Szturm modlitewny i zdobycie Zamku Ujazdowskiego

Obrazek użytkownika Jadwiga Chmielowska
Kraj

Na stronie Mirosława Dakowskiego znalazłam opis zdobycia "Zamku Ujazdowskiego:

Szturm modlitewny i zdobycie Zamku Ujazdowskiego
Impresje osobiste

W środę, 6 listopada wieczorem, pod Zamkiem Ujazdowskim (Warszawa, „Centrum Sztuki Współczesnej”) odbył się protest przeciw wystawie „British British Polish Polish”. Gdzie obok wielu filmików porno i bluźnierczych, obok „dzieł” nieudaczników (ale z „plecami”!) , jak np. uroczyście eksponowane pudełko tekturowe, leciał też w kółko (od 12-tej do 19-tej) filmik, na którym golas udawał pederastyczne żądze do Krucyfiksu.

Odczułem i opisałem pewien niedosyt spowodowany biernością organizatorów protestu i zamianą go w reżyserowany program telewizyjny: por: Protesty pod Centrum Bluźnierstw Współczesnych w TV Trwam - a Rycerze spod Giewontu

We wtorek, 12-go w południe wybraliśmy się z przyjacielem do Zamku Ujazdowskiego, by „coś z tym zrobić”. Wiedzieliśmy, że tu jawnie uprawiana jest pornografia i bluźnierstwa. I to za nasze, w tym państwowe pieniądze (25 milionów na rok) . A pornografia i bluźnierstwo jest w Polsce ścigane z mocy prawa. Przez policje i prokuraturę. Musimy o tym przypomnieć, bo wystawy takie jawnie sieją zgorszenie. Musimy też przypomnieć, że bezczynność organów zobowiązanych do ścigania przestępstw jest również, zdaniem uczciwych prawników, poddana sankcjom karnym. Musimy sobie i innym te proste fakty uświadomić.

Chodzi głównie o stary, sprzed dwudziestu lat bluźnierczy filmik, który zboczeńcy z Akademii Sztuk (trudno wykrztusić słowo pięknych przy tej ohydzie) wymyślili i młody wtedy drab „obronił” to-to jako prace dyplomową (zdaje się) . Jaki to „profesor” firmował – i za jakie apanaże, nie chce mi się upubliczniać. To oddzielny, spory rozdział. Teraz to dawno zapomniane „dzieło” nachalnie przypominają.

Ku naszemu miłemu zdziwieniu, przy kasie spotkaliśmy ludzi z Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę, oraz paru inżynierów - fachowców od wizji i fonii. A nie umawialiśmy się!

Katolicy z Krucjaty za Ojczyznę stanęli w „pokoju bluźnierstw”, oczywiście tyłem do tekturowego ekranu, na którym te okropności się działy. Rzutnik na wysokości ok. 3.5 metra, nie dawał się łatwo wyłączyć.

Krucjata rozpoczęła Różaniec przebłagalny, inżynierowie rozeszli się do swoich zajęć, a ja – poprosiłem o audiencję u dyrektora Centrum. Później dowiedziałem się, że nazywa się

Fabio Cavallucci.

Dyrektor gadał tymczasem w sali obok do kamer tefałenu. Po kwadransie wszedłem tam, ku przerażeniu cieciów i przypomniałem o obietnicy rozmowy. Krzyknął, że za pięć minut będzie gotów. Po następnych dwudziestu minutach znów przypomniałem, ale tym razem już szarpało mnie, poza wystraszonym cieciem, jeszcze dwóch ochroniarzy. Dyrektor dał znak, że słyszy i pamięta. Czekałem więc pod ścianą, na której wisiał ogromny, wstrętny i partacko wykonany obraz „czegoś”.

Po następnym kwadransie poprosiłem vice- dyrektora (a może starszego ciecia? Sądząc z manier- raczej to drugie) o krzesełko. „Tu nie ma krzeseł, zwiedzać, zwiedzać!!” - wydarł się. Po jakimś czasie zrobiło mi się bardzo ciemno – i wreszcie ocknąłem się z twarzą na podłodze. Zawstydziłem się. Krzyki „pogotowie , czy jest tu lekarz” – otrzeźwiły mnie. Powiedz, że pogotowie niepotrzebne, ale proszę o wodę. Nade mną jakieś szybkie zdania po włosku. Jakaś pani przyniosła mi wodę – oddałem po spróbowaniu, bo letnia. Pobiegła więc po zimną.

Ten uparty Włoch - gaduła okazał się dyrektorem Centrum Sztuki Współczesnej, Fabio Cavallucci. Z ziemi jeszcze – zdziwiłem się, że nie ma artystów Polaków, którzy mogliby takie Centrum poprowadzić.

Pani i krzepki ochroniarz zawlekli mnie na krzesełko (jednak znalazło się) koło okna, bo na pytania, czego chcę – wycharczałem: „Powietrza – i PRAWDY!!”

Siedliśmy z Fabio Cavalluccim przy uchylonym oknie i wymieniliśmy się wizytówkami. Jednak dbająca o zdrowie swego pracodawcy Asystentka ciągle podbiega i zamyka je, by Dyrektora nie przewiało. A ja – bez powietrza ledwo go nie widzę, ani nie słyszę. Więc uparcie otwieram.

Przeszedłem szybko do rzeczy:

Zażądałem natychmiastowego przerwania pederastycznych bluźnierstw przeciw Bogu Jedynemu. Wymuszałem na tłumaczce, by przekład był dosłowny, bez eufemizmów . Mówiłem, że kulturalnego człowieka odpycha jednocześnie zło, brzydota i tandeta tych produkcji.

Dyrektor wystąpił z długą tyradą o Michale Aniele i Kaplicy Sykstyńskiej. Ze swadą udowadniał, że papieże, po skandalu, gdy przywykli już do golizny, zaakceptowali, więc i my przywykniemy do „kontrowersji”.

On naprawdę nie odróżnia piękna od brzydoty, ani dobra od zła, czy mądrości od głupoty .

Po paru nieudanych wysiłkach skierowania rozmowy na jedynie interesujący nas termin zamknięcia bluźnierczej wystawy, powiedziałem mu przez tłumaczkę iż z tej rozmowy wynika, że :
- albo jest on skrajnie głupi,

-albo jest satanistą.

Dopilnowałem, by przekład był dokładny,

On, niezrażony stwierdził, że satanistów ani szatana nie ma, a tam goły mężczyzna „uwielbia” .

W tym czasie z mej prawej strony zrobiło się czerwono i wpadło czterech dużych panów z pogotowia. „Gdzie chory?” Dyrektorki (po co tam tyle dyrektorek??) i inne wskazują na mnie. „Co panu jest?” –pyta ratownik. Fizycznie – NIC. Tu walczę o Prawdę. Chór bab ze świty Fabia mówi „Zabierzcie go! Do karetki!!”. Na to, po paru takich okrzykach, szef ratowników do pielęgniarzy: „Dobrze! Weźcie tę panią do karetki, tam zrobimy jej komplet badań”. Pielęgniarze biorą kobietę pod ręce. Przerażona: „Nie mnie, tego pana!!!”. -No, jeśli on nie chce, i pani nie chce - to odchodzimy”.

Ten incydent trochę ostudził Załogę Fabia. Sam Włoch jednak perorował. O tolerancji, dialogu itp. slogany. W kółko. Monotonnie powtarzał te same historyjki nazywając je „argumentami” w sytuacji, gdy odmawiam jakiegokolwiek „dialogu”.

P. Fabio był życzliwy, pełen uśmiechu, koncyliacyjny, gadający - aż do mdłości.

Tylko na żądanie NATYCHMIASTOWEGO WYŁĄCZENIA BLUŹNIERSTW – uśmiechał się. Nie słyszał. Mówił z dumą, że wystawa jest przedłużona do lutego 2014, że „decyzje już zapadły”. Do tej sprawy wrócę.

O tolerancji.

Ja: wybraliście jako obiekt bluźnierstw Boga Prawdziwego, nie czyjeś „uczucia”. Gdy niszowe pisemko duńskie umieściło rysuneczki człowieka przecież – Mahometa, cały świat Islamu zatrząsł się z oburzenia. Tego to byś się już bał, Fabio! Przeszedłem z nim już niepostrzeżenie na ty.

Przybiegają zaaferowane urzędniczki: „Panie Dyrektorze, Oni tam odprawiają mszę. On – w widocznej panice. Słucham, bo to blisko. I mówię: Przecież tam wierni odmawiają różaniec , po łacinie! To modlitwa wynagradzająca. W miejscu profanacji, zbezczeszczonym, żaden kapłan nie odprawi Mszy świętej! To pan, Włoch, nie rozumie łaciny?

Tokował jeszcze długo, słyszałem go coraz słabiej. Nie zemdlałem, lecz chyba wszedłem w siebie. Może poczucie smaku rozpaczliwie nakazało mi odcięcie się od tych pomyj. Wreszcie słyszę powtarzające się: „ręka, ręka”!! Po otwarciu oczu - jego wazelinowy uśmiech i łapsko machające mi się przed oczyma. Patrzyłem na tę kończynę długo – wreszcie podałem swoją. Uczucie zimna, śliskości. Uradował się, uśmiechnął. A ja machinalnie - wytarłem starannie rękę w spodnie [i wyrzut sumienia: Wnukom nie pozwalasz w spodenki czy sukienkę przewrotny człowieku.. przemknęło.]. Po tym geście widzę, jak załoga go kocha: Uśmiechy radości i satysfakcji.

Uradowany z odpłynięcia dyrektora, trochę oszołomiony, krzyczę za nim: „Ciao, Fabio, amigo!” I proszę nie poprawiać, że to w innym języku czy volapük. Jeśli typ przez trzy lata kierowania Centrum w Polsce nie nauczył się języka krajowców, to dlaczego ja miałbym ?

Wyjaśniam:

Opisem takich oślizgłości, czy odczucia przychodzącego skądś zimna nie chcę epatować czytelników. To są fakty realne, doświadczone, opisuję je, bo chcę, by przyszli protestujący byli już do nich psychicznie przygotowani. Także ulga, jaką sprawia przyjście księdza, odczuwana jeszcze, zanim go zobaczyliśmy, jest realna. Dotyczy wrażenia doświadczanego przez wiele osób. Nie ma w tym żadnej licentia poetica, czy fantazji.

Nacisku nieprawości nie czułem, gdy się modliłem. Stawał się jednak bardzo mocny, gdy zajmowałem się ochroną, na przykład kontaktami z funkcjonariuszami wrogimi , lub przy rejestracji ich poczynań.

Tych, którzy uważają, że należy może rozważyć posłanie uprzejmego pisma do ministra, nie przekonam, nie usiłuję przekonać. I tak będą spoczywać w samo-zadowoleniu. Adresuję te zapiski do tych, którzy chcieliby być skuteczni. Niech będą już zaznajomieni z czekającymi ich rodzajami trudu, niech nie będą zaskoczeni. Tacy pójdą dalej . A może - daleko.

O samych modłach Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę tu nie piszę. To osobna sprawa. Zanotuję jedynie ogromne wsparcie otrzymane od kapłanów, księdza Stanisława Małkowskiego, od Ojca Gardy. To były filary modlitw. Ich egzorcyzmy (t.zw. małe, tj. dostępne dla każdego kapłana, nie egzorcysty) stanowiły wielkie wsparcie. Dużą pomocą było też przyjście ks. Łukasza z dzielną katolicką młodzieżą licealną, na pewno przygotowaną do rodzaju walki, jaka ją tu czeka. Dowiedziałem się później, że Ks. Łukasz został na pl. Zbawiciela zaatakowany (bo był w sutannie) i pobity przez jakiegoś bandziora, szczątki z rozbitych okularów poraniły tylko twarz, ale nie weszły do oczu – otaczająca Go młodzież miała więc lekcję poglądową panującej obecnie tolerancji.

Więcej: http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=11018&Itemid=100

================

Dzięki Ci, Maryjo! Krucjata za Ojczyznę pomogła w tym zwycięstwie.

Mail’em, piątek 15-go wieczorem: Niewinna osoba, która została zatrzymana, jest już na wolności. Bez postawienia zarzutów.

MARIA VINCIT

Ocena wpisu: 
Brak głosów