Batiuszka Donaldin troszczyć się (nie) raczy

Obrazek użytkownika Marcusso
Kraj

Los zrządził że mieszkam w gminie Mniszków sąsiadującej z poszkodowaną 14 lipca przez tornado gminą Paradyż i na własne oczy mogłem obserwować zniszczone budynki i powalone lasy raptem kilkanaście km. od własnego domu. Szczęśliwie dla mnie jedyną konsekwencją tego był brak prądu, Internetu i zasięgu telefonii komórkowej przez ok. 20 godzin, ale nie sposób nie współczuć poszkodowanym znacznie bardziej, którzy teraz całymi miesiącami będą się musieli zmagać nie tylko z odbudową tego co stracili, ale i z machiną biurokratyczną, tak publiczną jak i prywatną w ubezpieczalniach.

Dlatego z najwyższym obrzydzeniem obserwuję jak kolejny już raz nasz współczesny Komitet Centralny usiłuje podlizać się wyborcom udając że się o nich troszczy, a nasz umiłowany Batiuszka Donaldin przyjeżdża z 'gospodarską wizytą' popatrzeć na zniszczenia i powtórzyć to co mu radzili mówić specjaliści od propagandy. Tylko po to? Czyżby nie wiedział że wieśniakami nie tak łatwo jest manipulować jak mającymi się za 'inteligentów' 'mieszczuchami' i MWzWM? Jedną z najlepszych rzeczy, z których nie tyle jestem dumny ile wdzięczny za nie Opatrzności jest, obok stanowiącej niewypowiedzianą przyjemność możliwości jedzenia owoców pracy własnych rąk, odporność na manipulację. Wieśniacy bowiem, tak jak wszyscy mieszkańcy mniej lub bardziej rolniczych wsi, mogą obserwować jak kury znoszą jajka, krowy dają mleko, drzewa najpierw zielenią się i kwitną aby wydać owoc, zboża - nawet nawożone środkami chemicznymi - potrzebują do wydania plonu jedynie słońca, ziemi, powietrza i pracy ludzkich rąk, a widoku gwiazd w bezchmurną noc oraz wschodów i zachodów słońca nikomu nie utrudniają rozświetlone ulice ani wieżowce. Kogoś kto może to wszystko obserwować nie tak łatwo zmanipulować przez to że np. jeden redaktor z drugim politykiem w TV będą się puszyć i dąsać nad rzekomą nienawiścią i agresją bijącą z określenia 'prawdziwi Polacy', jak to ongiś miało miejsce, bo wieśniak najpierw - zgodnie z tym czego nauczyła go obserwacja praw rządzących przyrodą - zastanowi się czy coś złego w ogóle jest w tym sformułowaniu, a jeśli tak to co, zanim zacząłby bezmyślnie powtarzać to co w TV usłyszy, tym bardziej że tutaj ludzie nie są zobowiązani wzajemnie panującą hierarchią stanowisk, uprawnień i władzy, a tym samym narzucającą się przez nie hierarchią poglądów, czemu dodatkowo sprzyja znikoma świadomość tego subtelnego, ale poważnego zjawiska psychologicznego. Na wsi charakter stosunków i zobowiązań wzajemnych określa potrzeba współpracy i wzajemnego uzupełniania się w obowiązkach. Ludzie bowiem chorują tu i mają swoje sprawy osobiste, urzędowe i wszelkie inne tak jak wszędzie, ale prace gospodarskie muszą być wykonywane regularnie, kilkakrotnie każdego dnia przez 365 dni w roku, a to bez wzajemnego uzupełniania się nie byłoby możliwe, zaś niewygórowana pozycja ekonomiczna dodatkowo sprzyja dzieleniu się owocami swej pracy i w ogóle dobrami materialnymi.

Panie Donaldzie, czego pan szuka wśród ludzi odpornych na starania pańskich specjalistów od manipulacji? Po co pan tutaj przyjeżdżał? Czyżby potrzebował pan, po zlikwidowaniu w swej kancelarii biblioteki aby zrobić miejsce kolejnej firmie zajmującej się propagandą, zlikwidować jeszcze jakieś miejsce świadczące o majestacie i godności pańskiego urzędu? Wszak brygada szturmowa z ABW już pokazała na przykładzie afery antykomorowej że są inne metody troski o ową tzw. godność. A może propagandyści, mówiąc kolokwialnie, wystrychnęli pana na dudka i - domagając się lepszej płacy - wpuścili pana w maliny aby kolejne pieniądze 'zaoszczędzone' na dotacjach dla partii politycznych przeznaczył pan na własną kancelarię, na którą zresztą już zostało z owych 'oszzędności' przeznaczone więcej niż na obcięciu dotacji pańska Partia straciła? Gdybyśmy żyli w państwie prawa trafiłby pan za kratki za wykorzystywanie zarówno stanowiska jak i pieniędzy przeznaczonych na pański urząd na swą działalność na potrzeby nie ogłoszonej co prawda, ale od prawie 4 lat regularnie prowadzonej kampanii wyborczej, ale... w tym miejscu muszę zamilknąć aby nie podpaść pod ustalony w stanie wojennym paragraf 212 KK ani inne poPRLowskie przepisy dotyczące tzw. działalności antypaństwowej i godności osób publicznych, lecz ufam w inteligencję szanownych czytelników.

Ocena wpisu: 
Brak głosów