Nieetyczne czyli legalne

Obrazek użytkownika Marcusso
Kraj

Niedawno mir domowy mojego krewnego naruszył domokrążca z firmy Telekomunikacja Novum. Korzystając z jego niedoinformowania i wprowadzającej w błąd nazwy wcisnął rzekomo rewelacyjną ofertę świadczenia usług telekomunikacyjnych. Szczęście w nieszczęściu, iż ów krewny w porę zorientował się w sytuacji i zrezygnował z umowy zanim została naliczona za tą możliwość opłata i zanim zamilknął jego telefon obsługiwany na dotychczasowych warunkach przez narodowego monopolistę. Jednak z powodu jego nieobecności w domu przez kilka kolejnych dni, współdomownicy padli ofiarą firmowego stalkingu, gdyż telemarketer Telekomunikacji Novum potrzebował nagrać potwierdzenie rezygnacji z nowej usługi, oczywiście wraz ze swą litanią peanów na jej temat.
Można by powiedzieć, że to nic takiego – ot kolejny przykład korzystania z dziurawego prawa, które pozwala nie takim cwaniakom na przekręty jak powyżej przytoczony i jeszcze ciekawsze. To prawda. Jednak ten przykład to odprysk zaledwie tego, czego przykład idzie z samej góry, od wybrańców ludu pracującego i niepracującego, a w ciągu ostatnich 5-ciu lat przybrał skalę, jaka w do niedawna jeszcze była niewyobrażalna. Zjawisko o którym mowa polega na tym, że to na co prawo stanowione pozwala jest w pełni dopuszczalne, legalne i bezkarne, niezależnie od tego jaką skalę absurdu, bezduszności bądź zalegalizowanej niesprawiedliwości przybierze. Lecz skoro jest legalne to łapy precz od korzystających z nadarzającej się okazji.
PSL przyzwyczaiło nas już do tego, że siłą tej partii są więzy rodzinne, które znajdują swe ujście we frymarczeniu synekurami urzędniczo-dyrektorskimi. Jeśli więc mogę powiedzieć, że po wymieceniu spod dywanu na światło dzienne afery z taśmami wstydu Marka Sawickiego – który widocznie okazał się nie najlepszym bojarem – coś mnie zdziwiło, to tylko zdziwienie mediodajni tym, że partyjne synekury bywają aż takie sute.
Oczywiście Partia (pisana przez wielkie P) wzięła przykład ze swej przystawki, dość wspomnieć tu o stworzenie biur politycznych radnym sejmików, zatrudnieniu na lukratywną umowę-zlecenie tabunu urzędników celem obejścia rządowego sukcesu jakim było zadekretowanie zredukowania urzędniczych etatów na umowę o pracę czy działającą na zasadzie "dziel i rządź" Mazowiecką Jednostkę Wdrażania Programów Unijnych w której wszystkie 27 etatów jest obsadzonych ludźmi Partii i ich bliskimi krewnymi. To wszystko jest, owszem, bezprzykładne i – mówiąc delikatnie – nieetyczne. Tylko co z tego, skoro jest w pełni zgodne z obowiązującym prawem. Tak samo jak nieetyczne było – lecz zgodne z prawem – kiedy twórca kontraktów menadżerskich w państwowych firmach, nasz narodowy likwidator przemysłu – głównie stoczniowego i cukrowego – minister Aleksander Grad sam na jeden z takich etatów się załapał w spółce-córce PGE, na którym to etacie przez czas nieokreślony będzie się zajmował dokładnie niczym.
Mając do naśladowania przykłady jak powyżej i całe setki im podobnych trudno się dziwić, że Tusk-junior uznał za stosowne aby przymknąć oko na to, że pracuje dla oszusta-recydywisty. Musiał, po prostu musiał uwierzyć, że wolno mu słowem nikomu nie pisnąć o nieprawidłowościach o których nie mógł nie widzieć, a które właśnie kilka tysięcy klientów przypłaciło chybioną, nazwijmy to, inwestycją. A i za stosowne musiał uznać by firmować kręcenie lodów podobnie jak firmował swojego tatę w kampanii wyborczej która, o czym był nas uświadomił rzeczony już minister Grad, rządzi się swoimi prawami. Wszak wszystko co robił i zaniechania których się dopuścił mieściło się w granicach tego co, mówiąc obrazowo, "Grzechu" przegłosował, "Niesiół" uzasadnił, "Donek" poparł, a "Bronek" podpisał – czyli w granicach tego co jest obowiązującym prawem. A że cały ten interes z zupełnie pozaprawnej perspektywy był co najmniej podejrzany - co z tego? Ważne, że prawo nie zostało nigdzie naruszone, przynajmniej do czasu.
Już w starożytności zdawano sobie sprawę z tego, że tam gdzie zaczyna brakować ludzkiej przyzwoitości, tam ma obowiązek wkroczyć państwo wraz ze swymi prawami i środkami przymusu, a w czasach przedrozbiorowej Rzeczypospolitej rycerstwo z dumą walczyło "pro fide, rege et lege" tj. za wiarę, władcę i prawo. Dziś tymczasem, gdy najsilniejsza wydaje się być wiara w brak alternatywy wobec grupy obecnie trzymającej władzę oraz świętą, nieomylną i najlepiej wiedzącą czego nam potrzeba większość, a jakich mamy reprezentujących ową większość władców i stanowione przez nich prawa każdy widzi, aż chciałoby się zgodzić z wytycznymi jakie dostali wojskowi psychiatrzy, mówiącymi aby do służby zawodowej przyjmować karierowiczów, a powołujących się na względy patriotyczne traktować jak podejrzanych o chorobę umysłową. Szczęśliwie jednak Polska to coś więcej niż infrastruktura i rządząca aparatura, a polskość nie dla każdego jest nienormalnością.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Witaj :)

pozdrowienia

Gadający Grzyb

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

pozdrowienia

Gadający Grzyb

#284050