[4 I 2010] o kościelnym fundraisingu i dyskusjach

Obrazek użytkownika Maciej Gnyszka

dyskutanciwidzę, że dyskusja pod poprzednim postem się rozwija, przy czym zaznaczę, że komentarz Janka A. Lipskiego jest komentarzem wzorcowym i powiem nieskromnie, że takiego właśnie się spodziewałem. Tak, jestem wróżem.Janek polemizować nie chce, więc i ja nie będę, tym bardziej, że rzeczywiście od pewnego czasu na polemiki blogowe nie mam po prostu czasu, musząc ograniczyć się do akceptowania komentarzy. Mnie to przestało smucić, bo są sprawy ważne i ważniejsze – nie tylko powinienem, ale i muszę wybrać te ważniejsze. Ewentualna dyskusja dotyczyłaby tego, jaka jest rzeczywistość, a więc czy: po pierwsze opis obaw biskupów dokonany przez Janka jest adekwatny, po drugie – czy któreś z tych obaw sprawdziły.Janek twierdzi, że nie – ja zaś nie do końca wiem dokładnie, jak rekonstruuje obawy biskupów, ale na tyle na ile się domyślam, to w kwestii „pana ateizmu” chyba jednak coś jest na rzeczy. Kiedy ostatnio mieliśmy do czynienia z inicjatywą zdejomowania krzyży w szkołach, albo marzami ateistów w Polsce? Proponuję również zerknąć nieco szczegółowiej w dane zbierane przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego.Jeśli chodzi o to, czy masoneria jest problemem, czy nie – proponuję zapoznanie się z Magisterium, np. encykliką Humanum Genus (kto nie lubi tekstów źródłowych, niech poczyta bryki), a także chociażby z ostatnimi posunięciami na przykład austriackich lóż. Oczywiście, Janek pewnie uważa, że błądzimy tu po omacku, rojąc o jakichś mitycznych masonach, podczas gdy Janek wie z innych źródeł, że to brednie. Celowo mówię z zawoalowany sposób, ale dość stwierdzić że między lożami poszczególnych obrządków istnieją różnice w autoidentyfikacji, a co za tym idzie z postrzeganiem innych obrządków. Mówię to po to, by uświadomić Janowi, iż niewykluczone, że istnieją loże, które jego źródło uważają za lewe.Oddajmy to analogią. Spotyka się człowiek niewierzący z człowiekiem, który z Kościołem ma tyle wspólnego, że był chrzczony i przystąpił do sakramentu I Komunii Świętej – poza tym jeździ sobie na Taize. No i ów niewierzący uczy się od tego pierwszego czym jest Kościół Katolicki, jaka jest jego doktryna, etc. Później spotyka się z tradycjonalistą obrytym w Magisterium i jego subtelnościami w wadze wypowiedzi... i nagle okazuje się, że pierwsze źródło informacji, choć może i jakoś tam do Kościoła należy... ale to baaaaaaaaaaaaaaardzo dalekie peryferie i pretendować do miana wyraziciela Magisterium nie może. Podobnie z masonerią, tym bardziej, że temat owiewa mniejsza lub większa tajemnica.wolność religijnawracamy do spraw z ostatniego posta. Drugą kwestią, która obudziła moją kontrrewolucyjną czujność w liście biskupów, była kwestia wolności religijnej. Otóż, biskupi piszą (rekonstruuję z pamięci), że Kościół stoi na stanowisku obrony wolności religijnej. Mnie dotychczas zdawało się, że Kościół stoi na stanowisku obrony tolerancji religijnej, a nie wolności. Różnica? Oczywiście.Jeśli bowiem Kościół utrzymuje, iż jest religio vera, jak przez wieki, to siłą rzeczy musi twierdzić, że sytuacja, w której religie są równouprawnione jest niedopuszczalna. Inne religie mogą być jedynie tolerowane, ale pełnię przywilejów musi mieć katolicyzm, właśnie jako religio vera. Ktoś powie – no dobrze, ale co z Vaticanum II? Odpowiadam – nic. Każdy akt Magisterium musi być niesprzeczny z innym aktem Magisterium – Vaticanum II również nie może zrywać z Tradycją (tam, gdzie jest nieomylna). Po drugie – pytanie brzmi jaką wagę ma „sobór pastoralny”, jak nazwał Jan XXIII otwierany przez siebie sobór. Jan XXIII i Paweł VI różnicę widzieli w tym, że nie miał on definiować żadnego dogmatu. A skoro tak – to tym bardziej Vaticanum II należy interpretować ściśle w duchu Tradycji. A jeśli tak – to zapraszam do lektury, bo żeby coś w tych tematach powiedzieć, należy wiedzieć o wiele więcej, niż: omówienie „Gaudium et spes” w gazecie oraz dziesiątki laudacji mgliście powołujących się na to, co w „Gaudium et spes” jest, oraz to, czego nie ma. Chętnym serdecznie polecam książkę prof. Amerio, pt. Iota Unum (którą właśnie kończę czytać, a którą przy okazji organizacji Mszy Trydenckich w Brwinowie sprowadziłem do prowadzonej przeze mnie księgarenki i chętnie sprzedam także przez internet).o czym piszemy, a o czym nie często, gdy piszę na jakiś temat (szczególnie w kwestiach dotyczących zjawisk drażliwych, czy konkretnych osób), muszę podać jedynie wniosek i przesłanki abstrakcyjne, nie podając ani nazwisk, ani relacji z rozmów. Tak jak było to ostatnio w kwestii psucia prywatnych przedsiębiorców przez fundusze UE – jeden z komentatorów nie wierzy jedynie dlatego, że nie podaję nazwisk, nazw firm, etc. Jestem przekonany, że nawet gdybym podał – nie uwierzyłby, ja zaś nie mam zamiaru odkrywać się w pełni. Kto ma głowę zainfekowaną – ten nie uwierzy w nic, czegokolwiek nie przeczytał w źródle, do którego jest przywiązany. Nic na to nie poradzę – kwestia zaufania i zamknięcia głowy.fundraising kościelnypodobnie jest i tym razem. Miałem okazję ostatnio spotkać się z przedstawicielami wielu organizacji związanych z Kościołem – zarówno świeckich, jak i zakonnych. To, co mnie uderzyło, a rozmawialiśmy o finansach, tym czym się zajmujemy, to pewna zmiana. Jest ona zauważalna na dwa sposoby. Po pierwsze – nie usłyszałem nikogo, kto opisując działania swojego podmiotu nie używałby europejskiej nowomowy. Dowiedziałem się na przykład, że zakonne dzieła miłosierdzia zajmują się „wyrównywaniem szans edukacyjnych, przeciwdziałaniem trwałemu bezrobociu oraz przeciwdziałaniem wykluczeniu społecznemu”. Wielkie nieba – myślę sobie – skąd ten język? No, ale to pewnie skutek wypełniania papierków w podaniach do Europejskiego Funduszu Społecznego – tak to sobie zracjonalizowałem.Idziemy dalej... każda organizacja ma jakieś aspiracje – rozmawialiśmy także o tym, jakie sukcesy chcielibyśmy osiągnąć. Okazało się, że wszyscy poza mną marzą albo o nagrodzie Przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, albo EFSu, albo Marszałka Województwa. Uwaga – mówimy o duchownych, nie świeckich działaczach... Przepraszam, są tu jacyś obrońcy rozdziału Kościoła i państwa?Temat będzie kontynuowany...myśl na dziśTwoje zadanie apostoła jest wielkie i piękne. Znajdujesz się w punkcie przecięcia się łaski z wolnością dusz i uczestniczysz w najuroczystszym momencie życia niektórych ludzi: w ich spotkaniu z Chrystusem.św. Josemaria Escriva, Bruzda, nr 219<p> </p> SKIN = "black";

Ocena wpisu: 
Brak głosów