Agent Tomek w pościeli, agent Tomek pod celą

Obrazek użytkownika rosemann
Kraj

Chcąc nie chcąc dalej musimy poruszać się w rzeczywistości, w której prawda nie istnieje a właściwie na trwałe została zastąpiona protezowaniem w postaci „prawd” wygodniejszych, łatwiejszych do zaakceptowania. Najciekawsze jest to, że odbywa się to najczęściej w sztafażu „dążenia do prawdy”. Dokładnie zaś w ten sposób, że kiedy coś nam nie leży, domagamy się od drugiej strony konkretów, linków, cytatów, wyłapując przesunięcie przecinka, choć to akurat dla wymowy (a zatem i dla prawdy) znaczenie ma żadne.

Ale tak już jest i trzeba to zaakceptować. Tym bardziej, że nie dotyczy to tylko nas, szarych obywateli ale i tych, którzy trzymają nad nami rządy. Nie, na szczęście nie rządy dusz. Tego by jeszcze brakowało.

Podam przykład świeży, z wczorajszego dnia. Może śmiesznym było, gdy niektórzy zaczęli się domagać by obecna siła przewodnia kajała się za pewną panią, co kiedyś była towarzyszką a dziś już nie jest. Jeśli zaś uprawomocni się wyrok, będzie natomiast zwykła kryminalistką. Jakaś logika w tych oczekiwaniach chyba jest. Bo w końcu jakby pani owa nie była wcześniej towarzyszką, kryminalistką pewnie by też nie została ("Kurwa mać, tylemam układówteraz wypracowanych…”). A w każdym razie szanse na to miałaby mniejsze. Ktoś mi tu zaraz, jak to wcześniej bywało, odwinie Lipcem. Otóż szanowny, potencjalny polemisto. To nie jest to samo. Lipiec czerpał korzyści z faktu zajmowanych stanowisk, które zapewne zawdzięczał swym koneksjom. Owa pani żadnych stanowisk nie zajmowała a swój krótki biznesowy lot wykonała podparta wyłącznie przynależnością i zdjęciami z kilkoma personami.

Oczywiście nikt się tak naprawdę kajać nie zamierza ani do winy nie poczuwa. Tak politycy (nie tylko zresztą ci) już mają i tyle. Ale tak mają na swój, powiedzmy kieszonkowy użytek. Do kamery nikt nie powie, że „o co w ogóle kaman?” i zauważy, że on się S. nie nazywa. Przed kamerą trzeba mądrze.

Zatem wspomniane „mądrze” ujrzało wczoraj świat w takiej formie, która łączyła pewne, chyba niezbyt wielkie obrzydzenie kryminalną przeszłością pani owej oraz coś na kształt „okoliczności łagodzących”. Coś jakby „krakowianka winna mało, wzięła w łapę bo się dało, krakowiaczek zaś jest winien, dawać w łapę nie powinien”. Taka melodia PRL-u, gdzie wprowadzono mechanizm ochrony łapówkarzy poprzez karanie i tych co dawali. Pacyfikując od razu ewentualnych delatorów.

Mimo tych pozorów, które mogą wynikać z tego, co wyżej, daleki jestem od dworowania sobie z linii obrony, przyjętej przez pana Donalda Tuska. Bo wcale nie jest to miejsce do żartów i śmiechów. Rzecz bowiem w tym, że mówiąc to, co powiedział, dał do zrozumienia, że za nic ma ustalenia sądu, które znalazły się w uzasadnieniu wyroku. Te, które oczyszczają ówczesne CBA z zarzutu „politycznych działań” przeciwko owej pani i przeciwko owej partii, której towarzyszką była wspomniana. Przypomnę tak mimochodem jaki szum wywoływała każda wypowiedź poprzednika pana Tuska, wyrażająca z jakiegoś ustalenia wymiaru sprawiedliwości.

Druga rzecz, która z wystąpienia pana Tuska wynika, to takie mimowolne przyznanie się do porażki albo nieudolności. Dawno, dawno temu, ale myślę, że wielu jeszcze pamięta, gdy pan Tusk debiutował na stanowisku, które ciągle jeszcze zajmuje, jasnym było, że „obnażenie” tamtego CBA jest jednym z priorytetów. Ilość spraw założonych ludziom związanym z tą służbą była niemała. I teraz dochodzimy do momentu, w którym jest jak na razie jeden wyrok. Jednak nie dla CBA lecz dla towarzyszki. CBA oczyszczono.

Tu tak na marginesie przyznam, że się trochę naśmialiśmy z Kobietą Moją Kochaną z zapisanej w uzasadnieniu uwagi, która miała wpływ na owo oczyszczenie służby. Stwierdzone zostało, że nie doszło do „naruszenia cielesności” towarzyszki, przez co jest ona tylko łapówkarz albo (to dla feministek) łapówkara. I tu mnie naszło takie spostrzeżenie, że gdyby agent Tomek musiał towarzyszce wręczać gratyfikację w pościeli, to może wyszłaby na, powiedzmy „leki obyczaj” ale z łapówki by się wywinęła. No a gdyby jeszcze ciążę zapuścił…! Nie wywinąłby się dla odmiany on!

Ponoć po zdobyciu władzy Donald Tusk, na przykładzie byłej towarzyszki zademonstrował swym compadre czego się wystrzegać. Myślę, że nie wpadł mu do głowy ten koncept, na którym oparł się sąd. I nie sugerował koleżankom, aby, jeśli już dadzą się uwieść wdziękom jakichś agentów, brały każdą kasę w miłosnym „anturażu” . Wyjdą co prawda najwyżej na pospolite… ale to jak na razie nie jest karalne.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Ciekawe,czy agenci CBA będą nadal działać''na Sawicką''?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

markiza

#256088

córuchnę (oczywiście po odsiedzianym, a jakże, prawomocnym wyroku) do swego łona? Na to pytanie powinien odpowiedzieć przewodniczący Tusk, a jego wesoła trzódka żądać odpowiedzi twierdzącej. Brak odpowiedzi twierdzącej lub jakiejkolwiek powinien platformiactwu powłączać wszelkie lampy ostrzegawcze i syreny alarmowe bo nikt z nich nie będzie w takim przypadku bezpieczny.

HdeS

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

HdeS

#256138