Ekstrawagancki liberalizm JKM i jeszcze dziwaczniejszy, bo prorosyjski (czyli prosowiecki) jego zauszników ?

Obrazek użytkownika np1
Blog

"Tego pana można lubić albo i nie, ale nie można mu zarzucić pewnej błyskotliwości czy umiejętności spointowania pewnych wydarzeń.

Ci bloggerzy, którzy małpują jego poglądy oraz manierę, do pięt mu nie dorastają. Uprawiają zwykłą grafomanię i lizanie się po genitaliach."

Zachęcam do dyskusji, jaka wywiązała się na temat klonów Janusza Korwina Mikke, i jego ewtl. strategicznych kierunków rozwoju naszego kraju:

W (tutaj) Huhn pisał: 

Natomiast w tej dziesiątce to są klony JKM. Cóż, tego pana można lubić albo i nie, ale nie można mu zarzucić pewnej błyskotliwości czy umiejętności spointowania pewnych wydarzeń. Ci bloggerzy, którzy małpują jego poglądy oraz manierę, do pięt mu nie dorastają. Uprawiają zwykłą grafomanię i lizanie się po genitaliach. I coś takiego ma otrzymać miano - bądź co bądź - w pewien sposób zaszczytne?!

Ze względu na lizanie się po mosznie, to czy konkurs na blog roku powinien być wyścigiem w konformizmie i wiernym powielaniu pewnych opcji światopoglądowych?

pozdrawiam

Kirker prawicowy ekstremista
 

Użytkownik np1 napisał:
klony JKM 

Oprócz języka wskazującego na przysypane tanami gruzu, w głębi duszy, potrzeby biologiczne autora poprzedniego wpisu szukające swojej drogi na światło dzienne, chciałbym wspomnieć że klonowanie, w pewnych granicach, może być bardzo korzystne.

Owszem stoi po przeciwnej stronie balansu do różnorodności - potrzebnej w życiu i ewolucji systemów politycznych - jednak w prostej linii prowadzi do tzw "efektu skali" multiplikującego wyniki działania mogące stać za tak rozumianą sklonowaną zuniformowaną "różnorodnością" i za strategią prosowjeckiej koncepcji politycznej JKM i jego klonów.

Dużo bardziej ważniejszy wydaje mi się przeto dyskurs społeczny na temat temat, tj na temat strategii rozwoju Polski proponowanego przez JKM - jeśli w ogóle o takiej może być mowa ... w co z latami obserwowanie jego działalności zaczynam co raz częściej powątpiewać, a której mimo to się jeszcze doszukuję za 3 czy 4 dnem. Dyskursu społecznego  wszystkich jej ewentualnych wad oraz zalet.
 

 

Użytkownik Dixi napisał:

wiara w rynek nie jest wcale taką głupia opcją.

Ja tam za rynkiem, ale prawdziwym, tęsknię. JKM uprawia jednak liberalizm hmmm... ekstrawagancki, a jego zausznicy jeszcze dziwaczniejszy, bo prorosyjski (czyli prosowiecki). Na dodatek wielu "wyznawców" zachowuje się jak komuniści, czytelnicy "jednej książki" (czyli "Krótkiej historii WKP-b"). Uproszczony (do granic chamstwa) liberalizm nie różni się od bolszewizmu. Niemniej widzę diametralne różnice i przyznaję mam sympatie jednak dla liberalizmu. 

 

Może istnieje jakieś 8 dno o którym my nic nie wiemy, a którego zdradzanie w szerszych kręgach nie jest wskazane ?
 

Współpraca z Rosją, owszem - tylko oczywiście jaka, na jakich zasadach, i czy te są przede wszystkim do utrzymania ?! - patrząc geopolitycznie mogła by i może ma swój sens - no bo to i surowce, i brakujące w Rosji technologie, żywność, średni poziom wykształcenia itp, - gdyby nie zagrożenie, że się rozpuścimy w Rosji jak cukier w wodzie.

Temu może mogła by zapobiec właśnie ta "ekstrawagancka prywatyzacja" oparta na autentycznym oddaniu narodowi jego własności.


Alternatywa - rozpuszczanie się w "eurokołchozie" może być widziana z pewnej perspektywy jako gorsza, ze względu na średni poziom bogactwa eurokołchoźników. Wytłumaczę to słowami Cejrowskiego:

>> Myśmy jeszcze niewystarczająco obrośli w tłuszcz kapitalizmu aby się wiązać z unią, ze społeczeństwami o wiele bogatszymi od nas, które z łatwością mogą wykupić nasz przemysł,[..] a my ich przemysłu nie, bo brakuje nam odpowiedniej kasy na ważne "drobne wydatki" <<

W kapitalizmach liczy się konkurencyjność - to jest: siła z jaką się podbija obce rynki. O co się ta siła opiera to sprawa drugoplanowa. W Rosji - o oligarchię i surowce, w "eurokouchozie" - o technologie, potencjał twórczy społeczeństw, siłę i lojalność ich sprzymierzeńców, spryt polityczny, siłę dodziaływanie mediów itd. To wszystko jest pożera duże nakłady finansowe i potrzebuje wykwalifikownych ludzi. Kto to wyszystko posiada - jest silny i może sobie pozwolić ekspansję uzależniając ekonomicznie od siebie inne kraje. Podboje imperialne zamienione zostały na ekonomiczne. Średnie wykształcenie i  zamożność własnego społeczeństwa, które w razie konieczności można zawsze oskubać podatkami, decyduje o nowej sile militarnej tj o "ekonomicznej" sile danej sitwy, kraju, myśli politycznej, modelu społeczeństwa, ekspansywności własnej kultury, może nawet religii ... przez tę sitwę faworyzowanych.
 

z Rosją trzeba rozmawiać i utrzymywać stosunki handlowe...
Dixi, 22 styczeń, 2010 - 18:50

... co leży w obopólnym interesie. Byle nie z pozycji raba. Wolny Świat powinien wręcz wymusić na Rosji normalne, cywilizowane zachowania. Reagan udowodnił, że można nawet więcej. Niestety Unia i Obama na to najwyraźniej zbyt głupi i oczadzeni złudzeniami.
 

 

geopolityka
np1, 22 styczeń, 2010 - 19:17

Świat zachodni jest jeszcze za bardzo uzależniony od dostaw energii z Rosji. Poza tym w mulitpolarnym modelu geopolityki Chiny odgrywają decydującą rolę. Rosja może okazać się potrzebna uni i usa do wywierania wpływu na Chiny. Z koli Rosji potrzebne są pieniądze i jesli swoje surowce nie sprzeda europie lub USA to w klejce dalej stoją wygłodniałe energetycznie Chiny i europa może obejść się smakiem. Z innej strony dodatkowe ekonomiczne wzmacnianie Chin o ludności 3x większej niż Rosja jest dla Rosji bardzo niekorzystną inwestycją w przyszłość. Chiny nie raz przejawaiały w przeszłości swój apetyt na syberię czy przynajmniej tereny leżące na jej północnych ganicach.

Konflikt Rosja-Chiny, militarnie konwencjonalny, bo ba mocarstwa są atmowe, czy ekonmiczny jest dla Rosji zbyt dużym zagrożeniem aby preferować Chiny w sprzedaży własnych surowców, jeśli tuż obok istnieje jakaś lepsza alternatywa np Europa.

"Przymuszanie Rosji" jest więc nie takie praste ani dla Obamy, ani dla kogokolwiek innego, prócz Chin. Tu uwidacznia sie - wg mnie - mało zanana wielu Polakom, - perspektywa geopolityczna słabnoącej pozycji USA, Europy na arenie świata

O ile pamiętam na początku 1900 Europa stanowiła 30% ludności świata ale decydowała o 70% światowego PKB. Niedługo, bo ponoć w 2050, będzie posiadała tylko 6% wkładu w światową populację, ile %PKB będzie kontrolowała ... tego możemy sie domyślać.

 

_______________________________________________

  Przyszłość należy do typu azjatyckiego. [.....]  
_______________________________________________

 

 Dalsza część dyskusji tutaj, lub - nieco przeredagowana poniżej:
 

Dixi, 22 styczeń, 2010 - 19:18
gdyby Rosji nie zależało...

... nie pchałaby rurociągu bałtyckiego. Nie teoretyzujmy, tylko patrzmy i zauważajmy fakty.
 

np1, 22 styczeń, 2010 - 20:19
Re: gdyby Rosji nie zależało...

tak - Rosji zależy bardziej na Europie. Nie tylko z powodu konieczności osłabiania Chin odcinaniem ich od surowców poprzez preferowanie Europy jako ryku zbytu gazu, ropy i innych. Chodzi także o modernizację Rosji. Putin miał się kiedyś jakoby wypowiedzieć, że: zanim Rosja dojdzie do demokracji to potrzeba będzie gdzieś tak 30 letniego okresu "ręcznego sterowania".

Do tego czasu potrzebuje wymiany z Europą. Widać to po zalewających od gdzieś tak 2001 roku uczenie niemieckie, francuskie i pewnie inne o kt mniej wiem studentach ruskojęzycznych.

Nawiązanie "męskiej przyjaźni" między Putinen i Schröderem, rurociąg, umowy na dostarczanie gazu do - oile pamiętam 2027 albo 2032r - niepewne stąpania niemieckiego kapitału w Rosji i płoche jeszcze zaangażowanie się niektórych banków, to tylko wstęp do wymiany technologii - lepiej: jej "sprzedaż" w zamian za dostęp do rynków rosyjskich i ogólnie w Azji, za pozwolenie na wzrost znaczenia na światowej scenie geopolitycznej i gospodarczej ... włącznie.

Wracając do USA i Chin - krótko przed po wyborach Obamy, ekskanzlerz Niemiec: Helmut Schmitt, ceniony mimo wieku za ostrość widzenia i celność komentarzy co ważniejszych wydażeni politycznch, zparoszony do tv wyraźił się, że Obama jest skazany na, nazwę to w skrócie, "kurs wymiany czułości z Europą" ze względu na rosnącą siłę gospodarczą, i polityczną Chin. Cytat słów, jakie wtedy padły mniej więcej miał nstępującą wymowę: "Obama musi się zastanowić jaki ton w jego polityce ma być dominującym, bo tak, jak USA teraz traktują Chiny i resztę świata, tak, za kilka lat, będą traktować cały świat i USA, Chiny"
 

Dixi, 22 styczeń, 2010 - 20:27
przyznanie sie do słabości to poddanie się, mniejsza o słowa.

Ani USA, ani Europa nie są słabe. Najwyżej głupie, a przynajmniej mają naiwną i głupią reprezentację, albo gorzej... Wystarczy popatrzeć na Schroedera, który okazał się zwyczajnie przekupiony.
 

 

np1, 22 styczeń, 2010 - 23:01
Re: przyznanie sie do słabości to poddanie się, mniejsza o słowa

"Kupiony" ? - może ... mniejsza o słownictwo - ja bym się przychylał do tego, co pisze Michalkiewicz o niemieckich elitach, kt wg niego, w przeciwieństwie do naszych, mają ściśle sprecyzowane kierunki strategicznego rozwoju, którym są wierne od ponad 120 lat.

Na tym tle - "sprzedaż" Schrödera - przeprowadzona rzczywiście zbyt szybko, nachalnie, łamiąca niepisane prawa niemieckiej kultury politycznej, no bo bez respektowania "Schonzeit"/czasu "karencji",ochronnego/ tj. ok dwóch lat, po piastowaniu tak znaczącej pozycji w niemieckiej polityce do takiego typu aktywnego życia w gospodarce, (z wielu względów - wspominając te mniej ważniejsze - np medialnych) jaki wybrał Schröder - może okazać się strategicznym ruchem szachowym operujących globalnie elit gospodarczych Niemiec. Czymś w rodzaju włożeniem buta między drzwi, aby sie już nie mogły zamknąć - wyrażając to w języku handlu obwoźnego.

Ciekawa może być przy tym rola mediów niemieckich i w ogóle europejskich - pożytecznego idioty multiplikującego medialnie przez nakłady swojej prasy i oglądalność kanałów telewizyjnych spektakl teatru sensacji i afery "sprzedawania się Schrödera" czy, nawet " tej finansowej -, jaki i prostytucji władzy" tak skutecznie odwracających medialnie uwagę socjotechniką a la ta, nagminnie stosowana przez aktualny rząd w PL: socjotechniką "tematów zastępczych", medialnych kurtyn dymnych, za którymi mają znikanąć, być ukryte, naprawdę ważne strategicznie cele.

 

W Polityce najważniejsze jest to, o czym sie nie mówi. 

 

 

________________________________________

PS . Końcówka dyskusji znajduje się tutaj.

  Ostrzegam - niestety,  kolejne odpowiedzi znowu mi się rozrosły do mamucich rozmiarów i dlatego stają się przydługie, nudne i niezrozumiałe, do tego: pełne fatalnych, chyba tylko dla mnie zrozumiałych, jak podejrzewam, skrótów myślowych. Jak się ich pozbędę, przeredaguje i uzupełnię, to może jeszcze zamieszczę późni. Kiedy ? - nie wiem - pewnie jak zwykle spontanicznie lub w ogóle nie - są przynajmniej w przygotowaniu.
 

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Agnostyka z gnostykiem ? :)
A priori - ?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#44315

Dyskusji na temat ... ?
Nie bardzo także wiem jaką pozycję rezerwujesz dla siebie. Jeśli o mnie chodzi milsze mi jest stanowisko we wiecznie wątpiącego agnostyka.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#44341

...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#44340

Jak dotąd nie pisałem ani słowem, że przez ponad dwa lata byłem członkiem UPR. Przez długie lata partia ta jawiła mi się jako "jedyna sprawiedliwa" na polskiej scenie politycznej. Stąd decyzja o zasileniu jej szeregów. Niestety rzeczywistość okazała się ponura, tj. okazało się, że UPR, mimo prezentowania określonych poglądów, w sposobie działania nie różni się od innych partii politycznych. Stało się coś, co poważnie zaważyło na moim uczestnictwie w życiu publicznym. Proszę nie ciągnąć mnie za język - nie mam zamiaru podawać żadnych szczegółów. I to nie dlatego, by nie zaszkodzić UPR, tylko dlatego, iż nie chcę przypominać sobie jakim byłem idiotą!

Historia ta pozostawiła bliznę na mojej psychice. Skoro partia, która była w moich oczach "jedyną dziewicą w burdelu" postępowała jak inne dziwki z tegoż burdelu, to dzisiaj czuję się kompletnie zniechęcony do aktywności organizacyjnej w jakimkolwiek wymiarze. Dzięki UPR i swojej głupocie.

To tyle. Powyższy kolaż komentarzy uważam za śmieszny...

P.S. Historia, o której piszę nie dotyczy partii jako całości, a ino jej oddziału. Co nie zmnienia mojego ogólnego nastawienia.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#44321

Nobody is perfect. Partie polityczne to skupiska grupy ludzi których łączy jakaś idea, cele, ...

"Grupa ludzi ... idea, cele" - już na tym poziomie zaczyna się problem. Jak są one definowane, jak rozumiane przez każdego z osobna. Jaki wewnętrzny język komunikaci jest stosowany - czy jest on przynajmniej w naważniejszych płaszczyznach tak samo rozumiany czy prowadzi do nieporozumień komuniacyjnych, aksjologicznych. Zakres pojęciwoy czonków - jaki jest, jak daleko rozwinięty i spójny. W każdej partii występuje funkcjonalizacja tzn rozdział funkcji. Wg jakiego klucza? Czy przydzielona funkcja pokrywa sie z preferencjami osoby, jej ambicjami, doświadczeniem, zdolnościami np do kompromisu. Czy jest to dobrze zgrana orkiestra czy każdy chce być solistą? ...
Do tego dochodzi walka o prestiż, pozycję kariery, hierarchię... Nic dziwnego że w takim zamieszaniu ulegają erozji początkowo szczytne idee, wartości, wizje, ... i partia stosuje "politykę realną" ale już w zinflacjonowanym tech słów znaczeniu. Oczywiście prostytuując się traci jedną, często tę wzniosłą część sowjej tożsamości, z której jednak nie może żyć, na korzyść tej pragmatyki osiągania celów kolejnych etapów. Byle by do mety peleton sie w inne strony nie rozjechał.

Partie polityczne jak widać to niezmiernie kompleksowe twory
jak w każda grupa ludzi, bez kitu który je łączy, dość nietrwała. Dlatego potrzebne są wizje, wspólne cele... W rzeczywistości tworzy system, który aby żyć musi się rozwijać i niektóre zmiany trzeba akceptować po cichu przygryzając wargi lub ją opóścić.

Bardzo często zachodzi konieczność przeżycia przez pobrudzenie sobie rąk podgniłymi kompromisami - polityk to śmierdzący zawód. Tak powstają m.in. wewnętrzne siły odśrodkowe. Jeśli siła wizji, wspólnych celów i wiara w możliwośćich relaizacji są za słabe - rozsypuje się. Partia indywidualistów ma nikłe szanse długiego życia. Najważniejsze jest aby kompromisy na prawdę pozwalały osiągnąć cel, lub znaczną jego część.

Dlatego nie ma co mówić o jakiejś głupocie - co najwyżej o rozszerzani horyzontów na to jak od wewnątrz działają partie. Porównie do burdelu często wcale nie jest tu tak dalekie.

Grupy które z innych względów mają wsród sowich członków coś wspólnego, i ma to już sowją długą tradycję, im dłuższą tym lepiej, mają łatwiej i są bardziej odporne na siły rozrywające. Np partie chrześcijańskie lub te których kitem jest jakaś długo pielęgnowana lewicowa utopia.

Gorzej z tymi których wizją wspólną jest nie do końca tak samo rozumiany jakiś model, wizja ekonomii rynkowej. Z regóły te wizję są b. kompleksowe i ich modele powstają z obserwacji rzeczywistość. Ta jest tak wielopoziomwa, ze można zawsze tylko mówić o obserwacji tylko jakiegoś jej wycinka. Stąd organiczenia, nieporozumieia, każdego nawet najbardziej skomplikowanego modelu.

Jestem ciekaw ilu członków UPRu tak naprawdę zrozumieli o czym mówi JKM? Moim zdaniem niezbyt wielu i to nie z powodu kryptycznego języka ale wielopoziomowej złożoności. JKM jest m. in cybernetykiem i mogę go podejrzewać, że dzięki temu ma wgląd w tę skalę kompleksowości, ale co z innymi członkami partii? - czytających oczywiście wyłączając !

Moim zdaniem UPR jako partia nie ma większych szans. Zbyt wiele wymaga od swoich członków - czytających oczywiście jak zwykle wyłączając. Jeśli by się takich więcej znalazło którzy na koniecznym minimalnym poziomie potrafili by zrozumieć model ekonomii stojący podstaw wizji łączącej - była by to zbieranina wysokozindywidualizowanych różnokolorowych indywidualistów krórzy poza tym modelem mieli by za mało wspólnego, aby osiągać realne cele.

Unia polityki realnej była by więc daleka od osiągania realnych celów mimo wysokiej fachowości sowich członków. Partia w których wszyscy mają potencjał i chcą być wodzami nie ma szansy istnienia. Domeną ludzi wysokointeligentnych jest jeszcze wyższy indywidualizm i pycha. Oczywiście wielu z nich nawet wie o tym i się ogranicza, nie mniej ten kompromis jest zbyt uciązliwy aby na dłuższą metę działał.

Dlatego moim zdaniem UPR pozostanie parią niszową.. pardon elitarną - czyli klubem wymiany wspaniałych poglądów, i skazanych na niepowodzenie prób ich ralizacji.

Jako etap edukacji dla narybku innych partii uważam jedna UPR za niesłychanie korzytną i tu upatruję jej siłę i pozycję w PL scenie politycznej.

Zresztą dokładnie tak lub prznynajmniej w bardzo podobny sposób, o ile sobie właśnie przypominam, miał się przed kilkoma laty właśnie wyrazić JKM o UPR

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#44346

Tłumaczysz mi jak przysłowiowy "Herman" przysłowiowej "kozie" na czym polega organizacja życia partyjnego, jak funkcjonują partie polityczne, itede, itepe. Myślisz, że o tym nie wiem? Wiem natomiast co stało się w moim konkretnym wypadku, ale jak już wspominałem nie mam ochoty wyjawiać szczegółów. Tutaj tylko zaznaczę, że w dalszym ciągu cały szereg poglądów UPR-u jest mi szalenie bliskich i nie potępiam w czambuł ani polityków tej partii, ani jej szeregowych członków! Tak naprawdę to jest to mój problem, a nie problem UPR. Mam, jak się zdaje, zbyt idealistyczne (niektórzy powiedzą, że naiwne) podejście do zasad działalności partii politycznych. Tyle...

Pozdrawiam serdecznie

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#44374

Cierpię na podobne objawy. M. in. wstrzymują mnie one do tej pory od aktywniejszego uczestnictwa. Dlatego na razie przyjąłem pozycje obserwatora, ale Polską scenę polityczną dopiero od wyborów Tuska i to na odległość bo od jakiegoś czasu nie mam mnie w kraju.

Z innej bańki: zaciekawiła osoba pana Maciarewicza - wywiera na mnie wrażenie osoby o dużym stopniu kultury i etyki zawodowej, co nie mogę jakoś pogodzić z realiami życia politycznego w Pl. Jak dalece jest to wrażenie autentyczne a na ile wskazuje na dobrze wyrzeźbioną fasadę?
Czy może ktoś wie o nim nieco więcej poza tym co można znaleźć w necie?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#44410

Jeżeli o mnie chodzi, to Macierewicz jest jednym z wyjatków potwierdzających regułę. Zachowam jednak dystans i powstrzymam się od pochwał, by któregoś dnia nie obudzić się z ręką w nocniku. Póki co, likwidator WSI wydaje się być totalnym zaprzeczeniem wizerunku przeciętnego polskiego polityka. Jest niesamowicie pracowity. Ta jego pracowitość obrosła już legendą - tak przynajmniej mówią mi ludzie, którym nie mam powodu nie wierzyć. Poza tym, też obecnie nie mieszkam w Polsce, więc niech się wypowie ktoś bardziej zorientowany w bieżących sprawach. Od siebie dodam, że Macierewicz wygrał ostatnio (kolejny już raz!) proces sądowy. Tym razem z TVN-em!!!

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#44415

Przez lata głosowałem, kiedy tylko mogłem, na UPR. Teraz mi się odechciało. Chyba najbardziej zaważyła sprawa Gruzji. Nie wierzę w taką "politykę realną". Chiny są istotne, ale jeszcze nie rządzą światem. Najpierw nas straszono ZSRR, teraz Chinami. Dziwne, ze zyski z tego czerpała i czerpie Rosja. Reagan potrafił ukręcić jej jaja tuż przy samej szyi, bo wziął także Europę krócej przy pysku. Dało się? To są fakty.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

-------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"

#44330

Właśnie - jaką pozycję zają UPR w sprawie Gruzji ?

Dzięki za przypomnienie perspektywy ewtl. możliwości zbijania kapitału politycznego i gospodarczego na budowaniu atmosferze strachu i zagrożenia w jaki instrumentalnie wprowadzać można całe społeczeństwa, podobnie jak to np zrobił Bush po 9/11. Dzięki zmasowanemu straszeniu własnego społeczeństwa terroryzmem mógł wprowadzić pakiet ustaw ingerujących b. daleko w prywatność obywateli, które normalnie nigdy nie udało się żadnym kolanem przecisnąć przez amerykański parlament. Rzeczywiście geopolityczni wzrastająca rola Chin może być także i do podobnych celów wykorzystywana.

Ciekawe jak na takim tle wygląda drugie podejście Irlandczyków do referendum, w momencie przedpotopowej atmosfery ścielącej się gęsto trupem plajtujących firm scenerii upadku systemu bankowego i szalejącemu na całym świecie widmie upadku, katastrofy, światowego systemu finansowego?

Ilu Irlandczyków idąc po raz drugi do urny pomyślało sobie, że w takich czasach to w grupie zawsze o wiele raźniej i bezpieczniej, a w dobrym i silniejszym towarzystwie, juz nie groźne są żadnemu zuchowi?

Straszenie Chinami może rzeczywiście być przekonywującym prounijnym elementem propagandy.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#44350

... a chyba chcą (nie liczac elementów napływowych zaimplantowanych przez Rosję, ZSRR i znów Rosję), to żadne "realpolitik" ma się do tego nijak. Pamiętam, że Polska przez dziesiątki lat była w tej samej sytuacji. "Point de reveries".... "Porządek panuje w Warszawie"....

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

-------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"

#44378

Też się zapisałem, ale już po miesiącu mi przeszło.
To właśnie było w czasie wojny Gruzja Rosja.
Mało wiem, a wiedziałem jeszcze mniej.
Doskonale Ciebie rozumiem.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#44326

.... to mamy do czynienia z prawdziwą katastrofą. żadne pokrętne wytłumaczenia w stylu: "Jaki wewnętrzny język komunikacji jest stosowany - czy jest on przynajmniej w najważniejszych płaszczyznach tak samo rozumiany czy prowadzi do nieporozumień komunikacyjnych, aksjologicznych. Zakres pojęciowy członków - jaki jest, jak daleko rozwinięty i spójny. W każdej partii występuje funkcjonalizacja tzn rozdział funkcji." nie pomogą. Koniec, zanim coś się zaczęło.
Liberalizm i rynek są proste jak konstrukcja cepa. Może potrzebna jest inna partia i inni liderzy???

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

-------------------------
"Dixi et salvavi animam meam"

#44377

"proste jak konstrukcja cepa" - i mimo tej "prostej konstrukcji" jak ktoś nie potrafi się z cepem obchodzić - sam dostanie w czambuł. A, że jakoby "nie potrafi", był przekonany, przez całe dekady lat. Boi się więc cepa jak diabeł święconej wody.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#44451

 

jeśli erozja, k tórej wspominasz Np1, następuje już na początku,
Dixi, 23 styczeń, 2010 - 18:48

.... to mamy do czynienia z prawdziwą katastrofą. żadne pokrętne wytłumaczenia w stylu: "Jaki wewnętrzny język komunikacji jest stosowany - czy jest on przynajmniej w najważniejszych płaszczyznach tak samo rozumiany czy prowadzi do nieporozumień komunikacyjnych, aksjologicznych. Zakres pojęciowy członków - jaki jest, jak daleko rozwinięty i spójny. W każdej partii występuje funkcjonalizacja tzn rozdział funkcji." nie pomogą. Koniec, zanim coś się zaczęło.
Liberalizm i rynek są proste jak konstrukcja cepa.
Może potrzebna jest inna partia i inni liderzy???
 

 

"jeśli erozja, o której wspominasz Np1, następuje już na początku,"

  Wytłumaczmy sobie co rozumiemy pod pojęciem "erozja [..]", a potem co, w zwrocie "już na początku"

O jakiej erozji mówimy - erozji wewnętrznej czy zewnętrznej. Jeśli o "wewnętrznej", to czy dotyczy ona wizji, wartości, programu .., czy też procesu wewnątrzpartyjnego powstawania struktur, grup, integrowania skrzydeł, jej sposobów, taktyk, strategii, osiągania celów programu jaki i strategii przeciwdziałania siłom odśrodkowym, krócej: warsztatu wewnętrznego i zewnętrznego? 

  Jeśli chodzi o tę drugą, erozję zewnętrzną, to wytłumaczmy sobie najpierw czy mamy na myśli erozję kultury języka komunikowania partii między sobą i komunikacji partia a społeczeństwo, czy też rozumiemy ją "ogólnie" na wyższym poziomie abstrakcji, erozję sceny politycznej jako podsystemu w jego, szerszym, gospodarczo-społecznym i innym, kontekście uwidaczniającej złożoność występujących procesów. W końcu partie nie egzystują w próżni i mają wpływ na nie "aktorzy" z zewnątrz. Jaki? - możemy "tylko" rekonstruować z ich reakcji na sprawy "naprawdę ważne", gdy zmuszone są do wyjścia spod osłony, fasady, medialnego image'u.

 Ja w mojej wypowiedzi {".. jaki wewnętrzny język komunikacji jest stosowany - czy jest on przynajmniej w najważniejszych płaszczyznach tak samo rozumiany [przez przynajmniej większość członków], czy prowadzi do nieporozumień komunikacyjnych, aksjologicznych. Zakres pojęciowy członków - jaki jest [?], jak daleko rozwinięty i spójny?}" ograniczyłem się do tych części erozji procesów wewnętrznych, które dotyczą komunikacji wewnętrznej (jej sposobów i treści), oraz do ogólnej zdolności podobnego zrozumienia, recepcji celów zawartych w programie, ich zbliżonej interpretacji, pojmowania stojących nimi szczytnych idei, wartości, widzenia i rozumienia wizji, wynikających z niej celów, które właśnie dlatego że są wspólne i podobnie rozumiane scalają daną partię. 

    Wspólne cele łączą - to już prawie tautologia - ale jeśli nie są one tak samo rozumiane, a  wizja, zawarte w niej wartości, na różne sposoby interpretowane, to - o ile istnieją całe grupy mające swoją własną receptę na osiąganie różnie interpretowanych tych samych wizji, i nie potrafią tego nawet komunikować bo np nie są świadome różnic własnych interpretecji, to dochodzi wewnątrz partii do rozłamów. A w przypadku pojedynczych członków np do wystąpienia z partii lub przejęcia w drodze dyskusji,  werbalnej formy komunikacji lub także niewerbalnie, np przez podporządkowanie się i wykonywanie przydzielonych obowiązków i czadem takż nielubianych zadań, na bazie zaufania i gdy w trakcie  wykonywania członek zaczyna powoli rozumieć i identyfikować się ze strategią wyznaczoną przez dowodzących bo widzi że mimo jego wewnętrznego sprzeciwu, z bliżej dla niego nie zrozumiałych powodów, cele zostają osiągane. Zaufanie rośnie i motywacja do aktywnego uczestnictwa w życiu partii także. Partie mają coś wspólnego z systemami religijnymi - często wymagają od swoich członków dużego kredytu zaufania czy nawet wiary, czasami tej "ślepej" - choć nie jestem zwolennikiem "bezwarunkowego" ślepego posłuszeństwa. Ta nie może jednak być "zbyt często" wykorzystywana gdyż prowadzi do erozji zaufania i blokuje wewnętrzne potencjały członków.

   Przyznaję - moim złym zwyczajem i z powodu lenistwa i brakującego pisarskiego doświadzczenia - procesy prowadzące do podziałów i wystąpień lub asymilacji i akceptacji na zasadzie przymusu, czy dalej kredytu wiary i zaufania swoim wodzom, w to co robią mimo początkowo brakującej akceptacji tych metod, ująłem zbyt kryptycznie w zdaniu: "W każdej partii występuje funkcjonalizacja tzn rozdział funkcji" a w domyśle: i wynikające z tego tytułu kłopoty. Kłopoty, na które Ty pewnie chciałeś zwrócić moją uwagę słowami: "Jeśli erozja, o której wspominasz Np1, następuje już na początku, to [ ..{ zajmowanie wewnętrzną komunikacją i podobne rozumienie celów, dobranie do nich język komunikacji, itp}.. ] nic nie pomogą. Koniec, zanim coś się zaczęło." 

I masz w pewny sensie rację. Jeśli partia nie potrafi się dogadać, jak będzie realizowała wspólnie wyznaczone i rozumiane cele, to "Koniec, zanim coś się zaczęło". Ale uważam to tu za katastrofizm, za demonizację - krótko przesadzasz. Mimo, że to rzeczywiście jest prawdopodobne, to nie niedoceniajmy strategów partyjnych. Szcują i wliczają oni z premedytacją te różne koszta, kolateralne straty, itp w rachunek, jaki kreślą ich szefowie pociągnięciem pióra pod niepopularnymi decyzjami, ustawami czy nawet traktatami. Mogą się przeliczyć - zgoda. Jednak nawet i to jest wliczane w kalkulację i wypracowane są strategie odwodowe. Czy zajdzie konieczność korzystania z nich, czy zadziałają - zależy od doświadczenia, zdolności ich i w mniejszym stopniu, ale jednak od przypadku. Dlatego alarmy należy brać poważnie, nawet te próbne, a fachowa krytyka ... buduje wewnętrzną siłę. Fachowa,  z rzeczowymi argumentami. Czasami dobrze jest na zimne dmuchać - ale tylko czasami.
 

 

Teraz o co chodzi z tym "na początku"? 

Na początku to znaczy kiedy? - To wbrew pozorom poważne pytanie. Tarcia są konieczne - bez nich nie ma zmian. Tu chodzi więc o odpowiedź na pytanie - od kiedy tarcia stają się erozją i dalej chorobą prowadzącą do rozpadu partii?

To bardzo trudne pytanie. Odpowiedź jest związana z bardzo dobrą znajmością nie tylko ogólnych i szczegółowych mechanizmów wewnątrzsystemowych, ale także stopnia zrozumienia i antycypacji  kierunków rozwoju zewnątrzsystemowych - czyli przewidywania zmian dynamiki zewnętrznych warunków brzegowych na styku partia - otoczenie polityczne, społeczne, gospodarcze.

Już sama gospodarka to w połowie psychologia. Przewidywanie jak się zachowa rzesza "wolnych" i "niezależnie decydujących" o swoim życiu mas graniczy z wróżeniem z fusów ... graniczy ? - Nie! - Graniczyła by !!! - gdyby nie wpływ mediów. To one programując spontaniczne zachowania mas w dalekim stopniu mogą nimi kierować, co mamy okazję zauważyć w związku z już bardzo pewnym siebie przesłuchiwanym Chlebowskim, który jeszcze przed kilku miesiącami - w sławnej konferencji prasowej, aż się spocił na myśl widma końca własnej kariery politycznej wynikającego z jego uczestnictwa w cmentarzowym i stacjo-paliwowym omawianiu ustaw o dopłatach w przemyśle hazardowym. Ta pewność siebie  wskazuje jak dalece przeszkolenie medialne, języka ciała, dobranie strategii ataku jako obrony i nazywania czarnego białym a białego czarnym, multiplikowana cepami medialnych powtórzeń urasta do dobrze sprawnej i skutecznie działającej propagandy.

Masami można sterować - ale nie do końca. Z czasem także i masy łapią co się dzieje - jeśli mają na to czas, inne zasoby, ... Aby ich nie miały dobrze jest ze strony rządzącej o to zadbać. Wzrastające ceny, prywatyzacja która oddając np elektociepłownie, czy branżę energetyczną czy inne strategicznie ważne sektory gospodarki w prywatne, zwalnia rząd z odpowiedzialności za wyznaczanie strategiczne kierunków rozwoju kraju, i pozwala prywatnym właścicielom na to na co nie mógłby pozwolić sobie rząd, bez szkody dla przyszłego wyniku wyborczego, na wzbudzające ogólne oburzenie społeczne "okrucieństwa" reform. Prywatny właścićiel nie jest zobowiązany dbać o interes społeczny kraju - ale o swój własny i jego akcjonariuszy. Nie musi dbać o co cztery lata powtarzające się wybory, ale o intrygi w zarządzie, radzie nadzorczej i na zewnątrz na rynku na którym operuje.

Tak rządzi się jakże o wiele łatwiej. Tyle o "liberalizacji kraju". A ja powtarzam za Cejrowskim "Myśmy jeszcze niewystarczająco obrośli tłuszczem kapitalizmu aby [..]" pozowlić sobie na tego typu liberalizację a tym bardziej na uczestnictwo w Uni.
 

Wracam z powrotem: Unia, liberalizcja, gospodarka, media, psychologia, sterowanie masami, przewidywanie kierunków rozwoju dynamiki ...

Jak widać nie jest to takie proste, ale medialnie możliwe. Kto trzyma w rękach medialne leje głównych koni pociągowych opiniotwórczego wehikułu opinii publicznej, wiozącego głównych aktorów życia kapitałowego i gospodarczego ten decyduje o kierunku jazdy. Inni mogą obserwować i się domyślać budować własny pojazd medialnego stymulacji mas tak aby stał się on konkurencyjnie atrakcyjniejszy dla wspomnianych pasażerów. 
  Partie muszą zdobyć jakoś legitymację uczestniczenia w tym karawanie. Jak - każdy z nas wie jak to się dzieje. Źródłem głównym określającym komfort jazdy jest średnie wykształcenie mas i przynajmniej skąpe ale autentyczne uczestnictwo w procesie politycznym umożliwiające rozwój zdolności rozumienia w/w opisanych procesów. Tu masom "elity" wcale nie wychodzą na przeciw. Przeciwnie - dlatego nie można mówić o elitach ale .. i tu padają różne tam określenia - nie ważne jakie. Podcinając świadomie gałąź, na której siedzą nasi aktualni wodzowie wybrali planowo strategię krótkofalową: "kolonizowania głupoty i niewedzy" - jako to zresztą w liberaliźmie jest dopuszczalne, a nawet wskazane !!! 

Problemem nie jest więc liberalizm, sam w sobie - ale krótkoterminowość czasowych horyzontów jego planowania. Z racji tej jego cechy i przyjemność z kreowania neologizmów nazwę ten jego rodzaj szortliberalizmem. Jego wyznawcy zdając sobie sprawę z wąskich ram czasowych piastowania swoich stanowisk, planują więc swoje zachowanie w równie skąpych perspektywach czasowych tzn obejmujących tylko ramy czasowych trwania ich odpowiedzialności. Szortliberalni politycy - w 4-letnich kadencjach wyborczych, bankierzy, zarządy spółek akcyjnych, managerzy - nawet w 3-miesięcznych okresach obowiązku składanie raportu o wynikach spółki. 

Niestety ze względów o których jeszcze kiedyś sie szerzej rospiszę, a dziś nazwę je wynikających z teroii gier, i w wyniku procesów konkurencyjnych - nie mają większej niż ta wyżej swobody swojego zachowania. Presja ze strony akcjonariuszy i inwestorów na osiąganie wzrastających wyników finansowych, w czasach zglobalizowanego kapitału który bez barier może wędrować ile i jak mu się podoba po cały globie oraz wspomniane krótkoterminowe bilansowanie ich osiągnięć - wymusza takie zachowanie.

 

Problemy będą - o ile się da - przesuwane w przyszłość, jakże typowe dla wielu rodzajów kapitalizmu. Widać to w różnych symptomach, np spadająca wymienialność pokoleniowa. Presja ekonomiczna na rodzinę jest taka że małżonkowie jeśli się już decydują na dzieci to jedno, co najwyżej dwa. Do wymienielności potrzeba 2.14 dzieci na parę. Zachodnie społeczeństwa leżą poniżej 1.8/parę - w PL o ile pamiętam 1.4/parę. Inny symptom to stale rosnące zadłużenie zagraniczne. USA, Fr, Niemcy ... i od 20 lat PL. Normalnie w czasach kryzysu zaciąga się kredyty i inwestuje, w czasach prosperity spłaca zaciągnięte długi. O ile zaciąganie długów w kryzysie funkcjonuje na 150% ! To ze spłacaniem występują szalone trudności. Rząd niemiecki o ile pamiętam w ciągu ostatnich 10 lat tylko w jednym roku więcej spłacił starych długów niż zaciągnął nowych, i to dzięki wyprzedaży licencji na UMTS-sieć dal przyszłych tel. komórkowych. W związku z kryzysem finansowym,kt się rozpoczął od 11/2008 obraz ten jest jeszcze bardziej opłakany.

Ktoś te długi będzie musiał kiedyś spłacić, dzieci wnukowie czy jak systematycznie w Niemczech narzekała prasa: pra pra wnkowie. Kolejny symptom to starzejące się społeczństwo, ale to drugie oblicze niskiego wsp. urodzin i lepszych standardów życia. Dalszy - elektownie atomowe - a dokładniej ich radioaktywne odpady.  W latach 80 w wyniku upolitycznienie procesów "wystawiania niezależnych ekspertyz naukowych" świat nauki dał zielone światło na składowanie tych odpadów - bardzo bezpiecznie z garancją na 200 tys lat ! - na terenie Niemiec w określonych, poszukiwanych od końca lat 60tych specjalnie pod takie potrzeby, miejscach.  Ostatnio wyszło na jaw, że te eksperyzy powstały pod politycznym naciskiem i są nieprawdziwe - była afera. To tylko inna forma przesuwania odpowiedzialności na następne pokolenia. Przemysł samochodowy - smochody elektryczne, energetyczny - elektrownie ze odnawialnych źródeł energii. Stosy śmieci. Zaśmiecone drobnymi tworzywami sztucznymi oceany - których składniki rakotwórcze przedostają się do łańcucha pożywienia ludzi... itp itd.   Przykładów można by mnożyć. 

I ten typ liberalizmu się nam od 20 lat próbuje sprzedać jako remedium na problemy transformacji. Już nie chcę wchodzić dalej w szczegóły i określę to moim ulubionym: "kolonizowaniem głupoty", niewiedzy, ignorancji itd. Szortegzystencjallizm - kopanie rowu żeby jedni mieli dziś pracę, żeby go następnego dnia zasypać i drugiej grupie dać pracę. Generowanie problemów którymi następne pokolenia będą się musiały zająć.

 

Wracając: Nasi wodzowie wiedzą, że rozwój świadomości mas gra na ich niekorzyść i nie mieli by dużo czasu, gdyby świadomie nie blokowali tego procesu.  Blokują, mataczą, malują psującą się zgniliznę pięknymi kolorami, niszczą szkolnictwo - to także z innych powodów , gospodarkę itd. aby wydłużyć czas przy korycie dla siebie i sitwy mającej gwarantować spokojną starość i świetlaną przyszłość wnukom.

Wracam z powrotem dalej do tematu: .. , sterowanie masami, przewidywanie kierunków rozwoju dynamiki, znajomość dynamiki, partia na styku z dynamicznym otoczeniem, kiedy tarcia stają się erozją i kiedy to jest: " .. już na początku ..". ? w "jeśli erozja, k tórej wspominasz Np1, następuje już na początku,"

Moja ryzykowna odp brzmi "Zawsze". Zawsze, gdy dynamika zmian na zewnątrz i konieczne wywiązujące się z niej tarcia, są, były będą  bardzo duże. Tak jak to jest teraz: w procesie integracji, globalizacji i przechodzenia w nowy typ społeczeństwa. Zawsze gdy system się zmienia - mniej lub bardziej radykalnie, ale nawet w czasach spokoju, czy wydawało by się dla zachodu relatywnym pokoju lat powojennych umożliwiających "spokojną" bo kontrolowaną na początku z zewnątrz emancypację gospodarczą i społeczną prowadzoną moim zdaniem na koszt krajów trzeciego świata. W ewolucji wyróżnia się często spokojniejszą fazę optymalizacji istniejącego już systemu i radykalniejszą fazę przełomu, przebudowy struktury, dużej części lub ważnej strategicznie dla systemu.

W małych partiach politycznych, które nie potrafią się tak bronić i wpływać stabilizująco na swoje otoczenie, prowadzi to do dużo częstszych przetasowań, niezrozumiałych dla nas z zewnątrz rekcji, które mogą być odczytane jako ich nowotwory złośliwe i nazwane erozją. Dlatego nie trzeba demonizować, rozsiewać katastrofizmu ... - chyba że już to ma swój cel korzystny dla tej partii.  

 

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#44491