Gry Wojenne Premiera Tuska

Obrazek użytkownika Thomas Jefferson
Kraj

Pan Premier Donald Tusk zapewniał niedawno na konferencji prasowej, że stachanowcem nie jest i nikt mu nie będzie wypominał liczby wolnych od pracy dni. Jednak najbliższe tygodnie mogą zmusić go do większego niż zazwyczaj wysiłku - od dawna Pan Premier nie był w takich tarapatach, jak obecnie. Musi więc rozważyć kilka scenariuszy gier wojennych. Planowanie strategiczne, jak pokazały ostatnie wydarzenia, nie jest jego najmocniejszą stroną.

Na froncie zachodnim dokonują się zmiany, które niekoniecznie stanowią dobry omen dla pana Tuska. Pani Merkel wyłożyła to jasno: „pewne kraje wzywają inne do przewodzenia, gdyż same nie chcą brać odpowiedzialności”. Pani Merkel, chyba, nieco w ten sposób przytemperowała zamysły Tuska o tworzeniu nowej antymerkozowej osi z Italią, pokazując mu i Radkowi jednocześnie, iż ich polityczne know-how nie jest zbytnio wielkiego formatu i dość prymitywne zagrywki z pogranicza szantażu mogą być skuteczne jedynie w warunkach gry partyjnej w Polsce. Wskazała mu wyraźnie, iż nie będzie należy i nie będzie należał do pierwszoplanowych graczy europejskich, jeżeli będzie chciał wyjść poza narzuconą mu małą rólkę giermka w teatrzyku. Swoją drogą, kto podsunął Tuskowi idiotyczną myśl, że może wespół z Włochami zmusić do uległości Merkel w kwestii paktu finansowego?

Cios ze strony Merkel osłabia pozycję Tuska na froncie domowym, i tak już pokiereszowaną ustawą refundacyjną, oraz przede wszystkim ACTA, Premiera sporo ugrać może jego arcy- rywal Schetyna. Do chóru krytyków ACTA dołączył także min. Gowin. Front krajowy rozogniony przez podstępne ataki rewolucjonistów, którzy niczym pod koniec I wojny zadają cios w plecy monarchii kajzerowskiej obserwują także „siły wyższe” w Polsce, prawdziwi King-Makerzy polityki. Ich stanowisko poznany prawdopodobnie niedługo, gdy prezydent Komorowski wypowie się w sprawie wniosku o dymisję gen. Parulskiego. On również pozostaje ważkim czynnikiem w politycznych grach wojennych Tuska na najbliższe miesiące. Pytanie pozostaje otwarte: czy prezydent, od długiego czasu budujący sobie zaplecze polityczne, podejmie próbę, (lub zostanie do niej zmuszony), aby podjąć spór ze swym kolegą partyjnym, osłabionym przez wydarzenia krajowe i zagraniczne. Nie można wykluczyć, że pan Komorowski nie zaryzykuje konfrontacji i po naradach z „lobby wojskowym” pozwoli na dymisję. Choć z pewnością zapamięta Siemoniakowi fakt, że decyzję w tej sprawie podjęto w chwili, gdy pan Prezydent był na wyjeździe w Davos. Pytanie jawi główne: kim jest pan Artymiak, o którym poza oficjalnymi informacjami niewiele wiadomo. Jakie są jego „notowania” w Prokuraturze Wojskowej, jakim dysponuje wpływem i ile ma „dywizji” i jakie są jego osobiste układy z Parulskim?

Najgorsze jest to, że wszystkie problemy Premiera i PO nie przekładają się na poparcie dla największej partii opozycyjnej. Bo jakżeby inaczej? Kaczyński ma ograniczone pole działania: praktycznie może poruszać się tylko w zonie Katastrofy Smoleńskiej, licząc, iż może przetasowania w łonie „sił wyższych” spowodują raz jeszcze jakiś przeciek materiałów do opinii publicznej.; nie może odwoływać się do znacznej części protestujących przeciw ACTA, gdyż oni nie wiążą w większości tej sprawy z szerokim frontem oporu wobec polityki Tuska. Mając w pamięci casus „kiboli” którzy nie wsparli gremialnie jego partii w wyborach, Kaczyński musi postępować niezwykle ostrożni, gdyż każde odwołanie się do tej grupy społecznej, od razu może obrócić się przeciw PISowi. Kaczyński, mając na sobie stygmę podpisania ACTA, może jedynie stać z boku, wspierając takie inicjatywy, jak referendum w tej sprawie.

Nie ugra, chyba,na Acta także Palikot, który, pogoniony niedawno w Warszawie, teraz próbuje wywołać zainteresowanie „skandalem”, jakim w jego opinii było zainteresowanie się ambasady amerykańskiej w sprawie głosowania posłów w sprawie dezyderatu ACTA. Żadnego skandalu tutaj naturalnie nie było. Nie ma się co dziwić zainteresowaniu administracji Obamy w tej sprawie. Nie jest żadne wtrącanie się w wewnętrzne sprawy Polski. „Skandalem” może być jedynie to, iż tak jawnie pozwolono sobie na zwykły telefon, nie próbując nawet dyskretnie wywiedzieć się w tej sprawie za pomocą oficjalnych i mniej oficjalnych kanałów. To może świadczyć o nonszalancji strony amerykańskiej, choć nie posądzam o to dyplomatów tego kraju. Fakt, że uczynili tego dyskretnie, może zwyczajnie natomiast świadczyć, w jakim niepoważaniu ma rząd Obamy naszych rządzących i sposobu, w jaki rząd PO uprawia politykę.

Najwięcej zbija tymczasem stary wyga Miller, który wreszcie zyskał potwierdzenie o braku zasadniczych różnic między PO a PIS, stawiając znak równości między tymi dwiema partiami w sprawie ACTA. Miller, jak się zdaje, ma czyste konto w tej sprawie, a podnosi jednocześnie fakt, iż euro deputowani przestrzegali w PE o nie niebezpieczeństwie tej umowy. Miller naturalnie ma ACTA kompletnie „gdzieś” i od początku rozgrywa te kartę tak, aby znów podnieść status SLD na łonie krajowym, szczycąc się dołączeniem w tej sprawie do lewicowych gremiów w Europie. Paradoksalnie czas może obecnie najlepiej pracować właśnie dla Millera. Utrzymanie na wodzie statku SLD to dla niego priorytet. Wzmocnienie go i odbudowywanie "betonowej lewicy", może w przyszłości zaowocować porozumieniem z Palikotem. Kto wie, a może to właśnie jeden z nich jeszcze stanie na czele rządu w Polsce na gruzach PO?

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Po głowę Chimery

Nie umiem znaleźć powodu
i wytłumaczyć sam sobie,
jak może wobec narodu
pogardę mieć taki człowiek.

Jak musi być nią przeżarty,
nieczuły i zaślepiony,
by sobie urządzać żarty
z prostaków niedouczonych?

Sam przecież pochodzi z gminu.
Mówi o sobie - Kaszuba.
Ojczyznę ma za "rodinu",
a krewnych w krzyżackich czubach.

Sprzedajny jak Rudobrody.
Wyniosły jak junkier pruski.
Jakie mieć może powody,
by ręce całować ruskim?

Może mu w głowie pobrzmiewa
powszechne "róbta, co chceta"?
Potrafi Boga się nie bać,
choć żaden z niego atleta!

I nie jest przecież robotem.
Potrafi tylko się wspinać
i myśleć - Co będzie potem?
Czy współczuć mu? Czy przeklinać?

Czuje się pewnie wybrańcem,
a motywuje go strach.
Usłużni są jego szańcem.
Sprzedajni tworzą mu dach.

Lecz pewnie już słyszy szmery,
bo hołdy nie tłumią syku.
Żądają głowy Chimery.
Topi się lód na patyku.

Nie umiem znaleźć powodu
i wytłumaczyć sam sobie,
jak może wobec narodu
pogardę mieć taki człowiek.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Marek Gajowniczek

#220089

Super.

Czy mogę powielać?

Pzdr.

TJ

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#220093