Jak to z podsłuchami było? - tajemnica kapitana Poliszynela

Obrazek użytkownika Chłodny Żółw
Kraj

Pytają mnie ludzie w rozmowach w listach, dlaczego o polityce piszę "nie zawsze poważnie".

Zupełnie jakby nie wiedzieli, że na ten temat, w erze  medialnej demokracji, rozmawiać można tylko żartobliwie!

Nie to, że na poważnie się nie da. Da się! Ale tylko w pomieszczaniach, które dają pewność, że nikt takiej rozmowy nie słyszy. A w "przestrzeni publicznej" poważnej rozmowy próbować mogą tylko wariaci.

Na przykład w sprawie podsłuchów...

Kto? Kto już od lat podsłuchuje polityków, dziennikarzy i biznesmenów, w Polsce, Europie i całym świecie? Pogawędki ekspertów dają wiele odpowiedzi godnych najwyższej klasy intelektulistów. Podsłuchiwać  mógł gang kelnerów. Podsłuchiwać mogły kucharki. Mógł podsłuchiwać biznesmen handlujacy węglem, albo adwokat, który wymyślił sobie, że będzie podsłuchiwanych szantażował.

Według ekspertów pewne jest tylko jedno. Podsłuchów nie organizowały i nie organizują służby specjalne.

W tym samym czasie najróżniejsi wariaci próbują bezsensownie protestować. Ich argumenty są wyjatkowo durne. Sugerują, że kucharki logistycznie nie dałyby rady (a kto organizacyjnie może być sprawniejszy od kucharek???), zaś kelnerzy, biznesmeni i adwokaci są za młodzi, żeby gromadzić nagrania od 20 lat (jakby 20 lat temu nie było innych kelnerów, biznesmenów i adwokatów). No i ma z tego wynikać, że jednak służby?

No... z wariatami nie da się dyskutować na serio!

I dlatego piszę "nie zawsze poważnie".

 

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:3)