I-sza runda pucharu strzelckiego WKS. Strzelnica.

Obrazek użytkownika Piotr Szelągowski
Kraj

Ten sport wciąga. Staje się jak narkotyk :-), a tak naprawdę to walka z samym sobą, o to żeby swoją niecierpliwość postawić w kąt, oddać prawidłowy strzał, bez dekoncentracji itp. Takie budowanie wewnętrznej samodyscypliny...

 

Dziś strzelnica, pierwsza runda pucharu WKS Grunwald - konkurencje w których startowałem: pistolet pneumatyczny; karabin pneumatyczny, pistolet sportowy. Prawda, że na zawodach strzela się inaczej - zawsze jest element  zdekoncentrowania się, z uwagi na rywalizację -  i tak też się stało, nie powiem, że ręce się spociły, ale gdzieś tam pewna nerwowość się pojawiła i za każdym razem uciekło jakieś złożenie...

(foto: czwarta seria - i jeden strzał uciekł, gdyby nie to byłoby nie najgorzej...)



Szkoda, bo gdyby ie to w karabinie miałbym pod 150 punktów... co jak na strzelanie z lewej ręki, karabinem wyprofilowanym dla praworęcznych (małe utrudnienie), oczywista bez stroju itp... byłoby już fajnym wynikiem.





Pistolet pneumatyczny tak samo, za każdym razem kiedy widziałem że idzie dobrze, dekoncentrowałem się i wynik był widoczny na tarczy...

Jeszcze sporo pracy.

(foto: pistolet pneumatyczny 4-ry serie)



Oceniam, że gdyby nie dekoncentracja miałbym wyższy wynik około: 165-170pkt.

(foto: strzał z pistoletu pneumatycznego)



Ze sportowego podobnie. Tam jednak niedokładnie ustawiłem przyrządy w czasie serii próbnej. Efektem była kiepska pierwsza seria ze skupieniem po lewej stronie (piątka, szóstka i trzy siódemki) Potem troszkę lepiej; nawet jedna 10-tka, dziewiątka i trzy ósemki...

(foto: strzał z pistoletu sportowego Margolin)



Ale stres wynikający z niezadowolenia został i w dwóch następnych seriach dwa strzały na 6-tki, mimo czterech ósemek i czterech dziewiątek odbiły się na ogólnej punktacji: 80 punktów trzeciej i czwartej serii...

Mogło być te 4-6 punktów (lub nawet 8) więcej.

 

(foto: broń bojowa kal 9mm, strzelanie taktyczne, oburącz)



Inna sprawa, że dostrzegam moją pewną niecierpliwość i chęć oddania strzału mimo że wiem, że nie ma już poprawnego układu. Jakoś tak jest, że wydaje się przed że niby będzie ok – prosto, łatwo, a potem jedna decyzja i oddany strzał jest z błędem. Trzeba odkładać broń jak czuje się, że coś jest nie ok. A to się „czuje”. Kwestia wprawy, ale co z tego, skoro nakłada się niecierpliwość i chęć mimo wszystko poprawienia układu i oddania celnego i poprawnego strzału?

Trzeba sobie dawać na wstrzymanie… Dlatego tym cenniejsze jest dalsze szkolenie. Dodam dla jasności: do wyników mistrzowskich (może) nigdy nie dojdę, ale sam fakt prowadzenia szkolenia służącego postępującej poprawie wyników (nawet o 1pkt) to szkoła sama w sobie, wytrwałości, cierpliwości i obowiązkowości. Ułatwia to potem działanie na innych płaszczyznach.

Kiedy (poza konkurencją) strzelam dynamicznie na strzelnicy oburącz na 25 m z broni bojowej widzę, że mozolne szkolenie statyki opłaca się, w zasadzie „od niechcenia” mam wszystko w niezłym skupieniu i w czarnym, mimo szybkiego oddawania strzałów :-). I o to chodzi.

ps Czekam na zrealizowanie obietnic PIS - strzelnica (przynajmniej pneumatyczna) w każdej gminie.

Przydałoby się też finansowanie szkoleń WSZYSTKICH obywateli między 18-65 rokiem życia.

Przynajmniej pneumatyk (niższe koszty) obowiązkowo 4 razy w roku (100 strzałów) i raz w roku kula - pistolet i karabin (po 50 strzałów na każdy rodzaj broni)

Taka moja propozycja.

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (1 głos)