Czy oddać polską suwerenność Niemcom? - opisowa macierz decyzyjna

Obrazek użytkownika szczurbiurowy
Kraj

Bez wątpienia przemówienie ministra Radka Sikorskiego wygłoszone w Berlinie, przemówienie polskiego ministra spraw zagranicznych na temat pryncypiów polskiej polityki zagranicznej spełniło swój cel - jeśli taki był - postawienia na nowo kwestii suwerenności Polski. Temat, wydawałoby się, zamknięty i oczywisty, jednakże - jak wskazał Jacek Korabita Kowalski w swojej notce - nie jest istotny odbiór słów Sikorskiego za granicą, lecz w Polsce. To postawienie sprawy suwerenności otwiera pole dyskusji w kwestii do tej pory bezdyskusyjnej, uznawanej przez większość Polaków (za wyjątkiem jakichś egzotycznych indywiduów w rodzaju syna p. Nowickiej) za oczywiste dobro - to znaczy, że suwerenność Polski jest dobra, pożądana i godna utrzymania.

Postawienie tego problemu w kontekście rozpadajacej się strefy euro, w Berlinie, przy coraz mocniejszej pozycji Niemiec, praktycznie hegemonistycznej, z wezwaniem  Niemiec do aktywności, sprowadza Polskę, państwo o tyle słabsze, do roli klienta potężnego sąsiada. Jak ten klientyzm miałby wyglądać w praktyce to zobaczymy, ale przypomnę, że właśnie stanie się klientem, uzgadnianie polityki Polski z Niemcami było jednym z żądań Hitlera w stosunku do Rzeczypospolitej w marcu 1938 roku, obok “uregulowania kwestii Gdańska” i autostrady eksterytorialnej. Dla Becka (cokolwiek o nim nie sądzić, a kto czyta ten blog wie, że mam wyjątkowo krytyczną opinię o sanacji i pułkownikach) ten postulat był nie do przyjęcia, bo  odpowiedź na pytanie kto z kim będzie uzgadniać politykę była oczywista - Polska stałaby się z samodzielnego podmiotu klientem III Rzeszy. Chciałbym pominąć w tych rozważaniach (i proszę o to komentatorów) kwestię dlaczego w ogóle mogło dojść do tej sytuacji, czy polityka sanacji miała jakiekolwiek szanse - ja akurat jestem zdania, że II RP po traktacie ryskim była z góry skazana na unicestwienie bez terenów wschodnich, bez mińszczyzny i kijowszczyzny było to kadłubowe państwo, nie mające potencjału, żeby z jednej strony równoważyć Niemcy, a z drugiej - ze zbyt blisko usadowioną Moskwą.

A więc łatwo zauważyć, że historia powtarza się, o tyle jednak  inaczej, że tym razem to przedstawiciel państwa polskiego złożył ofertę wyzbycia się suwerenności na rzecz Niemiec bez, wydaje się, wiekszego oporu, a nawet z entuzjazmem. Jest to oczywiście działanie na rzecz propagandy wewnętrznej, dla przełamania dotychczasowych tabu, o których pisałem wyżej. W tym kontekście przywołanie przez Jarosława Kaczyńskiego wspomnienia sejmu grodzieńskiego jest na czasie, choc nie mamy jeszcze tu do czynienia z tak drastyczną sytuacją.

Skoro postawiono kwestię suwerenności, do tej pory oczywistą (to znaczy -  do tej pory w dyskursie politycznym Polaków uważano, że suwerenność Polski jest potrzebna i pożądana, i że istnieje coś takiego jak niepodważalna zaleta bycia państwem niepodległym), skoro postawiono tę kwestię, w dodatku w kontekście europejskim, mówiąc, że po przystąpieniu do Unii i tak zrzekliśmy się “części suwerenności” (tak jakby można było być cześciowo w ciąży) - to zastanówmy się co tak naprawdę niesie nam to “zrzeczenie się suwerennosci” na rzecz “instytucji unijnych” cokolwiek miałoby to oznaczać.

Pierwsze pytanie - na rzecz kogo byłoby to “zrzeczenie się suwerenności” - tu odpowiedź jest najłatwiejsza, ponieważ minister Sikorski przemawiał w Berlinie a nie w Brukseli - więc chodzi tu o Niemcy, a nie uogólnioną Unię Europejską. Dlaczego Niemcy nie ma potrzeby tłumaczyć - wszystko jest oczywiste, 

Wprawdzie minister Sikorski zrobił to zastrzeżenie, ze to zrzeczenie się suwerenności dotyczyć będzie gospodarki, finansów i budżetu, ale już nie kwestii obyczajowych i światopoglądowych. Jeśli tak, to należy rozpatrzyć czy ta deklaracja ma szanse realizacji?

Jeśli naszym suwerenem mają być Niemcy i oni mają decydować o naszych polskich finansach, zatwierdzac budżet państwa, to siłą rzeczy będą robić to  na swoją niemiecką modłę i sposób a nie nasz, polski. Można oczywiście zadekretować, że będzie się brać pod uwagę “specyficzne polskie warunki” , lecz, jak życie uczy, w praktyce zarządzania zwycięża prosty utulitaryzm procedur i mechanizmów zarządczych i ta “polska specyfika” natychmiast zostanie usunięta na rzecz “niemieckiej specyfiki”, która dla zarządzajacych będzie jasna i zrozumiała. Ot chociażby kwestia podatków - wprawdzie w Polsce narzekamy na system podatkowy i “przemoc fiskalną”, ale jakoś wszyscy sobie dajemy radę, jedni bo nie płacą wszystkiego, a inni, bo płacą, ale za to korzystają z podatku liniowego 19%, no i poza tym - w systemie fiskalnym panuje bałagan, dzieki czemu system nie jest całkiem szczelny i jakoś Polakom udaje się wytrzymać. Suwerennośc niemiecka natychmiast uszczelni system i wprawdzie będzie porządek, ale za to kosztem wzrostu podatków i drakońskiego egzekwowania ich spłaty, przy czym już nikt nie dogada się “jak Polak z Polakiem”.

Pieniędzy w budżecie dzięki naprawie systemu fiskalnego będzie więcej, więc i będzie co  wydawać, za pozwoleniem Bundestagu, albo jakiegoś urzedu zarządzającego tym “Gebiet des polnischen Staates”. Jeśli są pieniądze - to znów podzieli się je według pragmatyzmu i interesów suwerena, a nie obszaru zarządzanego. A ponieważ Niemcy, jak wiadomo naród skrupulatny i liczący, wobec czego pod lupę zostaną wzięte budżety samorządów i wszystkie wydatki związane z oświatą, jako mające w nich największy udział - średnio około 30-35 % budżetu kazdej gminy i powiatu to wydatki oświatowe. I tu Niemcy oczywiście, kierowani swoim pragmatyzmem będą przeprowadzali oszczędności. Niektóre mogą się nam podobać i szkoda, że ich nie wprowadzono 20 lat temu, jak na przykład likwidacja Karty Nauczyciela (która jest potężnym czynnikiem kosztotwórczym). Inne zaś zmiany będą rzutować już nie tyle na finanse tego państwa pod zarządem “europejskim” czyli niemieckim, co w ogóle na jakość “bytu narodowego”, że użyję tu terminu wyśmiewanego i niewspółbrzmiacego z dzisiejszym politpoprawnym światem.

W jaki sposób zmiany przeprowadzane przez Niemców moga wpłynąć na ów byt? Przecież we współczesnych Niemczech nie ma mowy ani o agresywnych zachowaniach militarnych, ani też nie ma rozbudowanego aparatu przemocy, takiego, jaki Polacy pamiętają z lat okupacji. Jest za to co innego - polityczna poprawność, którą jest przeniknięte życie publiczne, a zwłaszcza szkolnictwo. Niemcy zarządzający budżetem Polski będą akceptowali te wydatki, które mieszczą się w ich kręgu pojęciowym, do ktorego są przyzwyczajeni. Te których nie będą rozumieć - będą odrzucane. Tak więc, w przypadku takiego obrotu rzeczy może się okazać, że budżet kraju zatwierdzany przez Niemców realizuje nie polskie cele narodowe, ale niemieckie.

I tak, jeśli już mówimy o szkolnictwie, tylko poprzez mechanizmy budżetowania może się okazać, że polskie młode pokolenie jest wychowywane i uczone w systemie szkolnym, który jest prostym odtworzeniem niemieckiego sytemu szkolnego, dlatego, że ludzie akceptujący finanse w takim systemie się wychowali i taki akceptują. A więc czekałby Polaków w takim razie system Jugendamtów, bezwględnej egzekucji obowiązku szkolnego, determinowania przydatności zawodowej i związanego z tym wyboru ścieżki edukacyjnej w wieku lat 13 (zjawisko w postaci Asi Rysowniczki w takim systemie nie miałoby nawet szansy zaistnieć!) oraz wszystkie zjawiska permisywizmu obyczajowego obecnego w szkolnictwie niemieckim. Kto płaci ten wymaga, wobec czego specyficznie polskie cechy systemu szkolnego musiałyby zniknąć.

Polska bez suwerenności, z budżetem zarządzanym przez Niemcy stałaby się krajem, w którym Polacy, ze swoim charakterem narodowym nie mieściliby się w “standardzie”, widełkach biurokratycznych, co powodowałoby bezustanne konflikty. To z kolei wymuszałoby ze strony rządzących wprowadzanie narzędzi coraz bardziej skutecznie wymuszających posłuszeństwo - i tak w końcu  niesuwerenna Polska , zarządzana przez  Niemcy osunęła by sie w przemoc, która byłaby jedynym sposobem utrzymania dyscypliny społecznej i finansowej.

Tak więc, jeśli się zastanawiamy, czy oddać suwerenność w imię “utrzymania pokoju” i jedności Unii Europejskiej musimy sobie zdawac sprawę z tego, że realizacja postulatów polskiego ministra sprawa zagranicznych, czyli bardziej aktywna polityka Niemiec oraz zrzeczenie się polskiej suwerenności na rzecz zachodniego sąsiada - co postulują też publicyści - skończy się tym, czego chce się uniknąć wykonując ten ruch - czyli na spirali przemocy. 

 

A przy okazji, wzorem Coryllusa zapraszam na swoją stronę www.szczurbiurowy.com , gdzie z okazji zbliżającej się okrągłej rocznicy stanu wojennego sprzedaję ostatnie egzemplarze mojej książki.

 
Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

sprawia pozory, iż niejaki Sikorski powiedział coś sensownego w Berlinie.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#205023

Nie znam niemieckiego systemu szkolnictwa, ale obserwując zasysanie naszych specjalistów różnych szczebli, od technika dentystycznego zaczynając, a kończąc na informatykach i lekarzach, to wydaje się, że jest to system o jeszcze niższym poziomie kształcenia niż w Polsce. Skądinąd w Polsce też wesoło nie jest, tu cytat z mojego kolegi - obecnie dziekana jednego z wydziałów polibudy: "Ludzie kończący obecnie licencjat, czyli 3-letnie studia inżynierskie mają mniejszą wiedzę z przedmiotów podstawowych (matematyka, fizyka) niż my gdy kończyliśmy liceum w 1981 roku."

Co do jądra Twojego wpisu, to wypada się tylko zgodzić, kto płaci ten wymaga i chce żeby było według jego zapatrywań.

Venenosi bufones pellem non mutant
Andrzej.A

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Venenosi bufones pellem non mutant Andrzej.A

#205035

tym łatwiej nimi manipulować, rządzącej światem bandzie globalistów bardzo zależy na "wyprodukowaniu" największej ilości debilnej populacji roboli półgłówków nie zdolnych samodzielnie myśleć. Wszędzie na całym świecie jest podobnie, im głupsze społeczeństwo tym łatwiej nimi rządzić - czytaj łatwiej okraść, oszukać. Kształci się tylko elyta górale z synaju i szabes goje bardzo bogaci których kasa potrzebna jest tym pierwszym bardzo potrzebna.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#205112