NIE SPROSTALI WYMOWIE GRAFOMANII

Obrazek użytkownika insurekcjapl
Kultura

W numerze 10. "Gazety Śląskiej" (8-14.03 b.r.) Jan Mieńciuk przytoczył wiersz pt. "Sturm und Drang" Czesława Markiewicza z Zielonej Góry – laureata konkursu poetyckiego "Sprostać wierszem", organizowanego przez Dom Kultury w Chorzowie Batorym.

Tekst jest rodzajem prozy poetyckiej rozpisanej w formie wersowanej. Nie ma budowy dadaistycznej, czyli awangardowej formy złożonej ze słów wyciąganych przypadkowo z kapelusza i zestawianych aleatorycznie. Autor posługuje się narracją wiązaną z zachowaniem – jak tylko potrafi – reguł logiki, składni oraz inerpunkcji. Zatem tego rodzaju wiersz uprawnia do jego interpretacji, postawienia szkolnego pytania "co poeta miał na myśli?", poszukania przesłania.

Niemieckojęzyczny tytuł "Atak i Napór" ma konotacje preromantyczne (zwane "Okresem burzy i naporu" Herdera, Gethego i Schillera), ale też może przywodzić na myśl nie tak odległe przecież "Parcie na Wschód" (Drang nach Osten). Autor posługuje się ironią, starałem się doszukać odniesienia tekstu do tytułu i za Boga nie mogłem znaleźć żadnego logicznego wyjaśnienia czemu miałby ten obcojęzyczny zabieg służyć. Encyklopedycznie przyjmuje się, że "Sturm und Drang".był to protest literacki przeciwko rozbiciu państwa niemieckiego na małe państewka feudalne, przeciw uciskaniu mieszczan oraz chłopów, przeciw upadkowi gospodarczemu i kulturalnemu.

Wydźwięk utworu (wg mnie powinno się raczej napisać "utworu") jest natomiast jednoznaczny: poeta obrazoburczo obraża Polaków (traktując nas jako JEDNĄ WIELKĄ rodzinę bęcwałów), kpi z historii, a zwłaszcza z wiary i kościoła (z aluzją do nieślubnych dzieci księży, jakże by inaczej?). Oto stosowne akapity:

"Nasi ojcowie i matki tak bardzo wierzyli w Boga, że zawierzyli własnej niekontrolowanej płodności. Było nas na tyle sporo, że nasze matki rzadko zwracały się do nas po imieniu [...].Czasami żałowaliśmy, że się w ogóle narodziliśmy; a niektórzy z nas życzyli śmierci swoim braciom i siostrom. Więc cały świat oglądał [...] niebieski kolor skóry tych z nas, którzy urodzili się po niedzielnej mszy; różne wigilie paschy i szabasy były tylko okazją do czegoś zjedzenia. Kiedy udawaliśmy się do kościołów, cerkwi i synagog udawaliśmy potrzebę liturgii, nie bardziej niż potrzebę fizjologiczną, bo za pieniądze poświęcone na tacę kupowaliśmy lody bambino;"

Polacy to durny naród, który autor tak charakteryzuje:

"Są wśród nas same ofiary, które natychmiast zostawały wszystkimi ze świętych. Ale to nie boli, bo i tak jesteśmy uświęcani przy zjadaniu kartofli. [...] W czas wielkiego potopu, rychło w czas, księgi uratowały nam życie. Podkładaliśmy je po kolei pod stopy. Po kolei i po kolei, aż poczuliśmy bród pod stopami."

Ku jakiej puencie ten opis kraju i społeczeństwa oparty na ciągu chorych skojarzeń pseudopoety zmierza? Ano, jak "filozoficznie" stwierdza Pan Czesio z Zielonej Gory, tak samo pretensjonalna jest wiara w Boga jak i w wynalazki naukowe. Dał temu wyraz wysyłając tekst do Chorzowa, gdzie go za ateizm i antypatriotyzm nagrodzili. Przeczytajmy jednak końcówkę, bym nie był gołosłowny:

"Jednak najokrutniejsze w naszym życiu jest to, że nikt od samego początku nie wymyślił nowej modlitwy, niż ta, która opowiada o ojcu, który jest w niebie. Daleko dalej, niż sięga nasza wielomiliardowa wyobraźnia [...]. Bo to Ojcze Nasz to takie (cytuję) "nasze uniesienia na Play Station gwarantują(ce) nieśmiertelność, liczoną nie od narodzenia bliskiego wschodu lecz wymyślenia krzemu w dolinie." I puentuje zestawiając naszą wiarę z osiągnięciami światowej inżynierii, architektów i urbanistów oraz ideologów z Kremla:

"Co jest tak samo obciążone pretensją, jak Most Brookliński, Wieża Eiffla, Plac Czerwony i Krakowskie Przedmieście".

Przewodniczącym jury w konkursie "Sprostać wierszem" był krytyk literacki, redaktor katowickiego radia, Maciej Szczawiński, któremu pomagała miejscowa szara eminencja kręcąca się wśród wierszokletów, Czesława Pajewska, znana z wulgaryzmów w swoich "strofach". Sprawozdając z prac komisji wyznała buńczucznie, że spierała się ze Szczawińskim, więc jeśli o ten wiersz poszło, to zawinili pospołu, przez sam fakt jego wypromowania. Bo takiego nagromadzenia dyrdymałów, zbitek pseudmyślowych, uogólnień bez pokrycia, niechlujstwa składniowego, koniunkcji przypominającej ciągnięcie logiki na zachwianym orczyku - dawno nie czytałem.

Doświadczony poeta-dziennikarz, jakim jest Maciej Szczawiński, powinien bowiem wiedzieć, że nawet w prowincjonalnych konkursach, gdzie kasę, którą dają lokalne władze, by dodać sobie splendoru, trzeba w zasadzie wydać i jakoś rozdzielić, zdarza się po prostu nieprzyznawanie nagród ze względu na niski poziom artystyczny konkursowiczów.

Czesław Markiewicz

Sturm und Drang

W rodzinie było nas sporo dzieci. Nasi ojcowie i matki
tak bardzo wierzyli w Boga, że zawierzyli własnej
niekontrolowanej płodności. Było nas na tyle sporo, że nasze
matki rzadko zwracały się do nas po imieniu, a nasi
ojcowie nie nadążali zabierać nas na rozgrywki ligi
okręgowej. Czasami żałowaliśmy, że się w ogóle narodziliśmy;

a niektórzy z nas życzyli śmierci swoim
braciom i siostrom. W telewizji nie było tego widać, bo pokazywano
nas na co dzień z lotu ptaka. Więc cały świat oglądał nasze
gołębie serca, bocianie gniazda, klucze, którymi otwieraliśmy
drogę do ciepłych krajów oraz niebieski kolor skóry tych z nas,
którzy urodzili się po niedzielnej mszy;

różne wigilie paschy i szabasy były tylko okazją do czegoś
zjedzenia. Kiedy udawaliśmy się do kościołów, cerkwi i synagog
udawaliśmy potrzebę liturgii, nie bardziej niż potrzebę
fizjologiczną, bo za pieniądze poświęcone na tacę
kupowaliśmy lody bambino;

Udało się nam tylko przegrać wszystkie wojny, ale mamy
w zamian samych bohaterów i ani jednego oprawcy. Są
wśród nas same ofiary, które natychmiast zostawały wszystkimi
ze świętych. Ale to nie boli, bo i tak jesteśmy uświęcani przy zjadaniu
kartofli. I to zawsze w ciemnych barwach kuchennego tła;

W czas wielkiego potopu, rychło w czas, księgi uratowały nam
życie. Podkładaliśmy je po kolei pod stopy. Po kolei i po kolei,
aż poczuliśmy bród pod stopami. Jednak najokrutniejsze w naszym

życiu jest to, że nikt od samego początku nie wymyślił nowej
modlitwy, niż ta, która opowiada o ojcu, który jest w niebie. Daleko
dalej, niż sięga nasza wielomiliardowa wyobraźnia i że nasze
uniesienia na Play Station gwarantują nieśmiertelność, liczoną
nie od narodzenia bliskiego wschodu lecz wymyślenia krzemu
w dolinie. Co jest tak samo obciążone pretensją, jak Most
Brookliński, Wieża Eiffla, Plac Czerwony i Krakowskie Przedmieście

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (1 głos)

Komentarze

wiersza mogę tylko powiedzieć, że ten wiersz mnia obraża jako Polaka, jako Katolika i jako mieszkańca Polski. Ten pan Markiewicz to tylko mieszkaniec  Polski, który nie wiedzieć czemu obraża Polaków. Podobne odczucia mam do jury ,które przyznało temu paszkwilowi nagrodę. Moją propozycją jest aby wyjechali do kraju w którego języku jest tytuł. Zapewniam ,że tam taki wiersz nie zaistniałby. Ponadto jeżeli ten pan Markiewicz wmawia nam wszczynanie wojen i ich przegrywanie oraz nadmiar niby brakująych nam bohaterów to mogę o nim powiedzieć tylko jedno, że jest analfabetą ,który wprawdzie pisze i czyta ale nic nie rozumie a o historii Polski to już w ogóle nie ma pojęcia. To właśnie my Polacy mamy jednego z największych przywódców jaki urodził się na tej Ziemi a nazywał się Hetman Żółkiewski. To, że o nim nie mówi się zbyt dużo i nie gloryfikuje jego zwycięstw jest zasługą lobby rosyjskiego. Niech pozna dokonania tego wodza a może wtedy zrozumie a jednocześnie dowie się ,że było wielu wspaniałych wodzów w historii Polski , zaczynając od Mieszka I a kończąc na gen. Maczku.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

lupo

#344896

Obśmiać, i tyle...

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#344902

Za gwałt na kulturze, ze szczególną brutalnością.

___________________________
spodziewaj się wszystkiego.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

___________________________
spodziewaj się wszystkiego.

#344910

Seiko.Debilizm,zbitki nic nie znaczących znaczeń,pojęć.
A skoro konkurs,niech autor wyrecytuje te bżdziny publicznie.....

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-1

Seiko

#344916

Wizja świata pana Markiewicza jest smutna - ale dajmy mu do niej prawo; prawdopodobnie nie miał lekkiego dzieciństwa: w zlaicyzowanym świecie, na Ziemiach Odzyskanych (sądząc po tekście). Literacko nie jest najgorszy, mógł wygrać w konkursie o takiej randze, choć - jak sam autor przyznaje pod koniec "obciążony pretensją" lub - sparafrazujmy - "pretensjonalny".
Być może klucz do przyznania nagrody jest jeszcze inny; pan Markiewicz prowadzi w Radiu Zachód w Zielonej Górze audycje literackie i wiecznie porzebuje kasy. Może kolega z radia wsparł kolegę z radia - i takie rzeczy się zdarzają w nawet bardziej prestiżowych konkursach (także literackich).

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#344964

Dziękuję. I wspólczuję słuchaczom w Zielonej Górze. Bo choć Szczawiński ma za uszami z okresu stanu wojennego, to audycje ma jednak na poziomie.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-1

insurekcjapl

#344969

Szkoda czasu na jego czytanie. Takie teksty nie odgrywają żadnej roli, co najwyżej są świadectwem niemocy autora (i jurorów), bo są niestrawne już ze względu na warsztat literacki, nie mówiąc o głupawej treści.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-1

Muldi

#345125

   Otrzymalem drogą mejlową "ewangeliczny" komentarz do mojego wpisu od poety, który, trzeba przyznać, pisze dobre wiersze. List ten pozwalam sobie tutaj umieścić (gdyż autor nie bloguje, i by zachować na pamiątkę swoistą integralność dyskusji). Cytuję, byście sami ocenili, m. in. czy polityk może pisać wiersze?

   "Cóż mi po tym, że Pan się zna na poezji?

   Politycy (dlaczego autor tak o mnie myśli? - przyp. insurekcjapl) nie powinni pisać wierszy. I czy wolno być im wyrocznią? Czy wolno im dyktować, o czym i jakie wiersze należy pisać?

   Zawód Polityk: czyli osoba, która usiłuje wykreować sposób bytu najlepszy z możliwych. Stworzyć odpowiednie warunki do poprawy standardu życia czy rozwoju kultury. Polityk usiłuje wymóc odpowiednie postawy pozwalające stworzyć dobre warunki rozwoju, poprawić jakość życia.

   Według poety pozytywne nastawienie do życia samo stworzy zmianę sytuacji. Powtarzam: polityk nie może dyktować poecie, co ma pisać. Owszem - niech pokazuje swoje niezadowolenie, wolno mu zanegować nieetyczne wypowiedzi, postawę... Dobre słowo tworzy dobro, rozwija, pomnaża je.

   Nie wolno jednak nakazać poecie, jakie ma pisać wiersze. Bo poeta widzi dalej, głębiej.

   Politycy z poetą się nie liczą. Czyż nie w sejmie najwięcej ordynarnych postaw się widzi !?

   Czy nie dzięki rządowi zostały wypaczone pojęcia rodziny, związki partnerskie, homoseksualizm?

  Ustalają prawa ludzie, którzy są na świeczniku. Oni powinni być wzorem do naśladowania.

   (Tutaj widzę jakiś logiczny hiatus: czyli co? Tylko poeci są etyczni? A stalinistka Szymborska to dobra czy zła poetka? - przyp. insurekcjapl)

  Poeta pisze to, co przeżywa w głębi swojej jaźni.

  Poezja jest bardzo delikatną materią. Polityk nie powinien chodzić w przyłbicy ani w kominiarce.

   Serdecznie pozdrawiam - Jan Mieńciuk "

 

 

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-2

insurekcjapl

#345338

Eeeeee = mc2

/Cywilizacja e-jąkałów./

Od kilku lat w obiegu publicznym a szczególnie w mediach najróżniejszego autoramentu (TV, R - czyli środkach masowego rażenia)… daje się słyszeć pewien styl wypowiedzi, lansowany przez redaktorów, polityków i przyjmowany ochoczo przez prowadzących programy – telewizyjne i radiowe.

Również zwykły obywatel bezmyślnie naśladuje ten sposób mówienia, bo naśladowanie nie wymaga żadnego wysiłku umysłowego.

Oczywiście nic nie jest zawieszone w próżni i przeciętni odbiorcy spijający z ust idoli i polityków ten-że sposób „mówienia” - przyjmują tę nowo-mowę, jako obowiązujące (i prawidłowe) sposoby wyrażania się.

Styl ten zresztą jest preferowany aktualnie przez wszelkich guru i ludzi trzymających akurat mikrofon w ręce. Nie będę dużo mówił o chamstwie, zakrzykiwaniu rozmówców, przerywaniu wypowiedzi - to dotyczy już manipulacji, dezinformacji i socjotechniki.

O tym na końcu.

Jeśli już dyskutant jest inteligentny, to niech nie myśli że uda mu się dokończyć mądrą wypowiedź.

Prowadzący przerwie mu tok wypowiedzi, już po 2 słowach.

Jeśli mimo to gość studia będzie na to przygotowany i będzie przytomnie kontynuował wypowiedź, rozpoczynając za każdym razem od przerwanego miejsca, sądząc, że mu się uda dokończyć myśl ?

Nic mylniejszego - zawiedzie się sromotnie.

Pan „redachtur” będzie robił tę zagrywkę, co drugie słowo i w końcu powie – „no to już musimy kończyć”.

„No”- jest już obowiązkowe!...

Robi karierę.

„No-słucham”. „No”- na początku każdego zdania.

Szanujący się mówca z zasady powinien zaczynać od przeciągłego – eeeeeee, -aaaaaa lub –yyyyyy.

Później już można śmiało mówić kompletne idiotyzmy.

„Eeeee”- nobilituje całą wypowiedź.

Mój polonista w Liceum (śp. wspaniały człowiek) tylko jednemu uczniowi w klasie przepuszczał nawet ciągłe: eee czy ooo.

Ten uczeń autentycznie i mocno się jąkał.

Inni za kilkakrotne eeee dostawali lagę.

Nawet na studiach wymagano ode mnie mówienia prawidłowego, jasnego, zwięzłego, logicznego, wyraźnego i bez jąkania.

Ale „to se ne vrati” jak mówią Czesi.

A przecież wcale nie miałem przemawiać do milionów ludzi przez TV – tylko w jakimś zakładzie, grajdołku do (góra) setki ludzi.

Zdarzyło mi się mówić do najwięcej 400 osób.

Na tzw. zad…iu.

Tylko przez miesiąc w czasie delegacji służbowej.

Skupię się więc głównie na języku.

Zmienił się sposób wymawiania głosek - szczególnie tych gardłowych, charakterystycznych, ale nie w naszym kręgu językowym i kulturowym.

Słowa nie są już wymawiane, ale wyrzucane z tchawicy jak podmuchy tajfunu.

Tchooo- zamiast zwykłego - "to" ,

Tchhhego - zamiast "tego",

Khażdy, thak, photem, phan, krythykhancki, khhhapitalna sprawa, te khhhafle, thutaj, Arthhur itp.itd. - mówiący wprost zieje słowami.

Spółgłoski w ten sposób wymawiane są typowe np. w językach Bliskiego Wschodu.

Rozciągane są do granic absurdu samogłoski a,e,o,u,y, i niemalże „wyśpiewywane”.

Po co ?

By wzmocnić ekspresję wypowiedzi i przedłużyć czas łabędziego śpiewu – będącego akurat przy głosie.

Który chce dużo i kwieciście mówić, ale nie chce wiele powiedzieć.

Gdyby wyrzucić z programu te postękiwania, pojękiwania, pomrukiwania, jąkania, zacięcia i pustosłowie – z godzinnego programu zostałaby połowa istotnej treści.

Programowe gadulstwo.

Używanie określeń przysłowiowy do pojęć, które nie mają nic wspólnego z przysłowiami:

np. przysłowiowe krzaki, przysłowiowe światełko w tunelu, przysłowiowa łezka w oku, przysłowiowa para skarpetek, przysłowiowe krokiety, przysłowiowa butelka z wodą, itd.

Pomysłowość, lub ściślej - bezmyślność twórców tych potworków językowych jest wprost nieograniczona.

Nagminne jest stosowanie dygresji w jednym zdaniu w tak dużej ilości, że zdanie traci sens.

Stając się niemal-że bezsensownym zlepkiem wątków. I najczęściej o to chyba właśnie chodzi.

Sekwencyjnie - będący przy głosie, wydobywa z siebie kilka zdań z szybkością karabinu maszynowego, bez żadnych przerw między wyrazami i zaraz po tym zaczyna się jąkać.

W rodzaju: klucz do bram eee-miasta i do eee-serca.

Oraz powtarzanie wielokrotne i,i,i,i, lub bo,bo,bo, żeby, żeby, yyyy, do,do,do , jakby, na,na,na, czy,czy,czy, że,że,że,że, dla,dla,dla , kiedy,kiedy,kiedy,kiedy - itd. itp.

Tzw. dykcja Pawlaka i mówienie yyy-Nałęczem.

Oraz szyk przestawny wymyślony przez intelektualistę Wałęsę.

Zrozumiały tylko dla analfabetów.

Będący przy głosie mówi tak szybko, że czasem traci kontrolę nad budowaniem logiki wypowiedzi - wtedy zaczyna natychmiast „łatać” powstałą przerwę przy pomocy przeciągłych samogłosek:

- yyyyyy, eeeeeee, oooooo, aaaaaaa. Ostatnio „doszło” – aaammm i eeemmm.

- Lub kompozycja aaeeeyyymmmm.

Chodzi o to by prowadzący program lub inny „dyskutant” – nie wszedł mu czasem w słowo – bo wtedy całkowicie pozbawia go tokowania w szklanym okienku.

Prowadzący programy nie muszą zresztą czekać na jakąkolwiek ułamkowo-sekundową przerwę.

Brutalnie przerywają mówiącemu w dowolnym momencie.

Najchętniej wtedy, gdy mówca zaczyna mówić inteligentnie i do rzeczy.

Pacyfikuje się więc delikwenta –zakrzykując go ordynarnie.

Czasem redaktorowi pomagają w tym dzielnie wyszkoleni oponenci biorący udział w spektaklu.

„Robią” tzw. „klangor medialny”.

„Dyskusja” w radio czy TV przypomina kłótnię na targowisku lub hałas na szkolnym korytarzu w podstawówce.

Żeby było śmieszniej i łatwiej – przeciwko 1 gościowi zaproszonemu do studia – wystawia się dwóch redaktorów.

By w duecie łatwiej i skuteczniej zakrzyczeli, ośmieszyli, wydrwili, sflekowali - często bardzo kulturalnego, łebskiego i inteligentnego rozmówcę.

Głoski ę i ą – zaczynają zanikać.

Na ich miejsce wchodzą jakieś dziwnie brzmiące twory, nawet nie podobne do regionalizmów w rodzaju: om, em (gwiazdom zarannom, zorzom północnom , szkołom budowlanom).

Bo „włanczanie”, jest już wydaje się normą językową, uznaną nawet przez wychowanków prof. Miodka.

W wykonaniu sław szklanego ekranu odbywa się natomiast międlenie kilkuwyrazowych sekwencji po 2 - 3 razy, jak imbecyl z zastojem umysłowym.

Poza tym, jest to (głównie) część planu politycznej walki medialnej.

W której stacje nie tylko przekazują obraz bitwy – ale same jak najbardziej w niej uczestniczą.

Wszystkie chwyty dozwolone. Wbrew pozorom to nie jest takie głupie.

Ponieważ:

W tym szaleństwie jest metoda. (Wiliam Shakespeare).

Ma wprowadzić rozmówcę (widza także) w diapazony nerwowego rozedrgania, kiedy to zamiast mówić - co myśli, zacznie mówić - co podpowiada mu prowadzący, lub polityczna poprawność.

Ma wyłączyć asertywność u ofiary ataku.

Ogólnie wprowadzić nastrój zdenerwowania i myślowego bałaganu.

Słuchaczom ma zaś zrobić wodę z mózgu. Generalnie rozdrażnić widza, wzbudzić bezosobową awersję...

Następnie wystarczy tylko podać umiejętnie skołowanemu i wzburzonemu widzowi cel ataku.

Cięty z metra widz, z ulgą ulokuje swe najgorsze odczucia w podanym na tacy obiekcie.

I tak robi się wrednie - bo wrednie, ale skutecznie - indoktrynację i manipulację polityczną w mediach.

Agresja zwykłego prezentera jest zaprogramowana przez szefów stacji.

Oczywiście, nie każdy jest atakowany. Ofiary są wybierane starannie, przed programem, choć w wypadku inteligentnych rozmówców, nawet zmasowany atak na nich, przy udziale wyszkolonej do nagonki „przypadkowej publiczności” – pali na panewce, ku wściekłości prowadzącego (patrz Olejnik).

Stacja staje się tubą propagandową.

Ten sposób wymawiania głosek, niezwykle ekspresywny, jak przy kłótni wiejskich bab na jarmarku, ma wydobyć z rozmówców ich najgorsze cechy charakteru i rzucić je gawiedzi telewizyjnej.

Jak ochłapy na pożarcie.

Z założenia dyskusja wcale nie ma prowadzić do mądrych i słusznych wniosków, tylko do wytworzenia pozornego obrazu prawdy.

Czyli „racji” urabianej przez stację. Rozmówca musi mieć niesłychanie silne nerwy i gruboskórność nosorożca by oprzeć się takim atakom. Oczywiście wobec osób, które są w łaskach mediów taktyka jest diametralnie różna. Prowadzący rozmawia z takim (taką) niemalże jak z małym, miłym dzieciątkiem.

Prawie, że klepie go paluszkiem po policzku (ti, ti, ti - mały grubasku)…

Jak kreuje się "gwiazdy",”idoli” i "elyty" w telewizji?

Pokazuje się te obiekty jak najczęściej.

A skoro je "widać" - to "masy" uważają je za gwiazdy....

Nota bene, idol to po grecku – bałwan...

Jakie czasy takie autorytety (ałtorytety)…

Spora część „masowej widowni” przyjmuje prostactwo za dobrą monetę.

Czyli nieważne, kto kogo bije i za co – grunt, że można popatrzeć bezpiecznie, z boku i zaspokoić swoje przyziemne instynkty.

Politycy i ministrowie nie rozwiązują już problemów, oni „pochylają się” nad nimi.

Oby im od tego dysk nie wypadł.

Spiker albo mówi co 3 słowo „prawda?”, „tak?”, albo - „nie wiem”? – co ma zachęcić rozmówcę, bezmyślnego widza (słuchacza) do przyznania mu racji.

Szaloną karierę robią wyrazy : „takie” , „jakiś”, oparte na ta, ten, tych, ci, – wklejane są w wypowiedź już nie jako przerywnik, ( by mówiący pokonał chwilowego „Alzhaimera”) ale by osłabić jednoznaczność, wyrazistość, sens wypowiedzi.

Przykłady wypowiedzi ( autentyki z wypowiedzi głównie redachtorów):

zawarłem takie - jakieś takie przyjaźnie

chęć no- poznania czegoś takiego

śmietanka taka eeee- bardzo zsiadła ( chodziło mu o gęstą…)

tego podejścia tych schodów

wóz bardzo, no - taki szybki

jakiejś takiej samodzielności (prawdomówności ?)

walczyć o tą wolność , o tą demokrację

żeby te rozmowy były takie jakieś przejrzyste

jakąś taką możliwością, jakiegoś takiego postępowania

żeby po tym yyyy - alkoholu nie wsiadać za tą eeee – kierownicę

tą naszą prędkość eee - dostosować

takiej naszej gotowości do wejścia do tej yyyy-strefy

biało no-czerwona flaga

adresują problemy

właściwie, że tak powiem, bym powiedział, jakby tak powiedzieć (co kilka słów)

takiego jak gdyby , powiem tak, ja powiem w ten sposób,

sytuacja nie jest dynamiczna

umiejscawiam, dopytam

bardzo, bardzo, bardzo ( jedno „bardzo” to za mało…)

gaźnik dedykowany do Opla, nakrętka M8 dedykowana do śruby

chciałbym zdefiniować jak mamy mówić

zamachiwać (PR1)

miał powiedzieć, miał ukraść, miał zrobić ( dawniej mówiono podejrzany o kradzież, ale eufemizmy są bardziej correct-political).

Mijanie się z prawdą ( dawniej – prosto: „kłamca”)

Polska leży – gdzie leży

Lesistość lasów państwowych

I tyle na tyle

Zaszczepialność

Żeby te święta były pełne tej eee-radości i tego yyy-odpoczynku

Można powiedzieć ,że tak powiem, poniekąd, tak do końca

Widzimy to co widzimy, ogarnięty

Jeszcze nie ma pełnego wypełnienia

Niezdawalność, wypadkowość (Szubartowicz PR)

Jak ja się cieszę, że będziemy rozmawiać o tym o czym będziemy rozmawiać

Pies adresowany do osób ( dedykowany do osób)

Nakrętka M8 dedykowana do śruby M8

Decydująca decyzja

Nasze przygotowania zostały przygotowane

Ponieważ była to rana jakaś taka cięta

Warunki są jakie są

KIEDY SŁOWA TRACĄ SENS - LUDZIE TRACĄ WOLNOŚĆ.

Ale żeby nie zanudzać .

Od kilku miesięcy jąkające się przerywniki ( j/w: eee, oooo,yyyy, że,że,że, iiii, to,to,to,to,) zostały wzbogacone przez nowy rodzaj programowego „jąkania”.

Samogłoski owszem – pozostały, (yyyy, aaaa, oooo, eeee - obowiązkowo po 4 szt.) ale teraz rozciąga się (i czyni denerwującą oraz niezrozumiałą) wypowiedź przez międlenie spółgłosek m i n. To odgłos przypominający rozkoszowanie się np. smacznym kawałkiem tortu w pierwszej fazie przeżuwania, czyli: emnem, mmnneeee.

I z innej beczki – „eeefetepe”.

„Jak gdyby” jest już stare i oklepane – ale trzyma się mocno.

Również mruczenie przeciągłe (kocie) – gdy mówca nie ma na podorędziu żadnego pasującego (literalnie) słowa do użycia.

- mamy eeefetepe w Polsce, że tak powiem

- potem – no – daje takie - jak gdyby – eee, efekty

Następną ulubioną manierą staje się język „poetycki” w tych splamionych kłamstwem i dyspozycyjnością ( sprostytuowaniem zawodowym) ustach;

- świeże dostawy białego puchu ( oznacza to opady śniegu)

- błękitne paliwo ( gaz)

- czarne złoto (węgiel)

tykająca bomba (niezadowolenie społeczne)

słońce z domieszką chmur

Następna sprawa to przesadna dbałość o dykcję wyjątkowo (tylko) ostatniej głoski w wyrazie, zdaniu i jej niezwykle sztuczne przedłużanie:

- regionach-chch

- widzieliśmy-yy

- podatnikó - ffff

W celu podkreślenia wagi słowa i uderzenie nim jak batem po uszach słuchacza jest akcentowanie i przedłużanie również sztuczne, pierwszej głoski wyrazu np.:

- PPP-ięć !!! ŚŚŚŚiiiła!!! SSSkład nnnowego rzrzrząduuu!!! NNnnadmierniee!!! ZZzłłee rozwiązania!!! „CCCiiiepło!!! „Muuuuzyka”, „OOOOpera!”

Ekspresja pseudo-emocjonalna, teatralne akcentowanie samogłosek i spółgłosek, stawianie wielokierunkowych pytań z tezą (za jednym zamachem).

Wypowiadanie się bądź co bądź przez specjalistów od słowa na poziomie źle przygotowanego ucznia z podstawówki przy tablicy , koncert niepewnych stękań i pomrukiwań.

Niekiedy teatralnie rozciągane jest słowo w miejscu samogłoski np. „poo…oooomogą”.

To już jest patent redachtura GW i naśladującego go wyrobnika od „łutstokuf”.

O zupełnie durnych wypowiedziach, które można by przytaczać setkami, nie ma fizycznej możliwości pisać.

Ale przytoczę jedną tylko :

ona ma pełne pełnomocnictwo”, ( PR).

Następna rzecz to intonacja.

Prawie każde zdanie, bez względu, czy ma być twierdzące czy pytające zawsze (prawie) kończy się jak zdanie pytające, czyli „pod górkę” obrazując to muzycznie.

Po co?

Może po to, że pracownik wiedząc iż kłamie cały czas, miał wytłumaczenie przed samym sobą ( bo nie przed widownią) : „no kurna, nie chciałem tego powiedzieć, ale mnie zmusili”…

Telewizja i radio operuje cały czas językiem militarnym:

rząd walczy o podręczniki, minister walczy o komputer, przedszkolaki walczą o zabawki, nauczyciele walczą o podwyżki, uczniowie walczą o oceny itp.

Natomiast żołnierze w Afganistanie chyba nie walczą, tylko bawią się pistolecikami i innym sprzętem wojskowym. Język militarny jest bardzo ważny, by społeczeństwo było utrzymywane w stanie permanentnej mobilizacji jak w Korei Północnej.

Czyli w strachu – a strach to najstarsze narzędzie władzy.

O takich drobnostkach jak posługiwanie się kalkami z innych języków nie mówię: „dokładnie” - zamiast oczywiście.

Unikanie precyzji wypowiedzi, jednoznaczności, jasności.

Mówienie na wizji o Polakach jako nierobach, tumanach, brudasach, cymbałach, pijakach to temat na odrębny wątek.

Trudno mi sobie wyobrazić np. niemiecką TV, w której główny prezenter wobec całych Niemiec przejeżdża się po swoich współbratymcach - Niemcach jak walcem po szutrowej drodze, wyliczając ich tylko prawdziwe cechy.

Nie wydumane jak u nas - szczególnie w stacjach komercyjnych (czytaj wrogich Polsce). Taki masochista giermaniec następnego dnia, pewnie nie pracował by już w TV.

Ale widocznie można tak mówić – gdy jest się Polakiem tylko nominalnie.

I gardzi się tym narodem.

Przecież wspaniałym - co potwierdza historia. I ten wspaniały naród ma nieszczęście być nauczanym wolności przez zniewolonych wyrobników z firmy kłamstwa, żelaza i papieru.

I jeszcze za te obelgi i kłamstwa płaci abonament.

To paranoja.

Telewizje prywatne nie to, że mnie nie obchodzą – ale nie muszę ich oglądać. Niech sobie mówią co chcą.

Pilot OTV to dobry wynalazek. Nawet jest na nim wyłącznik.

Uffffff! Kto doczytał do tego miejsca stawiam mu kawę (lub piwo).

© M.Mozets

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Mozets

#1623223

ale to tasiemiec!  Jednak warty przeczytania, bo trafnie demaskuje pewne nawyki. Doczytalem tylko do trzech czwartych. Moze dokoncze pozniej.

Serdecznie pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

To się zaczeło od likwidowania polskości, od wyśmiewania i lżenia naszej przeszłości, naszych bohaterów i naszej wiary. To jest pierwszy krok, drugim będzie likwidacja Polski. J.M.Rymkiewicz

#1623248

Moj minus odnosi sie do zamieszczonego listu, w ktorym autor usiluje udowodnic, ze kazdy wspolczesny poeta pisze swoje utwory w zamknietym osrodku dla psychicznie chorych.

Pozdrawiam.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

To się zaczeło od likwidowania polskości, od wyśmiewania i lżenia naszej przeszłości, naszych bohaterów i naszej wiary. To jest pierwszy krok, drugim będzie likwidacja Polski. J.M.Rymkiewicz

#1623250

Oczywiście, że poezja nie podlega żadnym matematycznym wzorom. Sa wiersze białe i rymowane. Te ostatnie zawsze są wyżej oceniane  bo "na rymie wszystko się trzymie". Poezja nawet w dzisiejszych czasach spełnia swoją rolę duchową, emocjonalną,  często mocniej niż proza. Dydaktyzm położy na łopatki nawet najbardziej wycyzelowaną próbę poetycką.

Ja osobiście stosuję niezawodną metodę przy klasyfikacji czy dany "ótfur" jest godny czytania, zapamiętania, refleksji.

Poezję czuje się nie umysłem - a sercem. Matematykę można doskonale pojąć umysłem.

Poezja jest wartościowa ( nawet proza poetycka) jeśli powoduje wzruszenie serca,  a nie - RAMION...

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Mozets

#1623355