O wielkiej Rosji i szlachetnych Rosjanach

Obrazek użytkownika MD
Świat

Od początku istnienia tzw. III RP dość konsekwentnie i niestety dość skutecznie wmawia się narodowi nad Wisłą, że Rosja to w zasadzie nowy kraj, prawie tak samo jak nasz cywilizowany, przestrzegający umów i standardów. Co pewien czas pojawiają się informacje, które totalnie burzą tę narrację, ale przechodzi się nad tym do porządku dziennego i dalej tłoczy się tę "prawdę" o potężnej i w gruncie rzeczy szlachetnej krainie. Ostatecznie, jeśli już nie daje się obronić tejże szlachetności to pozostaje wizja potężnej i tajemniczej Rosji. Jak tajemniczej no to jeszcze nie poznanej a więc z dużym prawdopodobieństwem dobrej i szlachetnej.

Jeśli czasem trzeba powiedzieć coś przykrego o Rosji to wtedy uruchamia się schemat o złej władzy w Moskwie i o dobrych Rosjanach, którzy nie mniej od nas wycierpieli więc muszą być nie mniej szlachetni. Podaje się wówczas szereg przykładów jak to rodowici Rosjanie ofiarnie wspierali innych nie licząc się ze swoim marnym położeniem.

Zadając sobie trud sięgnięcia do dziejów Rosji i jej relacji sąsiadami bez większego wysiłku odkryjemy, że jednym z podstawowych celów tego państwa od początku istnienia była ekspansja. Zerwanie w 1480 roku zależności od Złotej Ordy ułatwiło Księstwu Moskiewskiemu opanowanie rozdrobnionych jeszcze od głębokiego średniowiecza państewek w północno-wschodniej Rusi. W dodatku ówczesny książę Moskwy Iwan III Srogi poślubiając księżniczkę bizantyjską Zoe z dynastii Paleologów ogłosił tezę, iż Moskwa stała się trzecim Rzymem. Stąd panujący Rurykowicze rościli sobie prawa do wszystkich ziem ruskich, ale również do przewodzenia cywilizacji chrześcijańskiej przynajmniej na Wschodzie.

Mimo że na początku XVII wieku obalonych Rurykowiczów zastąpili na Kremlu Romanowowie to ekspansja nie ustała do 1795 roku pochłonęła nie tylko ziemie ruskie, ale również litewskie i znaczną część polskich a w 1809 roku Finlandię. Apetyt Rosji rósł. Na początku I wojny światowej w 1916 roku Moskwa zaproponowała granicę z Niemcami na Odrze i Nysie Łużyckiej.

Tzw. rewolucje w Rosji obaliły carat, ale nowa władza wcale nie wyrzekła się ekspansji. Tym razem pod "nowoczesnym" hasłem "wyzwalania uciskanych". Zdecydowana postawa odrodzonej Polski w 1920 roku postawiła tamę rosyjskiej powodzi, która chciała wchłonąć przynajmniej Niemcy. Odrodzenie się narodów Europy Środkowo-Wschodniej pozbawiły Rosji Finlandii, Litwy, Łotwy, Estonii, części zdobyczy w Polsce.

Ekspansja rosyjska powstrzymana została zaledwie na 20 lat. Już w 1939 roku Moskwa wznowiła przesuwanie swej zachodniej granicy kosztem Polski, Rumunii, Finlandii i państw nadbałtyckich. W 1945 roku zachodnia granica panowania Moskwy w Europie sięgnęła rzeki Łaby.

Kryzys wewnętrzny w Rosji (tzw. rozpad ZSRR) na skutek rywalizacji ze Stanami Zjednoczonymi oraz ponowne odrodzenie się nardów Europy Środkowo-Wschodniej w tym zwłaszcza Polaków spowodowało utratę części zdobyczy. Czy można znaleźć w ostatnich 20 latach jakieś wydarzenie w Rosji, które można uznać za rezygnację z polityki ekspansji? Przecież nawet zmiana ustroju politycznego w czasie I wojny światowej nie zmieniła polityki Kremla w tej kwestii. Po 1990 roku w Rosji nie doszło nawet do zmiany rządzących a jedynie do zmiany ich szyldu i to nawet bez odcinania się od ponurej przeszłości.

Słowo jeszcze o samych Rosjanach. Nikt im z zewnątrz nie narzucił dynastii Romanowów. Wręcz przeciwnie, siły polsko-litewskie usiłowały osadzić na Kremlu innego panującego. To decyzją ówczesnej elity ruskiej doszło do ustanowienia dynastii Romanowów i utrzymania samodzierżawia. Podobnie nikt Rosjanom nie narzucał komunizmu. W tym przypadku również interweniowały armie sprzymierzonych, aby nie dopuścić do utrzymania się bolszewików przy władzy. To Rosjanie postawili na swoim pieczętując swą decyzję obficie krwią.

Jak zatem można postawić w jednym rzędzie rosyjskie ofiary Dzierżyńskiego, Stalina czy innego Putina z bohaterami polskimi, czeczeńskimi czy gruzińskimi, co ostatnio staje się obowiązującą modą. Analogicznie jak skandalem jest przedstawianie Niemców jako ofiar II wojny światowej. Przecież im również Hitlera na kanclerza nikt na siłę nie wybrał. Życie w państwie do czegoś zobowiązuje. Oczywiście w naszym interesie jest zbliżenie narodu rosyjskiego do cywilizacji Zachodu, ale to jeszcze daleko przed nami.

Nad Wisłą coraz głośniej o nowych formacjach politycznych, które w Rosji dostrzegają sojusznika w walce ze "zgnilizną Zachodu". Pierwsze pytanie jakie należy sobie postawić to takie czy owej "zgnilizny" sama Rosja nie podsyca? A drugie w czyim interesie taki proces postępuje? Przecież właśnie odrodzenie się narodów Europy Środkowo-Wschodniej dwukrotnie zmusiło Rosję do cofnięcia swej granicy a upadek moralny pozwala Rosji przeć na Zachód. Dobitnym przykładem jest tu Polska w XVIII wieku.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Kazek

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Kazek

#396134