Terapia Czterech Kroków - kontynuacja

Obrazek użytkownika Gadający Grzyb
Kraj

Im silniejszy jest Drugi Obieg 2.0, tym mocniejsza jest Wasza pozycja na scenie politycznej, Panie i Panowie.

I. Piętnaście procent

Jakiś czas temu wyczytałem u Coryllusa („Czym sufrażystka różni się od pisowca”), a ten z kolei u Toyaha („Wygrać za darmo, przegrać za frajer”), że Jarosław Kaczyński na marcowym zebraniu z działaczami PiS-u i Solidarności w Katowicach stwierdził, iż „na Internet nie ma co liczyć, bo to zaledwie 15 procent społeczeństwa. Kto Prezesowi słynącemu z teleinformatycznej abnegacji podsunął tę myśl skrzydlatą, trudno zgadnąć, ale jest to ewidentny sabotażysta i należy go wykopać natychmiast, zanim narobi dalszych szkód. W każdym razie, musi być to osobnik sprytny, taki który wie co i kiedy szepnąć do ucha, tak by – jak stało się w tym przypadku – zagrać np. na nieufności Jarosława Kaczyńskiego do nowych technologii.

Piszę to w nawiązaniu do mojego poprzedniego tekstu „Terapia Czterech Kroków” w którym podjąłem temat wałkowany przeze mnie przy różnych okazjach – mianowicie - bezsensu i szkodliwości wałęsania się pisowskich działaczy po reżimowych mediodajniach, od których zdają się być uzależnieni niczym narkoman od kolejnej działki towaru. W skrócie, szkodliwość ta polega na uwiarygadnianiu i legitymizowaniu propagandowej ekspozytury obozu beneficjentów i utrwalaczy III RP bez żadnych korzyści własnych, podczas gdy tuż obok leży odłogiem potencjalnie potężne i wciąż rozwijające się narzędzie w postaci Drugiego Obiegu 2.0 (czytaj TUTAJ i TUTAJ), dysponującego zdywersyfikowanymi kanałami bezpośredniego docierania do ludzi.

Dla jasności – ów Drugi Obieg 2.0 to nie tylko blogosfera – jego formuła jest o wiele bardziej pojemna i zróżnicowana. Żeby nie rozmydlać tekstu, odsyłam do linków powyżej.

II. Wyniosłe milczenie

Ostatnio, 12 maja, miało miejsce ważne wydarzenie integracyjne - Kongres Mediów Niezależnych - na którym wprawdzie Jarosław Kaczyński był, ale nie sądzę, by potraktował te wszystkie mniejsze i większe inicjatywy do końca poważnie. Nie wiem, czy zmienił swe nastawienie od czasu Drugiej Rocznicy Katastrofy Smoleńskiej, kiedy to dopiero na skutek podszeptu i refleksu pani Marty Kaczyńskiej dopowiedział jedno zdanie podziękowania pod adresem blogerów, którzy odwalają za jego partię gigantyczną robotę w sieci, budując komunikacyjną alternatywę wobec załganych mediów mainstreamu.

A na Kongresie mówiono o rzeczach istotnych, choć nie zawsze wygodnych. Podczas panelu dyskusyjnego KMN w ramach Kongresu „Polska Wielki Projekt” MarkD zwrócił np. uwagę na milczenie polityków ze wspieranej przez nas opcji na temat istnienia mediów niezależnych – portali blogerskich, rozgłośni radiowych, czy internetowych telewizji. Tymczasem, każda publiczna wzmianka mogłaby w sposób istotny przyczynić się do rozwoju tych przedsięwzięć, zachęcając mniej zorientowanych odbiorców. W niedawnej rozmowie w Radiu WNET (prezentowanej również w Niepoprawnym Radiu PL) MarkD uzupełnił tę tezę o konkretny przykład: kilka lat temu Przemysław Gintrowski w wywiadzie udzielonym „Rzeczpospolitej” wyznał, iż czytuje m.in. Niepoprawnych.pl. Efektem był natychmiastowy skok popularności portalu – co ważniejsze, ów skok okazał się trwały. Wystarczyło jedno zdanie w dość krótkim wywiadzie. Można? Można.

Opisane powyżej „wyniosłe milczenie” spotyka nas również ze strony zawodowych dziennikarzy. Ja np. nie mam oporów, żeby zalinkować w tekście np. do wPolityce.pl. Nie spotkałem się jednak z sytuacją, by wPolityce.pl linkowało np. do Niepoprawnych, ba – by zauważyło samo ich istnienie. I to pomimo tego, iż oba portale współtworzą Federację Mediów Niezależnych. Ostatnio wPolityce.pl zaczęło przynajmniej wrzucać relacje video Bernarda i Margotte z „Blogpressu”. Dobre i to. Czasem wprawdzie zdarzy się sytuacja typu, że Marek Pyza zacytuje w „Uważam Rze” Gadającego Grzyba, ale są to rodzynki. Tymczasem, wzajemne cytowanie i odwoływanie się do siebie powinno być normą. W ostatecznym rozrachunku, działa to na korzyść nas wszystkich – i to pomimo, że owszem, w jakimś sensie, konkurujemy ze sobą o odbiorców.

III. Mówiący do milionów...

Ale to dygresja. Powróćmy do naszych baranów. Jakie są zatem powody, że politycy opcji, ujmijmy to hasłowo, patriotyczno-niepodległościowej, wspomną o Radiu Maryja, „Gazecie Polskiej”, ale słowem nie zająkną się o niezależnych mediach internetowych? Jednym z powodów jest marazm intelektualny, polegający na poruszaniu się w bezpiecznym świecie schematów. W tym świecie utarło się, iż media „tradycyjne” są poważne, zaś media internetowe, o ile nie stoi za nimi jakiś koncern czy duży inwestor, lub unijne fundusze, są „niepoważne”. Tymczasem, śmiem twierdzić, iż blogerzy, uśredniając, nie wypisują więcej głupot, niż głównonurtowi dziennikarze. Na pewno zaś trafiają się wśród nich osoby obdarzone większym talentem, polotem i lepszym piórem, niż tzw. uznani publicyści. Na takim Salonie24 wręcz normą jest wypychanie najlepszych blogerskich tekstów ze Strony Głównej, gdyż, jak się domyślam, pisanina „zawodowców” wyglądałaby na ich tle jeszcze gorzej niż wygląda obecnie.

Sądzę, że ludzie świata polityki, przynajmniej ci na górze, zdają sobie z tego sprawę – nie są aż tak dramatycznie ograniczeni. Kieruje nimi jednak ułuda masowości – występując w którejkolwiek z ogólnopolskich stacji taki jeden z drugim wyobraża sobie, że przemawia do milionów. I faktycznie – przemawia. Zapomina tylko, co „zaprzyjaźniona” mediodajnia uczyni z jego przekazem, w jakim kontekście go zaprezentuje i z czym skonfrontuje. I jaki będzie tego efekt finalny. To samo zresztą można powiedzieć o konserwatywnych publicystach. Nigdy np. nie zrozumiem, dlaczego Terlikowski chodzi do Lisa. Przekracza to moją zdolność pojmowania.

I znów – aby nie rozmydlać tekstu, muszę odesłać do linków – wcześniejszych notek, gdzie odnoszę się do powyższych problemów bardziej szczegółowo: „PiS a mediodajnie” oraz „Żer dla mediodajni”.

Wyczuwam jednak jeszcze jeden powód nieufności świata polityki w stosunku do internetowych „drugoobiegowców”. Otóż tacy, dajmy na to, blogerzy, nawet sympatyzujący z PiS-em, są ciężko sterowalni. To nie są płatne trolle, których zatrudnia Platforma. Ci ludzie piszą z przekonania, mają swoje przemyślenia i ugruntowane poglądy, nie zawsze zgodne z aktualną linią partii i generalnie, bywają nieobliczalni. Co działacze partyjni, dość często bucowaci i mniej inteligentni, jakby wzięci z castingu na „biernych miernych, ale wiernych”, mogą „nakazać” blogerom i komentatorom, którzy bezczelnie sobie pozwalają na krytykę - a to partyjnych posunięć w poszczególnych sprawach, a to zasłużonych działaczy? Ja na przykład sobie pozwalam i będę pozwalał sobie nadal, ilekroć uznam to za wskazane. Nawet w szczycie kampanii wyborczej jeśli trzeba, bo zależy mi na czymś więcej, niż urządzenie się w partyjno-korporacyjnym schemacie, gdzie pierwszym przykazaniem jest OWD (Ochroń Własną D...ę).

Pokazowym przykładem owej nieufności było fiasko akcji „Uczciwe wybory” polegającej na obsadzeniu mężami zaufania komisji wyborczych podczas ostatnich wyborów parlamentarnych. Zaraz po wyborach zaczęły mnożyć się doniesienia o spławianiu przez lokalnych działaczy PiS pod byle pretekstem wolontariuszy – kandydatów na mężów zaufania. Bez komentarza.

IV. Powróćmy do Terapii Czterech Kroków

Co przegapiają politycy idąc na masówkę, gdyż „internet to tylko 15 procent”?

Po pierwsze to, iż reżimowe mediodajnie do których lecą niczym muchy do gnoju przy każdej okazji robią z nich wała, grając na rzecz Dyktatury Matołów, a szerzej – obozu beneficjentów i utrwalaczy III RP, którego są integralną częścią.

Po drugie, że Drugi Obieg 2.0 jest jak rój pszczół – te pozornie małe inicjatywy po przekroczeniu pewnego progu osiągną efekt kumulacji i zażądlą na śmierć każdego, nawet największego przeciwnika. Powtarzam to co jakiś czas – można zabić jedną czy drugą pszczołę, ale koniec końców Rój zawsze wygrywa. MarkD w tym kontekście mówi o mrówkach obłażących słonia. Tyż piknie.

Po trzecie wreszcie, jak napisałem w tekście „IV RP o muerte”: „społeczności zgrupowane wokół różnych pozamainstreamowych inicjatyw są jedyną realną siłą państwowotwórczą, jaką obecnie ma do dyspozycji Polska. Warto, by świat zawodowej polityki, na czele z największą partią opozycyjną, był łaskaw o tym pamiętać. Jeśli ktoś jednak taką państwowotwórczą siłę widzi gdzie indziej, proszę mi ją pokazać. Chętnie się przypatrzę.”

Poza wszystkim, zamykanie się na internet jest zwyczajnym świństwem zrobionym pokaźnej grupie często najbardziej aktywnych wyborców.

Toyah w przywoływanym na wstępie tekście napisał:

„Czy naprawdę to, że on [Jarosław Kaczyński] osobiście Internetu nie lubi, na nim się nie zna, i poznać nie planuje, jest wystarczająco dobrym powodem, żeby machnąć ręką na tych wszystkich, których wokół siebie zorganizował, i im powiedzieć, że niech sobie z tym Internetem robią co chcą?”

Zaś wcześniej:

„Tyle że ja bym był bardzo szczęśliwy, gdyby prezes partii, którą wiernie i lojalnie popieram, zechciał się zastanowić, dlaczego, skoro ta część opinii publicznej jest aż tak zaniedbana, nie warto by było ją przejąć choćby i na własność.”

No właśnie – wieczne trwanie w oparciu o mentalną skamielinę biernych, miernych ale wiernych działaczy i ostentacyjna olewka środowisk zgrupowanych w sieci, to gorzej niż zbrodnia. To błąd. Polska, „prawoskrętna”, polityczna blogosfera, już teraz jest ewenementem na europejską, a zapewne i na światową skalę. Jest ważnym i trwałym składnikiem Drugiego Obiegu 2.0. I będzie rosnąć, mimo różnych prób skanalizowania tego nurtu. Gdyby politycy z prawej strony zaczęli łaskawie zauważać istnienie blogosfery - również w publicznych wystąpieniach – tylko by na tym zyskali.

To funkcjonuje na zasadzie wzajemności. Im silniejszy jest Drugi Obieg 2.0, tym mocniejsza jest Wasza pozycja na scenie politycznej, Panie i Panowie. Poza mediami Tomasza Sakiewicza i o. Rydzyka, jesteśmy jedyną siłą, którą macie po swojej stronie.

Przewietrzcie się. Porzućcie zgubne nałogi. Jesteśmy waszym detoksem. Innego nie macie. Jeszcze raz zalecamTerapię Czterech Kroków.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: Niepoprawne RadioPL

Notki na podobny temat:

http://niepoprawni.pl/blog/287/terapia-czterech-krokow

http://niepoprawni.pl/blog/287/pis-mediodajnie

http://niepoprawni.pl/blog/287/zer-dla-mediodajni

http://niepoprawni.pl/blog/287/drugi-obieg-20-%E2%80%93-cz-i

http://www.niepoprawni.pl/blog/287/drugi-obieg-20-%E2%80%93-cz-ii

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Rój pszczół to szacowne porównanie, gdyż odnosi się do starożytnej idei państwa, ale radziłbym uważać z owadami społecznymi. W końcu na idei owadziej opierał się ZSRR.

Ja bym to bardziej odniósł do roju ptaków, o wiele bliższych nam biologicznie. Bociany na przykład zbierają się na sejmiki. Wrony jeśli się weźmie w rękę opierzone pisklę natychmiast zbiorowo przystępują do ataku. Ale ptaki mają własne rodziny, własne gniazda, nie są centralnie sterowane jak owady społeczne. To daje im ogromną przewagę, bo rozmnażają się samodzielnie, nie centralnie. Solidarność była takim bocianim związkiem, który mimo zaangażowania potwornie licznej agentury nie utracił kierunku, wybrał niezależną komisję krajową. Dopóki nieprzyjaciel gra wg pewnych reguł, dopóty bociani ród jest bezpieczny.

alchymista
===
Obywatel, który wybiera królów i obala tyranów
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#260472

OK, niech będzie stado ptaków. Albo wataha wilków :)

pozdrowienia

Gadający Grzyb

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

pozdrowienia

Gadający Grzyb

#260481

Bez reformy w reformach "nic nie będzie" jak powiedział Kononowicz.

Najlepszego

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#260515

Sherlock Holmes metodą dedukcji doszedł by do wniosku że taką podstępną informacje o procentach przekazał {(zakonspirowany miłośnik białego wina? - procenty podobne) taki niby żart} ktoś kto po cichu liczy na sukces różnych odszczepieńców z partii Matki.
Wydaje się że ta młodość którą w tle pokazują (na scenie za plecami prezesa) starzy wyjadacze, powinna przejść do przodu i promować skuteczność sieci WWW.
Tak gwoli przypomnienia to młodzi Egipcjanie w czasie ich wiosny zwoływali się poprzez INTERNET.
A mój inny (głupi) pomysł: studenckie wakacje w Madrycie. Może nasza młodzież podpatrzy jak organizuje się masowe, wielomiesięczne manifestacje przeciw arogancji władzy.

_________________________________________________
http://www.youtube.com/watch?v=-YGS9vhmFS0

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

_______________________________ Życie jest jak koszulka niemowlęcia: krótkie i zasrane. (klasyk)

http://www.youtube.com/watch?v=-YGS9vhmFS0

#260533

niestety, sobie a muzom.
I masz tego świadomość, co wnoszę z komentarza do poprzedniego odcinka.

Od dawna twierdzę, że wszystkie inicjatywy nastawione na niby-dialog tylko wspierają stronę rządową. Czy to będą wizyty polityków i publicystów prawicowych u Olejnik, czy komentowanie na blogu RRK albo innego frustrata - wszystko to służy umacnianiu złudzenia, że w Polsce toczy się jakiś dialog. Kulawy bo kulawy, ale zawsze.
Natomiast tu dialogu nie ma żadnego, bowiem druga strona ma jeden cel - zniszczyć wroga, wdeptać go w ziemię i na...pluć na grób.
Co więcej - wchodząc z nimi w ten quasi-dialog, pomagamy im ukryć, że tak naprawdę nie mają nic do powiedzenia.
A niech się kiszą we własnym sosie, starczy im pary na - góra - 3 miesiące. Nie ma nic nudniejszego niż seanse nienawiści.
Niech sobie Olejnik, Lis, Kutz, Krzemiński, Niesiołowski i cała reszta nawzajem spijają antypisowskie hasła z dziobków, niech się RRK-i i inne lemingi onanizują wspólnie swoją nienawiścią, a my róbmy swoje. Po krótkim czasie do ludzi dojdzie, jak wielka niemoc intelektualna jest po tamtej stronie.
Problem w tym, że w większości mamy parcie na szkło - nieważne, telewizora czy monitora. Kolejni politycy wierzą, że to oni właśnie mają patent na pognębienie Olejnik czy Lisa, kolejni blogerzy wpadają w sidła swej pewności, że to im właśnie uda się pokonać RRK. Większość z nas ma przekonanie, że jednym celnym zdaniem odeśle ekipę Tuska na zieloną trawkę.
Proponuję - najpierw poćwicz(my) przekonanie prawicowych blogerów i komentatorów, żeby w żaden sposób nie wchodzili w kontakt z RRK-ami, Monetami, Śniadeckimi, Starymi, Mikimi i resztą tego tałatajstwa.
Politykami zajmiemy się w następnej kolejności :-)

___________________________________

Pozdrawiam każdym słowem

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

___________________________________

Pozdrawiam każdym słowem

#260538

"Proponuję - najpierw poćwicz(my) przekonanie prawicowych blogerów i komentatorów, żeby w żaden sposób nie wchodzili w kontakt z RRK-ami, Monetami, Śniadeckimi, Starymi, Mikimi i resztą tego tałatajstwa.
Politykami zajmiemy się w następnej kolejności :-)"

Dobra myśl - ja,nie chwaląc się, nigdy u w/w nie komentowałem, a po ostatnim syfie z Osieckim w ogóle wyniosłem się z s24 ;)

pozdrowienia

Gadający Grzyb

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

pozdrowienia

Gadający Grzyb

#260575

Mam nadzieję, że i inni, którzy się pożegnali, dotrzymają słowa.
Ale co lemingów i funkcjonariuszy PO w salonie to, moim zdaniem, należy ich w ogóle nie czytać.
Może napiszę trochę więcej na ten temat, natchnąłeś mnie :-)

___________________________________

Pozdrawiam każdym słowem

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

___________________________________

Pozdrawiam każdym słowem

#260651

gość z drogi

czytać,"nie komentować i nie paść ich swym wpisem,wszak UNE tylko na TO czekają.. przez moment miałam wrażenie,że."różowy salon" zapanował na Niepoprawnych,mam nadzieję,ze to minęło...

ad rem"nawracania funkcjonariuszy"

ich nikt i nic nie nawróci a tylko upaprać może dyskusja

z nimi...szkoda nerwów i sił

Dzisiaj TW ,Funkcjonariusze i wszelkie "Mirki"Pawły,czy Gawły"mają się super dobrze...

kto nie wie, co znaczą te TRZY przykłady,niech zajrzy do "Salon" W.Łysiaka...

tam jest wszystko o "celebrytach i ich POtomkach" z  "salonu wpływów"

pozdr:)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

gość z drogi

#260672