Izrael - strategiczny atut czy obciążenie dla Stanów Zjednoczonych?

Obrazek użytkownika piotr.wolejko
Świat

Tego artykułu miało nie być. Nie dziś. Jednak rzeczywistość okazała się taka, że tekst powstał z wyprzedzeniem. Bo czy można przejść obojętnie wobec wydarzeń ostatnich godzin, podczas których Izrael przeprowadził naloty na Strefę Gazy ? Ponad 200 osób straciło w nich życie, a kolejne setki są ranne. Jak to w przypadku ataków lotniczych, a także w przypadku ataków odwetowych Izraela, zginęło wielu cywilów, w tym kobiet i dzieci.

Przygotowania do tego, co właśnie teraz dzieje się w Gazie, trwały przez ostatnich kilka miesięcy. Zawieszenie broni pomiędzy Hamasem, władającym jedną częścią tzw. Autonomii Palestyńskiej (fatalne tłumaczenie, gdyż Palestinian Authority nie jest żadną autonomią) a Izraelem wygasło w ubiegłym tygodniu. Okres pokoju obie strony wykorzystały na przegrupowanie i dozbrojenie, a także planowanie. Z pierwszych doniesień wynika, że izraelska operacja, której dzisiejsze naloty są tylko początkiem, odnosi wcale niemałe sukcesy. Zniszczone zostały rozmaite biura Hamasu bądź podlegających mu instytucji, a wielu wysokich rangą bojowników poniosło śmierć. 

Polityka powstrzymywania się jest skończona, pisze na łamach Jerusalem Post jeden z czołowych jastrzębi i członków proizraelskiego lobby David Horowitz. Komentarz redakcyjny Jerusalem Post nie pozostawia wątpliwości: "możemy wyrazić żal [z powodu śmierci cywilów - przyp. autor], ale nie wolno nam przepraszać. Cokolwiek się wydarzy, musimy być zdecydowani: Hamas musi zostać powstrzymany". Z kolei tytuł analizy na łamach Haaretz głosi, że uderzenie na Gazę to izraelska wersja operacji "szok i przerażenie", czyli replay marcowego ataku USA na Irak z 2003 roku. 

Nie ma wątpliwości, że Hamas musi zostać powstrzymany, a dotychczasowe zawieszenie broni (które zresztą Izrael chciał przedłużyć; to Hamas odrzucił taką możliwość) nie ma większego sensu. Żadne państwo nie może pozwolić na bezkarne ostrzeliwanie rakietami własnego terytorium , a przede wszystkim własnych obywateli. Bezpośrednią przyczyną nalotów, a w zasadzie operacji izraelskiej armii w Strefie Gazy jest rakietowy ostrzał Izraela dokonywany przez radykałów z terytorium Strefy Gazy. 

Z drugiej strony nie ma wątpliwości, że śmierć każdego cywila jest karygodna i nie przybliża winnych takiej śmierci do rozwiązania problemu po ich myśli. Hamas jest wyjątkowo niereformowalny w odrzucaniu jakiegokolwiek porozumienia z Izraelem, a nawet uznaniu prawa Izraela do istnienia. Jednak Hamas ma może trochę racji - spójrzmy na Fatah prezydenta Abbasa i odpowiedzmy sobie na pytanie: czy droga pokojowa odniosła jakikolwiek pozytywny skutek? Żaden. Absolutnie żaden . Od porozumień pokojowych z Oslo (w tym roku mieliśmy piętnastą rocznicę zawarcia tychże porozumień) nie nastąpił kolejny krok na drodze Palestyńczyków do samostanowienia.

Pokojowa droga nie odniosła skutku, więc czemu Hamas miałby nią iść? Pragmatyzm nakazuje wręcz przeciwną drogę - drogę przemocy. Co bowiem doprowadziło do Oslo i uznania praw Palestyńczyków do posiadania własnego państwa? Wcale nie wieloletnie dywagacje, dyskusje i negocjacje. Doprowadziła do tego czystej wody przemoc, terror i przelana krew. Hamas idzie więc ścieżką wydeptaną przez Organizację Wyzwolenia Palestyny, zanim ta przekształciła się w rządzącą namiastką państwa elitą, skupioną głównie na dobrobycie swoich członków. 

Nie oznacza to, że Hamas ma rację i należy poprzeć jego walkę zbrojną , polegającą głównie na strzelaniu rakietami w izraelskie osiedla czy porywaniu izraelskich żołnierzy. Oznacza to natomiast, że Izrael nie jest w tej sytuacji niewinną ofiarą bezmyślnego terroru, a ponosi konsekwencje swojej polityki, swoich działań i zaniechań. Konsekwencje te ponoszą także Stany Zjednoczone, które od lat 70. niemal bezrefleksyjnie popierają Izrael. Pomijam już, przywoływaną i opisywaną szerzej kwestię poparcia idiotycznego, szkodliwego i przestępczego wręcz ataku na Liban w 2006 roku i ówczesną reakcję Stanów Zjednoczonych na poczynania Izraela.

Teraz bowiem powracają jakby tamte dni, podczas których Izrael z perwersyjną radością niszczył infrastrukturę Libanu oraz przeprowadzał naloty, w których masowo ginęli cywile. Kto nie z nami, ten przeciwko nam; cała społeczność Libanu musi ponieść odpowiedzialność za występki Hezbollahu - do tego sprowadzały się wówczas założenia operacji , którymi Izrael się zresztą chełpił i mówił o nich głośno. Tak, chcemy krwi, damy nauczkę Libanowi! - mówili niemal wprost wysoko postawieni politycy oraz wojskowi. Obecnie jest podobnie, powróciła dawna retoryka i powróciło szkodliwe dla Stanów Zjednoczonych zaangażowanie po jednej ze stron. Znowu bezrefleksyjne, ślepe i przynoszące wiele szkód.

Kiedy ze świata płyną słowa potępienia i wezwania do powstrzymania się od eskalacji przemocy, Waszyngton wzywa Izrael do zachowania "maksymalnej powściągliwości w celu uniknięcia dalszych ofiar cywilnych". W efekcie Palestyńczycy, a szerzej kraje arabskie i muzułmańskie otrzymują jasny przekaz - stoimy po stronie Izraela. Bezwarunkowo i bezapelacyjnie . W dobie takich mediów jak telewizja Al-Dżazira czy Al-Arabija, taki przekaz jest tłoczony w głowy wyznawców islamu przez 24 godziny na dobę. Mówiąc, że nie przysparza to Ameryce popularności, byłbym wyjątkowo delikatny.

Koronnym argumentem tłumaczącym zaangażowanie USA po stronie Izraela jest tożsamość zagrożenia, jakim jest terroryzm, dla obu tych państw. Zaraz po tragicznym ataku na bliźniacze wieże World Trade Center premier Izraela Ariel Szaron stwierdził: "Wy w Ameryce jesteście na wojnie przeciwko terroryzmowi. My w Izraelu jesteśmy na wojnie przeciwko terroryzmowi. To ta sama wojna ". Mówiąc wprost, słowa Szarona to wierutna bzdura.

Terror to pewne zjawisko, które pojawia się w miejscach, w których silniejsi uciskają słabszych, a słabsi stawiają opór przy wykorzystaniu asymetrycznych środków. Często akty przemocy skierowane są przeciwko cywilom. Nie można być na wojnie przeciwko terrorowi, gdyż jest to po prostu niewykonalne. Po drugie, problem Ameryki z terrorem wywodzi się z polityki stania po stronie Izraela i lekceważenia racji strony palestyńskiej. Bez żadnych wątpliwości można dziś stwierdzić, że Osama bin Laden był mocno umotywowany przez palestyńskie cierpienia, kiedy przygotowywał swój straszliwy atak na WTC . 

Wspieranie Izraela stworzyło problem terroryzmu antyamerykańskiego, a działania i zaniechania kolejnych administracji (z dużym naciskiem na tę ostatnią) tylko dolewały oliwy do ognia. Jak słusznie zauważają Arabowie, droga do rozwiązania problemów w Bagdadzie wiedzie przez Jerozolimę, a nie na odwrót. Należy pójść dalej - droga do rozwiązania problemów na Bliskim Wschodzie wiedzie przez Jerozolimę i dopóki spór izraelsko-arabski nie zostanie rozwiązany, sytuacja w regionie będzie napięta. Powstanie Państwa Palestyńskiego nie jest lekiem na całe zło. Ułatwiłoby natomiast zajęcie wieloma pomniejszymi kwestiami, a także umożliwiłoby uznanie Izraela przez Ligę Arabską.

Izraelska wojna z Palestyńczykami walczącymi o swoją ziemię i prawo do samostanowienia nie ma nic wspólnego z wojną Ameryki z terrorystami, poza tym, że wielu z nich rozpoczęło walkę z Ameryką z powodu apartheidu stosowanego przez Izrael wobec Palestyńczyków i postawy Stanów Zjednoczonych wobec tych praktyk. Waszyngton sam wyhodował hydrę, której bezskutecznie odcina teraz głowy, i co gorsza - nieustannie ją karmi i pielęgnuje. 

Odrywając się na chwilę od bieżących wydarzeń i wracając do toku opisywania książki Stephena Walta i Johna Mearsheimera pt. " The Israel Lobby and US Foreign Policy " (Izraelskie lobby a polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych), należy odnieść się do istotnego argumentu używanego przez zwolenników wydatnego wsparcia Izraela przez Amerykę - Izrael wiernie służył Ameryce w trakcie Zimnej Wojny, walczył z klientami ZSRR i zadawał im upokarzające porażki podczas wojen, natomiast po upadku Sowietów jest forpocztą USA w regionie, gdzie zapewnia projekcję amerykańskich interesów, jest silnym demokratycznym państwem i zaufanym sojusznikiem.

Pierwszej części argumentu nie da się obalić. Istotnie, Izrael odegrał ważną rolę podczas Zimnej Wojny, będąc niemalże na linii ognia z wspieranymi przez Moskwę krajami arabskimi. Wielokrotnie kompromitował Arabów w starciach militarnych, pokazując wyższość uzbrojenia amerykańskiego i ukazując słabość komunistycznej pomocy udzielanej przez ZSRR. Warto jednak zauważyć, że kraje arabskie przeszły "na stronę" sowiecką w wyniku polityki USA, które wspierało Izrael i odmawiało pomocy państwom arabskim. Znowu więc Ameryka wspierała Izrael w walce przeciwko przeciwnikom, których sama wykreowała. Dokonanie wyłomu w bloku sowieckim, w postaci powtórnego przeciągnięcia Egiptu na stronę Zachodu jest wielkim sukcesem, ale przy rozsądniejszej polityce być może Egipt w ogóle nie stałby się klientem ZSRR. 

Druga część argumentu zupełnie nie wytrzymuje konfrontacji z rzeczywistością. Powszechnie znienawidzony w regionie Izrael nie zapewnia żadnej projekcji amerykańskich interesów . Jego siła militarna także jest dla USA w ogromnej mierze bezużyteczna i pozostaje niewykorzystana. Ileż to wysiłku kosztowało Waszyngton trzymanie Izraela jak najdalej od operacji wyzwalania Kuwejtu spod panowania Saddama Husajna. Szeroka koalicja międzynarodowa, z udziałem kilku państw arabskich, musiała obejść się bez największej potęgi regionu, gdyż inaczej rozpadłaby się na drobne kawałki .

Znowu wracamy do kwestii Palestyny, która determinuje politykę arabskich państw regionu i straszliwie utrudnia Stanom Zjednoczonym prowadzenie korzystnej dla siebie polityki na Bliskim Wschodzie, a zwłaszcza w rejonie Zatoki Perskiej. Odpowiadając na postawione w tytule pytanie, Walt i Mearsheimer skłaniają się ku drugiej opcji odpowiedzi, czyli twierdzą, że Izrael stał się dla Stanów strategicznym obciążeniem. I należy im przyznać rację. Bezwarunkowe wspieranie Izraela szkodzi Stanom Zjednoczonym , nakładając na nie dodatkowe koszty (w tym finansowe) i uniemożliwiając prowadzenie skutecznej polityki w istotnej części świata.

Piotr Wołejko

Wcześniejsze wpisy poświęcone książce "The Israel Lobby":

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Trzeba przyznać, że sytuacja międzynarodowa staje się coraz gorętsza. Z telewizorów straszą nas relacje z tradycyjnych miejsc wojen i tragedii, takich miejsc jak Irak, Afganistan, ale dochodzą nowe, jak napięcie na granicy Indii z Pakistanem, a także eskalacja konfliktu na terenach palestyńskich.
To co się dzieje w strefie Gazy to kolejne otwarcie puszki Pandory i wypuszczenie demonów nienawiści i zemsty. Zastanawiam się na ile ta akcja była przemyślana, a ile w niej było emocji. Żydzi osamotnieni i znienawidzeni przez sąsiadów istnieją tylko dzięki pomocy Amerykanów. Po Bushu, rolę obrońcy Izraela przejmie Obama, który jest zakładnikiem wielkich korporacji. Już dziś wiemy jaki będzie pierwszy polityczny test dla nowej administracji Obamy. Będzie to Palestyna, gdzie konflikt właśnie rozpala się do czerwoności, a 200 ofiar izraelskich bombardowań zostanie krwawo pomszczone.
Następne tygodnie przyniosą nowe ofiary, a świat arabski po raz kolejny zapała gorącą nienawiścią do Izraela.
Czy osłabienie USA ośmieli Iran, Syrię, czy Liban do ataku na Izrael? Tego dowiemy się już w przyszłym roku, a ponoć będzie to zły rok dla świata.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pozdrawiam
**********
Niepoprawni: "pro publico bono".

#9878

Gwoli uzupełnienia: Bin Laden nigdy nie wspominał o utworzeniu państwa palestyńskiego. Celem islamistów jest zjednoczenie islamu w jeden Kalifat, i oczywiście ziemia święta jest dobrym miejscem na rozpoczęcie tego; tam znajduje się święty Złoty Mecczet, a Izrael kojarzy się z księstwami Krzyżowców z okresu krucjat, plus do tego niezależność i samostanowienie Żydów jest samo w sobie nieakeptowalne.

W tym świetle pogróżki Mahmuda Achemadżadina (jak i konkretne wsparcie Iranu dla Hezbollahu) są po prostu sposobem na zyskanie sobie popularności, plus wywindowanie pozycji Iranu, kraju szyickiego, jako potencjalnego lidera wspólnoty islamskiej, Ummy.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#9881

Kwestia Izraela

Takie, a nie inne zachowanie Armii Izraela wobec ludności cywilnej Libanu, a ostatnio Palestyny (i vice versa: odpowiednio Hizbollah'u i Hamasu) wynika po prostu z pewnych uwarunkowań cywilizacyjnych, charakterystycznych zaróno dla cywilizacji żydowskiej, jak i islamskiej (zwłaszcza w jej mutacji, jaką jest ideologia dżihadyzmu). Uwaga, proszę mnie nie oskarżać o antyhebraizm (btw tak powinno się nazywać to, co teraz zwie się "antysemityzmem") ani wybielanie palestyńskich organizacji terrorystycznych (czy islamu jako takiego).

Feliks Koneczny opisywał cywilizację żydowską jako tą, w której naród do niej należący (nie tylko zresztą Żydzi - wg klasyka do tejże należała III Rzesza Niemiecka) uważa się za jakościowo lepszy od innych i jako taki predestynowany do panowania nad otoczeniem zewnętrznym.By nie przytaczać samej teorii - proszę rozejrzeć się, jak zachowują się organizacje typu ADL wobec Gojów. Żydzi uznawali się najpierw za Naród Wybrany przez Boga.

Teraz zastąpił to przekonanie laicki i socjalistyczny co do swej genezy syjonizm, podparty dodatkowo tzw. "religią Shoah" - przekonaniem, że ta właśnie zbrodnia jest NAJGORSZA w historii ludzkości (tak, jakby nazistowska i komunistyczna zagłada Polaków, wymordowanie całego plemienia Indian Misquitos przez Sandinistów, zbrodnie Pol Pota etc. były czymś gorszym), wobec czego Żydom należne jest państwo, w którego obronie wszystkie metody są dozwolone. Łącznie z masowym mordowaniem ludności cywilnej. Najbardziej wyrafinowaną metodą miała być biologiczna broń etnospecyficzna, którą Izrael rozwijał wraz z... Republiką Południowej Afryki w okresie Apartheidu.

Należy też przypomnieć, że organizacje żydowskie w walce o Eretz Israel również stosowały metody, które wg obecnych kryteriów uznane są za terrorystyczne.

Palestyna, Arabowie, jihadyzm

"Ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej" - to jeden z celów założycielskich Ligi Arabskiej. Również ani Hamas, ani Hezbollah nie są w stanie uznać państwa żydowskiego w jakichkolwiek granicach (przynajmniej na Bliskim Wschodzie - na marginesie, pewne frakcje syjonistów na przełomie XIX i XX wieku pragnęły utworzenia Państwa Izrael w Argentynie bądź na sławetnym Madagaskarze.

W swoim antyhebraizmie, antyizraelizmie zarówno Hamas, jak i radykalni islamscy "globaliści" jawnie odwołują się do retoryki nazistowskiej ( pal już pies salut rzymski jako salut wojskowy w obu organizacjach...). Współczesna ideologia jihadyzmu opiera się na wzorcach nazistowskich i komunistycznych (Ummah islamska jako substytut rasy panów/proletariatu, organizacja terrorystyczna zaś jako substytut awangardy proletariatu)

Natomiast w wypadku uzyskania niepodległości, Palestyna pogrążyłaby się w wojnie domowej pomiędzy Hamasem, Fatahem, różnymi "Frontami", klanami itp. Niestety/-stety - nawet pomimo rasizmu Żydów - Palestyńczycy są lepiej rządzeni przez Żydów, aniżeli rządzili by się sami ( pododnie jak Czarni przez Afrykanerów w RPA - co by nie mówić o tym reżimie jako takim i poszczególnych jego funkcjonariuszach... ).

Co do rywalizacji świata zachodniego z ZSRS, a obecnie neo-ZSRS, USA NIE MOGĄ pozwolić sobie na zerwanie sojuszu z Izraelem, gdyż oznaczałoby to wzmocnienie wspieranych przez Rosję Hamasu i Hizbollahu.

Jak pisał Danz, konflikt ten będzie testem dla nowego prezydenta Obamy, ale nie tylko jako tradycyjnego defensor Iudeorum, a również jako politycznego wychowanka aktywisty CP USA oraz... murtada (odstępcy od islamu). Będzie źle i -jeżeli dojdzie do eskalacji konfliktu na Syrię, Egipt, Iran plus nie daj Boże czynne włączenie się USA (i NIE DAJ BOŻE innych sojuszników) w obronę Izraela przed Syrią czy Iranem - skorzysta kto? A no właśnie - ROSJA przez związanie USA nową wojną na Bliskim Wschodzie, która spowoduje z kolei wzrost cen kopalin i zapotrzebowanie na te pochodzące ze stabilnych źródeł. A takim będzie się wydawać Rosja w razie wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie.
A o ChRL wolę nie wspominać...

www.abcnet.com.pl

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

-------
http://jaszczur09.blogspot.com/

#9885

to żydowski nacjonalizm, a wyznawana wiara ma dla państwa! Izrael zasadnicze znaczenie - muzułmanie i chrześcijanie nie mają takich samych praw jak żydzi. te podstawy utrzymywane są siłą ekonomiczną i militarną. uzyskanie porozumienia z Palestyńczykami na takich warunkach jest niemożliwe. Dr. August Grabski z Żydowskiego Instytutu Historycznego przedstawia trzy warunki na pokój:
- gwarancje bezpieczeństwa dla Izraela ze strony państw arabskich
- powstanie niepodległej Palestyny
- uzyskanie pełni praw przez Palestyńczyków w Izraelu.
Zacząć trzeba od zaprzestania terrorystycznych zamachów i przerwania żydowskiego osadnictwa na Zach. Brzegu.
nie ma się co dziwić, że Palestyńczycy się buntują. np. w Betlejem, w miejscu o wielkim potencjale turystycznym, jest teraz 50% bezrobocie. kraj przedzielony jest 500-kilometrowym murem, który nadal jest rozszerzany. 2/3 Izraelczyków jest nastawionych bardzo wrogo do Palestyńczyków, którzy dlatego nie mają  pracy. na każdym kroku spotykają Arabów szykany np. nostryfikacja dyplomów, zróżnicowanie budżetów gmin w zależności etnicznego przekroju ludności.
1/4 społeczeństwa żydowskiego chciałaby jednak dialogu z Palestyńczykami, bo ofiar po obu stronach jest coraz więcej (od 2000 roku 1000 Izraelczyków i 5300 Palestyńczyków + ostatnie ofiary). siły propokojowe to komuniści, socjaldemokraci,  ale także ortodoksi.
a chrześcijanie, których np. w Betlejem jest 25% i stanowią 2% mniejszość wśród Palestyńczyków są źle traktowani przez obie strony.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#9888

Izrael stał się ścisłym sojusznikiem USA od wojny sześciodniowej w 1967 roku. Wcześniej był zwiazany z Francją (vide: dostawy sprzętu wojennego i pomoc przy budowie bomby atomowej).

Zwracam uwage, że Izrael uczestniczył o anglo-francuskiej operacji "Dwaj Muszkieterowie", dokonując ataku na Egipt, aby dać pretekst do zajęcia przez Anglików i Francuzów Kanału Sueskiego. Więc jeżeli coś poustawiało Izrael i Arabów na zimnwojennej szachownicy to moim zdaniem właśnie to wydarzenie. Na marginesie, USA i ZSRR naciskały na Brytyjczyków, aby wycofali się z tej awantury.

Poza tym w tym czasie, USA miały innego sojusznika, tuż obok, mianowicie Liban, gdzie Eisenhower posłał Marines, gdy zaczęło coś iskrzyć w tym kraju w 1957 roku.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#9889

http://prawdalezynawierzchu.nowy.salon24.pl/377417.html
przeczytajcie tę notkę i komentarze. niektórzy traktują wojnę jak "strzelankę". i ta poezja:

Myśliwce F-16 przełamują barierę dźwięku na niskim pułapie.
Ale z tydzień tez wystarczy, żeby przetrzepać dzikusów.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#9912

tego nieustannego konfliktu polega m.in. na starannym utrzymy-
waniu nierównowagi sił militarnych. F-16,rakiety,czołgi,naj-
nowoczesniejsze uzbrojenie - przeciw broni ręcznej, niby
rakietom,kamieniom. Jak to jest możliwe przy atutach jakie
mają wrogowie Izraela? Brak nawet prostych rusznic pp, czy
ręcznych wyrzutni umożliwiających strącenie obiektów lecących
na niskim pułapie!!! Taki stan rzeczy pozwala jednym na utrzymywani przewagi i kontroli wydarzeń, dla drugich jest
ponurym rezultatem gier politycznych.
Walka o Pokój trwa nieustannie...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

basket

#9926