12 grudzień 1981 r. w moich wspomnieniach

Obrazek użytkownika obiboknawlasnykoszt@tlen.pl
Kraj

To miało nadejść nocą po tym dniu, o którym teraz piszę i budząc nas telerankiem w wykonaniu tej komuszek kanalii.

Dzień 12 grudnia 1981 roku był nie tylko kolejnym dniem dyżuru w społecznej kolejce pod sklepem z meblami kuchennymi w Sopocie, lecz również był długo oczekiwanym dniem mojego sukcesu.

Kupiłem wreszcie komplet mebli kuchennych, które wcześniej jako kolejkowicze musieliśmy rozładować z samochody ciężarowego do tego sklepu.

W czasie rozładunku jedna z szafek wypadła z opakowania mi na stopę, ale nie poczułem nawet bólu i pełen zadowolenia z zakupu, bo akurat dostarczyli tyle kompletów, że ja będąc wówczas 5 w kolejce załapałem się na ten wymarzony komplet wiórowych mebli kuchennych.

Byłem naprawdę szczęśliwy, że na święta będziemy mieli wreszcie urządzoną kuchnię, w której dotychczas były szafki wykonane przeze mnie sposobem chałupniczym z różnych starych mebli.

Czułem się cały jak w skowronkach, jakbym się dopiero co narodził.

Wielka radość była też tego dnia i w mojej rodzinie, gdy dotarłem z tym zakupem do domu.

Koledzy z sąsiedztwa w parę minut uwinęli się z wniesieniem szafek kuchennych do mojego mieszkania na pierwszym piętrze w starej czynszowej kamienicy na gdańskiej Oruni.
Z kolegami, jak to w Polsce tamtych czasów wódka i papierosy była najbardziej pożądanym środkiem płatniczym, opiliśmy zakup przydziałową wódeczką kupioną na kartki – już jenerała znaczy się Wojciecha.

Nowy zakup wylądował w jedynym naszym pokoju z białym piecem kaflowym, w którym była tzw. duchówka, gdzie moja żona zimą wstawiała dla mnie obiad, gdyż zazwyczaj w tamtych czasach później wracałem z pracy lub zebrań związkowych w stoczni.
Byłem wówczas członkiem Komisji Zakładowej NSZZ Solidarność i przewodniczącym jednego z wydziałów stoczniowych.
Był to bardzo gorący okres, bo od początku grudnia byliśmy pewni, że w każdej chwili może być wypowiedziana społeczeństwu polskiemu wojna i wprowadzony stan wojenny przez komunistów.

Od początku września 1981 roku miałem informację z pewnego źródła - z białostockich struktur partyjnych PZPR, że trwają całą parą przygotowania do wypowiedzenia wojny jeszcze w 1981 roku.

Uzyskane tak przeze mnie informacje przekazywałem gdańskim działaczom Solidarności różnego szczebla lecz większość z nich była tak buńczucznie nastawiona i zaślepiona iluzoryczną potęgą związku i nawet nie dopuszczała do siebie myśli, że komuchy odważą się wprowadzić stan wojenny, a tym samym wywołać pewną według nich wojnę domową.
Uważali, że skoro za związkiem stoi 10 milionów członków gotowych na wszystko to komuchy się nie odważą na otwartą konfrontację z Solidarnością.
Tak jak ja nie wiedziałem o zdradzie działaczy związkowych, tak i oni nie wiedzieli, że przywódcy związkowi też brali wówczas udział w przygotowaniach razem komuchami.

Tu muszę pochwalić naszą Komisję Zakładową, która zaczęła przygotowywać się do stanu wojennego wczesną jesienią 1981 r. tuż po uzyskaniu ode mnie informacji o przygotowaniach do wypowiedzenia nam wojny.

Poczynione zostały kroki do sprawnego zabezpieczenia wszelkiego mienia związku oraz dokumentacji przed wpadką w ręce bezpieki, co po wprowadzenia stanu wojennego zadziałało jak w dobrej marki szwajcarskim zegarku.

O tym jednak napiszę później, a teraz wracam do dnia 12.12.1981 roku.

Po poczęstunku kolegów – sąsiadów, którzy pomogli mi te meble wtaszczyć do domu, zaczęliśmy z żoną opróżniać ze sprzętów i produktów spożywczych stare szafki kuchenne.

Śnieżna była wówczas zima, tak jak śnieżna jest obecna i dlatego nie wynosiłem bezpośrednio po rozbiórce starych szafek kuchennych do komórki, która była w podwórzu naszej kamienicy czynszowej.
Mała była ta nasza kuchnia, taka według polskiej normy polskiej.
Cała kuchnia była zastawione na maksa.

Śnieg ciągle padał, tak jakby chciał zasypać wszystkie ludzkie ślady i ukryć nas przed nadciągającymi hordami bolszewickich sługusów w stalowych rumakach.

Do ciszy nocnej o godzinie 22 nie zdążyłem powiercić otworów i zawiesić wszystkich szafek wiszących.
Dlatego nie mogliśmy jeszcze wstawić szafek dolnych by je później nie niszczyć i nie zakurzyć przy wierceniu otworów w ścianach.

Segregując i robiąc porządki ze sprzętami kuchennymi i moimi narzędziami (jestem tzw. złotą rączką, a więc byłoby niedorzecznością gdybym nie miał w swoich zasobach różnych narzędzi i materiałów niezbędnych w każdym wówczas domu) zastała nas prawie północ.

Telewizora nawet nie włączaliśmy, bo był tak zastawiony, że i tak nic byśmy nie widzieli, a z cała pewnością odwracałby nam naszą uwagę, gdy tymczasem mieliśmy pilną pracę do wykonania.

Mój 8 miesięczny syn smacznie już spał w swoim łóżeczku nieświadom niczego z tego (tak jak i my) co wkrótce stanie się również i jego więzienną historią, a nie tylko jego rodziców, którzy wiedzieli, że wojna z komunistami jest tuż tuż - i czuli ją niczym wroga oddech na swoich plecach.

Około północy mocno zmęczeni lecz zadowoleni z zakupu też legliśmy na kanapie obok łóżeczka naszego syna.

Bardzo szybko też usnęliśmy nawet nie dopuszczając do siebie myśli, że ZOMO, wojsko w transporterach i w czołgach jadą w naszym kierunku by zburzyć nasze życie i życie Polaków, którym nie obce były słowa Bóg, Honor, Ojczyzna.

Cdn…….

„Pobudka 13 grudnia 1981 roku - wyprawa na barykady"

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Mnie zaś stan wojenny zastał na dworcu PKP w Opolu , czekałem na pociąg do Gliwic , jechałem do pracy na nocną zmianę ..

Pracowałem wówczas na kopalni KWK "Sośnica "(zachód).,

Pamiętam tą zimę , była mroźna i masę śniegu nocą napadało .
W Gliwicach na ulicy stały "Koksiaki" przy nich grzało się wojsko ..

pozdrawiam

............................
" idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch "
/Z.Herbert/

/Klub Gazety Polskiej w Opolu/
http://andruch.blogspot.com/

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

-----------------------------------------

Andruch z Opola

http://andruch.blogspot.com

#115622

Taki on zapłakany, taki biedny. On naprawdę musiał ten stan wojenny wprowadzić, a dziś tak go gnębią ci wstrętni kaczyści. Nie dają mu spokoju, niewinnemu staruszkowi. Ale za to dobry rząd i prezydent dali mu miejsce w Radzie, bo są niezależni i obiektywni, nie to co ci kaczyści zapiekli i pełni nienawiści. I znów Generał jest w Radzie. "Sprawiedliwości stało się zadość" - podsumował SLD-ówek.

444Polska.bloog.pl

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"Nasze miejsce po stronie odwagi bezbronnej" - Jan Pietrzak

#115705