Siniaki ukraińskie, siniaki polskie

Obrazek użytkownika MagdaF.
Kraj

QCHNIA POLITYCZNA

Siniaki ukraińskie, siniaki polskie

A miało być tak pięknie! Długi weekend przedłużony jeszcze urlopami, piękna pogoda, gorący paśnik w ogrodzie, zimny wodopój w lodówce, muzyczka jak na plaży w Mielnie, na podglądzie You can dance. Z dala od polityki, kolejnych świadków koronnych, bajkach o uzbrojonych złodziejach Daewoo Espero, ciągu wpadek prezydenta, wizerunku wkurzonego premiera i opery mydlanej pt. „Mama Madzi”.

Miało być koncyliacyjnie, narodowo, biało-czerwono (czyli zawsze białym do góry!), odświętnie i godnie. Puszczono nam jednak nie ten serial, który potrzeba. Zamiast rodzimej „Julii”, granej przez córkę prezesa firmy Stavka (która ma takie same „chody” w TVN jak jej tatuś u prezesa KRRiTV, który załatwił mu multiplex), wyemitowano serial ukraiński, choć pod tym samym tytułem. Jego „zajawkę” mogliśmy oglądać w październiku ubiegłego roku, gdy piękna bohaterka, była komsomołka i członkini byłej partii komunistycznej ZSRR, trzecia na liście „Forbesa” wśród najpotężniejszych kobiet świata, została oskarżona przez sąd (bynajmniej nie w Bangladeszu) i skazana na 7 lat więzienia za nadużycia przy podpisywaniu umów gazowych z Rosją oraz narażenie państwowej firmy paliwowej Nafrogaz na straty w wysokości 600 mln złotych.

Swoją przygodę z biznesem rozpoczęła na fali „pierestrojki” (po rozpadzie ZSRR i powstaniu wolnej Ukrainy), od wypożyczalni kaset video w ramach Komsomołu, która po sprywatyzowaniu wystarczyła na założenie Ukraińskiej Korporacji Benzynowej. Julia Tymoszenko została prezydentem Zjednoczonych Systemów Energetycznych Ukrainy - prywatnej spółki, będącej potentatem w sprowadzaniu gazu z Rosji i zabrała się za budowanie swego imperium. Do apetytu na pieniądze doszedł apetyt na władzę. Najpierw mandat w parlamencie ukraińskim, teka wicepremiera w gabinecie Wiktora Juszczenki, udział w „pomarańczowej rewolucji” i funkcja szefa rządu. Kariera „nawróconej na opozycję” komsomołki, w cieniu podejrzeń o nadużycia, korupcję, defraudację pieniędzy, aresztowań męża i przyjaciół partyjnych, zakończyła się procesem i wyrokiem sądu. Ot, zwykły życiorys, których pełno w postkomunistycznych krajach, także w Polsce; dokument przemian, które jednych zaprowadziły do więzienia, innym dały miano reformatora gospodarki, niekwestionowanego autorytetu i ugruntowaną pozycję w Europie.

Jednak film nam serwowany, który miał być dokumentem i którego odczytanie oraz ocena głównej bohaterki zależy od nas, przerodził się w serial kryminalny tajemniczego reżysera. I choć Paweł Kowal odwiedzając plan zdjęciowy uznał warunki na nim panujące za godziwe, fakt pozostaje faktem udokumentowanym fotograficznie: bohaterka czuje się coraz gorzej, a zdjęcia siniaków na jej ciele obiegły cały świat. I to bynajmniej nie filmowa charakteryzacja.

I nagle ten świat, którego salony gościły nie takich zbrodniarzy, przyjmowanych
z honorami adekwatnymi do ich pieniędzy, przymykający oczy na jawne łamanie praw człowieka, nagle upomniał się o siniaki Julii. Siniaki, jako symbol hańby demokratycznej Europy i świata XXI wieku. Jak coś, co burzy wewnętrzny spokój polityków bardziej niż „legalne” tortury w Guantanamo, łamanie praw człowieka w Tybecie, widok krwawych linczów na dyktatorach; bardziej niż kulki w tył głowy czy wyroki przez powieszenie i krzesła elektryczne. Ten świat, tkwiący w uściskach Kadafiego, Putina i przyjmujący z honorami premiera Chin, świat handlu kobietami, przetrzymywanymi wbrew ich woli w zachodnich „przybytkach rozkoszy”, nagle poruszony tymi siniakami bardziej niż zabójstwem Politkowskiej, Litwinienki, więzieniem Chodorkowskiego, zdecydował się powiedzieć „nie” łamaniu praw człowieka. Ale tylko na Ukrainie, bo przecież nadal obowiązuje stwierdzenie kanclerza Schrödera (dzięki któremu został członkiem rady nadzorczej Gazpromu), że Putin jest „kryształowym demokratą”. A inni? Cóż, sorry Winnetou, biznes is biznes. Nie można poświęcić wielomiliardowych kontraktów Unii z Pekinem czy poprawnych stosunków ze starym-nowym prezydentem Rosji. Lepiej zbojkotować Ukrainę, przygotowując się jednocześnie do zimowej olimpiady w Rosji.

Kto więc sądzi, że chodzi o siniaki Tymoszenko, jest w błędzie. Głos zachodniego świata w sprawie bojkotu EURO 2012 na Ukrainie jest wyartykułowaną hipokryzją; tą samą, która „przeszkodziła” szefom państw w przyjeździe na ceremonię pogrzebową prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Dziś siniaki Julii Tymoszenko zastąpiły tamtą mgłę, bo są tylko pretekstem, ale i policzkiem Unii wymierzonym rządowi Tuska, porażką prezydenta, premiera i całej dyplomacji w wykonaniu ministra Sikorskiego, jak porażką było zakapowanie Alesia Bielackiego. Dzisiejsze nawoływania rządu do oddzielenia polityki i sportu, gdy po aktach przemocy, jakich dopuszcza się rząd chiński w Tybecie, premier Tusk zbojkotował olimpiadę w Pekinie w 2008 roku, brzmią fałszywie i muszą pozostać głuche, bo ich oddzielić się nie da, ponieważ od lat tworzą stały związek, choć zmiany ustrojowe, wewnątrzpaństwowe i międzynarodowe tę współzależność między polityką a sportem modyfikują.

Kto te zmiany dostrzega – rozumie, że tamta Ukraina i tamta Polska, gdy 18 kwietnia 2007 roku szef UEFA Michel Platini ogłosił organizatorów EURO 2012, to dziś całkiem inne kraje. Niedostrzeganie tych różnic skutkuje ubolewaniem, wyrażonym przez niektórych dziennikarzy, nad decyzją prezesa PiS o poparciu bojkotu rozgrywek na Ukrainie. Decyzją określaną nawet jako gol samobójczy. A jest wprost przeciwnie; prezes Kaczyński okazał się wspaniałym selekcjonerem, dzięki któremu mamy dwie, nareszcie jasno określone, stojące naprzeciw siebie drużyny: w pierwszej premier Tusk, jego rząd i prezydent Putin, jako kapitan, a w drugiej - reszta świata.

Nadeszła więc pora, aby ten trwający już 5 lat mecz, który jedna z drużyn próbuje zakodować, obejrzał cały świat. Te siniaki zadawane Polsce i Polakom nie w więzieniu w Charkowie, ale tu i teraz, nie Julii Tymoszenko, odsiadującej wyrok, ale niewinnym Polakom, mają swoją dokumentację w wyrokach sądów, raportach urzędów i organizacji pozarządowych. Są w pamięci Polaków i powracają jak widok 96 trumien smoleńskich czy brutalnych kopniaków policjanta zadawanych z okazji obchodów Dnia Niepodległości. O jakim więc wyższym dobru mówi Donald Tusk? O swoim osobistym, gdy wszedł w konszachty z Putinem i oddał śledztwo smoleńskie, a teraz, mimo wyroku sądu administracyjnego, nie chce ujawnić jego szczegółów? Czy wyższym dobrem jest łamanie praw człowieka, o którym pisze w raporcie Centrum im Adama Smitha? O inwigilacji obywateli, dyskryminacji ze względu na poglądy polityczne, pobiciach i politycznych morderstwach, łamaniu wolności słowa, o zwalnianiu dziennikarzy, którzy krytycznie piszą o rządzie i wytyczaniu im procesów z art. 212? O codziennych siniakach zadawanych Polakom przez rządzących i ich ustawach ograniczających prawa człowieka, dostęp do pracy, leczenia, dochodzenia swoich praw? O aresztowaniu zniczy, tulipanów i nielegalnego Narodu?

Zaprośmy wszystkich Polaków na ten mecz. Pokażmy władzy i światu, jak bardzo jesteśmy poobijani, jak bardzo cierpimy. Pomalujmy swoje twarze na biało-czerwono, odtańczmy taniec wojenny i pokonajmy przemoc. Nie będzie Koko Tusko Spoko. Za bardzo nas boli.

Tekst opublikowany w nr.19/2012 Warszawskiej Gazety

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Hej!
Jest tak który?
No to rusz się jeden z drugim i na samą górę mi ten artykuł zataszczyć.
Ale migiem lenie patentowane.

SWD40

/nie dość, że leniwe to jeszcze nieloty
co za bajzel/

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

SWD40

#253723

:-))

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

MagdaF.

#253779

Dziękuje za znakomity artykuł i również pozdrawiam.

SWD40

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

SWD40

#254006

.... witaj Magdo.
No kapitalny artykuł , nie wiem czy zgodzisz się ze mną, czy moje pytanie jest uprawnione ... ale pytam czy ta Jula ma świadomość,że wysadziła z prezydenkiego siodła Faceta,który podczas drugiej kadencji, mógł wprowadzić Ukrainę w struktury UE. ???
Magdo - chapeau bas !
pozdrawiam
Marek

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#253802

Oj, jest w tym coś... Ale. To ale znaczy tyle, że z demoludów trafiliśmy w taki świat, gdzie panują wilcze prawa! Zwycięży ten, kto ma dłuższe i ostrzejsze kły! Julia napewno ma i potrafi kąsać, a jak trzeba, dąsać się! Ale pomijając to: taki uczciwy człowiek jak ja, którego bezpośrednio w chwili upadku komuny wykopnięto zręczną jedenastką z boiska za to, że faktycznie rozwalił komunę i przez to przez 20 lat był ośmieszywany, zniesławiany przez chór bossów komuny, a więc taki uczciwy człowiek jak ja nie tylko nie stał się miliarderem, jak Ferenc Gyurcsány czy László Kapolyi (ostatni pajacowie kliki Kádára!), nie zostałem ministrem (chociaż i Károly Grósz, którego przejściowo ja posadziłem w fotelik premiera i mój kuzyn dr.József Antall junior zaproponowali mnie kierownictwo resortu kultury...) itd. a żyję z minimalnej emerytury (przyznanej przez bandę Gyurcsánya) liczącej zaledwie nieco ponad 100 euro, z czego połowa idzie na lekarstwa, połowa na komunalne, a reszta... - na to już nie stać mnie! Czyli prosto z mostu: kto jest wariatem, a kto ma pomyślunek, żeby przeżyć te dziwne czasy? Nie wiem, ale domyślam się. Bo sprawiedliwość prędzej czy później dogoni tych złych, a dobro zwycięży. Może (jako starzec pod 70-ką) nie dożyję tego, ale widzę, że II rząd Viktora Orbána wreszcie robi to, co mój kuzyn, Premier dr.József Antall junior powinien był zrobić 20 lat temu! Cały komunistyczny bagaż posłać za kratki!

Julia Tymoszenko. Nie znam jej osobiście i nie interesuje mnie jej przeszłość, bo komsomolcem, ZMS-owcem, członkiem węgierskiego KISZ itd. był każdy. Obowiązkowo. Bo jak nie wstąpił, odsuwany był coraz dalej na plan dalszy. A człowiek jest przede wszystkim zwierzakiem: jak jest głodny - chce zjeść. I zje, co znajdzie! Jak chce pier....ć, też będzie! Jak nie ma żony, będzie kochanka, przyjaciółka itd, albo "pani" stojąca na poboczu drogi i machająca kierowcom tirów. Albo (w najgorszym przypadku) zgwałci którąkolwiek. Albo posądzą jego o to. I tak dalej. Strasznie denerwują mnie tacy "demokraci", którzy biją się w pierś, wrzeszcząc na całe gardło "ja nigdy w życiu nie podałem ręki komuniście, nie zadawałem się z takimi"! Bujda na resorach! Takich nie było, bo nawet niewidomy w spółdzielni miał sekretarza POP i jak chciał dostać podwyżkę, najpierw z nim musiał to omówić! Potrzebne było mieszkanie — w wydziale kwaterunkowym decydentami byli przeważnie komuniści, a jak trzeba było odwołać się — Przewodniczący DRN (Powiatowej Rady Narodowej itd) napewno był komunistą! Na Węgrzech w każdym razie! Wszędzie "towarzysze" decydowali o wszystkim!

Ta dzisiejsza Tymoszenko na pewno jest sympatyczniejsza od Janukowycza czy Putina! Ona wszystko otwarcie powiedziała i potrafiła przekonać ludzi o tym, co jest potrzebne dla Ukrainy! A Janukowycz? Nieinteligentny zwierzak, absolutny antypolityk, antydyplomata, który sam pod sobą kopie grób! Bo popełnia głupotę za głupotą! Przecież kontrakt o dostawę gazu z Rosji do Ukrainy ona podpisała, ale za zgodą Prezydenta Juszczenki! Czyli nie ona, ale Juszczenko odpowiada za to, to dlaczego janukowycz chce pozbyć się jej?! Dlatego, bo jest dla niego najniebezpieczniejszą konkurentką! Hroźniejszą od Juszczenki, którego on urządził! Tak jak Putin Litwinienkę czy Politkowską! Oczywiście trzeba Putina też napiętnować nie tylko za Litwinienkę, oraz mnóstwo moich kolegów — dziennikarzy, których kazał sprzątnąć, ale także za podchody typu hitlerowskiego w Czeczni, Dagestanie itd. Za mordowanie i sadzanie w kiciu tych wszystkich, którzy demokratycznie kwestionują jego prawa do władzy! I napewno prędzej czy później i Putin doczeka się losu Miloszewicza, Saddama, Kadhafiego, Turkmenbaszi, Sadata itd! tak jak doczekał się Stalin, którego wywalono z mauzoleum na placu Czerwonym! Bieriezowskij czy Chodorkowski napewno są lepsi od Putina! Ale w czym? Oni jaką drogą dorobili się miliardów? Czy oni (chociażby przypadkowo, aby nie wpaść, nie mordowali? - Nie wierzę w to! Bo w Rosji i w całym klubie demoludów jeden zadeptywał drugiego, ażeby przetrwać, co więcej: być lepszym! Również w POlsce!)

Szczęść Boże!

redaktor Roland von Bagratuni Budapeszt - zweryfikowany inwalida wojenny 1956, opozycjonista - wróg czerwonych nazistów

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Szczęść Boże!

redaktor Roland von Bagratuni Budapeszt - zweryfikowany inwalida wojenny 1956, opozycjonista - wróg czerwonych nazistów

#254009