Młot na czarownice czyli SM vs. wrzask funkcjonariuszy

Obrazek użytkownika szczurbiurowy
Kraj

Cóż to takiego to SM? Ano pierwsze litery angielskich słów „scientific methodology”.
Gdy słucha się medialnych wrzasków funkcjonariuszy propagandy, które ostatnio rozlegają się intensywniej ze zrozumiałych względów, to należy sobie zadać pytanie, czy aby ci dziennikarze, i dziennikarki, co to nawet publikują naukowo, jak wyraził się był wielce szanowny Pan Redaktor Kacprzak w rozmowie z prof. Cieszewskim – czy aby te osoby z frontu medialnego wiedzą w ogóle na czym polega badanie naukowe, na czym polega metodologia badan naukowych i czy w ogóle mają pojęcie o dziedzinie w jakiej zabierają głos. Bo aż wydaje się nieprawdopodobne, żeby absolwenci studiów wyższych aż tak nie zdawali sobie sprawy z tego czym jest metoda naukowa, na czym polega dyskusja naukowa i co jest kryterium oceny czy dana hipoteza jest prawdziwa, czy nie.
Otóż to co wczoraj zaprezentował red. Kacprzak w wywiadzie z profesorem Cieszewskim pokazało dokładnie tę bolączkę polskiego dziennikarstwa (używam tego słowa tak jak używa się słowa „nauczycielstwo” czyli pewien „stan zawodowy”, wielka grupa ludzi mających pewne wspólne cechy, a nie „dziennikarstwo” jako zawód), a więc bolączkę polskiego dziennikarstwa polegającą na autorytatywne zabieranie głosu w dziedzinach na który mają do powiedzenia niewiele albo w ogóle nic. Co więcej – próbują recenzować specjalistów i wytykać im błędy czy też niekompetencję. Dziennikarz oczywiście powinien – zwłaszcza prowadząc wywiad – rozmawiać tak, aby pokazać co ma (lub nie ma) do powiedzenia rozmówca, jakim jest człowiekiem, albo też czy to co robi jakie ma znaczenie dla społeczności, ogółu. Natomiast w przypadku wywiadu Kacprzaka z Cieszewskim mieliśmy do czynienia ze stałą metodą polskiego dziennikarstwa – próba dyskredytacji poprzez chwytanie za słowa i wydobywanie pozornych sprzeczności w wypowiedzi rozmówcy – nie na darmo prof. Cieszewski wspomniał o Schopenhauerze i jego książce o erystyce w kontekście zachowania Kacprzaka.
Cały ten program był dokładną ilustracją choroby toczącej polskojęzyczne media. Symptomy tej choroby to brak merytoryczności, manipulacja znaczeniem słów (co w tej rozmowie prowadzącemu się nie udało, ponieważ prof. Cieszewski nie zachowywał się potulnie jak do tego się przyzwyczaili medialni funkcjonariusze tylko zdecydowanie stawił opór), wyrywanie z kontekstu wypowiedzi pojedynczych sformułowań i nadawanie im innych znaczeń od intencji rozmówcy, przypisywanie rozmówcy wymyślonych wypowiedzi, oraz próba przypisania gestowi z kultury amerykańskiej znaczenia, które ma w naszej kulturze - chodzi o ten słynny gest „cut off” czyli gest zakazu filmowania, o którym z werwą wypowiadał się też bloger Piętak pisząc że prof. Cieszewski ma jakieś mordercze skłonności. Piętak ponoć jest medioznawcą. Ciekawe, co jak co, ale dziennikarz TV Kacprzak albo medioznawca Piętak powinni wiedzieć co znaczy ten gest, a nie wprowadzać widzów i czytelników w błąd.
Podczas tej rozmowy maszyna propagandy zderzyła się ze ścianą – dosłownie. Zderzyła się z człowiekiem, któremu nie zależy na tym, żeby „dobrze wypaść” w Polsacie czy innych mediach, który jest pewien swej wiedzy i metody, których wykorzystanie uprawnia go do stawiania hipotez naukowych.  A w procesie upublicznienia hipotezy te ulegają weryfikacji. Pisałem to już prawie rok temu przy okazji konferencji prof. Biniendy – przedstawienie hipotezy jak doszło do katastrofy Smoleńskiej nie jest podawaniem prawdy objawionej do wierzenia, lecz w tych konkretnych przypadkach podaniem pod dyskusję hipotezy tłumaczącej jak doszło do katastrofy smoleńskiej. W przypadku prof. Biniendy hipoteza wyklucza jako przyczynę uderzenie w brzozę – a konkretnie rozległość i charakter zniszczeń jakie nastąpiły, a w przypadku prof. Cieszewskiego – wyklucza istnienie takiego faktu jak uderzenie w brzozę, ze względu na jej wcześniejsze złamanie, co wynika z analizy zdjęć satelitarnych.
Są to hipotezy poddane pod dyskusję. Jeśli ktoś znajdzie lepsze wytłumaczenie przyczyn katastrofy smoleńskiej, albo, że było inaczej - niech dyskutuje. Jest to normalna procedura badań naukowych, właśnie owa tytułowa SM – „scientific methodology”.
To jak zachowują się dziennikarze , i to jak wczoraj zachował się red. Kacprzak wskazuje, że są po prostu niedouczeni, a ponoć po wyższych studiach – nie rozumieją czym jest metoda naukowa i usiłują w swoich wystąpieniach medialnych wmówić szerokiej publiczności, że hipotezy stawiane przez naukowców nie są hipotezami, lecz jakiegoś rodzaju prawdami objawionymi, z którymi „każdy rozsądny człowiek” powinien walczyć, bo ma się do czynienia z „wiarą i religią smoleńską”.
Profesor Cieszewski, który wyjechał z Polski dawno i nie miał do czynienia z polskojęzycznymi mediami zareagował na zachowanie dziennikarza Polsatu tak jak powinno się na podobne zachowania reagować zawsze – nazwał to po imieniu, i powiedział, co miał do powiedzenia, nie pozwalając sobie przerywać. Oczywiście jego wypowiedź będzie wyrywana z kontekstu, zwłaszcza tam, gdzie mówił, że „mógł się pomylić” (co oczywiście natychmiast wyświetlono na pasku), ale tak każdy rzetelny naukowiec musi powiedzieć, ponieważ wymaga tego odpowiedzialność i kodeks etyczny naukowca. Na wykorzystanie swoich słów przez manipulatorów profesor Cieszewski oczywiście nie ma wpływu. Lecz dał odpór temu co Kacprzak zaprezentował, pokazał na czym ma polegać rozmowa z funkcjonariuszami medialnymi i jak nie dać się przez nich zmanipulować. To było po prostu zderzenie cywilizacji zachodniej propagandą zupełnie innej proweniencji.
I to jest metoda poradzenia sobie z tymi „zaprzyjaźnionymi mediami”. Funkcjonariusze medialni wykorzystują słabości swoich rozmówców – często brak kompetencji, zestrachanie w konfrontacji z kłamstwem, prostoduszność albo naiwność. Bo trzeba pamiętać, że to nie są dziennikarze, których powołaniem jest dążenie do prawdy. To są,  jak już napisałem – funkcjonariusze, a więc ludzie mający zadania. A jakie mają zadania to mniej więcej wiemy, patrząc na to co się dzieje.
 
 
 
Zapraszam do wstępowania do Reduty Dobrego Imienia – Polskiej Ligi Przeciw Zniesławieniom. Formularz jest na stronie Reduty http://reduta-dobrego-imienia.pl/?page_id=2.

Zapraszam także do składania podpisów pod petycją do Sejmu w sprawie uznania użycia sformułowania „polskie obozy koncentracyjne” za kłamstwo oświęcimskie. Formularz PDF do pobrania jest pod tym linkiem.  

Ocena wpisu: 
Brak głosów