267823

[quote]nie ma się kierować kryterium opłacalności, ale kryterium pomocniczości. Czyli nie zadawać pytanie „czy to się opłaca (państwu)?, ale „czy dzięki tej decyzji obywatele będą mogli realizować swoje cele życiowe?”[/quote]

zależy. W przypadku dróg, szkolnictwa, służb etc. owszem, oczywiście w ramach konkretnego budżetu. W przypadku zakładów pracy czy urzędów jakowyś jak najbardziej państwo powinno się kierować kryterium opłacalności. Obecnie w biurach i zakładach państwowych jest zdecydowanie za dużo ludzi zatrudnionych

a jako wolnorynkowiec chyba odejdę od swojej linii i powiem: Jeśli masz czwórkę dzieci (tzn. czas przeszły, kiedy były niepełnoletnie), to jak najbardziej powinieneś otrzymać od państwa wsparcie, zwłaszcza że obecnie mamy coraz mniejszy wskaźnik urodzeń

[quote]To samo dotyczy spraw demograficznych. Premierowi Tuskowi jakiś czas temu wypsnęło się, że „państwu nie opłacają się rodziny wielodzietne”. [/quote]

słyszałem to. Ciekawe, że sam ma dwójkę dzieci..

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Dominik Cwikła

#267840

Wszyscy równi wobec prawa .

Od tego trzeba zacząć .

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#267936