Przemysł smoleński

Obrazek użytkownika foros
Kraj

  Motto:  "Binienda powinien rzucić bumerangiem i ten bumerang powinien wrócić i walnąć go w łeb"  

Tomasz Hypki dla TVP Info
 
Wczorajsza prezentacja dokonań amerykańskich naukowców polskiego pochodzenia nie wywołała w mediach wstrząsu. Raczej została zgodnie przemilczana. Z chlubnym wyjątkiem. Gazeta Wyborcza piórem swojego czołowego lotniczego eksperta, filmoznawcy Wojciecha Czuchnowskiego zrecenzowała prace profesorów fizyki z amerykańskich uniwersytetów.
 
Pierwszy zarzut Wojciecha Czuchnowskiego to zarzut natury formalnej. Czuchnowski prostuje wypowiedź z komentarza A. Macierewicza jakoby prace profesorów Biniendy i Nowaczyka były pierwszymi naukowymi  analizami smoleńskiej katastrofy.
"Nieprawda. -prostuje Czuchnowski - W składzie 34-osobowej komisji MSWiA było 14 naukowców o specjalności inżynier lotniczy, wśród nich osoby z tytułami doktorskimi, tak jak dr hab. Maciej Lasek, wiceszef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, na którego zespół Macierewicza bardzo często się powołuje. Podobnie jak na naukowców Instytutu Sehna z Krakowa, którzy badali zapis czarnych skrzynek. Z pomocy naukowców korzysta prowadząca śledztwo prokuratura. "
 
I tutaj pierwsze zaskoczenie. Czyżby Wojciech Czuchnowski uważał, że analizom MAK nie można przyznać znamion naukowości? To co, Rosjanie są nieobiektywni, kłamią, oszukują? A co z ekspertyzami traseologicznymi? Co z pracami psychologów i tunelem świadomościowym?
Jeśli zaś chodzi o naukowe opracowania ekspertów komisji Millera, to gdzie one są? Gdzie przypisy wyjaśniające dlaczego przy wyznaczaniu trajektorii lotu cześć danych z TAWS i komputera centralnego uwzględniono, a część nie? Gdzie metodologia badań?
 
Kwestia druga. Uderzenie w brzozę. 
Najpierw W. Czuchnowski posługując się cytatami wyjaśnia, że żadna z komisji (tutaj już prace MAK są uwzględnione) nie wspomina, iż na taśmie dźwiękowej jest nagrany dźwięk uderzenia w brzozę (czyli Macierewicz się myli), po czym konkluduje:
W zapisie dźwiękowym słychać zarówno uderzenie w pierwszą brzozę przy bliższej radiolatarni prowadzącej, cięcia kolejnych drzewek, jak i zderzenie z brzozą, a także zgrzyt metalu świadczący o odrywaniu się fragmentów skrzydła
 
Rozumiem, że Wojciech Czuchnowski, człowiek który jadł chleb z niejednego pieca może nie wierzyć badaniom ekspertów z Insytutu Sehna. Ale stawiać własne, z górą 50-letnie ucho ponad ekspertyzy wszystkich fonoskopów, którzy badali czy to taśmy czy ich kopie (wszak żaden instytut nie wyodrębnił uderzenia w brzozę), czy to aby nie jest zbyt wielka pewność siebie?
 
3. Skrzydło samolotu oderwało się na wysokości 26m. 
Nieprawda. To twierdzenie oparte jest na wskazaniach urządzenia TAWS. Nowaczyk przyjmuje, że GPS wykorzystywany przez TAWS jest urządzeniem bezbłędnym, tymczasem, jak wie każdy kierowca korzystający z nawigacji samochodowej lub żeglarz, błąd bywa całkiem spory. Zwłaszcza w pionie. 
 
Po raz drugi w tym tekście Wojciech Czuchnowski podważa ustalenia MAK. Komisja Anodiny stwierdzila bowiem, że brak reakcji na alarmy TAWS był jedną z przyczyn katastrofy. Wg Czuchnowskiego piloci nie postępowali źle.  Bowiem błąd GPS używanego przez TAWS, zwłaszcza w pionie, bywa całkiem spory. Jako dowód na to twierdzenie Czuchnowski powołuje sie na opinię każdego kierowcy lub żeglarza korzystającego z GPS. Pogratulować rozległości badań redaktora śledczego GW. Rodzą się jednak dwa pytania:
a. czy w przypadku smoleńskim ów błąd GPS miał miejsce? W jaki sposób pan redaktor to zbadał?
b. po co w samolotach montuje się nie należący do najtańszych system TAWS, skoro jego wskazania są tak zwodnicze? 
Trudno oprzeć się tezie, że piloci, którzy w Mirosławcu transportowali generałów lotnictwa myśleli o TAWS podobnie jak Wojciech Czuchnowski i skończyło się jak skończyło. Zauważmy, że kilka lat po tym smutnym wydarzeniu Wojciech Czuchnowski nawołujem, by mieć do TAWS zaufanie podobne jak  piloci w Mirosławcu. 
 
I co spowodowało oderwanie skrzydła? Nie ma żadnego śladu działania osób trzecich. Żadne z urządzeń w samolocie nie odnotowało np. wybuchu. Nie zauważyli tego również piloci. Na wraku i na ciałach nie znaleziono także śladów materiałów wybuchowych, które mogłyby spowodować oddzielenie skrzydła.Kontynuuje Czuchnowski.
 
Pierwsza wątpliwość: testom na działanie jakich materiałów wybuchowych poddawano szczątki samolotu? Wszystkich? I wszystkie szczątki?
Ile z ciał poległych poddano badaniom na obecność materiałów wybuchowych? Jakich materiałów wybuchowych? Czy odzież ofiar gnijąca gdzieś w workach na śmieci również poddano takim badaniom?
 
Wątpliwość druga. Jednak wg. prof. Nowaczyka, urządzenia samolotu zanotowały dwa wstrząsy, które dotąd nie zostały wytłumaczone przez prace żadnej z komisji. Co to było przyczyną tych wstrzasów?
 
Poza tym, co złamało brzozę, w której po katastrofie znaleziono wbity fragment prowadnicy klapy skrzydła? 
 
Kto podpisał się pod ekspertyzą, że to skrzydło tupolewa nr 101 złamało brzozę? Gdzie jest ta ekspetyza? Podobnie jak eskpertyza w jaki sposób część tupolewa (rozumiem że pan Czuchnowski zbadał że to część polskiego samolotu) znalazła sie akurat w tym miesjcu brzozy?
 
4. Nawet jeżeli skrzydło uderzyło w drzewo, nie mogło się oderwać, tylko by je ścięło. 
 
Nieprawda. Binienda w ogóle nie uwzględnił, że były wypuszczone tzw. sloty. W momencie uderzenia mogły owinąć się wokół pnia, przejmując część siły uderzenia. Wewnątrz skrzydła, w miejscu, w którym uderzyło ono w drzewo, mogły znajdować się jakieś wzmocnienia, konstrukcja wewnętrzna, np. ściana zbiornika paliwa, ale także żebro, do którego mocowane są siłowniki wysuwające i chowające slot i klapę. 
 
Zauważmy, mija prawie dwa lata po katastrofie, dwie oficjalne komisje zakończyły prace oficjalnymi raportami, a czołowy lotniczy ekspert njlepiej poinformowanej w kraju gazety, nie wie w jakie miejce skrzydła  uderzyła brzoza. Nie wie jakie elementy skrzydła miały mieć kontakt z brzozą. Nie potrafi powiedzieć jaki był mechanizm zderzenia. Wie jednak jedno: na pewno to co przedstawił dziekan inżynierii uniwersytetu w Akron, pracownik NASA uhnonorowany przez tę Agencję specjalną nagrodą nie odpowiada prawdzie. 
 
5. Polscy prokuratorzy i specjaliści nigdy nie badali wraku i miejsca katastrofy. 
 
Nieprawda. Mieli do niego dostęp od początku. Ostatnio w grudniu 2011r., gdy ekipie prokuratorów towarzyszyło 60 żołnierzy Żandarmerii Wojskowej. 
 
No i gdzie efekty tych badań? Gdzie te opracowania? Tysiące stron polskich ekspertyz? Dlaczego są tak tajne, że nie opublikowali ich eksperci komisji Millera, nawet się na nie nie powołują, a do ilustracji swoich tez używa zdjęć skopiowanych z internetu?
 
Gdyby poseł i profesorowie przeszli się od bliższej prowadzącej radiolatarni do feralnej brzozy, zobaczyliby drzewka, których czubki pościnane zostały przez sloty i klapy skrzydeł. To uzmysłowiłoby im, jak nisko zszedł samolot i na jakiej wysokości oraz kiedy zaczynał się wznosić. 
 
Kończy swą ekspertyzę Wojciech Czuchnowski.
Przyznam, że nie śledziłem sprawy "ścieżki Amielina" zbyt uważnie, ale prosiłbym koleżanki i kolegów Blogerów o informację, czy nie jest przypadkiem tak, że owa "ścieżka Amielina" już fizycznie nie istnieje, została wycięta, a fotografie rosyjskiego fotoamatora są jedynym śladem jej istnienia? Jeśli tak, to po co lotniczy ekspret GW Wojciech Czuchnowski oraz inny ekspert Jaś Osiecki zapraszają tam profesorów z USA? Aby zobaczyli pieńki po wykarczowanych drzewach? Jeśli zaś "ścieżka" nadal istnieje, to dlaczego komisja Millera nie wysłała tam fotografów, ale, kompromitując się, "spiratowała" z netu kiepskiej rozdzielczości zdjęcia?
 
Zostawiając na boku artykuł Czuchnowskiego, czegóż bowiem można sie spodziewać po GW. Najbardziej uderza jednak inna kwestia: bardzo duza zbieżność argmentów J. Osieckiego w TVN i W. Czuchnowskiego w GW:
- kwestinowanie fachowości profesorów z USA
- kwestionowanie wiarygodności pomiarów GPS
- wysyłanie profesorów do Smoleńska na spacer po "ścieżce Amielina". 
- pytanie: kto ściął brzozę
 
Oczywiście, rozsądek podpowiada, że jeśli socjolog i filmoznawca będą recenzować badania profesorów fizyki, to dojdą do podobnych wniosków. Jednak jak bardzo jest prawdopodobne, że będą aż tak bardzo tożsame?
 
Po katastrofie smoleńskiej Piotr Zaręba napisał tekst o przemyśle pogardy mainstreamowych mediów w stosunku do Lecha Kaczyńskiego. Czy po katastrofie ten przemysł zakończył działalność? Czy po prostu przebranżowił się na "przemysł smoleński"?
Zarówno zorkiestrowane występy Osieckiego i Czuchnowskiego, jak i wczorajszy argument Tomasza Hypkiego:  "Binienda powinien rzucić bumerangiem i ten bumerang powinien wrócić i walnąć go w łeb" potwierdzałyby tę tezę. 
 
 
 
 
PS.
Mimo wszystko żal Wojciecha Czuchnowskiego, dziennikarza "Życia" i krakowskich konserwatywnych pism, którego biografia miała być inspiracja powieści Bronisława Wildsteina. Ciekaw jestem, czy w swojej dziennikarskiej karierze będzie miał jeszcze podobne zwroty. 
Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Nie czas żałować Czuchnowskiego, gdy nasze pragnienie prawdy jest tak skutecznie wypalane...
Pozdrawiam!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

http://www.nessundormablog.com

#219110

Profesor Binienda powinien pozwać Bezczelną Hypką Szmatę i rusofilskich  śmieci z powiązanego z wydawnictwem Altair rusofilskiego forum Militarium.net. Może jakby dostali po kieszeniach to zaprzestali by kłamać i obrażać wybitnych naukowców obnażających ich kłamstwa.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Tylko umarli widzieli koniec wojny.

#219149

w polskim sądzie?
na pewno zostałoby to potraktowane jako opinia

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#219165

Jest jeszcze jedna możliwość, że robią to z nienawiści, która wynika ze strachu przed utratą wpływów i kasy.
Hypki, to wybitna kreatura. Pozostali, to zwykłe cyngle bez honoru.

Harpoon

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

pozdrawiam,

Harpoon

#219171