KWAŚNIEWSCY, CBA I TAJEMNICE WILLI W KAZIMIERZU

Obrazek użytkownika Felix
Kraj

Od kilku miesięcy gazety rozpisują się na temat historii willi w Kazimierzu. Medialny przekaz jest prosty: złe CBA chciało zniszczyć niewinnych państwa Kwaśniewskich. „Gazeta Polska” dotarła do szczegółów operacji specjalnej, w świetle których sprawa nie jest tak oczywista.

Takiej sytuacji, by minister sprawiedliwości-prokurator generalny spalił akcję CBA, mało kto się spodziewał. 1 października zeszłego roku Andrzej Czuma pojawił się w studiu Radia Zet. Miał odpowiadać na pytania związane z odkrytą przez CBA aferą hazardową, w której po uszy tkwili najwyżsi politycy Platformy Obywatelskiej. Ale już w pierwszej minucie wywiadu Czuma zboczył z tematu i dokonał zdumiewającej „wrzutki”. Stwierdził, że CBA „zażądało od prokuratury zaaresztowania pani Jolanty Kwaśniewskiej”

Czuma: – Bardzo starannie przeglądałem ten materiał [zebrany przez CBA na temat nielegalnego lobbingu w sprawie nowelizacji ustawy o grach losowych], ponieważ pan Mariusz Kamiński w ostatnim czasie zachowuje się dość osobliwie. Mianowicie kilka tygodni temu zjawił się u mnie i zażądał, żebyśmy zaaresztowali panią Jolantę Kwaśniewską. Oczy w słup, mówię, a jakie to dowody są mianowicie. A no takie, że przypuszczalnie jej przyjaciółka albo koleżanka sprzedała swoją działkę i chciała uniknąć podatku i po cichutku pieniądze wziąć w garść. A ona [Jolanta Kwaśniewska] jest też współwłaścicielką działki.

Operacja „Krystyna”

Do czego nawiązywała „wrzutka” Czumy? Chodziło o operację CBA, która – jak dowiedziała się „GP” – nosiła kryptonim „Krystyna”. Jej celem było zebranie dowodów, że Jolanta i Aleksander Kwaśniewscy dysponują majątkiem, który nie ma pokrycia w ich dochodach, a więc pochodzi z nielegalnych źródeł. Premier Donald Tusk, który został o operacji poinformowany parę miesięcy wcześniej, był na tyle zadowolony z perfekcyjnej pracy zaangażowanych przy niej funkcjonariuszy, że zadecydował o podniesieniu funduszu operacyjnego CBA [tajnej części budżetu przeznaczonej na operacje specjalne] – przy zamrożeniu budżetów pozostałych służb specjalnych.

Wystąpienie Czumy wywołało ostrą reakcję szefa CBA. Jak się okazało, akcja Biura nie była zakończona. – Współpracujemy z prokuraturą katowicką i wykonujemy w ramach tego śledztwa różne czynności, w tym zaawansowane działania operacyjne. Sprawa jest, powiedziałbym, rozwojowa – mówił Mariusz Kamiński, sugerując, że minister nieprzypadkowo wpuścił do obiegu publicznego nazwisko Kwaśniewskiej.

Co się takiego zdarzyło, że podległy szefowi rządu minister zakwestionował profesjonalizm funkcjonariuszy CBA i spalił będącą w toku akcję?

Lokalne media: Kwaśniewscy kupili willę. Podpisali umowę przedwstępną

Aby zrozumieć pozornie sprzeczne działania premiera Tuska i członka jego gabinetu trzeba się cofnąć do kwietnia 2006 roku. Centralne Biuro Antykorupcyjne istniało jeszcze wtedy jedynie na papierze, jako projekt opracowywany przez komisje sejmowe.

Ludzie powoli szykowali się do świąt Wielkiej Nocy, gdy na łamach lubelskiej prasy pojawiła się wieść elektryzująca lokalną społeczność. Media zgodnie donosiły, że Aleksander Kwaśniewski, który po 10 latach złożył urząd prezydencki, wraz z żoną nabywa wspaniałą nieruchomość w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą. „Znamy adres, pod którym chce zamieszkać w Kazimierzu były prezydent Aleksander Kwaśniewski. W ostatnią niedzielę specjalnie przyjechał do miasteczka, by obejrzeć przyszłą posiadłość” – podał „Dziennik Wschodni” (7 kwietnia 2006 roku). „Z naszych informacji wynika, że państwo Kwaśniewscy są zainteresowani jedną z willi położonych nad ulicą Zamkową. Jerzy Żurawski, były konserwator zabytków, mówi: – To jedna z najpiękniejszych działek w Kazimierzu, niemal sąsiadująca z basztą”.

Temat podchwytuje „Super Express”: „Byłej parze prezydenckiej powodzi się nie najgorzej. Nie tak dawno kupili apartament w Wilanowie, jednej z najdroższych dzielnic Warszawy, a kilka dni temu sfinalizowali zakup domu w Kazimierzu Dolnym. Willa warta jest, bagatelka, 800 tysięcy dolarów, czyli około 2 mln złotych! Państwo Kwaśniewscy zażądali, by dotychczasowa właścicielka willi Maryla J. (...) [w oryginale podane nazwisko] (63 l.) wyprowadziła się z niej do końca tego tygodnia. (…) Willa prezydencka jest ogromna. Ma ponad 400 metrów. Dom ma dwa poziomy i poddasze, na którym znajduje się jeden pokój. Na parterze jest ogromna jadalnia urządzona biedermeierami, wartymi 500 tysięcy złotych. Meble te, jak ustaliliśmy, zostaną w domu”.

12 kwietnia 2006 roku lubelska „Gazeta Wyborcza” podaje swoje ustalenia dotyczące nieruchomości: „Czy prezydencka para kupiła willę w Kazimierzu Dolnym? Wczoraj dotychczasowa właścicielka wyprowadzała się z rezydencji na wzgórzu. (…) Po południu przed domem stała furgonetka, do której kilku mężczyzn pakowało rzeczy. Jednak nie udało nam się obejrzeć posesji, bo na nasz widok zamknęli bramę. Także właścicielka willi nie chciała z nami rozmawiać. Płot z państwem Kwaśniewskimi ma dzielić Henryk Walkiewicz: – Tak, tak, to już sprzedane prezydentowi. Ta pani się już wyprowadza – potwierdza pan Henryk. – Ja się cieszę z takiego sąsiedztwa, będzie spokój, ochrona”.

Następnego dnia „Wyborcza” powtarza, że do willi położonej obok baszty i niedaleko kazimierskiego rynku wprowadzą się niebawem Kwaśniewscy. „Jak już pisaliśmy, prezydencka para kupiła tam dom z ogrodem i widokiem na Wisłę”. Przy okazji gazeta wylicza sławy, które wcześniej zamieszkały w okolicy: Zanussi, malarz Jan Wołek („przez wiele lat artysta mieszkał w willi, którą właśnie kupili Kwaśniewscy”), Romuald Lipko z Budki Suflera, Daniel Olbrychski, Jadwiga Staniszkis.

„Dziennik Wschodni” prowadzi dalsze śledztwo. W artykule „Dom dla prezydenckiej pary” czytamy: „Dwa miliony złotych zapłacili państwo Kwaśniewscy za willę w Kazimierzu Dolnym – dowiedzieliśmy się nieoficjalnie”. W kolejnym tekście „Porozumienia nie ma. Jest bariera” reporter „Dziennika Wschodniego” relacjonuje: „Jolanta Kwaśniewska w telewizji zaprzeczyła, że dom kupiła. Zdementowała też informacje, że transakcję miał badać urząd skarbowy. Ponieważ z naszych ustaleń wynika, że Kwaśniewscy prowadzili jednak rozmowy w sprawie zakupu domu od Marii J. (...), skierowaliśmy do Jolanty Kwaśniewskiej pytania na piśmie. Ale na odpowiedź nie doczekaliśmy się. Dostaliśmy jedynie pismo od Małgorzaty Dębek z Fundacji »Porozumienie bez barier« z wyjaśnieniem, że pani Kwaśniewska nie zamierza odpowiadać na tak osobiste pytania. Ostatnio dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, że państwo Kwaśniewscy sporządzili umowę przedwstępną z właścicielką upatrzonej willi. Podpisanie właściwej umowy może nastąpić w dowolnym momencie”.

Oleksy nadaje na „małego krętacza” i wyfiokowaną Jolkę

Temat majątku Kwaśniewskich szybko ucichł. Aż do marca 2007 roku, kiedy opinia publiczna poznała szczegóły rozmowy Józefa Oleksego, byłego premiera i ministra spraw wewnętrznych w rządach SLD oraz byłego marszałka Sejmu, z biznesmenem Aleksandrem Gudzowatym. Pogawędkę nagrano we wrześniu 2006 roku. Oleksy opowiadał Gudzowatemu o niewyjaśnionym pochodzeniu majątku „małego krętacza” – jak go nazywał – „Olusia Kwaśniewskiego”.

– Kupili przecież w Kazimierzu całe wzgórze od Jaśka Wołka. To jest ten artysta. Byłem tam. Piękne. Ale ich sprawa, ja nikomu nie zazdroszczę. Tylko że gdyby ktoś się zawziął, to apartament u Krauzego to jest minimum 4,5 mln zł. Przecież to jest 400 m, tam chodzi po 11 tys. metr, to policz sobie, ile to kosztuje, ten 400-metrowy apartament. Dom w Kazimierzu – nie umiem tego wycenić, ale na pewno jest to droga sprawa. Jazgarzew 6 ha działki z asfaltową drogą zrobioną do samego domu przez pola. I to nie jest wszystko. Ma tego majątku trochę. Jak zderzysz jego wynagrodzenia prezydenckie, a nawet Joli dochody, no to co z tego, że ona ma 100 tys. za ten program w telewizji [TVN Style], by się wstydziła tam występować.

– Miesięcznie? – pyta Gudzowaty.

– Nie, do grudnia [Kwaśniewska zaczęła pracę w charakterze prezenterki TVN w kwietniu 2006 roku – przyp. aut.]. Za całość kontraktu. I robi takie pierdoły. Raz oglądaliśmy to z Majką i więcej nie oglądam. Siedzi wyfiokowana Jola i przez 15 minut czy więcej uczy obywateli, jak jeść bezę. Teraz on [Kwaśniewski] ma dołączyć jeszcze na kolejne 10 tys., ale nie uzbiera, żeby nie wiem jak się naharował, to nie uzbiera tyle, ile potrzebuje na wylegitymizowanie tego.

Po ujawnieniu „taśm Gudzowatego” katowicka prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie majątku byłej pary prezydenckiej. Prokuratorzy podejrzewali, że Kwaśniewscy poprzez zakup nieruchomości legalizują dochody z nieujawnionych źródeł, przy okazji dokonując oszustw podatkowych. Mówiąc krótko – zakładano, że mogą prać brudne pieniądze.

Prokuratura zleciła prowadzenie śledztwa Centralnemu Biuru Antykorupcyjnemu. CBA ustaliło, że Jolanta i Aleksander Kwaśniewscy nie mieli na tyle dużych dochodów, by jednocześnie nabyć apartament w Wilanowie (od Pirelli PeKaO Estate) oraz posiadłość w Kazimierzu.

Z jawnych akt późniejszej sprawy sądowej wynika, że Aleksander Kwaśniewski miał kłopoty ze wskazaniem podmiotu, od którego w 2006 roku otrzymał pieniądze (nie potrafił udokumentować, że pieniądze pochodziły z wykładów). Złożył korektę zeznań podatkowych i zapłacił odsetki.

Wycinka drzew przed przyjazdem Kuczmy

Tymczasem CBA wzięło pod lupę sprawę willi w Kazimierzu. Od wielu lat Kwaśniewscy często bywali w rezydencji, przyjmowali tam także swoich gości. Czuli się, jak u siebie. Mieszkaniec jednego z sąsiednich domów opowiedział „Gazecie Polskiej”, że w 2001 roku prezydent Kwaśniewski przyjmował w Kazimierzu prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmę. Po zakończeniu części oficjalnej w pobliskim domu wczasowym „Karlik” panowie udali się właśnie do willi pod basztą.

– Wcześniej ochrona wycięła tam trochę krzaków i drzew, by móc łatwiej obserwować posesję – tłumaczył sąsiad.

Zgodnie z dokumentacją, od lat 80. właścicielką willi była Maria J., ekspartnerka Jana Wołka, przyjaciółka Jolanty Kwaśniewskiej.

Jeszcze w 2005 roku Maria J. wykazywała minimalne dochody, rzędu 7,6 tysiąca złotych rocznie. Jej status materialny poprawił się na przełomie 2005 i 2006 roku. CBA ustaliło, że w ostatnich miesiącach 2005 roku na konto Marii J. zaczęły wpływać ratami spore kwoty. Razem było to 830 tysięcy dolarów. Z inicjatywy prokuratury sprawą tą zainteresował się Urząd Kontroli Skarbowej w Lublinie.

Równocześnie za zgodą prokuratora generalnego i sądu CBA założyło Marii J. podsłuch. Wynikało z niego, że Maria J. reguluje bieżące opłaty za pieniądze otrzymywane od osoby określanej w rozmowach z synem Janem J. jako „koleżanka”.

Podczas podsłuchanej rozmowy z Kwaśniewską o abonamencie na kablówkę była prezydentowa przypominała Marii J.: „pamiętaj, żeby było dużo kanałów sportowych, bo Olek tak je lubi oglądać”.

UKS przeprowadza kontrolę, czyli Marek M. wchodzi do akcji

Podsłuchy wykazały, że wszczęta jesienią kontrola UKS wywołała zaniepokojenie Marii J. To wtedy CBA nagrało rozmowę Marii J. z Markiem M., ówczesnym szefem Budimeksu, w czasie której ustalili, że Marek M. pójdzie do Urzędu i przyzna, że jest właścicielem nieruchomości. – Nawet jak będą mnie sprawdzać, to się dowiedzą, że stać mnie na wiele takich domów – zapewnił Marek M. swoją rozmówczynię.

Rzeczywiście, jak wynika z akt sądowych, Marek M. ma imponujący majątek. Posiada wraz z żoną dom w Warszawie o pow. 400 m kw. z działką (jak wyjaśnił „nie pamięta powierzchni”), „dziewiętnaście albo dwadzieścia mieszkań” na warszawskim Tarchominie, które są wynajmowane, podobnie jak 21 mieszkań w Olsztynie, 300-metrowy dom na Mazurach, 200-metrowy bliźniak w Nadarzynie wraz z działką, osobną działkę w Nadarzynie o powierzchni 4 tysięcy mkw., domek letniskowy w Broku z działką, 200-metrowy dom w Hiszpanii z działką, oszczędności w wys. 3–4 milionów zł, dwa mercedesy i dwa inne samochody. Jego roczne dochody także przyprawiają o zawrót głowy.

Maria J. spisała Markowi M. na kartce w punktach najważniejsze kwestie:

„1. Umowa przedwstępna w październiku 2005 roku, 1 milion złotych gotówką. W 2006 wpłacał mi pan etapami resztę – 500 tys. zł.

2. Płacił pan świadczenia za dom po mojej wyprowadzce, tj. od kwietnia 2006 r.

3. Część rachunków ma pan, część ja jako pełnomocniczka”.

Marek M. udał się do UKS i złożył zeznania zgodnie z zapisami na kartce. Kartka została zabezpieczona w poczet dowodów podczas późniejszych przeszukań.

W UKS prezes Budimeksu podał także, że akt notarialny sporządzono w 2007 roku.

Zeznania Marka M. wzbudziły wątpliwości prokuratora prowadzącego śledztwo w sprawie majątku Kwaśniewskich. Marek M. podał, że przekazywał pieniądze Marii J. m.in. w lutym i czerwcu 2006 roku w siedzibie Budimeksu w Warszawie. Ale, jak ustaliła prokuratura, Marka M. mogło nie być wówczas w kraju. Podobnie jak w dniu podpisania aktu notarialnego. Według naszych informacji prokuratura miała nabrać podejrzeń, że Marek M. jest w całej transakcji jedynie „słupem”.

W grudniu 2007 roku Marek M. spotkał się w Kazimierzu z Jolantą Kwaśniewską. CBA zdołało ustalić, że z budynku uprzątano wszystkie przedmioty należące do byłej pary prezydenckiej. Przed tym spotkaniem funkcjonariusze zamierzali założyć podsłuchy w willi, ale prokurator krajowy Marek Staszak nie wyraził na to zgody. (Gdy „Gazeta Polska” zapytała Staszaka o powody odmowy, odparł: – Nie mogę się wypowiadać na ten temat, bo sprawa jest tajna.)

Skarbówka kończy kontrolę, czyli kamień z serca Kwaśniewskich

W tej sytuacji kierownictwo CBA zadecydowało o użyciu innych dostępnych tej służbie narzędzi. Postanowiono przeprowadzić operację specjalną z udziałem agenta działającego pod przykryciem w środowisku biznesu i showbiznesu. Agent ukrywał się pod pseudonimem Tomasz Małecki. Jego zadaniem było zawarcie towarzyskiej znajomości z Janem J., synem byłej właścicielki kazimierskiej posiadłości. Operacji nadano kryptonim „Krystyna”.

Małecki wprowadził się do apartamentowca, w którym mieszkał J. Wkrótce rzeczywiście zaprzyjaźnił się z Janem J. i jego dziewczyną Agnieszką K., zawarł także bliższą znajomość z ich rodzicami. W aktach sprawy sądowej można znaleźć zeznania świadka incognito, który opisuje, jak wiosną 2009 roku Jan J. wyznał mu, że właśnie „skończyły się ich problemy z urzędem skarbowym w związku z Kazimierzem Dolnym. Powiedział, że spadł z serca kamień jego matce i Kwaśniewskim. (...) Zapytałem Janka, dlaczego Kwaśniewscy nie mogą być właścicielami domu. Odpowiedział mi, że trzeba wykazać, skąd pochodzą pieniądze na zakup domu. (...) Janek mówił mi, że jak mieli problem z urzędem skarbowym, to żeby się skomunikować wysyłali sobie w kopertach telefony komórkowe”.

Wkrótce Małecki przyjął zaproszenie do spędzenia Wielkanocy w Puławach, gdzie obecnie mieszka matka Jana, Maria. To wtedy dziewczyna Janka zdradziła agentowi Tomkowi, że willa w Kazimierzu należy do byłej pary prezydenckiej. Stało się to w lany poniedziałek, gdy podczas wyjazdu do Kazimierza Agnieszka została kompletnie zmoczona wodą na tamtejszym rynku. Zmuszona była wówczas przebrać się w suche rzeczy. Wszyscy poszli wtedy do willi na wzgórzu zamkowym. Agnieszka zaprezentowała nowe przebranie, mówiąc do Małeckiego: – To wszystko to ciuchy Jolki Kwaśniewskiej.

Gdy „Gazeta Polska” zadzwoniła do Agnieszki K. z zapytaniem o tę sytuację, zaprzeczyła, by taki fakt miał miejsce. Kolejne pytanie ucięła: – To pomyłka – i rzuciła słuchawkę.

Maria i Jolanta mówią grypsem

Funkcjonariusze CBA zakładali, że willa w Kazimierzu, odkąd zrobił się wokół niej szum medialny, przestała być atrakcyjna dla jej domniemanych właścicieli i będą chcieli się jej pozbyć. Postanowili przeprowadzić zakup kontrolowany. Dlatego Małecki, grając zamożnego biznesmena działającego na rynku nieruchomości, zaproponował Janowi J. i jego matce, że chętnie odkupi rezydencję i urządzi w niej spa. Jak się okazało, propozycja trafiła na podatny grunt.

Zanim doszło do transakcji, Maria J. sprawdzała Małeckiego – m.in. poprzez znajomą sędzię z Krakowa. Gdy sprawdzenie nie wykazało zagrożenia, zaproponowała za willę cenę 3,5 miliona złotych. Ale Małecki się na to nie zgodził.

Z podsłuchów wiadomo, że Maria J. zadzwoniła do Jolanty Kwaśniewskiej. – Klient mówi, że 350 złotych za te buty to za drogo. Trzeba obniżyć cenę – tłumaczyła. W drodze negocjacji Maria J. uzgodniła z Małeckim ostateczną kwotę 3,1 mln zł.

Pewnego dnia Jan J. zakomunikował Małeckiemu: „Moja mama jest na spotkaniu z prawdziwymi właścicielami. Będzie decyzja, czy sprzedają, czy nie”. W tym czasie Maria J. spotkała się z Jolantą Kwaśniewską na Kongresie Kobiet.

Po powrocie wyraziła zgodę na transakcję. Jednocześnie zaproponowała, by półtora miliona zostało przekazane „pod stołem”, ażeby sprzedający zapłacił mniejszy podatek.

Do finalizacji transakcji miało dojść 29 lipca 2009 roku. Nieco wcześniej Maria J. zadzwoniła do Marka M.

– Słuchaj, Marek, nie wiem czy wiesz, ale sprzedajesz swój dom.

– Sprzedaję mój dom? A, dobra – odparł szef Budimeksu.

Tymczasem CBA zwróciło się do Andrzeja Czumy o zgodę na przeprowadzenie zakupu kontrolowanego. Minister poprosił o czas na gruntowne zapoznanie się z wnioskiem. Następnego dnia wyraził zgodę na przeprowadzenie operacji. – Miał pełną wiedzę na temat tego, o co chodzi w tej sprawie, jakie działania CBA zamierza przeprowadzić i udzielił osobistej zgody – stwierdził Mariusz Kamiński, co zresztą potem potwierdził sam Andrzej Czuma.

Funkcjonariusze przygotowali 1,5 miliona złotych w znakowanych banknotach. Zakładali, że pieniądze trafią do prawdziwych właścicieli willi.

Gorący dzień transakcji

Zdarzenia z 29 lipca 2009 roku układają się w scenariusz filmu sensacyjnego. Zgodnie z umową z Janem J. Małecki ma mu najpierw przekazać 1,5 miliona złotych, a potem pojechać na podpisanie aktu notarialnego opiewającego na resztę sumy. Pieniądze są w walizce. W czasie, gdy Jan J. pod okiem kamer CBA w mieszkaniu agenta Tomka liczy banknoty (co potrwa parę godzin), Maria J. wraca z pobytu w mazurskim domu wynajmowanym przez Kwaśniewskich. W drodze odbiera telefon od byłej prezydentowej.

– Marylko, ą propos tej torby z butami, którą masz odebrać, to dobrze by było, żeby te buty miały rozmiar europejski.

Maria J. kontaktuje się z Markiem Zabrzeskim, który w imieniu Kwaśniewskiej zarządza jej agencją nieruchomości Royal Wilanów. Zaraz oddzwania do Jolanty Kwaśniewskiej: – Wiesz Jolu, jestem już po rozmowie z Markiem i ą propos tego samochodu, to ten samochód będzie w dobrym standardzie amerykańskim.

Funkcjonariusze CBA domyślają się, że Jolanta Kwaśniewska i Maria J. rozmawiają o wymianie gotówki ze sprzedaży willi ze złotych na euro. W drugiej rozmowie – na dolary.

Wnioski śledczych potwierdziły późniejsze zeznania Marka Zabrzeskiego. –Tydzień wcześniej Jolanta Kwaśniewska powiedziała mi, że Marysia będzie miała do mnie interes. Wczoraj znowu Jolanta zadzwoniła i upewniła się, czy jestem na miejscu.

Chodziło o prośbę Kwaśniewskiej, by wymienić gotówkę. Zabrzeski pojechał do kantoru zapytać, czy jest możliwa wymiana tak dużej kwoty na dolary.

Funkcjonariusze CBA wiedzieli w tym momencie, że znaczone banknoty nie trafią do Kwaśniewskich, bo wcześniej zostaną wymienione na walutę obcą. Jednak kontynuowali akcję. Jan J. zdążył przeliczyć pieniądze i przekazać je matce. Tomasz Małecki pojechał do biura notarialnego podpisać umowę. Wręczył obecnemu tam już Markowi M. karteczkę z potwierdzeniem otrzymania zapłaty napisaną przez Jana J. Ten kiwnął głową i transakcja – nie bez oporów notariusza, oponującego przeciwko niskiej cenie zakupu – została sfinalizowana.

Maria J. zawiozła pieniądze do Zabrzeskiego. Ten wszedł z pieniędzmi do swojego biura i zamknął je w sejfie.

Jeszcze tego samego wieczoru bohaterowie tych wydarzeń zostali zatrzymani przez CBA. Funkcjonariusze zabezpieczyli w biurze Marka Z. całą kwotę użytą w operacji. Następnie w willi w Kazimierzu przeprowadzono przeszukanie. Znaleziono ukryty sejf. O sejfie tym zeznał świadek incognito: „J. pokazywali mi dom, co gdzie jest. Wtedy też chcieli wyjąć z sejfu jakieś dokumenty, plany, ale nie mieli szyfru. Z kontekstu rozmowy wywnioskowałem, że szyfr posiada Jolanta Kwaśniewska. Janek powiedział do matki, by do niej zadzwoniła. – Nie będę nigdzie dzwonić – odparła”.

Ponadto śledczy znaleźli ukryte pomieszczenie za półkami z książkami, a w nim rozmaite przedmioty należące do byłej pary prezydenckiej, m.in. albumy pamiątkowe, pismo Jolanty Kwaśniewskiej do redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej” Pawła Lisickiego z żądaniem sprostowania, a nawet projekt umowy licencyjnej między Aleksandrem Kwaśniewskim a wydawnictwem BGW.

Maria J. zeznała: – Tam były rzeczy Marka M., Joli Kwaśniewskiej. Tam wiele osób przywoziło niepotrzebne im przedmioty. To były rzeczy, za które ja byłam odpowiedzialna.

Ale funkcjonariusze nie znaleźli niczego, co należałoby do Marka M. bądź Marii J.

Afera hazardowa, czyli potrzebny hak na SLD

Na przebieg śledztwa musiał wpłynąć fakt, że gdy CBA wciąż prowadziła działania związane z willą w Kazimierzu, na jaw wyszła afera hazardowa. – Słabnąca Platforma Obywatelska na gwałt potrzebowała sojusznika do przeprowadzenia paru niepopularnych ruchów – mówi jeden z wysokich funkcjonariuszy CBA. Po pierwsze – chciała natychmiast odwołać Mariusza Kamińskiego. Po drugie – musiała zdobyć ciche poparcie w ewentualnej komisji śledczej badającej aferę hazardową.

Tak więc gdy 1 października 2009 roku minister Czuma ujawnił, że działania CBA obejmowały także byłą prezydentową, miał realizować precyzyjnie przygotowany scenariusz pozyskiwania SLD. Scenariusz, którego uwieńczeniem było poparcie Bronisława Komorowskiego przez Aleksandra Kwaśniewskiego w drugiej turze wyborów prezydenckich.

13 października premier Donald Tusk odwołał Mariusza Kamińskiego.

Wojtunik donosi do prokuratury, ale na... Kamińskiego

Paweł Wojtunik, następca Mariusza Kamińskiego, nakazał prześwietlić operację „Krystyna” pod kątem przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez usunięte kierownictwo CBA. Fachowcy, którzy badali dokumenty, nie stwierdzili nieprawidłowości w działalności Biura. Wojtunik polecił więc zbadanie sprawy kolejnemu funkcjonariuszowi, który tym razem znalazł powody do złożenia doniesienia do prokuratury. Wkrótce, jak się dowiedzieliśmy, awansował.

Jak ustaliła „Gazeta Polska”, sprawa trafiła do Wydziału V ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji warszawskiej Prokuratury Apelacyjnej. Śledztwo prowadzi prokurator Jerzy Mierzewski, który na temat prowadzonych przez siebie śledztw wypowiadał się na łamach „Gazety Wyborczej” (m.in. w sprawie więzień CIA w Polsce). Zapytaliśmy Prokuraturę Apelacyjną w Warszawie, na jakim obecnie etapie jest sprawa wszczęta po zawiadomieniu Pawła Wojtunika, ale nie uzyskaliśmy żadnej odpowiedzi.

Zarzuty

Prokuratura postawiła Marii i Janowi J. zarzut pomocnictwa w przestępstwie karnoskarbowym, Markowi M. – zarzut poświadczenia nieprawdy i oszustwa skarbowego. Ich sprawa toczy się przed Sądem Rejonowym w Piasecznie pod Warszawą. Zanim tam trafiła, krążyła między sądami w Warszawie i Puławach. Po drodze jeden z tomów został zalany szkodliwą substancją chemiczną i można go przeglądać wyłącznie w ochronnych rękawiczkach.

Maria J. w odpowiedzi na pozew złożyła do akt oświadczenie, że ona i jej syn są „ofiarami wstrętnej prowokacji CBA”.

Marek M. o kazimierskiej aferze wypowiedział się dla „Pulsu biznesu”. „Kupiłem dom w 2007 roku, ale po ujawnieniu taśm Oleksego pojawiały się pod nim tłumy turystów, dziennikarzy i pewnie także agentów. Nie dało się tam przebywać, więc postawiłem go sprzedać – mówi Marek Michałowski. Kupca pomógł znaleźć syn kobiety, która administrowała domem w Kazimierzu. Okazał się nim Tomasz Małecki”.

Mimo zebranych dowodów w sprawie, w tym licznych stenogramów z podsłuchów, prokuratura nie kwapiła się, by postawić zarzuty Jolancie Kwaśniewskiej. Byłej prezydentowej nawet nie przesłuchano.

Prowadzący śledztwo prokurator Rafał Nagrodzki na większość szczegółowych pytań nie odpowiada, zasłaniając się tajemnicą śledztwa.

Prokuratura poinformowała „Gazetę Polską”, że śledztwo w wątku dotyczącym majątku Kwaśniewskich zostało umorzone z powodu braku dowodów w sprawie.

O willi w Kazimierzu chcieliśmy porozmawiać z byłym prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim. Jego asystentka Anna Wnuk poinformowała nas, że nie ma możliwości, by znalazł czas – co najmniej przez najbliższe półtora miesiąca. Na nasze pytanie przesłane droga mailową, jak tłumaczy fakt, że w 2009 roku w prywatnej willi w Kazimierzu administrowanej przez Marię J. znajdował się ukryty pokój, w którym znaleziono jego pamiątki, m.in. obraz podarowany przez jednego z wojewodów, nie odpowiedział.

Na nasze próby kontaktu przez trzy tygodnie nie odpowiedziała także eksprezydentowa Kwaśniewska. Ewa Borkowska z biura zarządu Fundacji Porozumienie bez Barier poinformowała nas, że Jolanta Kwaśniewska nie odpowie na zadane jej pytania, ponieważ przebywa za granicą.

CBA dogaduje się w sprawie zwrotu willi

Jak dowiedziała się „GP”, nowe szefostwo CBA chce zwrócić nieruchomość w Kazimierzu Markowi M.

Zapytaliśmy Pawła Wojtunika, jak zakończyły się rozmowy z pełnomocnikiem Marka M. na temat anulowania transakcji zakupu i na jakiej podstawie prawnej CBA przyjmuje, że willa w Kazimierzu nie stanowi dowodu w sprawie. – Prokuratura Apelacyjna w Katowicach jest gospodarzem postępowania i tylko ona może udzielić odpowiedzi na ewentualne pytania w tym zakresie. Prokurator, który prowadzi sprawę, decyduje również o dopuszczeniu i uznaniu bądź nieuznaniu konkretnego przedmiotu za dowód w postępowaniu przygotowawczym – odpowiedział Jacek Dobrzyński, rzecznik CBA.

Bo zasłaniały chodnik

W Kazimierzu wciąż bez problemu każdy wskazuje zainteresowanym drogę, jak dojść do willi byłej pary prezydenckiej. Sprzedawczyni ze sklepu z pamiątkami pamięta, jak przyjeżdżał tu Aleksander Kwaśniewski. – Raz przyszli do mnie dwaj panowie w cywilu – opowiada. – Powiedzieli, że przyjeżdża prezydent i będzie przechodził chodnikiem koło sklepu. I nakazali wycięcie barwinków, takich małych kwiatków, które nachodziły na chodnik. Powiedzieli, że prezydentowi to będzie przeszkadzać. No i musieliśmy wyciąć.

Dorota Kania

Współpraca: Magdalena Nowak, JT, AG

Nie zdradziłem tajemnicy

Z Andrzejem Czumą (PO), byłym ministrem sprawiedliwości-prokuratorem generalnym – rozmawia Dorota Kania

Na jakiej podstawie powiedział Pan w październiku 2009 r. w Radiu Zet, że CBA chciało aresztować Jolantę Kwaśniewską, skoro – jak Pan sam publicznie oświadczył – nie miał wglądu w akta sprawy?

O zamiarze aresztowania Jolanty Kwaśniewskiej powiedział mi pracownik CBA.

A kto konkretnie?

Niestety nie mogę ujawnić tej informacji. Pracownik CBA przyszedł i powiedział: chcemy aresztować Kwaśniewską.

Jak Pan zareagował?

Nie mogę tego powiedzieć.

Czy nie uważa Pan, że ujawniając szczegóły operacji CBA, zdradził Pan tajemnicę państwową?

Nie uważam, że ujawniłem tajemnicę państwową, ponieważ po pierwsze, operacja specjalna zakończyła się w lipcu, a po drugie, o całej sprawie już wcześniej szeroko pisały gazety. Poza tym osoby, które najgłośniej mówiły, że złamałem tajemnicę państwową, nawet nie złożyły zawiadomienia do prokuratury.

Przed Pańską wypowiedzią nie pojawiły się żadne publikacje na temat operacji CBA związanej z willą w Kazimierzu.

Moim zdaniem na pewno były.

Na operację specjalną CBA, którą teraz Pan krytykuje, sam Pan wydał zgodę.

Podpisałem zgodę na wniosek CBA o prowadzenie operacji specjalnej, ponieważ na podstawie uzasadnienia przedstawionego mi przez CBA uznałem, że jest słuszny.

A co takiego się stało w ciągu paru miesięcy, że zmienił Pan zdanie w tej kwestii?

CBA podało we wniosku fakty niezgodne z rzeczywistością i ja te fakty przyjąłem, podobnie jak sąd. Zarówno ja, jak i sąd nie mogliśmy sprawdzić prawdziwości podanych faktów. Nie mogę powiedzieć, o co chodzi, bo to tajemnica.

Krytycy stawiają zarzut, że ujawnił Pan informację dotyczącą Jolanty Kwaśniewskiej w chwili wybuchu afery hazardowej po to, by tę aferę „przykryć”.

Nie będę tego komentował, na mój temat wypisano mnóstwo bzdur, a ta jest kolejna. Tak strasznie dużo pisali o tej tzw. aferze hazardowej, a okazało się, że żadnej afery nie ma. Sprawę dokładnie badała sejmowa komisja śledcza pod przewodnictwem Mirosława Sekuły i niczego nie znalazła ani na pana Chlebowskiego, ani na pana Drzewieckiego.

Prokuratura wciąż jednak prowadzi śledztwo.

Nic mi nie wiadomo o szczegółach tego postępowania.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Znajomy zapodał mi taką opowiastkę, a znam osoby "opowiadane" - nie wydaje się to zmyśleniem :
Wchodzi mąż do domu ,i widzi jak sąsiad ostro posuwa mu żonę . Usiadł na krześle i mówi : Ale, też Stefan chce ci się tak męczyć.
Zupełnie jakby normalny człowiek tłumaczył kryminaliście że istnieją normy moralne i człowiek winien podnosić drugiego do godności bycia dzieckiem ..... .
Ogólnie "dycha" od durnia dla idealisty.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#122742

Kurcze, prawie cały artykuł z Gazety Polskie zamieściłeś.

Ale teraz każdy czytelnik może sam wyrobić sobie pogląd na tą sprawę i w ogóle na Kwaśniewskich.
jak to mówił klasyk / Oleksy /, " Oluś to mały krętacz ".
A jego żona wcale nie lepsza. On przynajmniej nie udaje paniusi z wyższych sfer. Wyższe sfery nie zniżały się podobno do takich krętactw.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

mirek603

#122849