Za późno panie Klich, za późno panie Tusk!

Obrazek użytkownika rosemann
Kraj

Minister obrony Bogdan Klich odejdzie z resortu. Pozostaje tylko ustalenie terminu - mówią "Gazecie" politycy z władz Platformy Obywatelskiej”* donosi jedno ważne medium.„Z punktu widzenia odbioru społecznego, problem ministra Klicha istnieje”** sekunduje drugie. Też ważne.... Jeśli zestawi się to z będąca leadem strony internetowej tego pierwszego medium, który, głosem kolejnego prominentnego polityka partii rządzącej ogłasza, że „Wypala się paliwo antypisowskie”***

I to jest dopiero temat! Ja wiem, że od świadomości, że „odejdzie z resortu” i „że się wypala” ani dług nam nie spadnie publiczny ani emerytury z nagła nie wzrosną. Czemu więc ten wykrzyknik, na który sobie przed chwilą pozwoliłem? Z dwóch powodów. Łączących się ze sobą zresztą dość mocno. Pierwszy jest taki, że najpewniej mamy takie pierwsze przebłyski pokazujące na czym skupi się zbliżająca kampania wyborcza. Drugi pokazujący w jak twórczy sposób przetworzona została myśl Premiera, wedle której „PO nie ma z kim wygrać”. Tak więc skoro Premier mówi, że PO nie ma z kim przegrać to trzeba to było jakoś rozwiązać. Bo jak nie ma tego „bata” to nie ma adrenaliny, nie ma „powera”, nie ma nic, przez co chce się żyć i umrzeć za… Mniejsza za co konkretnie.

Skoro więc „nie ma z kim” i na dodatek jeszcze „paliwo antypisowskie” jest na ukończeniu to trudna rada. Trzeba zrobić, jak sugerował dowcip rysunkowy bodaj z końca czasów nieboszczki PZPR, w którym jeden ważny pan ogłasza innym zaufanym „a do opozycji skierowaliśmy najbardziej zaufanych towarzyszy”. Trzeba wygrać a zarazem przegrać z „własnym sobą”. Skoro nikt inny nie dorasta to, by zwycięstwo było godne, PO musi zmierzyć się z PO i druzgocąco wygrać.

Oczywiście kpię. Bo i ten „nowy kurs” zapowiadany głosami „anonimowych polityków PO” ( ci „anonimowi”, bez względu na przynależność zawsze przypominają wyczytaną kiedyś zasadę, iż „donosy ja oczeń lublu no donoszczikow stierpiet nie magu”) to rewelacja! Rewelacja bo oczywista oznaka zadyszki, jaką rządząca partia już odczuwa i świadomości, że finiszować trzeba będzie zapewne  na „długu tlenowym”.

Koncepcja rzucenia Klicha na pożarcie, jako alibi ewentualnych wpadek, na których ujawnienie i upublicznienie się bez wątpienia zanosi oraz których się już nie da uniknąć, i „przykrywkę” odwracająca uwagę od wpadek bardziej istotnych z pozoru jest posunięciem nienajgorszym. W zasadzie Klich przecież to już trup. Gdyby były choć minimalne szanse reanimacji to żaden „polityk z władz Platformy” nie sugerowałby dymisji. Ale ja na to jednak patrzę inaczej.

Widzę przede wszystkim ostatnie, to najmniej przyjemne stadium towarzyszące nieodłącznie „podążaniu swobodnym lotem”. Fazę, w której następuje lot ku ziemi wprost na mordę. W tej fazie upadku, po zjedzeniu wszystkiego, co dało się zjeść, żarłok konstatuje, że dalej chce żreć i gryzie się w nogę.

Teoretycznie można by zauważyć, że skoro Klich już trup to, znów cytując Premiera „o co kaman?” Trupy maja przecież to do siebie, że je trzeba z widoku usuwać i chować jak najszybciej.

Tyle, że tak naprawdę Klich trupem nie stał się z przyczyn, że się wyrażę, „naturalnych”. Czyli nie dlatego, że strzelił ewidentnego „samobója”. Wręcz przeciwnie! Wtedy, gdy strzelił (i nie on sam jeden zresztą) z przyczyn, które wtedy PO i jeszcze bardziej Tuskowi zdać się musiały bardzo pasującymi, prowadzono heroiczną wręcz reanimację. Za pomocą różnych „tak lądują debesciaki”, „zabije mnie” i wszystkiego innego, co mogło dowodzić, że szlachetnego i kompetentnego Ministra reputację zszargał jakiś szalony i głupi kapitan, któremu ktoś dał w ręce wolant maszyny pełnej naszego Państwa. Trupem Klich staje się decyzją czy to samego Tuska, czy też „polityków z władz Platformy”. W momencie, w którym żaden już argumenty odnoszący się do rzeczywistych jego win, zestawiony z tą dotychczasowa reanimacja, nie będzie brzmiał wiarygodnie ani nie będzie miał racjonalnego uzasadnienia. Będzie miał wymiar utylitarny.

A dla pozostałych polityków będzie sygnałem „Możesz być następny”. Bo nie ukrywajmy, z tym może być, jak z… masturbacją. Jak to gdzieś kiedyś przypadkiem wyczytałem wśród wyznań pewnego mentalnego ekshibicjonisty „jak zaczniesz to trudno zatrzymać…” Powinna zadrżeć więc Pitera, powinien zastanowić się Kwiatkowski nie mający jak dotąd żadnych sukcesów w walce z „kaczyzmem”, czy Grabarczyk, którego rzucenie „na sztos” uradowałoby pewniej najszersze spektrum wqrwionego elektoratu.  Albo taki Jan Vincent, co wszedł do PO więc można go potraktować z cała partyjną surowością wywołując z miejsca łzy wzruszenia emerytów, studentów i kogo by tam nie wskazać palcem.

Może ten i ów się popłacze z radości ale nie wiem czy starczy ich by partia pana Donalda powtórzyła swój sukces i utrzymała pozycję hegemona. Bo drugim efektem tego wariantu „kampanii wyborczej” będzie odebranie przez elektorat sygnału, że dawał się robić przez lata w jajo. Przyjmując narzuconą wizje „superfachowców” o lata świetlne wyprzedzających wszystko, co kiedykolwiek polska polityka z siebie wyrodziła. Taki sposób podawania dotąd Polakom informacji o „władzy” teraz, wobec przedstawienia „innej twarzy” tych fachowców,  może zachwiać cała wiarą w to, co władza o sobie mówi albo będzie mówić. No bo jak jej wierzyć skoro nagle fachowcy idą na odstrzał jako niefachowcy? Przecież tam sami fachowcy! To może i niefachowcy zarazem?

Poważniej zaś mówiąc to błędem jest moment. Skoro Tusk, czy tam politycy z kierownictwa uznali, że Klich ma posłużyć do PiaRu to powinni go byli z hukiem wywalić jakoś tak trzy dni po ostatnim pogrzebie ofiar smoleńskich. Wtedy miało to sens. Teraz będzie dowodem mataczenia. Więc , z punktu widzenia PiaRu teraz raczej trzeba by go bronić jak niepodległości. Teraz to już za późno panie Tusk, za późno panie Klich!

Na koniec taka uwaga. Miło będzie patrzeć jak ta cała zakłamana i dęta od początku „rewolucja”, zaczętą zawołaniami „zmień kraj, idź na wybory” i „jeszcze będzie przepięknie”,  zakończy się bezlitosnym wywalaniem swoich by pikujący ku dołowi balon jeszcze trochę poleciał. Czekam więc kto będzie następnym „paliwem” jak już „spuści się” Klicha.


*  http://wyborcza.pl/1,75248,9045483,Kiedy_odejdzie_Klich.html#ixzz1CsIPPqGz

** http://www.tvn24.pl/-1,1691464,0,1,problem-min-klicha-istnieje,wiadomosc.html

*** http://wyborcza.pl/1,75478,9044503,Gowin__Wypala_sie_paliwo_antypisowskie.html

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Cytat z GW:

"Gazeta Wyborcza": - Wypala się paliwo antypisowskie. Teraz młodzi Polacy albo będą przekonani, że Platforma to jest to, albo zostaną w domu. Może zagłosują na PJN, a niektórzy na Palikota - mówił w wywiadzie poseł PO Jarosław Gowin.

Jestem zaskoczony tym artykulem w GW, ale bardziej zaskakuje mnie takie otwarcie ze strony Gowina (PO). Cos sie zaczyna dziac niedobrego w szeregach PO. I zeby tak nagle w bialy dzien potwierdzic, ze egzystencja PO to tylko i wylacznie sprawa istnienia PiS...

Jak jeszcze uslysze w wykonaniu Lisa czy Olejnik, ze wysycha slina Niesilowskiemu a Wajdzie film sie urywa to chyba  osobiscie ich wycaluje!

 

>>> Jeżeli Plan A nie powiódł się to i tak nam pozostaje kolejne 31 liter w alfabecie... <<<

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#131701

komar

Wyobraźmy sobie, że jesteśmy w cyrku z biletem za własne ciężko zarobione pieniądze, skuszeni kolorowym afiszem,tudzież głośnym megafonem zachwalającym nas do pójścia i zobaczenia całej plejady artystów, gotowych nam
pokazać to, czego my byśmy na pewno sami nie dokonali. Otóż, ta chęć prowadzi nas do kasy a dalej do całkiem innego świata, jakże różnej od naszej codzienności.Siadamy, patrzymy, klaskamy , dajemy się unieść namiotowej atmosferze,podziwiamy wręcz fenomenalne wyczyny i znów klaskamy /wiemy oczywiście, że najlepszymi cyrkowymi artystami są oczywiście rosjanie (bez uwag)/. Na oświetloną arenę wchodzi klown i po wykonaniu kilku gagów,/oklaski po każdym/, zaczyna żonglować. Jesteśmy mu wdzięczni oklaskami, a on żongluje i żongluje wszystkim co
mu wpadnie w ręce, przy głośnych dźwiękach orkiestry.

Skołowaciłem dokładnie, ale do rzeczy:Otóż, orkiestra cichnie, a ów artysta szykuje się do swego namiotowego rekordu wyrzucenia w górę kółek, piłek,tudzież
innych podręcznych rzeczy i cóż- przy ogólnej ciszy klapa
i nie to ,że dołożone kółko, piłka i tudzież inna podręczna rzecz spadła ,nie, spadły wszystkie, rozlatując się po arenie. Żongler ponawia próbę i znów - nieudana, po trzeciej skwaszony kończy występ.
Nie wiem dlaczego, ale przyszło mi na myśl takie właśnie skojarzenie /proszę mi wybaczyć/, że oto My jesteśmy tymi widzami , gdzie na arenie już czwarty rok trwa show przy
"znakomitej" orkiestrze aż do 10 kwietnia 2010 roku.W tym momencie okazało się , że żongler wyrzucił w górę podrzuconą , nie mieszczącą się w jego dłoniach rzecz,
która opadają przygniotła żonglera do areny.Podjęta druga próba skończyła się totalnym blamażem. I tu proponuję apel nas wszystkich: "Żonglerze, kończ Waść występ - wstydu oszczędź.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

komar

#131725