17 września w relacjach

Obrazek użytkownika Przemysław Mandela
Historia

Rzołnierze Armii Polskiej!

Pańsko-burżuazyjny Rząd Polski, wciągnąwszy Was w awanturniczą wojnę pozornie przewaliło się.

Ono okazało się bezsilnym rządzić krajem i zorganizować obronu. Ministrzy i gienerałowie, schwycili nagrabione imi złoto, tchórzliwie uciekli, pozostawiają armię i cały lud Polski na wolę losu.
Armia Polska pocierpieła surową porażkę, od którego ona nie oprawić wstanie się. Wam, waszym żonom, dzieciam, braciam i siostram ugraża głodna śmierć i zniszczenie.
W te ciężkie dni dla Was potężny Związek Radziecki wyciąga Wam ręce braterskiej pomocy. Nie przeciwcie się Robotniczo-Chłopskiej Armii Czerwonej. Wasze przeciewenie bez kożyści i przerzeczono na całą zgubę. My idziemy do Was nie jako zdobywcy, a jako wasi braci po klasu, jako wasi wyzwoleńcy od ucisku obszarników i kapitalistów.
Wielka i niezwolczona Armia Czerwona niesie na swoich sztandarach procującym, braterstwo i szczęśliwe życie.
Rzołnierze Armii Polskiej! Nie proliwacie doremnie krwi za cudze Wam interesy obszarników i kapitalistów.
Was przymuszają uciskać białorusinów, ukraińców. Rządzące kołe Polskie sieją narodową rużność między polakami, białorusinami i ukraińcami.
Pamiętajcie! Nie może być swobodny naród, uciskające drugie narody. Pracujące białorusiny i ukraińcy - Wasi procujące, a nie wrogi. Razem z nimi budujcie szczęśliwe dorobkowe życie.
Rzucajcie broń! Przechodźcie na stronę Armii Czerwonej. Wam zabezpieczona swoboda i szczęśliwe życie.

- Tekst radzieckiej ulotki propagandowej zrzucanej z samolotów, 17 września 1939 roku

Dzisiaj zamiast historycznej dyskusji nad znaczeniem czy skutkami jakie wiązały się z wejściem na terytorium państwa polskiego Armii Czerwonej, autor proponuje zapoznać się ze wspomnieniami Pana Stanisława Stommy, redaktora naczelnego Kuriera Wileńskiego w 1939 roku oraz wrześniowych weteranów. Relacje naocznych świadków są bowiem dla historyków bezcenne. I dużo łatwiej przemawiają do ludzi niż setki stron naukowych rozpraw…

W niedzielę 17 września rano, gdy przybyłem do swego gabinetu w ‘Kurierze Wileńskim’, dyżurny redaktor słuchał radia, które nadawało wiadomość, że Armia Czerwona przekroczyła granicę polską i szybko posuwa się naprzód. Zrozumiałem od razu cały sens tej wiadomości: był to koniec realnego państwa polskiego. A czym stawaliśmy się my, obywatele tego państwa? Mielibyśmy się stać poddanymi, niewolnikami Hitlera lub Stalina. Wejście pod ich władze musiałoby wiązać się z rezygnacją ze wszelkiej duchowej niezależności. Jeszcze królowe pruscy albo carowie z dynastii Romanowych rozumieli przynajmniej słowo ‘tolerancja’. Teraz było ono kategorycznie wykreślone ze słownika państw totalitarnych, ośmieszone jako wyraz burżuazyjnej dekadencji. Zostało niewolnictwo w najdokładniejszym tego słowa rozumieniu.

Od razu rankiem 17 września zdecydowałem, że ja w Wilnie okupowanym przez Sowiety nie zostanę.

Nie miałem najmniejszych złudzeń czym będzie okupacja sowiecka. Pod panowaniem hitlerowskich Niemiec można było przetrwać biernie, podporządkowując się milcząco narzuconej władzy, ale w Sowietach wymagano powszechnej mobilizacji społecznej ‘obywateli’. Z resztą miałem na koncie kilka artykułów antykomunistycznych i rozumiałem, co to znaczy. Zgłosiłem się do mojego przyjaciela Antoniego Gołubiewa, który myślał podobnie jak ja i zaproponowałem: ‘idźmy piechotą na Litwę’.

Stanisław Stomma, Trudne lekcje historii.

Pierwsza moja styczność z Armią Czerwoną to była zanim oni oficjalnie wkroczyli i zaczęli rozrzucać ulotki z samolotów, głoszące, że ‘oni niosą wolność’.

Nagle zauważyliśmy transparenty nad główną drogą, napisane w języku rosyjskim albo po żydowsku. Miałem w moim plutonie starszego szwoleżera Beckensteina i mówię: ‘Beckenstein, co tutaj do jasnej cholery napisano na tym transparencie?’ Odpowiedział: ‘Jak to co? Witamy Armię Czerwoną!’

Wspomnienia Jerzego Staniszkisa, we wrześniu 1939 roku podporucznika 3 Pułku Szwoleżerów Mazowieckich, zmarłego w marcu b.r. w Warszawie.

Napaść nastąpiła około 4:00… Nasi nie dali się zaskoczyć. Przywitali bolszewików ogniem, ale walka była nierówna. Bolszewików było setki, a z naszej strony kilka dwuosobowych patroli oraz nieliczna załoga strażnicy.

Punkty ogniowe nad brzegiem Dźwiny bolszewicy przykryli ogniem z granatników. Zginął ranny w nogi rkm-ista, który zacisnąwszy je paskiem od spodni bronił się do wyczerpania amunicji. Młody porucznik, tylko w koszuli wbiegł do budynku kompanii. U celu został osaczony przez napastników. Zabił trzech, ale sam został zakłuty bagnetami. Bolszewicy twierdzili, że zabił ich ‘komandira’. Zginął też krawiec kompanijny. W czasie strzelaniny wyskoczył przez okno wprost pod lufy czerwonoarmistów…

Wspomnienia Juliana Białowąsa.




Ocena wpisu: 
Brak głosów