Łabędzi śpiew Gazpromu

Obrazek użytkownika piotr.wolejko
Gospodarka

Gdy zbliża się zima, spodziewamy się zwykle mrozu i śniegu. Ostatnimi laty do tych standardowych symptomów zimy zaliczyć możemy także tzw. taniec na rurze. Nie, nie chodzi o żadną modyfikację programów, w których gwiazdy tańczą na lodzie albo udają się śpiewają. Taniec na rurze oznacza gazowy szantaż stosowany przez rosyjskiego monopolistę Gazprom wobec swoich sąsiadów - Ukrainy i Białorusi.

Odcinanie gazu pod rozmaitymi pretekstami, głównie związane z żądaniem płacenia przez odbiorców wyższych cen za dostarczany surowiec, to praktyka kilku ostatnich zim. Pamiętamy, kiedy Rosjanie odcięli dostawy gazu Ukrainie na kilkadziesiąt godzin, w efekcie czego straty poniosły polskie firmy z sektora chemicznego. Gazprom, będący w zasadzie departamentem ministerstwa spraw zagranicznych ( a czasem nawet ministerstwem(link is external)), wymuszał podwyżki za sprzedawany poniżej "europejskiego poziomu cen" gaz, trafiający do dawnych republik radzieckich.

Gazprom sprzedaje gaz w różnej cenie, zależnie od odbiorcy. Europa płaci najwięcej. Byłe republiki radzieckie są uprzywilejowane. Jeśli nie wychylają się za bardzo politycznie, mogą liczyć na korzystne ceny. W samej zaś Rosji gaz jest sprzedawany prawie za darmo. Indywidualni konsumenci mogą korzystać z gazu do woli, a przemysł płaci troszkę więcej, ale także niedużo. Efekty takiej polityki są oczywiste: 60 procent dochodów Gazpromu z eksportu gazu pochodzi Europy, gdzie Gazprom sprzedaje zaledwie czwartą część gazu, a wewnętrzny popyt rośnie dynamicznie, gdyż niskie ceny nie wymuszają oszczędności.

W lutym br, kiedy popełniłem o Gazpromie spory artykuł(link is external), kapitalizacja firmy przekraczała 320 miliardów dolarów. Później przekraczała ona kolejne granice, m.in. 350 miliardów dolarów. Szefostwo Gazpromu buńczucznie zapowiadało, że celem spółki jest osiągnięcie kapitalizacji w wysokości 1 biliona dolarów (w momencie szczytowym kapitalizacja największej spółki na świecie, Exxonu, ledwie przekroczyła 500 miliardów dolarów). Według prezesa firmy Alieksieja Millera ceny ropy miały sięgnąć 250 dolarów za baryłkę, a 1000 metrów sześciennych gazu wkrótce miało kosztować nawet 1500 dolarów.

Jakże bolesna musi być więc obecna sytuacja(link is external), w której kapitalizacja Gazpromu wynosi ok. 84 miliardy dolarów. Wartość akcji koncernu spadła(link is external) od początku roku o 76 procent, a zamiast wyprzedzić Exxon na liście największych spółek, Gazprom wypadł poza pierwszą trzydziestkę. Po pięciu latach rekordowych cen gazu ziemnego Gazprom jest zadłużony(link is external) na prawie 50 miliardów dolarów! Spółka, będąca oczkiem w głowie rządzących na Kremlu czekistów ubiega się o pomoc rządową w wysokości 5,5 miliarda dolarów.

Owszem, inne firmy, także Zachodnie, traciły na wartości. Jednak jest wiele różnic, na niekorzyść Gazpromu. Plusem firmy jest posiadanie złóż gazu o wartości ok. 200 miliardów dolarów. Minusów jest cała masa, pisałem o nich tutaj(link is external) , więc nie będę się powtarzał. W skrócie: przerost zatrudnienia, brak modernizacji infrastruktury i jej fatalny obecny stan, brak dostatecznych inwestycji w przygotowanie do eksploatacji nowych złóż i wyczerpywanie się tych eksploatowanych od lat , sztuczne zaniżanie cen dla odbiorców krajowych oraz niektórych zagranicznych. I oczywiście sterowanie z Kremla. Wszystko pięknie działało, dopóki nie przyszedł kryzys finansowy.

grafika: energyinvestmentstrategies.com

Gazprom dramatycznie potrzebuje pieniędzy, stąd ponowne postawienie sprawy z Ukrainą na ostrzu noża(link is external) . Jednak Ukraina jest w jeszcze bardziej dramatycznej sytuacji. Jej PKB kurczy się w błyskawicznym tempie, budżetowi brakuje pieniędzy. Tymczasem problemem jest nie tylko spłata długu, ale podwyżka cen gazu. Energochłonna gospodarka Ukrainy może nie wytrzymać kolejnego ciosu w postaci ponaddwukrotnej podwyżki cen błękitnego paliwa.

Rosjanie nie będą więc mieli litości, ale dwa miliardy (czy miliard - zależy kto liczy) Gazpromu nie zbawią. Firmę, tak jak i całą Rosję, czekają ciężkie czasy. Czasy, na które Gazprom i państwo rosyjskie sobie zapracowały - marnując okres surowcowego boomu na przeżeranie pieniędzy, zamiast inwestować pozyskiwane z łatwością środki.Smutne muszą być święta w siedzibie Gazpromu w Sankt Petersburgu.

Piotr Wołejko

Wcześniejsze wpisy poświęcone Rosji:

 

Więcej tekstów oraz autorów na nowym portalu Polityka Globalna :  

Brak głosów