10.04.2010, godz. 8.38: pierwsza bomba (z opóźnionym zapłonem)
Sprawa jest delikatna: wszyscy jeszcze pamiętamy oburzenie, jakie wywołało żądanie Rosjan dostarczenia im opinii o stanie psychicznym śp. Pilotów tupolewa (żądanie spełnione – opinia znalazła się w raportach MAK i Millera).
Nasza prokuratura nie poszła tropem bratniej (wówczas) „strony rosyjskiej” i nie zbadała tak dogłębnie innych wojskowych „smoleńskich” – a szkoda! Czyżby dlatego, że nie zamierzała badać wnikliwiej (i nie bada do dziś?) „okoliczności przed wylotem” – ani nawet „okoliczności w trakcie lotu” (o czym pisałem w poprzednim artykule)? – w każdym razie tak oficjalnie to przedstawiano…
Niniejszy tekst dotyczyć jednak będzie „okoliczności po katastrofie” – a to już z całą pewnością wchodzi w zakres jej aktualnych prac.
Asumpt do jego napisania dało przesłuchanie zarejestrowanej w serwisie You Tube wypowiedzi Artura Wosztyla, pilota jak-a, który po „katastrofie” telefonował z komórki do swej macierzystej jednostki (jego rozmówcą był Dowódca) i do Dyżurnego Kontrolera Lotniska (DKL) z niepokojącym meldunkiem (ów DKL twierdził potem, że na jego zegarku była godzina… 8.38!!!). Ale nie ten kłopotliwy – jak musicie chyba przyznać? – zegarek Dyżurnego stanowi naszą zagadkę – chodzi o inną:
Telefony, które się odbyły… jedyne co nam zasugerowano, to ściągnięcie nagrania z jak-a 40 – na co się nie zgodziłem https://www.youtube.com/watch?v=7U6fBGbelRs (ok. 11’ nagrania).
Nagranie z jak-a! Ileż to historii z nim się wiąże, do dziś nie wyjaśnionych! Raz, że dziwnym trafem uległo ono fizycznej „usterce” („złamał się” – w Komisji Millera – drut, będący nośnikiem zapisanych na nim informacji, przez co utracono 10 centymetrów nagrania). Dwa, że nigdy nie zostało opublikowane w całości, a i ten fragment, który przedstawiono opinii publicznej w styczniu 2015 roku (tyle trwało oczekiwanie na… specyfikację natężenia prądu w siedzibie MAK - zrozumienie tej potrzeby przekracza możliwości Waszego sprawozdawcy) okazał się humbugiem - co wzbudziło oburzenie szefa Zespołu Parlamentarnego: Ten dokument nie został opublikowany. Państwo nie jesteście w dyspozycji nagrania z magnetofonu drutowego Jaka-40. To co nam przedstawiono, to nagranie z wieży, a nie z magnetofonu. Najważniejszy dokument niepodejrzewany o manipulację ze strony rosyjskiej nie został państwu przekazany. To istota problemu – mówił na konferencji po opublikowaniu stenogramów z Jaka-40. Trzy – że, jak się teraz okazuje, oburzenie to było tylko chwilowe, bo do dziś nagrania nie opublikowano… taka to bomba z opóźnionym zapłonem!
To wszystko jest znane, ale relacja Wosztyla stanowi istotne novum: czyżby „zamach na drut” nastąpił już kilka minut po (choć wg DKL – jakby przed) katastrofie? Umiejscowienie tego momentu czasowego utrudnia dodatkowo zeznanie porucznika w prokuraturze wojskowej w dniu Tragedii: zachowanie służb lotniskowych wskazywało, że samolot się rozbił. Bezpośrednio po tym zadzwoniłem z telefonu komórkowego do dowódcy jednostki i do dyżurnego kierownika lotów w Warszawie, których powiadomiłem o moich przypuszczeniach.
- bo cofałoby "katastrofę" o dobrych parę minut i to nie od "ostatecznie ustalonej" godz. 8.41 (przygotowujemy rozprawienie się z tą dezinformacją) - tylko od 8.38 (wg zegarka DKL)!
Wróćmy jednak do naszej „bomby”: co chciał przekazać ów rozmówca? Rozpatrzmy następujące możliwości:
- postanowił on „ocalić” drut przed przewidywanym przez siebie zawłaszczeniem drutu przez Rosję; możliwość ta wskazywałaby na jego rusofobię, ale też na nadmiar imaginacji;
- podjął decyzję o „zabezpieczeniu” druta w lepszym miejscu, niż magnetofon pokładowy (decyzja wątpliwa i niezgodna z oprzyrządowaniem samolotu do dalszego lotu – dlatego Wosztyl odmówił); możliwość ta wskazywałaby na to, że „stracił głowę”;
- błyskawicznie zorientował się (co za refleks w obliczu Tragedii!), że drut może wpaść w niepowołane, ale polskie ręce i postanowił przejąć nad nim osobistą pieczę.
Przyznacie chyba, że wymienione okoliczności uzasadniają potrzebę ekspertyz psychologicznych?
Jest jednak jeszcze jedna możliwość, która taką potrzebę by wykluczyła: ów rozmówca świadomie, a zatem z zimną krwią, realizował przygotowany scenariusz.
Kim był ten rozmówca tak pilnie zainteresowany drutem? Tę kwestię musi zacząć wyjaśniać prokuratura – my tylko podpowiadamy, o co ma zapytać.
*oprócz wymienionych, rozmówcą załogi (Wtedy do attaché wojskowego w Moskwie zadzwonił por. Rafał Kowaleczko i uzyskał od niego informacje, iż samolot się rozbił i jego zdaniem nikt nie przeżył.) był też gen. Grzegorz Wiśniewski – attaché wojskowy przy ówczesnej ambasadzie w Moskwie: wizytował on załogę jak-a 40 po jej wylądowaniu na Siewiernym i poprosił o wymienienie się numerami telefonów.
- Blog
- Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz
- 3420 odsłon
Komentarze
Bardzo ciekawą rzecz wyłapałeś
24 Września, 2017 - 18:28
pod kątem popełnienia kolejnego przestępstwa. Ktoś chciał "ściągnąć nagranie z Jaka" rękami jego dowódcy, żeby dowód na to co się działo przestał być dowodem. I dobrze, że Wosztyl potraktował naganie jako nierozerwalną część samolotu, niezbędną do wykonywania dalszego lotu (wygląda na to, że takie są przepisy). W ten sposób wiemy co się tam stało...
To czarny humor oczywiście :/
Poruszasz jeszcze jedną ważną rzecz. Godzinę "usłyszenia" przez pilotów najpierw dźwięku "silników tego rodzaju samolotu", a potem huków . Wosztyl mówi w swoim pierwszym zeznaniu wyraźnie że była to 8:35. Możemy założyć, że faktycznie mogła być to ta godzina - ale być może poprzedziła ją jeszcze dezorientacja - wymiana myśli między załogą na temat tego co usłyszeli, potem być może spojrzenie na zegarek i telefon do dowódcy 36splt, a potem do DKL Okęcie. A więc być może była to nawet 8:33-8:34. Załóżmy najpóźniejszą z możliwych - 8:35. To i tak sześć minut wcześniej niż ustalenia komisji i 21 minut wcześniej niż pierwsze ustalenia. Sześć minut - jak już pisałem - to tyle samo o ile wcześniejszy był rzeczywisty wylot z Okęcia (7:21) od oficjalnego (7:27)..
o 10 IV inaczej
sprawa "ktosia"
24 Września, 2017 - 18:41
ma wszelkie podstawy, żeby uznać ją za "rozwojową": może i doczekamy się jej rozwikłania?
Ale popatrz: obaj zaanonsowaliśmy przedstawienie prac nad "czasem katastrofy"!
Niech żyje Ruch Uporu!
@ civilebellum
24 Września, 2017 - 18:30
O magnetofonie drutowym, w innym kontekście, dyskutowaliśmy już tu, pod moją notką http://niepoprawni.pl/blog/cyborg/smolenskie-nagrania-i
Przypominam : 10 cm drutu to ułamek sekundy w nagraniu ! Supełek może utrudnić/utracić głoskę kawałek słowa - nigdy zaś nie utracimy niewiadomego fragmentu nagrania. W tym celu trzeba świadomie urwać, odwinąć kilka metrów, znowu urwać !
nie wydaje mi się, Cyborgu,
24 Września, 2017 - 18:44
żebym zrobił w tej notce jakiś problem z tego złamania - co innego jest w niej ważne przecież!
@ civilebellum
24 Września, 2017 - 21:41
Co mówią procedury ?
Po pierwsze "zamyka się drzwi" - realnie i w przenośni. Nikt się nie oddala ani nie przychodzi by namieszać. Zabezpiecza się zapisy, robi notatki by potem nie ulegać sugestiom.
Drut powinien być zabezpieczony przed zagraniem zapisu w trakcie lotu powrotnego lub inną utratą.
zaciekawiłeś mnie, Cyborgu:
25 Września, 2017 - 23:05
procedury - powiadasz? Skąd masz takie szczegółowe informacje? Pytam z pewnym opóźnieniem, za co przepraszam: wyjazd...