Ekipa

Obrazek użytkownika Shork
Humor i satyra

Spotkałem wczoraj, późnym wieczorem, dawno nie widzianego znajomego. Włos nieco zmierzwiony, teczka niedopięta, spodnie utytłane jakimś smarem, ale wyprane. Na początku zrobił ruch jakby mnie nie poznał i chciał uciekać, ale jeden przystanek, dookoła rozkopy...
Poznał mnie łaskawie, rękę podał. Usiadł a ławeczce, gapi się tępym wzrokiem przed siebie i milczy. Próbowałem zagadnąć. O żonę, o pracę. Nic. W końcu po badawczym spojrzeniu na boki pozwolił sobie odpowiedzieć na pytanie dlaczego taki smutny?
-Wiesz stary. Kupiłem sobie dom. Kredyt, trochę gotówki, trochę po kolegach pożyczyłem. Cztery lata temu jeden pokój nadawał się do mieszkania, więc szybciutko wprowadziliśmy się, a mieszkanie poszło na część długów.
Na drugi dzień rano pukanie do drzwi. Otwieram. Stoi majster z ekipą i mówią, że wygrałem los na loterii i oni mi ten dom wykończą. Prawie za darmo. I wchodzą z butami. Na to żona wyszła z kuchni i mówi, że przecież na osiedlu jest inna ekipa. Na to zaczęli się przekrzykiwać, że to fuszerka, byle co. Najtańsze materiały, jakość nie ta. Do tego majstrowie źle się prowadzą, piją. A jeden to kota ma zamiast żony.
Żona machnęła ręką. No i panowie weszli.
Pierwszy pokój zrobili I klasa. Kominek w marmurach, gładzie, parkiet dębowy. Jak zobaczyłem to nawet nie protestowałem tylko wyciągnąłem ostatnie zaskórniaki, żeby panom pokryć wydatki. Panowie podziękowali wylewnie (dwa dni miałem kaca) po czym wprowadzili się do tego pokoju, żeby nie musieć do pracy dojeżdżać, no bo koszty. W sumie ok i tak robią za darmo.
- I robili za darmo?
- No nie, no nie wygłupiajmy się. Na drugi dzień majster przyniósł gazetę, pokazał i poinformował ze smutkiem, że jednak będą musieli wziąć pieniądze za robotę. Trochę zacząłem marudzić, że żyjemy w czasach konkurencji na co majster skwitował, że i tak zrobią taniej niż konkurencja. Uwierzyłem na jakiś czas. Dwa tygodnie panowie znosili do domu jakieś pakunki, zabierali się podobno za łazienkę, namówili moją żonę, żeby obiady i kolacje były w domu. Bo taniej i szybciej zrobią. Żona zacisnęła zęby, ale nie przelewało się, a majster pokazał gazetę, gdzie pisali o tej drugiej firmie, że w pracy przeklinają.
Po dwóch kolejnych tygodniach łazienka była gotowa. Zobaczyłem rachunek, zacisnąłem zęby i poleciałem do banku. Po drodze spotkałem sąsiada, który od pół roku mieszkał w ślicznym domku wykończonym przez poprzednią ekipę. Zagadnął mnie, wyżaliłem się ze wszystkiego, a on zdumiony odpowiedział, że ekipa na wskroś kulturalna była, czyściutka, trochę się spóźnili, ale nikt nie pił ani nie przeklinał.
W banku poszło szybciutko, okazało się że dyrektor oddziału to kuzyn majstra. Kiedyś robili w tej samej branży ale teraz wiadomo.
W domu wręczyłem pieniądze majstrowi i poszliśmy oglądać łazienkę. Żona mało nie zemdlała. Takiego bezguścia nie można sobie wyobrazić. Kafelki różowe w białe plamki z łabędziami, na podłodze białe, wanna za mała, muszla na środku i w dodatku krzywo. Nad nią kryształowy żyrandol. W kuchni powiedziała do mnie dwa słowa: "załatw to".
Poszedłem do majstra, mówię co i jak on tylko rechocze i wyciąga kontrakt podpisany na 4 lata. Przełknąłem ślinę i posłałem babę. Ta wróciła rozpromieniona. Poznała konsultanta do spraw artystycznych, który był w samym Paryżu i to on łazienkę zaprojektował, więc nie może się mylić. I nawet jak teraz nam się nie podoba to on daje gwarancję, że wszyscy nam będą zazdrościć.
- I co? Zazdroszczą?
- Nie wiem, bo nikt nas nie odwiedza, a poza tym łazienka jest czynna tylko w środy i czwartki. W pozostałe dni panowie produkują w niej alkohol, żeby zmniejszyć koszty. Nawet się dołożyłem do aparatury.
- A co z resztą? Pokój dziecięcy? Przecież macie chłopca?
- Po tym incydencie z łazienką prace jakoś ustały. Czekałem parę tygodni po czym zapukałem. Wyszedł zastępca majstra, rozmawialiśmy w korytarzu. Mówię mu, że pokój dziecku by się przydał, bo on duży jest i w jednym z rodzicami to jakoś głupio. Zastępca mnie ochrzanił, że nienowoczesny jestem i zaściankowy. Coś tego dnia odważny byłem bo nie chciałem ustąpić i znowu z konkurencją wyjechałem. Drzwi mi zatrzasnął przed nosem, a po chwili wyszedł z gazetą, a tam zdjęcie sąsiada z ekipą konkurencji. Podsuwa mi pod nos i tłumaczy, że to spóła jest. Sąsiad nagania frajerów a tamci ich doją. Uwierzyłem, no w końcu w gazecie było i na fotografii. Uzyskałem tyle, że obiecali się zając sprawą mojego syna.
Szybciutko się zajęli, bo na drugi dzież przyszli i zabrali go do roboty. Ma małe paluszki, akurat do wiązania. Nie wiem co chcieli wiązać, ale dostałem rachunek za konsultacje, w euro. Z 50% zniżką bo dotowany z Unii. Z niebieską pieczątką i w ogóle, facet ma układy.
I tak latka lecą, żona gotuje obiady w wielkim garnku, panowie coś tam powoli robią, ale gadać nie mają czasu. Podrzucają tylko rachunki i gazety z wyczynami drugiej ekipy. Że prawie dom spalili, że przez krzywo położoną klepkę, jedna pani nie może spać, że skumali się z księdzem i w niedziele nie chcą pracować. Że wódki co prawda nie piją, ale wynalazki różne to już tak.
Teraz coś się ruszyło, jak do wygaśnięcia kontraktu zostało niewiele czasu. Jakiś miesiąc temu zapukali do moich drzwi. Weszła cała ekipa i mówią, że to moja wina to niedokończenie. Oni mają harmonogram, plany i konsultacje zrobili nawet na swój koszt i twierdzą, że bez mojej pomocy sobie nie poradzą. Zasypali mnie papierami, zona protestowała do czasu gdy padło nazwisko słynnego projektanta. Sama ubrała mnie w kufajkę i wygoniła do roboty. Panowie uprzejmie pokazali co i jak i wyobraź sobie zacząłem tynkować sam. rewelacja. Nawet rachunek za naukę tynkowania i pożyczenie narzędzi nie zgasił mojej radości. W końcu coś się dzieje, skończyłem już tynkowanie, musiałem porobić bruzdy bo zapomniałem elektrykę założyć, ale zagipsowałem i jest ok. Teraz wracam z kursu kładzenia podłogi. Majster załatwił za pół ceny. tylko zajęcia coś daleko i późno się kończą. Dlatego spotykamy się na tym przystanku.
Westchnął. Zrobiło mi się go żal.
-No dobrze, ale nie odpowiedziałeś mi na pytanie, dlaczego jesteś taki smutny?
- Zbliża się koniec kontraktu. Majster przychodzi codziennie i mówi, że przepisy się zmieniły i odgórnie ustalają jaka ekipa będzie wykańczała całe osiedle. Przez głosowanie większościowe.
Rozumiesz? Chcą mnie ocenzurować, zabrać prawo głosu i możliwość podejmowania samodzielnych decyzji.
Chcą mnie zmusić do tego, żeby być może mój dom wykańczał jakiś piroman, fuszer i nieobyty w prawie unijnym matołek.Niegodziwiec, furiat i bez poparcia konsultantów unijnych. Podobno będzie pokoje urządzał jak katedry, a każdy za zgodą biskupa. I jeszcze dziecko mi do szkoły zabiorą. Przymusowo. Rozumiesz?
Nie mogę się na to zgodzić.
- No jak głosowanie to raczej...
- Już ja wiem jak. Żona pikietuje z transparentem, a ja rozlepiam plakaty.
Nadjechał autobus. Dwa przystanki przejechaliśmy w milczeniu. Potem wysiadłem.

Ocena wpisu: 
Brak głosów