Dzień dobry, lodówka do kontroli.

Obrazek użytkownika Shork
Kraj

Takimi słowy przywitał mnie stojący za drzwiami osobnik w ciemnoniebieskim mundurze z czapką otoczoną dwunastoma gwiazdkami. Odruchowo podciągnąłem pidżamę, odchrząknąłem i wydukałem.

- Ale o co...
- Kontrola, proszę pana. Sanepid, pani z Europejskiego Stowarzyszenia Kucharzy, Konsultant w randze wicekontrolera, urzędnik z kontroli skarbowej, prokurator, komornik, przedstawiciel banku i dwóch policjantów. - Mundurowy przedstawiał kolejno wchodzące do mojego skromnego przedpokoju osoby, a ja za każdym razem szczypałem się co raz mocniej w udo.
- Pan się nie szczypie bo się zakażenie zrobi. - wtrąciła się pani z ESK.
Ostatni policjant zamknął drzwi.
- Czy państwo wiedzą, która godzina?
- Proszę pana, my nie zegarynka, ale powiem panu, że powinno być już po szóstej rano.
- No właśnie. Jest sobota, szósta rano... Czemu zawdzięczam tę wizytę?
Pan z Sanepidu przewrócił oczami.
- Już mówiłem przecież. Kontrola lodówki! Nie zna pan dyrektywy UE numer 6251/a/23/IIIw/47 ?
Wszyscy wstrzymali oddech wpatrując się we mnie dopóki nie zaprzeczyłem ruchem głowy.
- No właśnie. - Ucieszył się pan z Sanepidu. - Czyli poddaje się pan?
- Ja? Czemu?
- No kontroli?
Policjanci z groźnymi minami, przepchnęli się przez tłumek, tak że musiałem wycofać się do kuchni.
- No jak miło. - Ucieszył się pan z Sanepidu.- Pan sobie usiądzie a my robimy swoje.
Usiadłem. Dwóch policjantów natychmiast stanęło po obu stronach mojego krzesła.
Jeszcze zaspany obserwowałem jak zawartość mojej lodówki ląduje na stole.
Umundurowany przedstawiciel Sanepidu wyciągał po kolei wiktuały, a konsultant w randze wicekontrolera zapisywał wszystko w kajecie. Prokurator i komornik przyglądali się ironicznie trzymając przed sobą teczki jak insygnia władzy.
- Majonez napoczęty, data ważności wygasa za dwa dni.
- Jajka ściółkowe, białe średnie sztuk cztery, jedno nadbite.
- Masło zwykłe ćwierć kostki.
- Serek Almetka napoczęty.
- Parówki z szynki sztuk dwie.

Prokurator spojrzał na komornika. Ten wzruszył ramionami i odpowiedział.
- Może wybraliśmy nie ten dzień.

Sanepid jeszcze chwilę spisywał. Skończył na ogórkach konserwowych sztuk cztery.

Konsultant zacisnął pięści.
- Czy ma pan może drugą lodówkę?
- Nie przypominam sobie.
- Cwaniaczek. Idziemy, jeszcze tu wrócimy.

- Zaraz, zaraz!
Pani z ESK podeszła do stołu, podniosła Almetkę, wpakowała do niej palca, oblizała i z triumfującą miną odstawiła na blat.
- Posolona i popieprzona!
- No tak. Tak robię od zawsze bo dla mnie za mało przyprawiona. Posolę, popieprzę, pomieszam a potem smaruję chleb.
W miarę, jak się tłumaczyłem pani stawała się co raz bardziej czerwona. Poczułem że policjanci przysuwają się dyskretnie. Potem błysnęły kajdanki i już byłem skuty. Nogi też.

Prokurator wyjął z teczki togę i rozpoczął przemowę.
- Za niezgodne z prawem a w szczególności z dyrektywą UE numer 6251/a/23/IIIw/47, sporządzanie żywności w domu bez wymaganej koncesji, bez zachowania standardów HACP, bez stosownej opłaty skarbowej z naruszeniem patentów wytwórcy Almetki, grozi Panu kara konfiskaty żywności, grzywny w wysokości sześciu tysięcy złotych, zadośćuczynienie właścicielowi patentów, domiar za produkcję żywności bez koncesji, a także od dwóch do siedmiu lat bezwględnego więzienia za próbę spowodowania epidemii na skalę światową.
Prokurator odczekał aż szczęka opadnie mi do ziemi.
- Ta sama dyrektywa numer 6251/a/23/IIIw/47 pozwala jednak szczególnie złagodzić środki w przypadku gdy winny zechce się poddać natychmiastowej karze. Kara wyniesie dziesięciokrotność grzywny pobranej z zaciągniętego przez winnego kredytu. Czy winny się zgadza?

Bezwiednie przytaknąłem.
Policjanci rozkuli mnie, bankier podsunął odpowiedni papierek, komornik opieczętował lodówkę. Policjanci zabezpieczyli serek Almette w hermetycznym worku.

Po chwili tylko wybebeszona lodówka przypominała o wizycie.

Gdy sprzątałem, usłyszałem pukanie a potem skrzyp otwieranych drzwiczek. Do przedpokoju wsunął się jeden z policjantów. Oczy uciekały mu na bok.
- Pan wybaczy. Ale służba nie drużba. Pan każe sługa musi.
Twarde prawo, ale prawo. Dałby pan może kromeczkę chlebka, albo dwie.
Wsunąłem mu dwie kromki do łapy i pożegnałem. Dopiero jak zamykałem drzwi uświadomiłem sobie, że być może uległem właśnie korupcyjnej prowokacji przekupując funkcjonariusza na służbie dwiema kromkami chleba.
Ale nie. W kąciku ust miał rozsmarowaną Almetkę.

http://lublin.gazeta.pl/lublin/1,48724,9579096,Babki_i_szarlotki_na_lewo__Sanepid_w_mieszkaniu.html

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

A może jest ?
Wcześnie tego roku...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a magyart

#325373