Ks. prałat dr Andrzej Miller. Niezwykle zwykły ksiądz.

Obrazek użytkownika MD
Kraj

W niniejszym wpisie pozwoliłem sobie na bardziej osobiste refleksje. Okazją do tego jest przejście na emeryturę długoletniego proboszcza mojej rodzinnej parafii księdza prałata dra Andrzeja Millera. Początkowo moim zamysłem było, aby w ten sposób, choć w niewielkiej cząstce, spłacić wielki dług wdzięczności wobec tego wspaniałego Księdza. Zdałem sobie jednak sprawę z faktu, iż w czasach gdy atakowanie Kościoła jest bardzo modne a w pewnych kręgach nawet obowiązkowe, trzeba, w miarę swoich możliwości, pokazać sylwetkę kapłana jako świadectwo pięknej posługi duszpasterskiej.

 

Przybył do naszej parafii w sierpniu 1985 roku. Byłem dzieckiem, które miało w perspektywie rok przygotowań do przyjęcia Pierwszej Komunii Świętej. Obawa przed kimś nieznanym szybko ustąpiła wobec Człowieka pełnego ciepła, taktu, zrozumienia a zarazem wielkiego intelektu i kultury. Jest takie powiedzenie, że parafia ma takiego proboszcza jakiego sobie wymodli. Jestem przekonany, że myśmy Go sobie nie wymodlili. Dostaliśmy od Stwórcy jako bezcenny dar.

 

Lekcje religii, zarówno poza szkołą jak i te w szkole po tzw. "przemianach", były niepowtarzalną okazją do kształtowania się osobowości młodych ludzi. Ten wspaniały Ksiądz ukazywał nam istotę człowieczeństwa w trudnych czasach schyłkowego PRL-u jak również w tzw. wolnej Polsce. To w Jego obecności uświadamialiśmy sobie, że wolność bez prawdy i odpowiedzialności  prowadzi do  zniewolenia. Uczył nas prawdy o człowieku, o jego słabości i skłonności do upadku. Wskazywał gdzie należy szukać rzeczywistej siły a gdzie jest tylko jej iluzja. Czy wszystkich za sobą pociągnął? Oczywiście nie. Wiele Jego myśli stawało się zrozumiałymi dopiero po latach. Każdy jest inny i w swoim tempie kształtuje swoją osobowość. Być może nie wszyscy zadali sobie nawet trud by usłyszeć ten zawsze pogodny i cichy głos. Wszyscy z pewnością będziemy musieli odpowiedzieć u tronu Najwyższego na pytanie jak spożytkowaliśmy wielki dar kapłaństwa Księdza Andrzeja.

 

Posługa duszpasterska nie należała do łatwych. Parafia niewielka liczebnie ale dość rozległa. Bardzo często Ksiądz przychodził pieszo na lekcje religii do punktu katechetycznego czy też do szkoły odległej o ponad 4 kilometry. Obecnie wspomina, że mógł się delektować pięknem krajobrazu. Rzeczywiście jest to bardzo urokliwy region, lecz piesza wędrówka po ścieżkach i bezdrożach w czasie wiosennych roztopów, czy jesiennej słoty do przyjemnych zapewne nie należała i z pewnością była przyczyną wielu dolegliwości zdrowotnych. Zwłaszcza, że Ksiądz przychodził nawet wówczas gdy warunki atmosferyczne uniemożliwiały skorzystanie z jakiegokolwiek środka komunikacji.

 

Częsty był też widok Księdza odprowadzającego pieszo, po kilka kilometrów, wraz z orszakiem żałobnym, zmarłych parafian na miejsce wiecznego odpoczynku. Przez 27 lat swej posługi duszpasterskiej zawsze miał czas, aby wysłuchać spowiedzi przed mszą świętą mimo, że był jedynym księdzem w parafii i sporadycznie korzystał z pomocy wypoczywających u swych rodzin księży pochodzących z tejże parafii.

 

Temu wspaniałemu Kapłanowi zawdzięczam trwały drogowskaz w życiu. Wiem, gdzie mimo słabości i upadków mam podążać. Dzięki Niemu wiem kim jestem. Dobry Boże, obdarzaj stale Księdza Andrzeja Swymi łaskami.

Ocena wpisu: 
4
Twoja ocena: Brak Średnio: 4 (1 głos)

Komentarze

Dzięki za to świadectwo heroiczności "zwykłego" "szarego" życia.
"Szczęście; trudno je znaleźć w sobie, a nie sposób gdzie indziej".
"Niespokojna jest dusza ludzka póki nie spocznie w Bogu".

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#282381