Co by było gdyby - Brygada Sosabowskiego w Powstaniu Warszawskim

Obrazek użytkownika Piotr Szelągowski
Historia
-Uważaj, okna na parterze! -krzyk Jana ostrzegł Wiktora, przed ostrzałem Szmajserów żołnierzy SS z dywizji „Hermann Göring” kryjących się po drugiej stronie ulicy w kamienicy, już mocno podniszczonej przez ostrzał trzech ocalałych haubic 75 mm będących na wyposażeniu atakujących na Woli spadochroniarzy. Położenie Niemców w kamienicy było nie do pozazdroszczenia, niemniej odgryzali się dość celnym ogniem z broni maszynowej. Skrzyżowanie tych ulic było jeszcze opanowane przez niemieckich spadochroniarzy, chociaż kilka czołgów dywizji SS zaskoczonych ogniem podciągniętych przez Polaków dwóch armat przeciwpancernych, które się dobrze wstrzelały, płonęło blokując jedną z ulic wyjazdowych z krzyżówki i produkując kłęby tłustego dymu, zasłaniając częściowo pozycje polskie, co stanowiło naturalną osłonę... Z piętnastu armat 6-funtowych przetransportowanych na pokładach szybowców "Horsa" z Anglii, udało się spadochroniarzom z miejsca lądowania pod Warszawą przerzucić zaledwie połowę. Jedyne trzy haubice 75 mm były całą artylerią brygady uratowaną z miejsca lądowania. I to wszystko dlatego, że żołnierze niemieccy porzucili kilka swoich samochodów i ciężarówek które wykorzystali spadochroniarze do transportu. Uzupełnieniem były Piaty( na szczęście ocalały przy lądowaniu i desancie spadochronowym prawie wszystkie z amunicją), które użyli spadochroniarze ulokowani dwie kamienice dalej, niszcząc cztery czołgi próbujące iść w sukurs okrążonym przy skrzyżowaniu SS-manom. Efekt był porażający. Żaden z czołgów nie przetrwał. Dobrze ukryci w oknach piwnicznych i na strychach Polacy, mający doskonale opanowane strzelanie z tej broni dokonali pogromu. Ponad połowa czołgów z fragmentu dywizji SS "Hermann Göring" stacjonującego na Woli na początku powstania została zniszczona. Zaskoczeni ogniem polskich spadochroniarzy leżeli też na całej długości ulicy dochodzącej od południa do skrzyżowania Niemcy w charakterystycznych panterkach SS. Przy wrakach czołgów leżało kilkanaście zwiniętych w kłębki, tlących się ciał pancerniaków skoszonych celnym ogniem ukrywających się w oknach naprzeciwko spadochroniarzy. Wiktor z kolegami zalegli kawałek dalej na skwerku, ukrywając się za poprzewracanymi wrakami dwóch samochodów osobowych i ciężarówki stojącymi na skraju ulicy przyległej do pasa zieleni. Prowadzili stamtąd oszczędny ogień ze swoich Stenów i jednego Brena, ukrytego za większym wrakiem ciężarówki. Wiktor chciał przebiec dystans dzielący go do kamienicy obok skwerku, aby dołączyć do kolegów na piętrze. Krzyk kolegi go ostrzegł. Kilku strzelców wyborowych szachowało pozostałych żołnierzy Waffen-SS, ostrzeliwując ich z karabinów Lee-Enfield Mk 4 z celownikami optycznymi. Walka trwała już kilka godzin na terenie Woli, gdzie po wylądowaniu wspomagani i kierowani oddziałem ubezpieczającym AK, dotarli do walczącej Warszawy. Prowadzeni przez żołnierzy podziemia zlikwidowali po drodze kilkanaście mniejszych pododdziałów Wehrmachtu, żandarmerii, Gestapo i SS. Właśnie tutaj na tej krzyżowce trafił się poważniejszy przeciwnik. Szczęśliwie udało się niepostrzeżenie dostać do okolicznych kamienic, co umożliwiło zaskoczenie i zniszczenie czołgów wroga. To odebrało ducha niemieckim spadochroniarzom, którzy ukryli się w kamienicach po drugiej stronie zostawiając na bruku sporo swoich towarzyszy. Trwała nieregularna wymiana ognia z broni maszynowej, a pozostałe siły brygady nadciągały. Dowódca już wiedział o problemie. Pozostali spadochroniarze razem z przewodnikami z miasta w postaci mieszkańców rozpoczęli manewry oskrzydlające. Stacjonująca tu spora grupa żołnierzy dywizji SS (w liczbie około tysiąca o czym Polacy nie wiedzieli), i tak została rozbita na kilka odosobnionych grup broniących się w na prędce zaimprowizowanych punktach strzeleckich w kamienicach. Straty poprzez zaskoczenie były spore. Niemniej ilość żołnierzy która pozostała sprawna wynosiła ponad połowę stanu osobowego grupy. Mogła stanowić dużą przeszkodę przebijających się do centrum żołnierzy brygady Sosabowskiego w drugim dniu powstania... Tak mogłoby to wyglądać, gdyby Alianci wydali zgodę na przerzucenie brygady do Polski przed powstaniem, lub tuż po rozpoczęciu zgrywając jego wybuch z operacją przerzucenia. Czy operacja mogłaby odbyć się z udziałem szybowców i można by przetransportować pod Warszawę ciężki sprzęt brygady? Wszystko zależałoby od zaangażowania Aliantów i ich "chcenia". Oczywiście nie chcieli. Zdradzili Polaków układając się ze Stalinem i jemu oddając strefę Europy Środkowej i Wschodniej we władanie. Analizując jednak z punktu widzenia militarnego udział brygady, czy mogłaby odegrać znaczącą rolę? Gdybyśmy założyli jej przerzucenie w całości i bez strat (w częściach wcześniej lub za pomocą nalotu jak przy operacji Market Garden - mała szansa na wysoką skuteczność tak daleko od baz lotniczych Aliantów), miałaby o tyle znaczenie, że lądując od strony zachodniej mogłaby ocalić Wolę, powstrzymać rzeź cywilów, ponieważ mordercy zajmujący się nią mieliby ręce pełne roboty - walki z zdeterminowanymi, doskonale uzbrojonymi i wyszkolonymi żołnierzami brygady wspomaganymi przez łączników podziemia. Na trzynaście - szesnaście tysięcy stacjonujących Niemców w Warszawie, rozproszonych po całym mieście (broniących około 179 obiektów strategicznych) w momencie wybuchu powstania, ponad dwa tysiące (dokładnie 2200 żołnierzy brygady) spadochroniarzy Polaków, którzy wreszcie biją Niemca na własnej ziemi, wspomagani przez partyzantów, stanowiący zorganizowaną, doskonale wyposażoną i uzbrojoną siłę bojową w postacie zintegrowanej jednostki wojskowej - mogłoby mieć kluczowe znaczenie taktyczne, w określonych rejonach starć - w zależności jak ta siła byłaby wykorzystana w sensie dowodzenia i wykorzystania w walkach w mieście. Strategicznie, raczej nie byłoby wielkiego znaczenia. Docelowo Niemcy zmobilizowali prawie 50 tys żołnierzy w wielu różnych jednostkach do walki z powstańcami przez okres trwania powstania. Aczkolwiek...wszystko zależałoby od wykorzystania żołnierzy brygady. Poprzez umiejętne atakowanie i likwidację punktów oporu niemieckiego z nastawieniem na zdobywanie jak największej ilości uzbrojenia i amunicji dla powstańców (i żołnierzy brygady - w toku działań broń i amunicja się zużywają) i przy założeniu że brygada zostałaby użyta na samym początku powstania w ciągu pierwszego i drugiego dnia - mógłby być też i sukces operacyjny. Tylko...co dalej? Stalin i tak nie przyszedłby z pomocą. Chyba że zmieniłoby się stanowisko Aliantów, na władzę Sowietów na tym terenie - może by się zmieniło pod wpływem sukcesów powstańców... Decyzja o powstaniu jak widać zapadła głównie pod wpływem emocji. Tego co się działo na ulicach. Ducha narodu. Podejrzewam że ten duch był znacznie osłabiony na Wyspach. Może trzeba było naciskać za wszelka cenę, nawet za cenę buntu i niesubordynacji polskich jednostek w Anglii i na frontach alianckich. Może kuriozalnie to dałoby nam jakąś szansę...Właśnie poprzez spektakularny sukces w Warszawie. Co by było gdyby...Dobrze, że nie jestem historykiem :-) Całość na: ]]> Co by było gdyby…? Coś, czego nie cierpią historycy… ]]>
Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (4 głosy)

Komentarze

- wypluta na chodnik flegma gruźlika ma większą wartość niż honor czy najświętsza przysięga moskala.

Vote up!
4
Vote down!
-2

Motto na dziś: "Lepiej z mądrym zgubić niż z głupim znaleźć".
Konto zawieszam do czasu zmiany lub zgonu admina.

#1585954

Nie lubię takich pierdu pierdu "co by było gdyby" - takie costo zwykła gra i chętnie bym w niąpograł, gdyby jako gra opierała siecałkowicie na fikcji a nie próbowała czasem oceniać rzeczy rzeczywistych.

Jedno jest pewne względem Brygady Sosaboskiego, że obojętnie jakie znaczenie by wywarła w Warszawie (a na pewno byłoby znaczące), to i tak lepiej aby walczyła w Warszawie dla Polski (tak jak została od początku formowana), niż zdradziecko wykrwawiała siew operacji Market Garden, a potem jeszcze na nich zwalili niepowodzenie tej operacji.

Co do niesubordynacji żołnierzy Brygady, to na wieść o tym, ze anglicy nie zgadzaja się ich wysłać do Warszawy w czasie Powstania - wielu chciało zrobić bunt, jednak sam Sosaboski tego zakazał.

No i nie było szans aby Brygadę przysłali 1,2 sierpnia - jednak już 4,5 mogliby.

Ps. zwykły polak - czy dobrze zrozumiałem, że jesteś człowiekiem bez honoru?

Vote up!
1
Vote down!
-1

Dziękuję za uwagę,
Twój komentarz wezmę pod rozwagę ;)

#1586123

W końcu ktoś napisał coś sensownego! Mówię tu o ostatnich zdaniach artykułu: "nawet za cenę buntu i niesubordynacji polskich jednostek a Anglii".

Wszystkie polskie jednostki na zachodzie powinny były wypowiedzieć posłuszeństwo aliantom. Powinny były zaprzestać walki natychmiast po zapoznaniu się z wynikiem porozumień w Jałcie nawet jeśli odpowiedzią były by więzienia i egzekucje kadry dowódczej. Kropka. Walko Polaków jak zwykle okazała się walką frajerów którzy oddali krew za Anglię, Francję i niestety również za Rosję. Bonusem była utrata połowy Polski i rosyjska niewola.

Naprawdę o niebo większy efekt dało by stanięcie pod ścianą. Kiedy w końcu nauczymy się rozsądku i WALKI o WŁASNE interesy?

A co do powstania... tak źle przygotowanego z każdej strony - logistycznie, materiałowo, politycznie, bez pisemnego zapewnienia wsparcia aliantów i Rosji - eh... Odpowiedzialni za to, a przecież były osoby za przygotowanie powstania odpowiedzialne, powinny było stanąć również pod tym murem. Tak raz dla przykładu dla potomności, by Polacy głową w kończu zaczęli myśleć a nie sercem. 

 

Vote up!
0
Vote down!
-1
#1586215