Cyberatak na dr Migalskiego

Obrazek użytkownika tosz
Kraj
Konflikt pomiędzy dr Markiem Migalskim a prof. Janem Iwankiem, dwoma naukowcami z Uniwersytetu Śląskiego wszedł w cyberprzestrzeń. Stąd trafi też do prokuratury.
Od kilkunastu dni w Internecie na nieoficjalnym forum studentów Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach (forumwns.org) trwa gorąca dyskusja w wątku „dr Migalski u Wildsteina”.
 
Migalskiemu na internetowym nieoficjalnym forum dyskusyjnym studentów Wydziału Nauk Społecznych zarzucono, że wbrew temu, co twierdzi, wcale nie ma dużego dorobku naukowego, i że załamał się podczas przesłuchania przez milicję w 1988 r.
 
O co w sporze doktora z profesorem chodzi? W maju ubiegłego roku dr Migalski publicznie zakwestionował kwalifikacje moralne i naukowe prof. Jana Iwanka do kierowania Instytutem Nauk Politycznych i Dziennikarstwa. Dlaczego? Otóż Jan Iwanek w latach 70. był tajnym współpracownikiem SB ps. „Piotr”.
 
Kiedy w 2007 roku ważyły się losy lustracji środowiska akademickiego, prof. Iwanek na uczelni ostro występował przeciwko niej. Naturalnie, nie przyznał się wówczas do tego, że broni także swego interesu – bo przeciez jako były TW nie mógł być zwolennikiem lustracji.
 
W grudniu ub. roku dr Migalski wziął udział w programie „Bronisław Wildstein przedstawia”. Temat lustracji na uczelniach zilustrowano przykładem profesora Jana Iwanka. A Dr Migalski w rozmowie z Wildsteinem ponownie ostro skrytykował zachowanie profesora.
 
Po tym programie atmosfera na Wydziale stała się bardzo gorąca. Większość pracowników naukowych Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu Śląskiego (podwładnych prof. Iwanka) wystosowała list otwarty w obronie swego szefa.
 
Kilka tygodni potem okazało się, że dr Migalski nie może rozpocząć przewodu habilitacyjnego. Na macierzystym Uniwersytecie Śląskim nawet nie próbował, bo ktoś mu powiedział, ze „nie ma szans”. Próbował gdzie indziej, jednak otwarcia przewodu habilitacyjnego odmówiono politologowi na Uniwersytecie Wrocławskim i Uniwersytecie Jagiellońskim.
 
Dyskusja o Migalskim, jego problemach naukowych z habilitacją i prof. Iwanku rozgrzała internetowe forum WNS. Najpierw było dość spokojnie. Do czasu, gdy  jeden z nowych uczestników forum, podpisujący się „normu” nie wytoczył przeciwko dr Migalskiemu ciężkich dział i przystąpił do próby zdyskredytowania naukowca.
Zanim akta wylądowały w IPN, to sobie zalegały na Józefowskiej przez ładnych kilka lat i ze względu na pewne koneksje, pół WNS-u miało do nich dostęp. Więc rycerzu prawdy, rusz cztery litery i oświeć nas co jest w teczce Migalskiego. Szczególnie zainteresowani jesteśmy 1988 rokiem i tym co podpisywał na komisariacie milicji w Raciborzu. I dlaczego po tym czasie niektórzy ludzie mieli poważne problemy” – pisze „normu”.
 
Migalski o tym, co wypisuje na jego temat „normu” dowiedział się ode mnie, kiedy poprosiłem o komentarz.
 
– To typowo esbecki paszkwil. Byłem zatrzymany wtedy nie przez milicję, ale przez SB. Bito mnie, wieszano mnie na własnym pasku od spodni, byłem skazany przez kolegium ds. wykroczeń za wywieszenie na raciborskim rynku plakatu „Uwolnić więźniów politycznych” - twierdzi politolog. - Działałem też w Gronie Młodzieży Niezależnej (GMN), niezależnej organizacji solidarnościowej. Cztery lata temu złożyłem wniosek do IPN o udostępnienie mojej teczki i otrzymałem ją. Mam ją u siebie i chętnie ją pokaże każdemu. Zostałem uznany za pokrzywdzonego – dodaje.
 
 

Wpis „normu” był zaledwie preludium do internetowej kampanii dyskredytującej politologa. Wkrótce potem na tym samym forum pojawił się list (rozesłany potem do niemal wszystkich pracowników naukowych WNS). Jego autorem są anonimowi „Obrońcy Prawdy”.
 
Na oficjalnej stronie Zakładu Systemów Politycznych Polski i Państw Europy Środkowej i Wschodniej, do którego przynależy dr Marek Migalski, możemy zapoznać się z dorobkiem naukowca – blisko 30 artykułów naukowych oraz, co podkreślano wielokrotnie w mediach, 11 książek. Brzmi imponująco, jednak po bliższym zapoznaniu się z prezentowaną literaturą okazuje się, że znaczna część to autoplagiaty lub prace, które poza kilkuzdaniowym wstępem napisanym przez Migalskiego, w całości stworzone są przez grono innych naukowców” – piszą przeciwnicy Migalskiego.
 
Politolog odpiera wirtualną napaść.
 
- Nigdzie nie pisałem i nie twierdziłem, że jestem autorem 11 książek, ale że jestem autorem, współautorem i redaktorem jedenastu książek. „Obrońcy Prawdy” nie rozumieją, że bycie redaktorem jakiejś książki nie obliguje do napisania jej w całości, a nawet do napisania w niej jakiegokolwiek artykułu. Ten anonim przypomina dobrze sporządzoną fałszywkę przez fachowców z dawnego MSW. Kłamstwa i umiejętnie preparowane półprawdy – stwierdza Migalski.
 
Internetowi przeciwnicy politologa wytknęli mu również, że jego rozprawa habilitacyjna na temat „Czeski i polski system partyjny. Analiza porównawcza”, to co najmniej 108 stron tomu habilitacyjnego będących przedrukiem z wcześniejszych książek i artykułów Migalskiego.
„Podsumowując, na 8 książek wydanych po doktoracie (bez pracy, która miała stać się podstawą otwarcia przewodu habilitacyjnego), do których udało się nam dotrzeć, Migalski jest autorem najwyżej 136 stron oraz współautorem 25 stron materiału, który nie został splagiatowany w innych publikacjach” – twierdzą „Obrońcy Prawdy”.
 
- Prawda – około 25 procent mojej pracy habilitacyjnej jest zaczerpnięta z rozdziałów mego autorstwa z książki „Polski system partyjny”, wydanej przez PWN w 2006 r. Tyle tylko, że ja o tym lojalnie informuję czytelników i wydawcę we Wstępie. To normalna praktyka, że czerpie się ze swojego dorobku, ważne tylko by o tym poinformować wydawcę i czytelnika – stwierdza zaatakowany politolog.
 
Deklaruje, że dziś zgłasza do prokuratury w Katowicach doniesienie o popełnieniu przestępstwa oszczerstwa przez „normu” i „Obrońcy prawdy”.
Tyle M. Migalski.
 
Prokuratura nie będzie mieć żadnych problemów z ustaleniem, kim są „Obrońcy Prawdy” i „normu”. Internet nie jest anonimowy. Nam bez trudu udało się ustalić, że właścicielem domeny forumwns.org jest Łukasz Kocimski.
 
Kocimski zapewnia, że co prawda przed laty był jedynie założycielem forum, i nie ma nic już wspólnego z forum, to będzie współpracował z prokuraturą, aby ustalić tożsamość oszczerców. Według właściciela domeny administratorem internetowego forum jest Patrycja Wites, studentka WNS.
 
Patrycja Wites stwierdziła, że jako administratorka nieoficjalnego i niezależnego forum nie zajmuje stanowiska w tej sprawie. Nie zna tożsamości użytkowników, a jedynie adres e-mail i adres IP komputera, z którego wysyłane są posty. Wites zapewniła, że jeśli zajdzie taka potrzeba, to również będzie współpracować z prokuraturą.
 
Tomasz Szymborski
 
Teskt ukazał się dzisiaj w "Dzienniku Zachodnim"
Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

to jakis uczony?W czym jest dobry.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

pat

#23740

nazwisko takie ruskie.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

pat

#23742