Jak poprawic sytuację, by wszyscy byli zadowoleni?

Obrazek użytkownika Porter
Humor i satyra

Moja przyjaciółka, Anna Raciniewska, pisząca w Nowym Ekranie o bankowości popełniła w ramach swojego bloga tekst o doradcach finansowych (http://nieufnie.nowyekran.pl/post/7021,spiesz-sie-powoli). W skrócie - zdaniem Ani ci doradcy nie służą do niczego, poza szarpaniem nerwów klientów. Wydaje mi się, że nie jest tak źle. Po prostu system doradców finansowych działa u nas, jak wiele innych – na niby. Ktoś kiedyś wymyślił, że są potrzebni, więc system istnieje. Tak naprawdę nie jest bardzo dokuczliwy, ani szkodliwy, a to z tego powodu, że nikt nie wpadł na oczywisty pomysł, by uczynić korzystanie z pośrednictwa doradcy obowiązkowym. Rzecz jasna w trosce o podwyższenie standardu usług, bo zwykły obywatel – czytaj kretyn – sam z pewnością zgubiłby się w dżungli przepisów, nie potrafiłby wypełnić wszystkich druczków, a nawet mógłby wybrać kredyt niedostosowany do jego potrzeb i możliwości. A doradca weźmie ten trud na siebie. I taki koncept ma, nawiasem mówiąc, same zalety. Obecnie usługi doradcy finansowego kosztują niewiele. A gdyby były obowiązkowe, mogłyby kosztować bardzo dużo, a klient i tak musiałby z nich korzystać. Oczywiście nie znaczy to, że doradca ponosiłby odpowiedzialność za błędy popełnione przy wyborze kredytu. Co to, to nie. Odpowiedzialność spoczywałaby na kliencie. Dlatego absolutnie fundamentalne jest, by poziom tych doradców był wysoki, bo niski zagrażałby interesom klientów. Ten poziom może zapewnić wyłącznie stworzenie korporacji zawodowej doradców finansowych, która sama decydowałaby, kto może być takim doradcą, a kto nie. Oczywiście najlepszym doradca byłby ktoś, kto od dzieciństwa zapoznaje się z tajnikami zawodu, a jako adept może liczyć na wsparcie starszego, bardziej doświadczonego mentora – taty lub mamy. A kiedy w Sejmie pojawiłby się projekt Ustawy o Kancelariach Doradców Finansowych, przeszedłby przez komisje i został przyjęty przez Wysoka Izbę, ktoś zwróciłby uwagę, ze to może niekoniecznie najlepszy pomysł, żeby kupując pralkę, czy inny mikser na raty, mieszać w to kancelarię doradczą. Konstatacja ta wywołałaby ożywioną dyskusję, która doszłaby do uszu pana premiera, a ten wystąpiłby w telewizji i zapowiedział, patrząc szczerze w oczy telewidzów, że dołoży starań, by Senat wprowadził do ustawy o Kancelariach Doradców Finansowych poprawki. I żeby na przykład przy kredytach o wartości poniżej dziesięciu tysięcy złotych korzystanie z Kancelarii Doradczej nie było obowiązkowe. Senat oczywiście zgodziłby się z opinią pana premiera, najwyżej dopisałby, ze kredyty uzyskiwane bez udziału kancelarii Doradczej musza być dodatkowo ubezpieczane w Funduszu Asekuracji Kredytowej (który powstanie specjalnie w tym celu). Następnie Pan prezydent ustawę podpisze, nowe prawo wejdzie w życie i wszyscy będą szczęśliwi. A potem ktoś pomyśli, że to w sumie idiotyzm, że przy takiej dupereli jak wzięcie kredytu korzysta się obowiązkowo z profesjonalnego doradcy, zaś w przypadku tak poważnej sprawy, jak małżeństwo, idzie się na żywioł – i powstanie projekt Ustawy o Biurach Matrymonialnych.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Żart! Jedynym zadowolonym ma być bank - czytaj jego właściciel - i jest.

Wszelkiej maści doradcy finansowi to w większości średnio wykształcone środki kapusty.Taka jest polityka banku.Gdzie mądry nie może nic wskórać, tam poślą idiotę.Banki nic nie tracą,a zyskać mogą nowego klienta.Czy zadowolonego? To już inna sprawa.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------ Sukces nigdy nie jest ostateczny,porażka nigdy nie jest totalna.Liczy się tylko odwaga.  /Churchil/

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#144475

Zadowolony będzie bank, doradca, a i klient, pewny że ma swietną opiekę.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#144757