Podstawowe sprawy

Obrazek użytkownika Warszawa1920
Idee

O Polsce warto myśleć. I dla Niej pracować.

Proszę o przeczytanie. I przemyślenie. Są sprawy, o których się mówi w codziennych rozważaniach, z reguły będące – w mniejszym lub większym stopniu – pochodną przekazu medialnego. Są też jednak i sprawy z zupełnie innej sfery wrażliwości i pojmowania świata. Zwane imponderabiliami. To jest to, co jest wszystkim. Wszystkim, co najważniejsze. I o takich sprawach chcę napisać.

Najpierw trzy informacje z przeciągu pierwszych miesięcy 2011 r. Z tego właśnie codzienno – medialnego źródła. Chociaż na marginesie należy podkreślić, że – z wyjątkiem jednego – pozostały właściwe kompletnie niezauważonymi wzmiankami, bez żadnej dalszej refleksji.

1) Sprawa komisji ds. majątku ongiś stanowiącego własność Kościoła Katolickiego w Polsce, w latach totalitaryzmu komunistycznego ukradzionego zaś temu Kościołowi. Ta akurat sprawa jest szeroko dyskutowana, w jakim jednak zakresie, o tym później.

2) Uchwała Sądu Najwyższego RP (Izba Cywilna) z dnia 17 lutego 2011 r. (sygn. akt III CZP 121/10) w sprawie prawa własności nieruchomości ziemskich, wymienionych w art. 2 ust. 1 lit. e dekretu PKWN z dnia 6 września 1944 r. o przeprowadzeniu reformy rolnej (Dz.U. Nr 4, poz. 17)¹.

3) Wystąpienie Rzecznika Praw Obywatelskich RP do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji w sprawie przewlekłości postępowań administracyjnych dotyczących roszczeń zabużańskich (sygnatura: RPO/585661/08/IV/406 RZ; data wystąpienia: 21.01.2011)².

Kwestia nr 1 jest – jak sądzę – ogólnie, dobrze znana. To jest: odbiorcy przekazu medialnego w tej sprawie wiedzą, co wiedzieć mają. Że przy tej okazji korumpowano i, na zasadzie – w tej sytuacji, rzecz jasna, „oczywistego” – domysłu, kradziono. Że zaangażowano w sprawę byłego (?) esbeka (ten esbek, akurat, jak dotąd nie został uznany „człowiekiem honoru” …; na to się jednak nie zwraca uwagi, widocznie to było inne SB). Że chodzi o olbrzymie kwoty. Że nagle wszyscy, o zgrozo, dowiadujemy się o tym, że Kościół jest olbrzymim przedsiębiorstwem na poły biznesowym. I najważniejsze: nie w tle nawet, ale wprost mówi się o tym, że Kościół żeruje na państwie, że domaga się (i – co za podłość – dostaje je!) jakichś nieprawdopodobnych majątków, że wyrywa (niemal jak Sienkiewiczowscy Radziwiłłowie) kawałki sukna państwowego, że spekuluje tym majątkiem, że zachowuje się nie jak instytucja życia duchowego, ale – po prostu – obszarnik z języka komunistycznej propagandy. I jeszcze jedno: wszystkie rządy po 1989 r. bały się, pono, dotykać tej sprawy, rzekomo z obawy przed Kościołem, który, jak wszyscy doskonale wiemy tak z samej Konstytucji, jak i szeregu (dokładnie nie wiadomo ilu, ale na pewno wielu) innych ustaw i innych aktów prawnych, jest najwyższym organem władzy wszelakiej w RP, teraz równym nawet urzędnikom szczebla dyrektora departamentu w Komisji Europejskiej.
To, o czym się w tej sprawie mówi, jest – z punktu widzenia kształtowania świadomości obywatelskiej Polaków – kompletnie nieważne. Jest równe informacjom podawanym przez brukowce. Nie mówmy więc o tym. Mówić jednak należy o tym, o czym się nie mówi w tychże „codziennych” mediach. I to nie mówi się, jestem tego całkowicie pewien, zupełnie świadomie i z premedytacją. O tym, że złodziejstwo jest elementarną, można powiedzieć: konstytuującą, cechą komunizmu. O tym, że kradzież była przeprowadzona przez komunistów w sposób zorganizowany i sprawny (to wychodzi im nad wyraz dobrze), zaś oddawanie zagrabionego trwa latami i przebiega w atmosferze kryminalnej afery. I nad tym należy prowadzić debatę. Jak NIE DZIAŁA państwo i jak to samo państwo, (nie?)świadomie pozwala latami działać ludziom takiego autoramentu, jak ów esbek.

Tzw. reforma rolna komunistów z 1944 r. jest, jakoś tam (bardziej „jakoś”, niż „tam”), od czasu do czasu w debacie przywoływana. Teraz, w tejże sprawie, był łaskaw wypowiedzieć się Sąd Najwyższy, zapytany przez Sąd Okręgowy w Poznaniu. No i się wypowiedział. Tak mianowicie, że dekret PKWN z 1944 r. o reformie rolnej, z mocy samego siebie, zabierał własność obywatelom polskim. Że żadne decyzje administracyjne nie były tu potrzebne. Sąd ów zresztą przyznał w tym sporze rację Skarbowi Państwa, czyli tej władzy, którą sprawuje teraz PO. Nie trzeba pisać, że tą uchwałą SN w sposób bardzo istotny wzmocnił antyreprywatyzacyjną politykę państwa, prowadzoną permanentnie i – można rzec – wzorcowo od 1989 r. Że państwo znowu wystąpiło przeciwko swoim obywatelom, którzy zostają sami wobec całego mechanizmu prawno – instytucjonalnego, zbudowanego, jak ten przykład pokazuje, nie po to, żeby komukolwiek, a już na pewno nie własnym obywatelom, pomóc, ale żeby bronić ludzi, tak: personalnie, sprawujących władzę. Ja jednak tu o czymś innym. Można bowiem się zastanawiać, czy dekret PKWN można – na gruncie aktualnej jurysprudencji – rozpatrywać przez pryzmat prawa administracyjnego, czy też cywilnego³. TO NIE MA ZNACZENIA. WAŻNE JEST ZUPEŁNIE CO INNEGO. Czym jest ta instytucja quasi –państwowa, w której przyszło Nam żyć, skoro jak najbardziej legalnym dziedzictwem jest dla niej PKWN? Jak jest możliwym, by przez ponad 20 lat od rzekomego odzyskania niepodległości, 60 milionowy (Polonia to też Polacy) naród (?) nie potrafił rozróżnić między tym, co oparte jest na zdradzie i kłamstwie, od tego, co polskie i prawdziwe? Jeśli buduje się państwo kompletnie abstrahując od tego, co złego się działo na obszarze owego państwa w, bliskiej w dodatku, przeszłości, oznacza to tylko tyle, że ci „budowniczowie” są albo zwykłymi zdrajcami albo kompletnymi abnegatami moralnymi, co zresztą na jedno wychodzi. Bez światłocienia. Rozmawia się o jakimś nalocie na korze drzewa, analizuje chwilowy wpływ robaczków na jego strukturę, nie mówiąc głośno o tym, że to drzewo jest już dawno ścięte, a korzenie – choć jeszcze żywotne – głęboko przykryte gruzami tradycji.

Wreszcie sprawa trzecia. I znowu to samo. Totalna indolencja państwa. Czy przypadkowa? Czy – na przykład – Trybunał Konstytucyjny (tak, ten sam…) rzeczywiście potrzebuje aż 2 i pół roku na rozpatrzenie i wydanie decyzji w sprawie braku, ustawowo gwarantowanej, waloryzacji ceny nieruchomości?⁴ Bez tej waloryzacji stosuje się wskaźnik inflacji, nie dość że pozaustawowy, to w dodatku ekonomicznie krzywdzący obywateli – zabużan. I znowu: czas działa na korzyść (?) państwa, a dokładniej chyba – ekipy władzy, zaś jest skrajnie niekorzystny dla obywateli. Pod każdym względem, emocjonalnym, psychologicznym, prawnym, wreszcie i finansowym. Co bowiem może odczuwać Polak, którego majątek kiedyś skradziono, teraz – a jakże: w ustawie – przyznano Mu za ten majątek rekompensatę, a w rzeczywistości nawet i tego mu się odmawia lub próbuje odmówić? Przez 5 lat państwu udało się (?) zrealizować zaledwie nieco ponad ⅓ wniosków. Wszystko jest ważne: spory legislacyjne, brak fachowych urzędników, jakieś systemy informatyczne, także i (nie?)świadoma ignorancja prawnicza urzędników; wszystko to jest wytłumaczeniem dla braku nawet nie zwykłej, ludzkiej sprawiedliwości, ale chociażby i realizacji ustawy. Wszystko jest ważne – tylko nie prawa obywatela.

Spójrzmy wokół. I oddzielmy od plew ziarna.

¹) Źródła:
a) strona Sądu Najwyższego RP - http://www.sn.pl/orzecznictwo/index.html
b) strona dziennika „Rzeczpospolita” z 17.02.2011 - http://www.rp.pl/artykul/56676,613812_Dekret-PKWN-wystarczal-do-zabrania-ziemi-.html
c) strona dziennika „Rzeczpospolita” z 18.02.2011 - http://www.rp.pl/artykul/614186.html
²) Źródła:
a) strona Rzecznika Praw Obywatelskich RP - http://www.sprawy-generalne.brpo.gov.pl/szczegoly.php?pismo=1541378; tam dostępny także tekst samego wystąpienia
b) strona dziennika „Rzeczpospolita” z 22.02.2011 - http://www.rp.pl/artykul/616094_Dlugie-oczekiwanie-zabuzan-na-pieniadze.html, http://www.rp.pl/artykul/547742,616095_Zabuzanie-wydeptuja-sciezki-w-urzedach.html
³) Tu należy oddać honor Naczelnemu Sądowi Administracyjnemu i jego Prezesowi, Romanowi Hauserowi. W swojej uchwale z 10.01.2011 r. (sygn. akt I OPS 3/10) NSA stwierdził bowiem, że ścieżka administracyjna jest jak najbardziej dopuszczalna w procesie dochodzenia swoich praw zabranych dekretem o reformie rolnej. Honor nie jest tu przywołany jako li tylko zwrot frazeologiczny, ale zupełnie dosłownie. Otóż NSA zrobił coś, co jest zupełnie w polskiej rzeczywistości …nierealne: odważył się wystąpić przeciw werdyktowi Trybunału Konstytucyjnego, co więcej, uznał, że decyzja TK nie jest wiążąca prawnie, bo nie była orzeczeniem merytorycznym, ale tylko postanowieniem. Dla jasności trzeba wyjaśnić, że ten – traktowany jak świętość – Trybunał stwierdził 01.03.2010 r. (sygn. P 107/08), że jedyną dostępną Polakom drogą odzyskiwania swojego majątku, ukradzionego przez komunistów w ramach tzw. reformy rolnej z 1944 r., jest ścieżka sądowa. Dla wszystkich chyba jest oczywiste, że – w warunkach polskich – oznaczało to niespotykaną mitręgę, tak organizacyjną, finansową, jak i czasową, stawiając przy tym obywatela w roli petenta, który musiał dopiero udowadniać swoje racje. Taka jest bowiem natura tego trybu. Oznaczało to równocześnie unieważnienie wielu wcześniej wydanych decyzji administracyjnych, w tym i tych korzystnych dla obywateli polskich. NSA, stając wbrew takiemu stanowisku, obronił po blisko roku interes obywateli. Z przyjemnością czyta się przy tym, iż Prezes NSA, Roman Hauser, nazywa podejście Trybunału w tej sprawie jako „niedopuszczalne”. Nie muszę, rzecz jasna, dodawać, że przeciwko NSA wystąpili reprezentanci rządu PO/PSL: jeden wprost, drugi próbując opóźnić decyzję NSA zabiegami proceduralnymi. Za: strona NSA - http://orzeczenia.nsa.gov.pl/doc/82748E473C, strona dziennika „Rzeczpospolita” z 10.01.2011 - http://www.rp.pl/artykul/56676,591843_Zwrot-ziemi-mozliwy-w-trybie-administracyjnym.html oraz strona dziennika „Rzeczpospolita” z 11.01.2011 - http://www.rp.pl/artykul/56676,592048_Otwarta-droga-do-zwrotu-dobr-ziemskich-.html.
⁴) Patrz: strona Rzecznika Praw Obywatelskich - http://www.sprawy-generalne.brpo.gov.pl/szczegoly.php?pismo=1312872

Warszawa1920

Ocena wpisu: 
Brak głosów