Póki My Żyjemy??

Obrazek użytkownika Igor Zamorski
Blog

Przedwczoraj , będąc w Polanicy Zdroju zasiadłem do obiadu wraz z moją Małżonką oraz Córką , na zewnątrz jednej z przydeptakowych restauracyjek , posadowionej tuż przy długich schodach prowadzących do kościoła.
A ściślej rzecz biorąc, w ich spoczniku.
Obok nas , pod wspólnym ogromnym parasolem siadło stadko czterech wakacyjnych koleżanek w różnym co prawda wieku , ale oscylującym pomiędzy ostatnią lalką a pierwszą randką
Przyjaźń ta miała już za sobą parę wakacyjnych dni , ponieważ ani obsługa restauracji nie zwracała uwagi na przesiadujące tu przed deszczem dziewczynki ani dziewczynki nie zwracały specjalnie uwagi na nic innego poza sobą. Jak wynikało , ich rodzice byli zakwaterowani wspólnie w jednym z polanickich pensjonatów.
Przywódczyni grupy – starsza,długowłosa , rozważna , choć małomówna ; dwie siostry w odstępie wiekowym „jedna po drugiej” i jedna zupełnie „zakręcona” , pochłonięta niemal bez reszty własnymi myślami i działaniami , choć przy tym wszystkim uparta i konsekwentna.
Gdy okazało się , że deszcz popada jeszcze parę chwil , dziewczynki po ustaleniu , iż następną ich zabawą będzie odtworzenie Polanicy w miniaturze za pomocą stołów i krzeseł na stołówce – oddały się rozważaniu poważniejszych kwestii.
Prowadzona między nimi rozmowa docierała do mnie początkowo siłą rzeczy fragmentarycznie więc nie pomnę co było jej inspiracją.
Zelektryzowały mnie dopiero słowa docierające do mojej świadomości spoza „drugiego planu”;
-...bo oddają dzieci nawet wtedy gdy nie chcą ich utrzymywać – dobiegł mnie poważniejszy , niższy ton Rozważnej.
-Albo na przykład nie mają kasy , żeby im coś kupować. - dorzuciła pospiesznie Młodsza Siostra.
-Albo im się nie chce na nie łożyć. -zreplikowała zasłyszaną gdzieś , gotową frazę Zamyślona.
-A młodsze dzieci to zabijają.... - wydusiła z siebie Starsza Siostra niemal na bezdechu.
-Jak to zabijają? Tak po prostu? - spytała Zamyślona , którą to stwierdzenia poderwało na równe nogi , bo do tej pory zajęta była zagarnianiem licznych kropel do wnętrza plastikowego kubka z blatu stołu.
-To tak można? Bez sądu?- zdezorientowana tym wyraźnie Młodsza Siostra skierowała to pytanie bezpośrednio szukając wzroku Rozważnej.
-Tak się robi z dziećmi w łonie matki ,jak jest z nimi w ciąży . Jak nikt ich nie chce. -odparła powoli lecz dziwnie głucho i uporem Rozważna.
-To się nazywa aborcja- dorzuciła ciężko.
-Jak to „nikt ich nie chce”? - próbowała w popłochu usystematyzować sprawę Starsza Siostra.
-To skąd one się tam wzięły? W łonie matki? - stawiała sama sobie kolejne pytania.
-Nie wiesz? To pomyśl.. .- dziwnie zabrzmiały słowa Rozważnej , przyjacielsko ale i gorzko.
Niski , przesiąknięty smutkiem i goryczą głos dorastającej dziewczynki sprawił , że zaczęli przysłuchiwać się temu i Moi Najbliżsi -
I to tak wolno? - zabijać dzieci? - Młodsza Siostra nie ustawała choć to pytanie skierowała już ciszej do całego audytorium.
-Czasami wolno – odparła nie wdając się w szczegóły Zamyślona , nie odrywając się od zaganiania wody do kubka , jednak od czasu swojej poprzedniej wypowiedzi, nie nagarniała już wody dłonią hurtem. Teraz ostrożnie i w skupieniu wkapywała do kubeczka wodę po kropelce. Każdej kropli uważnie się przyglądając podczas jej lotu w głąb kubka.
-I kto na to w końcu pozwala – nie ustępowała Młodsza.
Cisza.....Kap , kap, kap...
-PAŃSTWO- wyrzuciła z siebie Rozważna.
-To znaczy rząd i politycy – poprawiła się szybko .
-A jakby tych polityków też nikt nie chciał...?? - skonstatowała błyskawicznie Starsza.
-To niech oni sobie przypomną jak to było być dzieckiem. Jak byli takimi małymi bobasami... - rozanieliła się , znajdując Salomonowe rozwiązanie Młodsza.
Ten uśmiech jednak zamierał powoli na jej twarzy , przechodząc w grymas.
Kap , kap , kap

-A dorosłych tez się uśmierca? - zapytała jakby w roztargnieniu Zamyślona , sprowadzając właśnie kolejna kroplę ponad krawędź i balansując nią leniwie ponad przepaścią.-
Przez głowę błysnęła mi tylko jedna myśl – „Sparta”.
-U nas nie ale za granica się uśmierca ..... bo są starzy , chorzy , biedni , bo nie opłaca ich się leczyć...- sączył się pośród szmeru deszczu gorzki wyrzut Rozważnej.
-Jak to??? To nie opłaca się żyć?? - tym razem to Młodsza stanęła na baczność i wlepiła wytrzeszczone w oczekiwaniu oczy w Rozważną.
-Nikt ich nie chce..... . Nikt. Muszą umierać... . - z głosu Rozważnej przebijała rozpacz.
-Nie chcą uciekać? - Młodsza najwyraźniej stale szukała wyjścia z matni.
-Niektórzy z nich uciekają tu , do Polski , gdzie się jeszcze nie zabija.- wyjaśniła Rozważna głosem zrezygnowanej Antygony.
-To dzieci nie będą tam miały Dziadka ani Babci? - to wyszeptane niemal pytanie Starszej rozpłynęło się w deszczu.
- A jak oni ich mordują? - spytała Zamyślona – pochłonięta rozgniataniem kolejnych kropel na blacie , za pomocą kciuka.
-Zastrzykiem. Dostajesz zastrzyk i potem się zasypia. Już się nie budzisz. Nigdy.- Rozważna wyliczała powoli z nieobecnym wzrokiem, zawieszonym gdzieś w przestrzeni. Duchem była zupełnie gdzieś indziej. Twarz miała jak wykutą z granitu.
Przypomniała mi twarz anioła wykutego w kamieniu pod amboną, w moim dawnym kościele.
Skamieniałą . Nieobecną. Bolesną.
-Psu się daje zastrzyk i się go usypia jak jest chory... - pospiesznie wyszperała analogię Młodsza , która za wszelką cenę usiłowała to wszystko jakoś uporządkować.
...pies dostaje zastrzyk i się nie budzi a człowiek dostaje zastrzyk , zasypia i budzi się , bo człowiek ma taka silną psychikę , że się potem budzi i wstaje...... - Młodsza rozpaczliwie potrzebowała jakichkolwiek zapewnień.
-Bredzisz... - padło nieobecnie i cicho z granitowych ust Rozważnej i ucięło lawinę zapewnień.
- Ale to tylko zastrzyk- prawda? - przymilnie dopytywała się Starsza- jak widać one obie potrzebowały jakiegokolwiek punktu oparcia.
...zastrzyk przecież prawie nie boli.......i już – dokończyła z westchnieniem.
Cisza
Tym razem złowieszcza.
- Ale to tylko zastrzyk – prawdaaaaa?- Zamyślona przedrzeźniała udatnie Starszą- nawet na nią nie spojrzawszy- w zamyśleniu animując palcami wskazującymi dwie krople , niczym pacynki.
- A co by było jakbym to tak Ani dała taki zastrzyk? - przedrzeźniała ją karykaturalnie coraz donośniej.
Młodsza wyprężyła się i znieruchomiała. Zbladła.
A może ty sama to zrobisz? No co? Dasz Ani zastrzyk? Czy zawołasz Mamę , żeby jej dała? A może Mama zawoła pielęgniarkę żeby Anię mniej bolało? - - recytowała coraz bardziej poirytowana nadal animując dwie kropelki.
A może SAMA sobie zrobisz najpierw taki zastrzyk , żeby jej pokazać jakie to przyjemne??!!- teraz już choć rozgniewana , mówiła cicho i dobitnie , patrząc prosto w oczy zdezorientowanej i przerażonej Starszej.......
W tym momencie nadal nieco nieobecna duchem Rozważna podniosła się .
-Człowiek się podnosi... - rzuciła w przestrzeń i odsunęła krzesło.
-To cooo? Idziemy się bawić w Polanicę? - Starsza z Młodszą pospiesznie otrząsały się z przerażenia i już pospiesznie kierowały się w dół schodów.
Zamyślona wylała powoli, z miną obrzydzenia pracowicie nazbieraną zawartość kubka.
Wprost sobie pod nogi.
Na mgnienie spotkały się wzrokiem.
Polanica – Macica- w głosie Rozważnej nie było już nic prócz dorosłej, bezbrzeżnej pogardy.
I tak zeszły w dół schodów w dwu parach.
Najpierw Starsza i Młodsza Siostra a za nimi Zamyślona z Rozważną.

Ocena wpisu: 
Brak głosów