Któż, jak Pawlak?

Obrazek użytkownika Free Your Mind
Kraj

Tak jak cieszy nas zwykle widok ludzi zdrowych, zadowolonych, pełnych życia, tak powinien nas cieszyć i napawać otuchą widok normalnych polityków, którzy nas zapewniają, że są normalni. Zresztą, jak się tak poważnie zastanowić, to któż jak W. Pawlak? No, któż, ludzie kochani?! Czy znajdzie się gdziekolwiek w Polsce polityka równie doskonałego?

Pawlak w jakiejś mierze może stanowić idealny typ polityka III RP, ale też i symbol III RP. Piszę to z pełnym przekonaniem. Można powiedzieć, że idealność i symboliczność Pawlaka wyraża się w jego niezatapialności. Są zresztą takie gumowe zabawki dla małych dzieci, które wypływają z wody, ilekroć się je zanurzy, a im mocniej się je dociśnie, tym żwawiej z pluskiem wyskakują. Taki też jest Pawlak - gdzieś go przytopią, wypływa z innej strony - gdzieś go ścisną, zaraz nabiera powietrza i idzie w górę. Nikt mu nie dorównuje w tej sztuce. Człowiek guma.

A propos. Są też tacy specjaliści od akrobacji czy raczej gimnastyki, którzy potrafią tak się powyginać, że z wyglądu nawet przestają przypominać człowieka. Oglądałem w telewizji w pradawnych czasach realkomunizmu w Polsce, jak to facet do całkiem małego akwarium wchodził na żywo w enerdowskim programie rozrywkowym. Nie wiem zresztą, czy ten facet jeszcze żyje, bo nie ma już ani NRD, ani enerdowskich musicali, faktem jednak jest, że pokazał, jak dalece można być elastycznym. I właśnie taki jest Pawlak. Potrafi tak się powyginać politycznie, że właściwie nie ma partii, z którą jego ugrupowanie (nawiązujące, nie wiedzieć czemu, ale może dla żartu, jak to zwykle w polskiej polityce bywa, do tradycji S. Mikołajczyka, a nie ZSL-u, skoro sam Pawlak do ZSL-u należał?) nie mogłoby współpracować (pomijając może dogorywającą, kiedyś konkurencyjną Samoobronę) szczególnie na niwach, by tak rzec, administrowania państwowego, czyli zagospodarowywania rozmaitych publicznych pieniędzy.

"PSL to normalność" powtarzają nam dziś normalni PSL-owcy i traktujemy to literalnie. PSL z Pawlakiem na czele wypracowało wzorzec dojenia państwa w każdej konstelacji i w każdych okolicznościach. W III RP to właśnie jest normalne. Nienormalne byłoby podejście, że tak powiem, niedojące. Nie ma, ustalmy sobie szczerze, nic dziwnego w takiej dojnej filozofii polityki, skoro wyznaje ją partia ludowa, partia ludowców, partia spadkobierczyni ZSL-u (czy ktoś jeszcze pamięta wielkiego R. Malinowskiego?), w którym też niejedno dojenie państwa widziano, a nawet uprawiano. Partia wiejskich działaczy, można rzec, ma dojenie dosłownie we krwi - w końcu to przecież na wsiach się doi krowy na przykład.

No ale zszedłem (zeszłem) na dojenie, a przecież miało być o Pawlaku. Któż jak Pawlak!, wołam ponownie w szczerym zachwycie. Jeśli prześledzić karierę tego polityka, to właściwie jest to splot niesamowicie wyjątkowych okoliczności ("w wyjątkowych okolicznościach" :). Czy temu politykowi cokolwiek się nie udawało? Spójrzmy na karty historii współczesnej Polski:

Pawlak z listy ZSL-u trafia do sejmu kontraktowego, a następnie wybierany jest do wszystkich kolejnych odsłon polskiego parlamentu. 5 czerwca 1992 przeżywa wielki dzień (big time), zostaje desygnowany na premiera przez L. Wałęsę i w oczach stają nam od razu sceny nocnej narady wielkich zmienników

 

i to jak Pawlak drżącym głosem powtarza za Wałęsą, co będzie robił (łza się w oku kręci na to najsłynniejsze Pawlakowe "czyszczę sobie UOP..." oraz "to taki gangsterski chwyt"), ale po 33 dniach (ach ta symbolika) jego misja zostaje zakończona. Nie należy traktować tej misji jako nieudanej, bo przecież operacja obalenia rządu J. Olszewskiego (tzw. olszewików, jak to mawiali salonowcy) była udana i do niej miał posłużyć Pawlak, i posłużył. Na samodzielne rządzenie wtedy jeszcze było za wcześnie.

Tę chirurgiczną operację (wycinania nowotworu na zdrowej tkance młodego organizmu państwa) zapamiętano mu niemalże jako swego rodzaju polityczny chrzest krwi, po którym już tylko było lepiej. Któż jak Pawlak?!, powtarzam. Politykowi sprawdzonemu jak złoto wysokiej próby pozostawało już tylko się piąć i piąć. I przecież już w następnym wyborczym rozdaniu zostaje normalnym premierem! Toć to next year po mrocznym 1992 r., kiedy to nieomal świat się zawalił. Nawiasem mówiąc, w tym rządzie był tenże sam A. Olechowski, który był w rządzie znienawidzonego Olszewskiego (obsadzony przez Wałęsę - "resorty prezydenckie").

Nie wchodząc w szczegóły, przypomnę jeszcze kandydowanie na prezydenta w 1995 r. (wyłącznie w nadziei na rozproszenie głosów, które mogły zagrozić A. Kwaśniewskiemu, a było ich ponoć blisko 800 tys.) (o roku ów 1995!, jakże to wtedy salon odetchnął - rząd Oleksego - co to były za czasy!). Co dalej? Znowu nie wchodząc w szczegóły: prezes zarządu Warszawskiej Giełdy Towarowej, wreszcie po dwóch latach kaczyzmu, kiedy to w Polsce nastały czasy nienawiści i nienormalności, normalny wicepremier w gabinecie gospodarczych cudotwórców. I teraz ponownie prezes PSL-u. Bajka, po prostu, bajka.

Ale co na dzisiejszym kongresie, poza tym, że było normalnie? Znakomity ludowiec, kolega Pawlaka, powiedział:

"Państwo powinno działać dla nas, nie przeciwko nam, powinno nam pomagać, a nie szkodzić. Państwo nie może rozwiązywać wszystkich naszych problemów, ale powinno robić wszystko, czego nie możemy robić sami – stwierdził Kalinowski."

I o to chodzi. Nie sądzę, by ktokolwiek lepiej mógł opisać modus operandi PSL-u. Czy jednak III RP do tej pory nie pomagała PSL-owi i ludowcom? Na przykład rząd Millera, w którym zasiadał obok Kalinowskiego, minister S. Żelichowski (także w rządzie Oleksego). Oczywiste też, że wszystkich problemów ludowców nie jest w stanie III RP rozwiązać, ale też oczywiste jest, że państwo powinno robić wszystko, czego ludowcy nie mogą robić sami.

Słyszałem na kongresie PSL-u hasło Pawlaka o ekohumanizmie. PSL z zieloną koniczynką, zieloną wsią na sztandarach, zielonymi polami, po których suną zielone kombajny, najwyraźniej staje się powoli partią zielonych. Jeszcze bliżej wsi, jeszcze bliżej przyrody, jeszcze bliżej świata, po prostu. Jeszcze bliżej nas. To piękne, że ludowcy z Pawlakiem na czele widzą już na horyzoncie nowe obszary dojne. A, dojcie, se chłopaki, na zdrowie! Na ludową nutę, hej!
 
http://www.tvn24.pl/-1,1572271,0,1,ludowcy-postawili-na-pawlaka,wiadomosc.html      

 

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

... w tytule niepotrzebny!)

Pzdrwm

triarius

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

It's not about who's right, but who's left. ("Ojciec amerykańskiego karate" Ed Parker)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pzdrwm

triarius

-----------------------------------------------------

http://bez-owijania.blogspot.com/ - mój prywatny blogasek

http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

#7259

Pozwolę sobie zamieścić swój komentarz dodany pod tekstem FYM-a a zamieszczony 08, 11 w Salonie24.
Skierowany był do dwóch komentarzy.

Pierwszy, skierowany do chrabiego Pim de Pim, polemizuje z poglądem, że PSL należy odbierać jedynie, a może przede wszystkim , jako pazerne chłopstwo. Co podtrzymuje fałszywą tezę, że chłopi są z natury zachłanni. W ZSL-u a później w PSL-u zadziwiające kariery robili i robią ludzie z zasobów wywiadu wojskowego, WSW i WSI.

LWP świadomie sięgało do młodzieży ze wsi, dając możliwość "kariery, awansu i prestiżu". Dalej w przytaczanym komentarzu.

Drugi,skierowany do przytaczanego przez "gościa" cytatu z forum wyborczej był żartobliwym skomentowaniem draństwa i prostactwa jakiegoś "wykształciucha", posługującego się językiem Panów CHLEBOWSKIEGO, BARTOSZEWSKIEGO, NIESIOŁOWSKIEGO.

Co do perspektyw W. Pawlaka. Jego czas nie został jeszcze wyznaczony. Teraz jest czas na doświadczenia i wyszukiwanie młodych kadr oraz przecieranie ich w dziele "urządzania" państwa.

Kiedy służby wyznaczą czas WALDEMARÓW, będzie potrzeba wielu wykształconych i przetartych "komisarzy" w garniturach-wiejskich sukmanach.

----------------------

chrabia Pim de Pim

"(...)PSL kolejny raz dowodzi swojego nędznego poziomu jako ugrupowanie-łata, żywiące się odpadkami z pańskiego stołu."

I tu się Szanowny Pan myli.

PSL-owska wojskówka siedzi przy stole. Nie zwracając na siebie uwagi, zgodnie z zasadą służb,nabiera z półmiska Polska co smaczniejsze kąski. Tak, aby się nie zadławić.
Sektor rolny i przetwórstwo Proszęż Pana. I nie tylko.
I po chwilowych odejściach od stołu, nałożonego nie oddaje.

To nie są prymitywne łobuzy. To szkolone chłopy, jeno na innym kierunku.

Kembridże i stanfordy zaliczał inny pododdział, do innych zadań.

Przytaczane przez "GOŚCIA" mądrości z forum wyborczej wskazują na osobnika raczej plebejskiej proweniencji.
Niedouczone matoły z awansu ZMW do końca życia będą używać zwrotów typu "dla bartoszewskiego" zamiast "bartoszewskiemu".
No i ta perfekcyjna znajomość tematyki trzody chlewnej.
Wyśmienite.
-------
Ukłony dla Autora, Administracji, Blogerów wraz z życzeniami wszystkiego dobrego z okazji Narodowego Święta.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

filut

#7294