Związki zawodowe ale jakie? (Odc. 1)

Obrazek użytkownika Katarzyna
Blog

Minęła prawie niezauważalnie kolejna rocznica protestów robotniczych na Wybrzeżu i powstania "Solidarności". Wrócił przedtem, niczym symboliczny znak odrodzenia PRL, Lenin na stoczniową bramę. Czy historia zatoczyła koło i zaczynać trzeba od nowa? A może polska prawica zachowuje się tak jak Polacy w czasach Księstwa Warszawskiego? Miast traktować jego utworzenie jako ważny etap w mozolnym odzyskiwaniu niepodległości, sprzeciwiali się rządom Napoleona traktując go jako zaborcę takiego samego jak Rosja?

Do zwykłych kombatantów tamtego oszałamiającego zrywu robotniczego powracają pytania, na które każdy znajduje swoje odpowiedzi. Nikt ich nie bierze poważnie, nikt nie stara się usystematyzować i potwierdzić rzetelnymi badaniami naukowymi. Owszem, ukazało się wiele prac na ten temat, ale odpowiedzi wciąż cząstkowe i wciąż uzależnione od osobistych ocen autorów. Bardziej wywołują spory niż przybliżają do prawdy. A już na pewno lekceważą opinie zwykłych uczestników tamtych wydarzeń.

Dlaczego związek zawodowy, a nie partie polityczne, np. KPN, dokonał zmian systemowych w Polsce?

Program działania nakreślony przez Leszka Moczulskiego - rewolucji bez rewolucji - był przecież bardzo nośny i zbliżony do ideowych założeń programowych „Solidarności”. A jednak w świadomości Polaków powstało przekonanie, że do tzw. obalenia komuny, doprowadziła „Solidarność”. I tak już zostało po dziś dzień.
No więc zostaję przy tej utrwalonej wielkiej Legendzie i szukam swojej odpowiedzi. Dlaczego właśnie „Solidarność” była zarzewiem końca PRL i czy rzeczywiście końca, czy może mutacji tylko politycznej w postaci III RP?
Wbrew pozorom ważne jest, by każdy z nas, z zaangażowanych po dziś dzień w działalność społeczną i polityczną w Polsce i na emigracji, odpowiedział sobie uczciwie na rodzące się pytania, wątpliwości, bo od tego zależy czy zrobimy krok naprzód czy może wciąż będziemy kręcić się w kółko niczym pies wokół własnego ogona.

"Solidarność" wyreżyserowana przez komunistów?

Złośliwcy ironizują, że edukacja komunistyczna przyniosła nadspodziewane efekty. Klasa robotnicza stała się potęgą, która obróciła się przeciwko rządzącym.
Jeśli jednak wierzyć Anatolijowi Golicynowi, byłemu oficerowi KGB, zbiegłemu na Zachód, „Solidarność” była zaplanowanym ruchem związkowym w ramach strategicznej Dezinformacji. Miała doprowadzić do pozorowanych przemian w długofalowej polityce komunistów zmierzającej do podboju Europy i świata. Golicyn, przedstawiając strategiczne założenia komunistycznej Dezinformacji w książce „Nowe kłamstwa w miejsce starych”, pisze:

Polskie związki zawodowe przed „odnową” cierpiały z powodu piętna kontroli partyjnej. Ewentualne próby zastosowania leninowskich zasad do tworzenia nowej organizacji związku zawodowego poprzez odgórne decyzje rządowe, nie usunęłyby tego piętna. Nowa organizacja musiała więc jawić się, jako utworzona całkowicie od dołu. Jej niezależność musiała zostać ustanowiona poprzez starannie wykalkulowaną i kontrolowaną konfrontację z rządem.
Początki ruchu „Solidarności” w stoczni noszącej imię Lenina, śpiewanie „Międzynarodówki”, używanie przez członków Solidarności starego sloganu: „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!” oraz stała obecność portretu Lenina, wszystkie te rzeczy pasują do faktu ukrytego kierowania organizacją przez Partię. Bez tego przewodnictwa i pomocy, to dyscyplina „Solidarności”, a przede wszystkim fakt odniesienia sukcesu w negocjacjach z polskim rządem, byłyby niemożliwe. Ukryte wpływy Partii wewnątrz polskiego Kościoła Katolickiego, działały na związkowców jako czynnik powodujący umiarkowanie, oraz zapewniający kompromis pomiędzy „Solidarnością” a rządem.

Kiedy analizuje się krok po kroku wydarzenia i życiorysy przywódców, tę genezę ruchu związkowego, jakim była „Solidarność”, łatwo przyjąć za prawdziwą. Jeśli nawet tak było, to realizacja przez PZPR komunistycznych planów strategii słabości i ewolucji oraz odnowy na wzór leninowskiego NEP- u, wymknęła się spod kontroli. A wybór papieża Polaka i pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny znacznie utrudniły realizację strategii międzynarodówki komunistycznej pod wnikliwym nadzorem Związku Sowieckiego i agentury KGB.

Samorządnie, uczciwie, sprawiedliwie i po polsku

Trzeba jednak pamiętać, że „Solidarność” nie głosiła haseł rewolucyjnych nie tylko dlatego, że między bajki należy włożyć teorię, iż związkowcy dążyli do obalenia komuny w Polsce i odzyskania niepodległości. „Solidarność” nie była u swych początków ruchem niepodległościowym z prostej przyczyny. Nikt, kto myślał wówczas trzeźwo, nie sądził, iż ruch związkowy może obalić komunę uzbrojoną po zęby, pokazującą raz po raz w dziejach jej bytu na ziemiach polskich i w całych demoludach, że na żadne fanaberie wolnościowe nie pozwoli.
Czy zresztą w zsowietyzowanym społeczeństwie w ogóle powszechne hasła niepodległościowe miałyby wtedy szansę? Miało być tylko samorządnie, uczciwie, sprawiedliwie, godnie i po polsku, a to oznaczało bez przelewu krwi i z Bogiem. Klasa robotnicza po prostu upomniała się nie tylko o swoje, ale o naród, sięgnęła do swych ojczyźnianych i chrześcijańskich korzeni i pod tym względem z pewnością nie była ani rewolucyjna, ani komunistyczna, ale na pewno pozostała systemowo socjalistyczna.

W euforii zwycięstwa

To dlatego większość zwykłych ideowych działaczy z roku 1980- 81 i okresu wojny junty Jaruzelskiego, jaką była WRON, przyjęła kontraktowe wybory z 4 czerwca 1989 r. za oszołamiające zwycięstwo i nie słyszała już przestróg nielicznych, dobrze zorientowanych w kompromisach przy „okrągłym stole”. Ja ich w każdym razie jako regionalny działacz "Solidarności" nie słyszałam.
„Okrągły stół” był w większości przyjmowany jako pragmatyczny kompromis na drodze do normalności, a Wałęsa gwarantem uczciwości i stróżem realizacji postulatów ponownie zalegalizowanej „Solidarności”. Gdzieś tam na marginesie wiedzy przeciętnego Polaka kołatała się informacja o „Solidarności 80” czy „Solidarności Walczącej”. Młodych interesowała KPN i jej protesty.
Dziś na takie określenia roli Wałęsy, pojmowanie porozumień w Magdalence, parskamy gorzkim śmiechem. Można się śmiać, ale trzeba też pamiętać, że dla większości Polaków alternatywnymi, dla tub propagandowych reżimowych mediów i gazet, źródłami informacji, były tylko samizdaty czy jak kto woli, bibuła, ulotki, Radio Wolna Europa, Głos Ameryki i BBC z Londynu. Konia z rzędem temu, kto z tych materiałów, poza kapeenowskimi i pochodzącymi z emigracji niepodległościowej, wyłuska program walki o niepodległość Polski. Nawet, nawiązujący do Piłsudczyków, program KPN był w warstwie społecznej – socjalistyczny. To się nazywało wtedy walką o socjalizm z ludzką twarzą.
Nie ma się więc co dziwić temu, że stojąc na chodniku pod siedzibą olsztyńskiej „Solidarności”, niczym na barykadzie, machałam przyjaciołom zgromadzonym przy oknach Zarządu Regionu, protokołami z obwodów komisji wyborczych mojej gminy w euforii zwycięstwa. Łaskawie też jako zwycięzcy pozwoliliśmy na dogrywkę, nie bacząc na ewentualne skutki. Większość po prostu zlekceważyła, tzw. II turę wyborów uzupełniających, nielegalność powtórnego głosowania na listę krajową i nie poszła do urn 18 czerwca 1989r.

Propaganada robi swoje

Dopiero wybór Jaruzelskiego na prezydenta wielu z nas, oszołomionych zwycięstwem kandydatów Komitetu Obywatelskiego Lecha Wałęsy, otrzeźwił. Ale niekoniecznie wszystkich. Ci łatwo łyknęli bajki o zagrożeniach wynikających z ewentualnego niedotrzymania umów „okrągłego stołu”. Zaufani nasi posłowie, których znaliśmy w wielu wypadkach z okresu przed stanu wojennego i jako działaczy Solidarności podziemnej, tłumaczyli nam ściszonym głosem, że tak trzeba było, a gruba kreska Mazowieckiego jest koniecznością, bo lustracja mogłaby doprowadzić do niebezpiecznego konspiracyjnego organizowania się esbeków, tajniaków i twardogłowych komunistów.
Rzecz znamienna, że takie poglądy przekazywali nam nawet ci, którzy dziś uznają „okrągły stół” i ustalenia w Magdalence za zdradę, a grubą kreskę, brak lustracji za przyczyny obecnej sytuacji w Polsce.

Pytania bez odpwiedzi

Wciąż jednak wielu z nas, uczestniczących w tych wydarzeniach, nie znajduje odpowiedzi, dlaczego po 1989 r. „Solidarność” nie wróciła do dawnej świetności, kiedy właściwie nic już nie stało na przeszkodzie, by związki dyktowały politykom rozwiązania systemowe polityczne i społeczne, by skutecznie broniły miejsc pracy?
Dlaczego po entuzjastycznym rzuceniu się do działania kombatantów „Solidarności”, nagle okazało się, że nie można odtworzyć dawnej potęgi „Solidarności”. Każdy wziął swoje zabawki i poszedł do domu?
Nie zupełnie tak było Wielu dawnych działaczy po prostu znalazło się w tym historycznym momencie poza granicami kraju. Tam zapuścili korzenie z konieczności lub z wyboru, uznając swoją działalność związkową za przeszłość.
Mogę własną obserwacją zaświadczyć, że nie tęskniono za nimi w regionach. W każdym razie nie przypominam sobie, by przy okazji kolejnych rocznic honorowano ich choćby zaocznie odznaczeniami czy przybliżano nowym młodym członkom ich życiorysy związkowe.
Owszem, dziś można je odszukać i odczytać w „ Encyklopedii Solidarności” realizowanej przez IPN i to wszystko, co pozostało, czyli wspomnienia kombatantów we własnym gronie.
Nieprawdą jest też, że dawni działacze odrzucili drugą „Solidarność” jako strukturę zmontowaną przez SB. Wprost przeciwnie, prawie w komplecie spotkaliśmy się na starcie.
Wynik wyborów 4 czerwca był przede wszystkim naszą zasługą, naszej ciężkiej harówy i naszych, nierzadko kosztem rodziny, wydanych pieniędzy oraz pomocy z zagranicy, w tym kombatantów solidarnościowych. Po wyborach wróciliśmy do ciężkiej pracy związkowej.
Co się potem z nami stało? Każdy ma swoją historię. Młodym dociekliwym polecam prześledzenie losów członków prezydium, przewodniczących komisji zakładowych choćby tylko jednej dowolnie wybranej sekcji branżowej „Solidarności”, by odpowiedzieć sobie i innym na pytanie, co się z nami stało po 1989 r.
Mogą być bardzo zdziwieni, kiedy okaże się, że ci, którzy podają się dziś za opozycjonistów z rodowodem solidarnościowym, niewiele mają wspólnego z dawną pracą związkową. Ale to już odrębny temat na sążnistą rozprawę badawczą z dziejów NSZZ „Solidarność”.
Mit działaczy ""Solidarności"" z lat 1980 – 1989 wycofujących się z życia związkowego nie da się obronić przynajmniej do czasu „wojny na górze” i pierwszych podziałów miedzy zwolennikami kandydatur na prezydenta RP; Lecha Wałęsy a Tadeusza Mazowieckiego.
Dziś wiemy, że o żadnego nie warto było się kłócić, tylko obu należało pogonić, ale wtedy słyszałam z ust znajomych.
– Moja „Solidarność” już się skończyła.
Emocje wzięły górę.
Co do jednego chyba jednak wszyscy dziś jesteśmy zgodni. Nie dało się odtworzyć dawnych struktur związkowych w zakładach pracy. Przyczyny były różne i zależały od wielu czynników; wielkości miejsca pracy, prywatyzacji czy dezintegracji wielkich molochów zjednoczeniowych.
Związki przestały być Polakom potrzebne?

cdn.

______________________
w wersji audio "Rozmyślań przy zmywaku" możemy słuchać tu: Niepoprawne Radio PL

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Bardzo interesujący tekst, ale z ocenami i ewentualną polemiką poczekam na ciąg dalszy ;-)

Chciałbym natomiast podkreślić ważność postulatu badawczego, sformułowanego w przedostatnim akapicie: "Co się z nami potem stało..." Tym bardziej, że swoiste "badania historyczne" może tu przeprowadzić każdy z nas, członków i działaczy I "S".

Gdy odpowiadam sobie na pytanie, co stało się z moimi najbliższymi kolegami, przyjaciółmi i współpracownikami z tego okresu, ogarnia mnie konsternacja. Jakżeby inaczej, skoro jeden z moich przyjaciół popełnił samobójstwo jeszcze przed 1989 rokiem, a kilku innych jest teraz dość prominentnymi funkcjonariuszami systemu...

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#291564

I ja na razie skąpo :-) odpowiem, bo nie chcę zamykać dyskusji. Może tylko jedno.
Nie wiem, jak to się stało, ale wtedy patrzyliśmy na związek od dołu; robiliśmy swoje w swoim środowisku. To były zadania bardzo przyziemne; rachunki krzywd i prostowanie. Siłą rzeczy była to nie tylko praca związkowa, ale i polityczna.

Jak to się stało, że zaczęliśmy po latach mówić o "Solidarności" z perspektywy tych na górze i kompletnie zakłamaliśmy historię.
A ona zaczęła się tam, pod bramą od tych ludzi. Patrzę na to zdjęcie słuchających mszy św. za bramą jak za kratami, patrzę i nie mogę oderwać oczu...

Pozdrawiam
Katarzyna

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Katarzyna

#291583

Ja - niestety - obserwowałem niemal od początku I "S" i z góry i z dołu ;-). Stąd konsternacja... ;-)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#291586

Ważny tekst, który opisuje historie najnowszą z innej nieco perspektywy. Rzeczywiście wymaga zastanowienia, na ile ówczesny ruch związkowy był "oddolnym" wystąpieniem robotników przeciwko władzy,a na ile był przez te władzę inspirowany. Odnosząc się do historii lat wcześniejszych nie można przecież nie zauważyć, że do czasów Solidarności, wszelkie zrywy wolnościowe były tłumione krwawo i " w zarodku". A tutaj nagle władza pozwoliła na więcej, choć dysponowała przecież środkami do pacyfikacji. Problem jest a pewno złożony, ale faktem jest, że rok 1989 ukazał prawdziwe oblicze niektórych "działaczy" którzy najzwyczajniej podzielili się władzą z nomenklaturowym "starym" układem.
Znamienne jest też, że po latach niektórzy już się nawet z tym specjalnie nie kryją. Najlepszym przykładem jest TW Bolek - typ prostackiego UB-eka, którego wyszkolono do odegrania powierzonej roli. Lecz prawdziwe oblicze widzimy teraz - nie różni się ono od jemu podobnych - takich samych chamów i prostaków, którzy najchętniej rozpędzaliby ludzi pałami - to jest właśnie przykład szkoły ZOMO.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Zapraszam do odwiedzania autorskiego bloga http://wojnaznarodem.blogspot.com/

#291578

Dzięki! :-)
Bardzo mnie ucieszył Twój komentarz, bo właśnie o taką perspektywę, tą "oddolną" mi chodzi. Bałam się, że nie zostanę zrozumiana. Na całość składają się przecież nasze cząstki, ale przedtem trzeba zmierzyć się z wygodnymi mitami.
Od lat mierze się z nimi. Może mi się wreszcie uda?

Pozdrawiam

Katarzyna

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Katarzyna

#291585

Na jej (tzn. Związku) przykladzie można zobaczyć, jak wiele racji miał Napoleon I mówiąc, że historia to zbiór uznanych kłamstw.

W 1981r kiedy mówiłem, że Wałęsa to ich człowiek znajomi pluli na mnie. Ala każdy znający lepiej system, organizację bezpieki i innych służb i ich liczebność nie mogł mieć wątpliwości, że wykluczony był jakikoklwiek spontaniczny ruch społeczny.

Tak zwane wystąpienia robotnicze w PRL-u służyły do zmiany ekip rządzących, bo nieustanna walka o władzę była immanentną cechą systemu sowieckiego, czyli i naszego też.

Solidarność na chwile wymknęła się spod kontroli, ale ta została szybko ptrzywrócona przy pomocy tzw.lewicy laickiej I tak to sie potoczyło.

Co się zaś tyczy związków zawodowych, to nie myślę, żeby można wymyślić cos więcej niż faszyści zaprowadzili za Mussoliniego, ale czekam na dalszy ciąg.

Pozdrawiam

cui bono

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

cui bono

#291584

Cyt:
Co się zaś tyczy związków zawodowych, to nie myślę, żeby można wymyślić cos więcej niż faszyści zaprowadzili za Mussoliniego, ale czekam na dalszy ciąg.

No nie! To już przerabialiśmy. Zdecydowane veto. :-)

Pozdrawiam

Katarzyna

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Katarzyna

#291630

Ale ja nie będę nic wprowadzał, ja sobie tylko myślę,że wtedy było apogeum rozwoju związków zawodowych.  Dlatego czekam na dalszy ciąg.

Pozdrawiam

cui bono

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

cui bono

#291638

Myślałam, ze chcesz je zdelegalizować jak Mussolini w 1926 r. :-)
Katarzyna

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Katarzyna

#291645

Bardzo dziekuje za ten tekst.Solidarnosc nie byla ruchem rewolucyjnym o charakterze zbrojnym/vide Budapeszt 56/wiec kontrolowanie struktur wladz zwiazku przez TW czy naciski wladzy bylo stosunkowo proste.

Solidarnosc jednak miala wiele odcieni i miliony zwolennikow a po wyjsciu z socjalistycznego myslenia na tory wizji wolnosci tego kontrolowac juz sie nie da.

Po 89/ja bylem jeszcze dzieckiem konczacym szkole podstawowa/pamietam entuzjazm ,ale i rozczarowanie klutniami na gorze i tym ze komunistow nadal sie eksponowalo.

Solidarnosc  jako spoleczny ruch przemian zgubila sie przez wojny na gorze i zwykle rozczarowanie spoleczenstwa.Wszyscy chcieli wolnosci-ta wolnosc to swoboda,towary w sklepach,praca...

Zludne nadzieje

W 89 to wlasnie Solidarnosc powinna byc straznikiem majatku narodowego a tak sie nie stalo.

Straznikiem przemian mianowal sie Walesa a wykonawca Balcerowicz doprowadzajac kraj do RUINY a wykastrowane spoleczenstwo do APATII

Dzis Solidarnosc  jest straznikiem interesow garstki pracownikow.Ladni powiedzial to moj znajomy z pracy-co z tego ze zaczniemy protestowac ja,ty te 200 osob.W ciagu dwoch tygodni wymienia nas wszystkich.Rozdrobnienie produkcji wszystkich podzielilo

Podzielil sie juz nawet caly Narod

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#291589

Cyt: "Straznikiem przemian mianowal sie Walesa a wykonawca Balcerowicz doprowadzajac kraj do RUINY a wykastrowane spoleczenstwo do APATII".

Nie tylko do apatii, ale do radzenia sobie poza prawem i przez znajomości, wejścia, układy. Ma to daleko idące konsekwencje w braku zdecydowanej woli wypowiedzenia posłuszeństwa obecnej władzy.

Bliski moim doświadczeniom i obserwacjom jest Twój komentarz.

Dzięki i pozdrawiam

Katarzyna

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Katarzyna

#291604

Moje zdanie, odczucie:
Jako solidarnościowcy działający oddolnie i na dole wierzyliśmy w idee głoszone przez działających na górze. Ówczesnego przywódcę darzyliśmy zaufaniem i broniliśmy go przed sceptykami jak niepodległości. Nie wiedzieliśmy wtedy o 'Magdalence'.
Byliśmy naiwni jak dzieci:
Komunistów, którzy porzucili czerwone legitymacje, przyjmowaliśmy jak nawróconych braci. Nie wiedzieliśmy, na co zamieniali oni te legitymacje.
'Drogich doradców', przenikających szeregi ludzi pracy, obdarzyliśmy zaufaniem, a nawet darzyliśmy ich wdzięcznością.
Mdleliśmy, kiedy 'nasz premier' mdlał podczas swego exposé.
Wierzyliśmy, że komuchy będą wdzięczne za grubą krechę i okażą skruchę. Nie przewidzieliśmy, że to oni będę głównymi beneficjentami tego, o co walczyliśmy: wolności słowa i prawa do własności - że sami się uwłaszczą 'państwowym' i opanują media. I będą nam wciskać, jak było i jak być powinno. Nie wiedzieliśmy, że socjotechnika to tak potężne narzędzie i że jest używane.
W czasie stanu wojennego niektórzy mówili, że te kilka lat pozwoli lewakom przejąć nowe pokolenie. Byłam wtedy młoda i wyśmiewałam taką gadkę. Nie wiedziałam, że idzie o tych najmłodszych.
Co dalej? Moim zdaniem, po ludzku nie mamy już szans. Za daleko to zaszło. Ale Pan Bóg jest na niebie. A bł. Jan Paweł II w niebie. Teraz może jeszcze więcej - wierzę w to.

Nie potrafię podać źródła, ale pamiętam, że w którymś numerze tygodnika 'Solidarność', sprzed lat, padły słowa, że 'S' zwycięży po raz drugi. Co daj, Boże. Amen.
______________________________________________

Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

 
______________________________________________
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart

#291600

Mam sporo dowodów z własnego doświadczenia na Twoją diagnozę, ale mam też swoje przemyślenia na temat wyjścia z sytuacji. Właśnie pracuję nad kolejnym odcinkiem. :-)

Pozdrawiam
Katarzyna

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Katarzyna

#291605

Zwracasz zresztą na to uwagę w tekście.

Po likwidacji "zjednoczeń" lub inaczej mówiąc wielkich państwowych firm nie ma miejsca dla dużych, czasem niezbyt ruchliwych i niezbyt sprawnych związków.

Prywatyzacja i nowy stosunek właściciel - pracownik, musiałyby wygenerować nową, mocniejszą grupę związkowców. Nic takiego się nie dzieje chyba dlatego, że ludzie uznali że są już "wolni" i to co się dzieje jest naturalne. Wielu nie widzi potrzeby walki.

Dopiero podniesienie wieku emerytalnego zwróciło ich uwagę na ich los. A czy widzą inne zagrożenia systemu, który nam tu ustanowiono?

Nie sądzę.

Pozdrawiam
i czekam na kolejny odcinek

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#291684

Bardzo pomocny będzie Twój komentarz w odpowiedzi na stawiane pytania. Dzięki :-)

Pozdrawiam
Katarzyna

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Katarzyna

#291707

Związki zawodowe są niepotrzebne,często bywają szkodliwe. Potrzebne są tylko przewodniczącym.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

markiza

#291713

Związki (wywiadu)zawodowego…jak niezawodnie (nieodpowiedzialnie)„kapitalnie” ZDRADZIĆ prze(u)mysłowe (społeczne ~PAŃsTWowe) zawiązki eksPOrtowe …

Aby CyWylizacyjnie wylizingować państwo (obecnym obcym)...

KonkuRENTOM do wydojenia i wylizania budżetu państwa do szpiku kości ...

Dywersyjnie=urzędniczo uniemożliwiając spła(ca/wi)anie pęt kredytowych (dywersyjnie)ZAKŁADanych na SKARB PAŃSTWA przez agentów szpiegostwa gospodarczego, wylansowanych do wałęsania się po buszu wirtualnego administrowania ...

RodziMYm SPADKIEM POKOLEŃ …

PRZEKAZujących sobie(?) TAJNIki gosPodarowania skutkami (wątków) myślenia gospoDarCzego …

MyLenie medialne REedukuje gospodarkę do dżungli (dziczy prawnej) dla prymitywnych konsumentów ZWIĄZKÓW odpadków zawodowych…

Pozdrawiam.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#291722